18 września
2009 Zabójczy gaz.
Tata w
trybie ekspresowym z resztą dyrektorów wracał z wycieczki, na którą wyjechał
wczoraj. Po zebraniu dyrektorów przyjechał do domu. Dzwoni po rodzinach i po
każdym telefonie odkłada z milczeniem słuchawkę.
To nie jest to
samo, co słuchać tego z telewizora. Tam to jest sztuczne i zdystansowane. Dopiero uderza, gdy słyszy
się to z ust własnego brata.
Bo mój brat
był jednym z niewielu, którzy wyjechali o własnych siłach..
„Tato.. Bo
myśmy w szoli żartowali o jego emeryturze, a on trzy godziny później…”
17 września
2009 Z serii zabójcze
Luby:
„Kochanie! A ten lok jest niedorozwinięty!”
Mola:
„Yyy?!”
Luby: „Bo do
połowy kręci się w jedną stronę, a od połowy w drugą!”
*
Mola:
„Kootkuu?..”
Luby:
„Mhm?..”
Mola: „A kochasz
mnie?”
Luby:
„Nooo..”
Mola: „A
mocno?”
Luby:
„Bardzo.”
Mola: „Bo ja
Ciebie też.”
*
Mola:
„[……..] Mam się już być cicho?”
Luby:
„Nieeeeeeeeeeeee……”
6 września
2009 W drobny mak..
Słowo
zakazane – „matura”. Dlaczego? Bo matura to, matura siam to. Wybór maturalny
bla bla bla matura bla bla matura bla bla bla bla i w dodatku matura bla bla
bla. Wrrr mnie to zaczyna powoli wpieniać.. Normalnie już po słowie „matura”
wyłączam się i mam w głowie totalny bełkot. Jakby nauczyciele (a szczególnie moja
szanowna pani dyrektor) uważali, że o tym da się zapomnieć i ich obowiązkiem
jest przypominanie nam na każdym kroku, że w tym roku szkolnym czeka nas..
Wiecie co? Nie? To ja Wam powiem – matura! Pomijając niezdecydowanie MEN-u w
sprawie wszystkich – uwaga użyję słowa zakazanego w liczbie mnogiej – matur, to
już mi to wszystko uszami i nosem wychodzi, a chcę zauważyć, iż dopiero minął
pierwszy tydzień września.
Znalazłam
jeden pozytywny plus szkoły – można pośmiać się z pierwszaków. A dokładnie z przedstawicieli
płci pięknej. Chodzi sobie to to takie pewne siebie i myśli, że jest popularne
i od pierwszego dnia stworzyło elitę elity szkoły. Idzie środkiem korytarza i
rozgląda się wokół, niby przypadkiem czy aby na pewno wszyscy się patrzą. Boki
zrywać.
Wiecie, że
uczyłam komórkę pływać? W sytuacjach ekstremalnych, bo ja wiem, że ona też ma
ambicję. Jednak mimo mojej rozpaczy, poddała się wirowi w sedesie podczas
odpływu bez walki! I gdyby nie moja ręka wyciągnięta w geście desperacji, to
aktualnie byłaby na wakacjach. W ściekach kanalizacyjnych.
Mój tato
mógłby napisać książkę pod tytułem: „Jak skutecznie i nieodwracalnie zrujnować
dziecku psychikę” przy drobnej współpracy mojej mamy. Gwarantuję, że stałaby się bestsellerem.
„Shuffling the cards of Your game.
And just in time in the right place,
suddenly I will play my ace.”
[Blue Foundation – “Eyes on fire”]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz