sobota, 13 lipca 2013

Ten z lipcem 2012



21 lipca 2012     

Dni płyną szybciej.

Praktyki? Troszeczkę dziwne, ale czegóż się spodziewać po firmie aktualnie trzyosobowej?

Wczoraj odwiedziliśmy M&Msów. Mimo, że śmiechu było wiele, to zdarzyły się i smutne chwile. Szczególnie te w kuchni, z których przebijała się potrzeba wygadania i wyżalenia.

Wiecie, kiedy mężczyzna naprawdę mocno kocha już kobietę? Gdy mówi: „Pierdol auto, dojedź bezpiecznie”, a wiesz że to auto, to jedna z najważniejszych rzeczy dla niego.
Moje ulubione hasło wieczoru: „Proszę się zaręczyć!”








13 lipca 2012     

Piątek trzynastego. Nie jestem przesądna. Jednak nie wszystko szło po mojej myśli.

Przyszła lampa. W innym kolorze.
Czasem mam wrażenie, że rzucają mi same kłody pod nogi.

Zastanawiam się czy słusznie wzięłam ten drugi kierunek, skoro mam takiego pecha?







9 lipca 2012        

Uwielbiam oglądać moje zdjęcia. Oczywiście te, na których wyszłam przyzwoicie. Jest to dość egoistyczne.

Czasem tylko tak potrafię poprawić sobie humor. Każde zdjęcie jest jak szczebelek drabinki, którą buduje będąc w głębokim dole.

Widząc uśmiech na twarzy mojej czy Jego od razu mi się poprawia. Przypominają się miłe chwile spędzone na wakacjach, wypadach weekendowych  i w zwykłych dniach, które dzięki naszej miłości wyróżniają się jeden od drugiego.

O rany. Ale ckliwie to zabrzmiało. Coś w stylu: „Nasza miłość jest och i ach i daje nam wszystko i jesteśmy super i wspaniali i cool”. Prawa jest taka, że nie zawsze jest kolorowo i dobrze. Czasem rzeczywiście dni zlewają się w jedno, bo nic nie chce się nam robić i po prostu leżymy na łóżku. Gadamy sobie o pierdołach albo zasypiamy. Wspólnie marnujemy czas.

Ale na tym też polegają związki.  Przynajmniej takie jest moje zdanie.

Dzisiaj przeglądam te zdjęcia, widzę Jego uśmiechniętą twarz i zastanawiam się dlaczego czasem los jest przeciwko. Bo dzisiaj rzeczywiście nie była to nasza wina, tylko złej głupiej sieci telefonicznej. Zero zasięgu = zero kontaktu =   spotkania. A potem z radością informuje o milionach smsów i nieodebranych połączeniach.. Super tylko szkoda, że wtedy to już było po ptokach..

Zastanawiało kiedykolwiek kogokolwiek, dlaczego na zdjęciach zachowuje się zawsze te dobre chwile? Nigdy nie chce się uwiecznić tych złych? Zwykle usuwamy te zdjęcia, które sprawiają, że jest nam smutno. A czasem przydałaby się taka chwila refleksji.

A tak na marginesie, gdyby coś się z nami miało stać – w sensie rozstania czy jeszcze gorszego zdarzenia – nie wiem, co bym zrobiła z moimi albumami. Nie potrafiłabym ich wyrzucić, chyba pękłoby mi serce, bo tyle włożyłam w nie pracy, nie wspominając i pieniądzach..

Ale nie warto o tym myśleć teraz, gdy głowa wypełniona jest szczęśliwymi obrazami.







8 lipca 2012        

Pełen miesiąc bez Komercyjnego Kina. Całe trzydzieści jeden dni bez narzekających klientów, bez niekompetentnych pracowników i zepsutej klimy, która zepsuła mi zatoki.

Smark. Smark. Smark.

Jestem ciekawa jak będą wyglądały te praktyki. W ogóle czy babka o mnie pamięta.. Mam nadzieję, że tak, bo inaczej będę głęboko w czarnej dziurze.. Będę jeszcze dzwonić i się dopytywać, kiedy mogę przyjść. Bo „około połowy lipca, ale dam jeszcze znać” to dość ogólny termin.

Dzisiaj odpoczywaliśmy sobie na kocyku. Złapani przez wielką ulewę podskoczyliśmy do najbliższego centrum handlowego. Chodzimy po sklepach, oglądamy pierdołki i nagle rozmowa zeszła na przyszłościowe tematy.

Tak jakoś w sumie zgrabnie, nie wywołałam tego specjalnie. Po prostu od Mimi to wyszło. Bo Mimi i Daro moim zdaniem już bardzo zdesperowani zakupili mieszkanie w TBSach. Mieszkanie – w opinii nie tylko mojej, ale także i Tygryska – jest dość nietrafione. Bo co to za pomysł, żeby w dwupokojowym mieszkaniu między jednym pokojem a resztą domu robić schody? Gdyby mieli mieszkać tam sami i nie planowali dzieci, to ok – na dole sypialnia, na górze reszta mieszkania. Ale tak z dziećmi? Trochę niezręcznie to raz. A dwa bardzo małe to mieszkanie..

Ale zbaczam z tematu.

Dyskutowaliśmy sobie o ich wyborze i zeszło właśnie na nasz przyszłościowy temat. I Tygrys powiedział, jak to widzi, gdzie się widzi i jak można byłoby do tego dotrzeć. Dodałam też swoich kilka słów i spraw. Wszystko zgrabnie, ładnie i w ogóle cacy. Tylko jednym go zaskoczyłam – tym, że chciałabym żeby już po moim licencjacie zaczęło się coś dziać. W ramach przypomnienia bronię się za rok.

Pokiwał główką swą mądrze, chyba w ramach potwierdzenia. Jednak coś mu jeszcze dodałam: mianowicie na samym początku znajomości, gdzie przedstawialiśmy swoje wizje przyszłości, wytłumaczyłam mu moją:

Jesteśmy razem – Mieszkamy razem* – Bierzemy ślub

* żeby ze sobą zamieszkać musimy być zaręczeni

I wtedy się zgodził z tą koncepcją i tym warunkiem. Bo mieszkać ze sobą na kocią łapę do końca życia nie uśmiecha mi się. Natomiast pierścionek jest czymś co do tego ślubu prowadzi, jednak pozostawia otwartą furtkę w razie gdyby coś się nie udało..
„Więc za rok mam się oświadczyć?”







4 lipca 2012        

Już mam dość szarpaniny z tym drugim kierunkiem.. Po prostu raz słyszę, że jest darmowy, czytam dokumenty to wychodzi, że jest płatny, idę do biura i się pytam, znowu darmowy, chcę wydrukować podanie – ostatecznie płatny. Zaryzykować? No raczej nie, skoro ten „ryzyk-fizyk” kosztuje to ponad dwa tysiące..

Mam żal do siebie, że nie wzięłam ostatecznie tego kierunku w zeszłym roku. Z ręką na sercu przyznaję, że przestraszyłam się nadmiaru wszystkiego i ostatecznie zrezygnowałam.

Nie wiem, co to będzie z tą uczelnią..

Chcę już wakacji. Takich z leniuchowaniem, a nie wolnym od uczelni, ale pełnym pracy..






2 lipca 2012        

Arghhh.. Czegóż to ja się dowiaduję? Że przy większych zgrzytach On myśli czasem jakby to było gdyby był sam. A co trzeba zrobić żeby latać solo? Zerwać.

Wypłynęło to przy głupotce. Postanowiłam napisać do dawno zagubionej koleżanki, która mogłaby być moją przyjaciółką, ale potoczyło się jak potoczyło. Odległość, nie powiem, że nie, bo tak, zrobiła w końcu swoje i kontakt, jak to przy znajomościach obozowych niestety się urwał.  Ale ostatecznie napisałam i sobie troszeczkę pogadałyśmy o głupotkach.

Ona znowu chce zerwać z swoim. Ja pamiętam jej problemy, które po dwóch latach okazały się dokładnie te same.

I tak jakoś zaczęliśmy sobie z Tygryskiem o tym gadać i… wyszło szydło z worka.

Ja przy problemach myślałam jak je rozwiązać i naprawić sytuację, która z nich wypłynęła. Natomiast jak widać On brał nogi za pas.
Co za typowy mężczyzna.







22 czerwca 2012              

Oboje uważamy, że druga osoba jest alfą w związku. Ja, że On. On, że ja.
Jak to w ogóle jest możliwe? Zawsze wydawało mi się oczywiste, że to On jest głównym trzonem naszej relacji.

Zaczęłam o tym rozmyślać i doszłam do wniosku: ja jestem alfą w sferze sercowej i planach krótkofalowych, On jest alfą w sferze rozumowej i planach długofalowych. I to ma sens.

Ja decyduję co robimy danego dnia. No dobra, zabrzmiało to jakbym miała cały grafik, ale nie jest tak. Rzucam propozycje, co moglibyśmy zrobić – On nie wie co wybrać i mówi, co chciałby też załatwić, więc ja próbuję połączyć wszystko w całość i zwykle tak robimy.

W sferze rozumowej nie mogę Mu się równać, no może poza paroma dziedzinami ;) Jednak wiedza czysto teoretyczna to mój konik, Tygrys jest praktykiem, co widać i słychać, bo cały czas coś dłubie w tym swoim garażu. Polegam na Jego wiedzy, gdy muszę kupić drogi sprzęt czy nawet zwykłe buty.

Alfa alfie nierówny, ale w naszym związku fantastycznie to funkcjonuje. Potrafimy dojść do kompromisu, prawie zawsze na spokojnie i bez emocji, krzyków i trzaskania drzwiami. Taka kłótnia nam się jeszcze nie zdarzyła i z takim nastawieniem jakie mamy do takich spraw, raczej nie zdarzy.  To jest to.

A wczoraj na grillu mieliśmy niespodziewanego gościa. Zapraszaliśmy Mimi i Dara, którzy niestety nie dali rady przyjechać. Chyba zrobiło mu się nas żal, więc postanowił wpaść – wielki ogromny dzik. Jak go zobaczyliśmy, to pierwsza myśl: „Jaki ogromny pies!Hmm tylko dlaczego on ma kły? DZIK!”  od razu było „piiiiiiip” i na drzewo. I chyba jesteśmy zmuszeni do zmiany naszego ulubionego miejsca, gdyż tak nas polubił, że parę razy wracał..
W domu już się z tego śmialiśmy i zaliczyliśmy ten wypad do bardzo udanych. :)

„Jesteś pierwszą dziewczyną, która robi dla mnie coś bezinteresownie”
<3


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz