27 czerwca 2010 Uroki
pracy
Pracy szukałam już od kwietnia.Na początku internetowo – tak przy
okazji, ważniejsze był egzaminy. W połowie maja wraz z Gabi ostro wzięłyśmy się
do roboty i razem z moją mamą, która dzielnie służyła nam za kierowcę, jeździłyśmy
od urzędu do urzędu, wciskając nasze cv wszędzie, gdzie tylko chcieli.
Jednej pracy byłam praktycznie pewna – McDonalda, a jednak i tutaj się
przejechałam. W ankiecie trzeba było zaznaczyć dni tygodnia, w których
chciałabym pracować, opuściłam tylko niedzielę. Zdesperowana Gabrysia wszędzie
postawiła krzyżyki i tylko dzięki temu zaprosili ją na rozmowę. Jednak
poinformowali ją, iż jest osiem osób na jedno stanowisko! Nie została wybrana,
prawdopodobnie dlatego, że musiałaby dojeżdżać do pracy, a im zależało na
dostępności.
Zdołowana faktem, że nawet w Macu mnie nie chcą, zostałam wyciągnięta
na spacer z Lubym przez brata i jego żonkę.Ciągnąc nas w nieznane i oddalone
miejsca naszej dzielnicy, w jednym z sklepów wisiała kartka: „Zatrudnię ekspedientkę”.
Zgodnie z instrukcjami zadzwoniłam do szefa i właśnie tak zaczęła się moja
przygoda z „Maxymem”.
O tym, że praca jest ciężka dowiedziałam się już na samej rozmowie.
Zaakceptowałam to, bo lubiłam wyzwania.Ale na takie przekręty, jakie są w tym
sklepie to słów uje. Pracowałam jużdwa
tygodnie i ciągle bez umowy, w końcu się zbuntowałam i łaskawie ją dostałam. Do
trzydziestego września na okres próbny, już w tym momencie wiem,że będę ją
wymawiała prędzej czy później, bo w tym sklepie nie da się wytrzymać.
Powód? Dwie zmiany: od 7 do 14.00i od 14.00 do 21.00. Wszystkie soboty
pracujące, a także co trzecia niedziela.Oczywiście nie ma wyższej stawki za
weekendy, a mówiąc o tym szefowi wybucha śmiechem i odchodzi. Teoretycznie
można się zamienić zmianą, praktycznie żadna z współpracownic nie chce.
Natomiast, gdy ja mówię, że w takim razie ja również nikogo nie będę
zastępować, to od razu leci z jęzorem do szefa. Więc nie mam praktycznie nic z
wakacji czy odpoczynku, bo pracuję od trzech tygodni bez dnia wolnego.
Wspomniałam o tym szefowi, na co on: „Nowym pracownikom nie przysługuje wolne”.
Według warunków pracownica mojego wzrostu i wagi może podnosić do piętnastu
kilo, a noszę transportery i kartony o wadze nawet powyżej dwudziestu pięciu
kilo. Owszem mogę sobie to rozłożyć i nosić każdą butelkę czy puszkę z osobna,
ale w sumie mówiąc to wtedy wprowadzę się do tego sklepu i będę pracować od
6.00 do 23.00 i wtedy być może bym się wyrobiła.Atmosfera nie jest przyjemna,
inne ekspedientki robią sobie na złość i z jęzorem od razu do szefa. Dwie teraz
odchodzą i zostają dwie nowe, w tym ja. Będą kolejne i nowe problemy i
konflikty.
Jestem ciekawa czy zapłaci mi przynajmniej tyle ile obiecał, jeśli nie
to pierwszego lipca w pracy się nie pojawiam. Gdy kwota będzie się zgadzała, to
się szarpnę na lipiec. Na sierpień?O ile wytrzymam psychicznie, bo ostatnio
miałam kryzys i Luby mi doradził zrezygnować już teraz. Rodzice, słysząc co się
tam wyrabia, również uważają, że najlepszym wyjściem jest zerwanie umowy. A co
dopiero w takim wypadku mówić tutaj o wrześniu.
Najzabawniejsze? W momencie podpisania umowy i stałego zatrudnienia,
zaczęły do mnie dzwonić inne sklepy, aja głupia radośnie odpowiadałam, że już
mam pracę…
22 czerwca 2010 I
co?
Pff. Nowa. Szata, nick i etap w życiu.
Do wyników z matury podchodzę sceptycznie. Nie zdążyłam z polskim,
zrobiłam głupi błąd w dodawaniu na matmie, płyta zacinała się na listeningu z
angielskiego, wos znośnie, tylko zarżnęli wszystkich testem.
Planowałam długi odpoczynek, ale plany planami a znalazłam pracę. Pani
ekspedientka z „monopolowego z zakąską” jak określił to Luby.
Jeszcze mam prawie dwa tygodnie, żeby zdecydować się, co w końcu chcę
studiować i gdzie mam złożyć papiery.
Nie mam zapału, entuzjazmu i ochoty. Dojrzałam do tego, by pisać tylko
dla siebie, nie oczekując komentarzy.
Łapcie na mailu. Ot,co.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz