sobota, 13 lipca 2013

Ten z czerwcem 2010



27 czerwca 2010               Uroki pracy


Pracy szukałam już od kwietnia.Na początku internetowo – tak przy okazji, ważniejsze był egzaminy. W połowie maja wraz z Gabi ostro wzięłyśmy się do roboty i razem z moją mamą, która dzielnie służyła nam za kierowcę, jeździłyśmy od urzędu do urzędu, wciskając nasze cv wszędzie, gdzie tylko chcieli.

Jednej pracy byłam praktycznie pewna – McDonalda, a jednak i tutaj się przejechałam. W ankiecie trzeba było zaznaczyć dni tygodnia, w których chciałabym pracować, opuściłam tylko niedzielę. Zdesperowana Gabrysia wszędzie postawiła krzyżyki i tylko dzięki temu zaprosili ją na rozmowę. Jednak poinformowali ją, iż jest osiem osób na jedno stanowisko! Nie została wybrana, prawdopodobnie dlatego, że musiałaby dojeżdżać do pracy, a im zależało na dostępności.



Zdołowana faktem, że nawet w Macu mnie nie chcą, zostałam wyciągnięta na spacer z Lubym przez brata i jego żonkę.Ciągnąc nas w nieznane i oddalone miejsca naszej dzielnicy, w jednym z sklepów wisiała kartka: „Zatrudnię ekspedientkę”. Zgodnie z instrukcjami zadzwoniłam do szefa i właśnie tak zaczęła się moja przygoda z „Maxymem”.



O tym, że praca jest ciężka dowiedziałam się już na samej rozmowie. Zaakceptowałam to, bo lubiłam wyzwania.Ale na takie przekręty, jakie są w tym sklepie to słów  uje. Pracowałam jużdwa tygodnie i ciągle bez umowy, w końcu się zbuntowałam i łaskawie ją dostałam. Do trzydziestego września na okres próbny, już w tym momencie wiem,że będę ją wymawiała prędzej czy później, bo w tym sklepie nie da się wytrzymać.



Powód? Dwie zmiany: od 7 do 14.00i od 14.00 do 21.00. Wszystkie soboty pracujące, a także co trzecia niedziela.Oczywiście nie ma wyższej stawki za weekendy, a mówiąc o tym szefowi wybucha śmiechem i odchodzi. Teoretycznie można się zamienić zmianą, praktycznie żadna z współpracownic nie chce. Natomiast, gdy ja mówię, że w takim razie ja również nikogo nie będę zastępować, to od razu leci z jęzorem do szefa. Więc nie mam praktycznie nic z wakacji czy odpoczynku, bo pracuję od trzech tygodni bez dnia wolnego. Wspomniałam o tym szefowi, na co on: „Nowym pracownikom nie przysługuje wolne”. Według warunków pracownica mojego wzrostu i wagi może podnosić do piętnastu kilo, a noszę transportery i kartony o wadze nawet powyżej dwudziestu pięciu kilo. Owszem mogę sobie to rozłożyć i nosić każdą butelkę czy puszkę z osobna, ale w sumie mówiąc to wtedy wprowadzę się do tego sklepu i będę pracować od 6.00 do 23.00 i wtedy być może bym się wyrobiła.Atmosfera nie jest przyjemna, inne ekspedientki robią sobie na złość i z jęzorem od razu do szefa. Dwie teraz odchodzą i zostają dwie nowe, w tym ja. Będą kolejne i nowe problemy i konflikty.



Jestem ciekawa czy zapłaci mi przynajmniej tyle ile obiecał, jeśli nie to pierwszego lipca w pracy się nie pojawiam. Gdy kwota będzie się zgadzała, to się szarpnę na lipiec. Na sierpień?O ile wytrzymam psychicznie, bo ostatnio miałam kryzys i Luby mi doradził zrezygnować już teraz. Rodzice, słysząc co się tam wyrabia, również uważają, że najlepszym wyjściem jest zerwanie umowy. A co dopiero w takim wypadku mówić tutaj o wrześniu.



Najzabawniejsze? W momencie podpisania umowy i stałego zatrudnienia, zaczęły do mnie dzwonić inne sklepy, aja głupia radośnie odpowiadałam, że już mam pracę…












22 czerwca 2010               I co?

Pff. Nowa. Szata, nick i etap w życiu.



Do wyników z matury podchodzę sceptycznie. Nie zdążyłam z polskim, zrobiłam głupi błąd w dodawaniu na matmie, płyta zacinała się na listeningu z angielskiego, wos znośnie, tylko zarżnęli wszystkich testem.



Planowałam długi odpoczynek, ale plany planami a znalazłam pracę. Pani ekspedientka z „monopolowego z zakąską” jak określił to Luby.



Jeszcze mam prawie dwa tygodnie, żeby zdecydować się, co w końcu chcę studiować i gdzie mam złożyć papiery.



Nie mam zapału, entuzjazmu i ochoty. Dojrzałam do tego, by pisać tylko dla siebie, nie oczekując komentarzy.



Łapcie na mailu. Ot,co.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz