piątek, 12 lipca 2013

Ten z listopadem 2006


29 listopada 2006  - Przedobrzone ja
Po całym wyczerpujacym dniu w szkole jechałam do Pałacu Młodzieży na zajęcia przygotowujace do egzaminu gimnazjalnego. Usiadłam wraz z Szczupakiem i Gabryśką na parapecie i klechtałyśmy od niechcenia. Nagle podeszła do nas Ania – nielubiana przez całą grupę dziewczyna. Zaczęła się przysłuchiwać jak mówimy o ocenach i średnich na półrocze. Ignorowałyśmy ją, ale ona skutecznie przerywała każdą kwestię i w końcu, gdy nasza cierpliwośc się skończyła zaczęła swój monolog:
- Nasz klasa jest wspaniała ma średnią 5,75…. – nie dokońcyzła pierwszego zdania a już źle o niej myślałam. Ja na szczęście nie chodzę z nią do grupy, więc nie wiem jakie wariacje wyrabia na zajęciach. Ale no cóż…. Biedna Gabi.. Biedny Szczupak….Ale wracając do średniej… 5,75? nasza klasa najlepsza w gimnazjum miała ostatnio 4,57 czy jakoś tak.. i było 13 pasków i chyba z 7 stypednii.. reszta klasy uczy się dobrze.. a oni? to jakieś kujony czy co? Przy tych rozmyślaniach dobiegł mnie dalszy ciag monologu – Tak.. tak… prawie wszyscy mają średnią powyżej 5,6 a kilka osób ma 6,0! – w tym momentcie się wręcz zakrztusiłam śliną.. 6,0? W trzeciej gimnazjum? To by dopiero musiały by być zombi!Ale to nic – niczym nie zrażona Ania po chwili kontynuowała:
- A wiecie, ze ja jestem z jedną z najlepszych? I…..
- Cześć Klaudia! – brutalnie jej przerwałam. Przyszla Klaudia jedna z mojej grupy, ale nie chciała podejść – przerażał ją widok Ani.
- No chodź! – wołała Ania – Posłuchaj!
Chcąc nie chcąc Klaudia podeszła.
- Jaką masz średnią? – zapytała uprzejmnie Gabrysia. Skoro Ania jest jedną z najlepszych to powinna mieć coś koło 6,0 może 5,9… A odpowiedz była całkiem inna:
- Mała 3,9.. Ale to nic i tak jestem najlesza w klasie. – w tym momencie nie wytrzymałam. zaczęłam się śmiać. Szczupak i Gabi też nie wytrzymały i jak nic ryknęłyśmy homeryckim śmiechem. Ale niczym nie zrażona Ania zaczęła dalej:
- A wiecie jak łatwo u nas ściągać? Kolega na plecach ma książkę a ja z niej…
- A na egzaminie też bedziesz ściągać?
- Na maturze?
- W pracy? – puścił się bieg złośliwych pytań. Ania zaczęła się gubić w swoich kłamstwach…:
- Wtedy będę wszystko umiała juz – wymyśliła ostatecznie.
- Ach tak? Niby skąd? Przecież całe życie byłas na ściągach. – brutalnie sprowadziła ją na ziemie Hono.
- Chodźcie ze mną do łazienki – zaproponowałam dziewczynom i posżłyśmy cały czas się śmiejąc.
- Jaka ona jest głupia! Takie bzdury wymyślać! – denerwowała się Hono.
- I tylko po to, żeby ją ktoś polubił…. – dodała Gabi….

Właśnie żeby ktoś kogoś polubił….  Po co? Dlaczego mam kłamać o sobie, aby zdobyć czyjeś uznanie? Przecież jeśli ktoś nie zaakceptuje mnie taką jaką jestem, to nie jest mnie wart. Kłamstwo ma któtkie nogi – zawsze może się wydać, że kłamałam i wtedy tak czy siak i tak odejdze ten mój kolega i koleżanka. Więc po co gierki, kłamstwa, wymyślone super doprawione historyjki pełne wspaniałych elementów, których w rzeczywistości nie było? Po co? Gra i tak nie jest warta świeczki.
 
 
25 listopada 2006  - Nie ma jak przyjaciółki :)
Przyjaciółki to takie najbliższe istioty na świecie i zawsze pomogą w sprawach faceta. Jestem pełna podziwu dla nich, że potrafią wytrzymać ze mną, gdy przez cały dzień paplam : Archanioł to…Archanioł tamto.. I jeszcze Archanioł siamto… Dlatego ucieszyły się, gdy im powiedziałam:
- Gadałam z Archaniołem na gg i mam przyjść na długiej przerwie na aulę!
Wszystkie zaczęły wręcz skakać z radości i pytały jedna przez drugą :
- Pójdziesz?
- Nie wiem – odpowiedziałam niezdecydowanie, no własnie sobie uświadomiłam, że mamy wtedy dwa w-f, więc na spotkanie musiałabym iść w bordowej bluzeczce i krótkich spodenkach, czyli  jednym słowem w stroju gimnastycznym. Jakoś nie było mi śpieszno tak się zaprezentować fajnemu chłopakowi. Ale przyjaciółeczki zdecydowały za mnie :
- IDZIESZ I KONIEC!
I nie miałam wyboru…. Pierw na auli siedziałyśmy tylko ja i Agnieszka. Archanioł był sam i już wstawałam zeby podejść i się przywitać, gdy dołączył do niego kolega – odwaga mnie opuściła i usiadłam spowrotem na ławce. Do nas dołączyły Ela , Monika i  Gabrysia, potem po obiedzie doszła Kasia, a na doładkę Szczupak z Agatą….. cały arsenał dziewczyn… trudno nas było nie zauważyć…. siedziałam cała zawstydzona, gdy one ryczały , pokazywały go palcem i zachęcały, żebym do niego podeszła… warto by dodać, że Archanioł siedział sobie w kręgu kilkunastu osób. Moja odwaga równała się zeru, jak nie ujemnych liczb. Na to koleżaneczki wzieły mnie jak szmate pod pache i siłą zaprowadziły przed jego oblicze…. A on udawał się nie widzi, ja cała czerwona, a one wołają:
- Hej!! TO JEST ONA!!! – on w  dalszym ciągu nie widział. – Jak się on nazywa?
- Artur  – odpowiedziałam odruchowo zanim zdążyłam ugryźć się w język. Dopiero wtedy zaczął się cyrk, po prostu czulam wzrok całej szkoły na siebie.
- ARTUR!! TO Z NIĄ PISAŁEŚ!! HEJ ARTUR!!!! – Magda w tym momencie próbowała się wyrwać, ale Ela skutecznie asekurowała ją od tyłu, niegdzie ucieczki  : po prawej Agnieszka, po lewej Monika, za mną Ela, a gdzieś tam z boku chichrajace Kasia i Gabi – pułapka gorsza niż miał Bruce Willis w Szklanej… Ale to było nic w porównaniu z tym co zrobiła Agnieszka:
 - DUPKU SPOJRZYJ TU!! -  w tym momencie przez głowę przemknęła mi myśl : ” Terez moje szanse równe są zero!” Na szczęście wybawił mnie dzwonek i dziewczyny mnie puściły.
 - Ty głabie! Miałaś do niego podejść! Taką szanse zmarnować….
Poczułam w tamtej chwili, spoglądając na odchodzace plecy Archanioła, że naprawdę zmarnowałam swoją szansę.. I gdzie podziała się moja odwaga? Niby niczego się nie boję… Jestem wygadana, wręcz pyskata i beczelna… Z facetami nie mam problemu…Czsami mam z nimi wręcz lepszy kontakt niż z dziewczynami…. A tu nagle cała odwaga prysła jak bańka mydlana! Po prostu mnie wcieło….. Wracałam na w-f z smutną miną…. Agnieszka i Kasia mnie pocieszała, a Monika i Gabrysi wspominały ze śmiechem jak zatrzymałam się na słupie, gdy mnie ciagneły   Na w-f  wyładowałam swoje emocje i z humorem podchodziłam do tego, co  stało się na długiej przerwie  Wybaczyłam dziewczynom ich zachowanie – w końcu to robiły dla mojego dobra… A gdy szłyśmy po wychowaniu fizycznym śmiałyśmy się i nagle na schodach wpadłyśmy na Archanioła z kolegami. Dziewczyny potem mówiły, że miałam oczy pełne popłochu i miały wrażenie jakbym miała odlecieć jak najdalej stamtąd.. Ale on uśmiechnął się po nosem i poszedł, a jego kolega wybuchnął śmeichem i się odwrócił. Więc może jeszcze nie jest nic stracone  Ale jedno jest pewne i  nie ulega wątpliwościom  :  Nie ma jak przyjaciółki 
 
 
24 listopada 2006  - Pierwszy krok…
Dla rodziców i dziecka pierwszy krok to jedno z ważniejszych wydarzeń. Patrząc na powoli chodzącego potomka, o mało z dumy nie pekną, tym bardziej jeśli jest to pierworodny. Potem wszystkim na około będą o tym mówić. Moi rodzice tak nie musieli, bo ja już w 8 miesiącu potrafiłam pięknie chodzić. A zresztą ja byłam uzdolnione dziecko i mając roczek potrfiłam się wysłowić calymi zdaniami  Mama szła na zakupy i wszysy jej sie przyglądali ze zdziwieniem, bo ona szła i rozmawiała ze małym dzieckiem – pełnymi zdaniami wymieniały poglądy. Ja wiem, że jestem chwalipięta  Ale taka moja natura , więc wybaczcie 
 Ale do tematu.  Czy mnie się tylko zdaje czy zawsze dziewczyna robi pierwszy krok? Zewsząd słyszę romowy, a to w autobusie, w szkole i nawet na gg. Gdzie się podziali faceci walczący? Łowiący? Czy teraz role się zamieniły? Dziewczęta myśliwymi i książętami przybywającymi na swych rumakach, a faceci stali się delikatnymi laleczkami i księżniczkami zamknientymi z wieżyczkach? Bo po takim poważnym zastanowieniu większość ludzi to stwierdzi… Owszem są wyjątki, ale jest ich  tyle, ze potrafimy policzyć ich na palcach dówch rąk, jak nie jednej. 
Żeby zdobyć Archanioła ja również musiałam zrobić pierwszy krok. Popytać jak się nazywa i w końcu wyżebrać gg i napisać.
Może jakoś wrasta przez to ich ego? Jaki ja jestem spoko, wszystkie o  mnie sie ubiegają.Gdzie się podziali normalni faceci? Dżeltelmeni?
Z dżeltelmenami ostatnio w mojej klasie było zabawnie. Jeden taki co nigdy nie przepuszcza dziewczyn, nagle stanął w drzwiach i wszystkich przepuszczał. My z Kasią czekamy aż on wejdzie - z przyzwyczajenia, a ona nagle ryczy :
-Idziecie czy nie? – normalnie szok przeżyłam,a potem do dwóch stojących obok kolegów powiedział – James Bond zawsze wszystkich przepuszczał! – jeszcze powiedział to z taką dumą!. Widzicie jacy wspaniali dżentelmeni na tym świecie? Po prostu ręce sie załamują… Chciałabym faceta, który sam by o mnie zadbał… któremu nie trzeba o wszyskim przypominać….który potrafi wyrzec sie stereotypu faceta siedzącego na tronie i czekającego na jakąś laskę….. Ale czy w ogóle tacu są?
 
 
20 listopada 2006 - W temacie lekarzy….
Pamiętacie opowieści o dentystach? Dzisiaj będzie ciąg dalszy, tylko teraz o lekarzach 
Ogólnie to nie przepadam za szpitalami i rzadko w nich bywam, jednak bywają takie sytuacje, w których konieczna, naprawde konieczna jest pomoc lekarza…..


Sytuacja nr 1 pt. „Zabawa w chowanego”
Magda jest po wyrywaniu piątek. Lekarka uzgadnia z mamą termin, w którym mają pobierać córeczce krew ( warto wskazać, że nie ustaliły tego z mną! ). Gdy zbliżają sie do poradni, magda już zaczyna się niepokoići pyta :
- Znów wybijać ząbki?
- Nie. – na odpowiedz mamy, której Magda święcie ufała, uspooiłam się.
Bez histerii przeszłam koło gabinetu dentystycznego i poszłyśmy dalej. Weszłyśmy do innego pomieszczenia, na środku którego stała taka duża maszyna z rurką. Przy urządzeniu siedziała duża dziewczynka, a Magda z przerażeniem obserwowała co płynie w rurce…. rurka była poskręcana jak twister i płyneło w niej coś czerwonego…. Już wtedy miałam obeznanie co to jest.. w końcu bylam wychowywana przez brata i jego kolegów…. KREW…. KREW!!!! Magda czmychnęła z gabinetu, a biegać to umiała , w koncu miało sie to 4 miejsce w Rudzie Śląskiej nie? Caly personel ją gonił po całej przychodni…było jeszcze więsze zamieszanie niż przy wyrywaniu piątek….Mimo wszystko w końcu ja złapali… Zaleźli ja w szafce w gabinecie okulistów…. Strasznie się darła i wyrywała.. kapcie pogubila…. gryzła…… ale i tak pobrali jej krew…. pomimo płaczu i zgrzytów zębów….


Sytuacja nr.2 pt. ” Taaakaaaa strzyyyyykaaawkaaa !”
Jeśli ktoś o tym nie wie, to bardzo fajnie jest mieć brata…. Szczególnie wtedy, gdy idzie sie na swoje pierwsze świadome szczepienie… Słucha się opowieści wręcz z piekła rodem… Jak to on keidyś był na szczepieniu i gwoździem mu wsadzali zastrzyk.. Ale takim zardzewiałym gwoździem…. Magda słuchała go z uwielbieniem – no w końcu był fajnym starszym bratem, który zabierał ją do swoich kolegów… co z tego ze potem wylądowała pare razy w szpitalu.. co tam, ale to już inna historia  No więc, swoje pierwsze szczepienie miałam w wieku 7 lat. Oczywiście Justyn musiał mnie poinformować jak to wygląda :
 - Bierze strzykawke… Ale taką ooooogggrrrroooommmnnnąąąą – rozłożył jak najszerzej ramiona – Z taaakkkkąąąąą wiiieeelllkąąą igłąąą – wskazał od ziemi do nieba – A potem ci ją wbija z całej siłyyyy – z uśmiechem patrzył na przerażone oczy siostry – I kręci w twoim ramieniu i kręci i kręci… a potem naciska zeby 20 litrów lekarstwa wpłyneło do organizmu….. – i zakończył z triumfem – I o koniec !
- A boli? – wyszeptała Magda.
- Jak cholera! – wykrzyknął. – Niektórzy nawet z bólu umierają!
W tym momencie droga do przychodni była przesądzona : NIE I KONIEC. Magda się nigdzie nie ruszy poza dom. Ale mama silniejsza. Wypchnęła za drzwi. Magda z całych sił trzyma się poręczy i łka: – Ja nie chce umrzeć!! Mama ją szarpie, ciągnie, Magda chwyta się każdych drzwi, każdego płotu, byle tylko nie do lekarza… niestety dochodza do niego po ponad 30 minutowych szarpaninach…. zwykle dorga zajmuje tylko 5 minut…. Wszyscy koledyz uśmiechnięci – a Magda się drze….. W końcu zastrzyk… Magda nie! Znowu próbuje ucieczki… ale lekarz przygotowany szybko robi zastrzyk….. Magda mimo wszystko dalej sie drze……


Sytuacja nr. 3 pt. ” Klej wszystko sklei ”
Jak chyba każdy miałam w dzieciństwie wrogów. Takim moim największym wrogiem była taka Patrycja. Kiedyś jak kręciłyśmy się na karuzeli, ona wzieła i mnie z niej zrzuciła,a potem – jak już wstałam i stałam przy rogu siodełka – wzieła i nagle zakręciła. Odrzuciło mnie w tył i z przerażeniem zauwazyłam ze nic nie widzę.. bo mam całą twarz we krwi…. Szybko poleciałam do domu, mama obmyła i na pogotowie. Na ostrym lekarz wziął mnie na stól i mówi:
- Jak masz na imię?
 - Madalena
- Ślicznie. A ile masz lat?
 - Pięc i pól
- A teraz jak duża dziewczynka połóż się, a ja wtedy zrobię ci ładnie oczko.
- Nie. – trzebabyło widzieć ten wzrok lekarza.
 - Tak. – powiedział lekarz i zwrócił sie do rodziców – Prosze jej powiedzieć.
 - Magdalena położ się – mówi ładnie mama.
 - Nie. – kręci blond głową córeczka.
- Magda w tej chwili się połóz – wypływa rozkaz z ust taty.
 - N I E . – mówi Magda wyraźnie.
Na to lekarz i tata siłą kładą ją na stoł. Gdy się odwracają Magda siada.
 - To jest niedopomyślenia. – lekarz całą siłą położył się na Magdzie, ale ona i tak mimo wszystko usiadła, gdy ten się odwrócił. Taka sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie. - No dobrze… skleimy ta powiekę i łuk brwiowy, bo nic innego i tak nie wskóramy z tym uparciuchem – odrzekł zrezygnowany doktor.
I już grzecznie i łądnie siedzacej Magdzie skleił klejem powiekę i łuk brwiowy, a trzeba przyznać ze bardzo pięknie – dzisiaj już nic nie widać 
To już na dzisiaj koniec  Palce mnie bolą, a z chęcią poopowiadalabym wam jeszcze o tym, jak kolano do kości rozwaliła… jak mój palec został na dachu i trzeba było go przyszyć… jak mi patyk o długośi 10 cm wszedł prawie w całości do pięty….jak mi Justyn parasolem jedynki wybił…. jak sobie prawie ucho urwałam… Ale to duzo opowiadania, to innym razem  Ale się rozpisałam, uścisk prezesa dla tych, którzy przeczytali wszystko od początku do końca  :)
 
 
17 listopada 2006 - Jeśli wybuchnie napisz mi esa…
Idąc do szkoły, w życiu nie pomyślałabym, że coś takiego mnie spotka. Cała szkoła na boisku, matura przerwana, bo niby ktoś dzwonił, że w szkole jest bomba…. Co śmieszniejsze nie dzwoniono bezpośrednio do szkoły, tylko na komistariat policji… Nie zdążyłam nawet wejść do szkoły, a już mnie na boisko odesłali…. Szybko odnalazłam klasę i pytam o co chodzi? A ci, że bomba w szkole… Pierwsze co mi na myśli przyszło to czemu tu stoimy? Przecież ona jest codziennie w szkole i nigdy nic nie było, a teraz ze niby toksyczna? Ale jak przez mgłę powoli do mnie docierało, ze to taka prawdziwa bomba, a nie nasza nauczycielka…  Powoli kojarzyłam fakty : ludzi stojacych ze wściekłymi minami przed skzołą, których mijałam… ze mature odwołano… i w końcu że ktoś kompetnie zwariował…. No bo ludzie!!! Jak tak można? Jeszcze w taki dzien? Maturzyści przecież zabiją gostka, w końcu mają zupelne do tego prawo – unieważnił im próbną maturę, którą dobrze im się pisało. Zreszta pani powiedziala, ze w ciagu 20 minut znalezli osobe, ktora wykonala rzekomo ostrzegawczy telefon o bombie.

Ale co mnie zupelnie rozbroilo to sms od Szczupaka 
Ja tam sie produkuje i dzwonie do niej, kase marnuje, zeby tlyko powiedziec, ze ja kocham i ze ma wszystkim powiedziec ze ich kocham i ze chcialabym, zeby moje porozrzucane cialo zostalo skremowane i  ze w ogole bede za nimi tesknic… i ze chcialabym biale roze na pogrzeb i ze maja o mnie pamnietac.. jakies swieto zrobic…. A oan rowniez szlocha, ze takze mnie kocha i przekaze i przyjdzie i przyniesie…… A ledwo co sie rozloczylam, to przyszedl sms:
„Jak wybuchnie to napisz esa, bo nie chce mi sie przychodzic do szkoly, ktorej nie ma  ” ………….
 
 
14 listopada 2006 - Wprawić mamę w dobry nastrój :)
W moim przypadku bardzo łatwo wprawić  mamę w dobry nastrój i  w dodatku nie potrzebuję żadnej czekolady, więc zero wydatków  Ale jak to zrobić? Wystaczyło jej powiedzieć, że ide na olimpiadę z biologii…… Śmiała się ponad 15 min. Zapytanie czemu? Proste.. ja byłam zagrożona z bioli  Miałam jedną ocenę na semestr i jak idzie się domyśleć była to pała…. Wszyscy tylko na to patrzeli… Ijjeee Magda ma pałe i jest zagrożona. No cóż, ale miałam w końcu pięć na koniec i tylko to się liczy  Ale wszyscy do dzisiaj to mi wypominają.. Właśnie dlatego mama tak się śmiała. Gdy powiedziałam to ojcu to ten podszedł i chciał mi temperaturę zmierzyć. Brat wybuchła śmiechem na każde słowo biologia ( w końcu on nie był zagrożony ) więc nie będę opisywać jego reakcji na tę sensacyjną wiadomość…
Na szczęście to moja ostatnia olimpiada. Pisałam juz z poloka ( brakł mi jeden punkt, żeby dalej przejść ). O macie nie będę wspominać.. Wystarczy powiedzieć, ze było takie zadanie : Porówanaj wyrażenia arytmetyczne : 2003-1999 * 20006-20003 oraz 1999 i  7/13 * 2000 i 7/13 + 2001 i 7/13 * 1900 i 7/13….. I miałam niby wykazać , ze one są takie same…… To trudno  Przynajmniej gdy mamie o tych olimpiadach powiedziałam to sie nie śmiała, tylko : ” Tak dziecko anuż ci się uda i nie będziesz pisać testu gimnazjalnego!”
Prawie zapomnialam. Dzisiaj byłam na zawodach z piłki ręcznej. Warto wspomnieć, że ja pierwszy raz w życiu grałam w piłkę reczną. Więc gdy mama się dowiedziała, że jade na te zowody to tez się śmiała, ale niestety tylko 10 minut. Jaka szkoda……

  
 
8 listopada 2006  - Od pudla do chłopca z lat 50…..
Długo wyczekiwaną notkę, w dodatku z wymaganym tematem dedykuję zniecierpliwionej Monice 

Gdy znudziła mi się moja wieloletnia grzywka ( już ją posiadałam w wieku 2 lat ) przedzieliłam sobie przedziałek i zaczesałam ją na boki. Wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że włosy mi się falują ( ze wskazaniem niestety na loki ) i miałam z boku tzw. firanki. Gdy byłam na 25-leciu u wujka, mój jakże przemiły chrzestny stwierdził:
„Że wyglądam w tej fryzurze jak przejechany przez tir rozmokły pudel”
Może nie powiedział tego dosłownie, ale tak to odczułam. Więc wybrałam się z Moniką do fryzjera    Potem czekałam na tatę i on idzie i nagle przechodzi obok mnie! Jakby nigdy nic! Dobra nic nie mówiłam, tylko dalej czekałam. Po 3 minutach telefon:
- Magda? Gdzie ty jesteś?
Jak każdy się pewnie domyślił nie był to nikt inny jak mój tatuś 
Gdy weszłam do domu siostra jakoś dziwnie popatrzała i sobie poszła, potem przychodzi i z takim mądrym wyrazem twarzy siedmolatki mówi:
- Magda ty wiesz.. wyglądasz zupełnie jak… jak FACET!
W tym momentcie szczena mi opadła. Na dodatek Justyn dopowiedział:
- Ta jak chłopak taki po wojnie….. Z lat 50!

A więc moje włosy przechodzą ewolucję… poczynając na psach i kończąc na facetach…..

1 listopada 2006 - Szybki kurs robienia różańca
Jak to często bywa w naszej rodzinie, Weronice o godzinie 21.00 nagle i niespodziewanie przypomniało się, ze na jutro KONIECZNIE MUSI MIEĆ różaniec. Któż tego nie zna? Mnie też sie tak przypominało, ale…. no cóż…. ja przynajmniej wtedy nie histeryzowałam. Nie wyłam. Nie szarpałam. Nie krzyczałam, że mnie nauczycielka zabije. Tylko brałam się do roboty, albo całkowicie to już olewałam.
Może gdyby mama i tata byli w domu zapobiegli by tej histerii, ale ja nie… Skoro nie ja, to co dopiero Justyn, który siedział z nią od 18? Ale od poczatku.
Rodzice pojechali do sklepu.Ja byłam w Katowicach. Justyn z małą w domu. Ja przyszłam o 20 i zaczęłąm robić zadanie. Nagle usłyszałam wrzask – Justyn i Weronika się biją. Olałam to. Przyzwyczaiłam się. Po 10 minutach rycznenia mała do mnie przyszła. Bo….. boo… ona musi mieć…… pociągnięcie nosem…. a Justyn…… następuje litania jego złych uczynków, przerywana pociągnięciami nosem… i ja nie mam z czego zrobić różańca na religie…… zakończyła z wielkim rykiem. Wyła tak mi koło ucha przez 10 minut. W ogóle nie mogłąm się skupić W końcu wnerwiłam się :
- OK! OK! Dam ci coś żebyś zrobiłę ten gupi różaniec!
Łzy znikneły jak za pomocą czarodziejskiej różdzki. Różaniec był gotowy po 25 minutach.

Jak szybko zrobić swój własny osobisty różaniec?

Bierzesz ulubione korale i diody z komórki. Korale służą za Zdrowaśki a diody za Ojcze nasz .Kolejno z  ołówków lub wykałaczek robisz krzyż. Och i nie zapomnij, że koneicznie z twojego swetra musisz wyciąć cekiny ( mogą być także ze spodni/ spudnicy/sukienki ) ,aby zrobić pierwsze 3  Zdrowaśki. Ach i bym jeswzcze zapomniała, że z ulubionej broszki robisz taki „lącznik” między pierwszą a ostatnią dziesiątką różańca.

I taki prostu sposób twój własny,osobisty i niepowtarzalny różaniec powstaje w 25 minut.
Ja jedynie pragnę dodać, mimo że sama go zrobiłam    on nie nalezy do mnie………..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz