piątek, 12 lipca 2013

Ten z czerwcem 2007



30 czerwca 2007 - W ciszy.

Tak się cieszyłam.

Skończyłam gimnazjum

Dostałam się do wymarzonego liceum.

Zaszalałam u fryzjera.

I wszystko jest ok.

Ale… czegoś mi brak.

I boli to, że nie potrafię sprecyzować czego.





____________________________________________

Cisza wokół, przerywana słowami piosenki.

Tata wziął Weronikę i pojechali na festyn.

Mama w sklepie.

Justyn poszedł.

A ja?

Ja piję herbatę i rozwiązuję nałogowo sudoku 

28 czerwca 2007 - 1D

Uhm… uhm….

Ogłaszam wszem i wobec, ze dostałam się do szkoły im.Adama Mickiewicza na profilu prawno-politycznym lub polityczno-prawnym, jeśli ktoś woli. No, ostatecznie można go też nazwać politologicznym.

( w tym momencie bijecie brawo – skromność przede wszystkim )

Po raz drugi w życiu będę 1D. W mojej klasie będzie tylko ( a może i aż?) dziewięciu facetów i dwadzieścia trzy kobietki ( gad…). W mojej klasie jest pięciu olimpijczyków O_o ( proszę na mnie nie patrzeć, ja nie!)

( teraz też możecie bić brawa – ot tak żeby ręce rozgrzać )

Będziemy sobie z klasą na Uniwersytet Śląski chodzić. Rozszerzoną naukę historii i WOS-u wkuwać. Angielski, rosyjski, niemiecki i oczywiście polski. I może kiedyś do tych studiów dotrę, no mam nadzieję, że przeżyję te trzy następne lata.

 ( brawa! Dla mnie znowu oczywiście – za optymizm )

Tylko ja się dostałam. Sama będę podążać nową drogą. Ale wiem, że dam sobie radę. Nie boję się. Powoli oddycham. I z uśmiechem (jak na razie) spoglądam w przyszłość.

( i znowu klaszczecie. Że też ręce was nie bolą =D )

Dziękuję, dziękuję. Za uwagę i za brawa.

( klap klap klap – tym razem brawa ode mnie dla Was ) 

25 czerwca 2007- Bo czasem przyjaźń umiera śmiercią naturalną…

Bo czasem zbyt wiele nas dzieliło.
Bo to czasem za mało poświęcałyśmy czasu.
Bo były i są niewyjaśnione nieporozumienia.
Bo zazdrość.
Bo brakuje rozmów.
Bo nie ma szczerości.
Bo nie było kontaktu.
Bo się oddaliłyśmy od siebie.
I oddalamy się nadal…
I chociaż ważne są te spędzone ze sobą wszystkie lata.
I chociaż wspomnienia pozostaną.
Mimo tego wszystko to odchodzi.
Wiem, że to też moja wina.
Może nawet w większości, więc nie szukam pocieszenia.
Wiem, że to już koniec.
Wiem, że tego nie da się naprawić.
Wiem, że nie będę potrafiła zaufać.
Rozumiem wiele. Wiem wiele. Chcę wiele.
A ta przyjaźń po prostu stanęła w miejscu.
A ja chcę zrobić krok naprzód.

Lepiej poszukać sobie nowego przyjaciela niż płakać po dawnym.
Seneka Młodszy

22 czerwca 2007-Spoglądając na mury
Trzy razy schodziłam na dół. Trzy razy uścisnęłam rękę dyrektora. Potem poszliśmy do klasy. Wręczyliśmy wychowawczyni ogromną antyramę. W niej był największy brystol z odbitymi naszymi rękoma i naszymi fotografiami. A pod tym podpis : 3A. Zgromadziliśmy się wokół niej. Stała pośrodku i nie potrafiła łez powstrzymać, gdy jeden przez drugiego wołaliśmy dziękujemy: za cierpliwość, wyrozumiałość, poświęcony czas. Za te trzy wspaniałe lata. Za samą obecność.
Powoli szłam do domu. Na mszę nie opłacało się iść. Była o jedenastej, a ja za pięć dopiero wyszłam z szkoły. Niosąc dwie cegły i statuetkę sportowca, tylko raz się obejrzałam. Na mury szkoły, do której chodziłam przez trzy lata. Czy jest mi żal, że odchodzę? Nie. To co przeżyłam było wspaniałe, ale chcę przeżyć coś nowego. Będzie brakować ludzi, owszem. Będzie brakowało ciętego języka naszego historyka. Będzie wielu rzeczy brakowało, ale na razie jest dobrze. Nie płaczę, nie szlocham. Z uśmiechem spoglądam w przyszłość, niczym optymista.
Ale na razie jest lato i wakacje  :)

16 czerwca 2007- On i ona.

Gdy ona wpada do pokoju jak burza, niszcząc wszystko niczym Terminator, spokojnie odliczam do dziecięciu.
Gdy on woła do drzwi łazienki, prawie je wyważając, zamykam tylko oczy odwołując: ‘Jeszcze tylko pięć minut!’

Gdy ona wyje, bo nie chcę z nią pobawić się w dom, na pocieszenie daję jej pobazgrać w zeszycie z fizyki.
Gdy on się spóźnia, usprawiedliwiam go, wiedząc, że być może kiedyś się odwdzięczy.
Gdy ona jest sama na dworze, potrafię się zmusić i wyjść na dwór, choćby tylko po to, żeby czytać książkę, huśtając się na huśtawce.
Gdy on się drze, że siedzę pół dnia przy komputerze i on przeze mnie nie może, wzruszam ramionami i pokazuje mu język.
Gdy jej łzy spływają po policzkach, bo muszę zrobić referat, a ona akurat grała w swoją Barbie, powoli jej tłumacze, że musi.
Gdy on słucha muzyki na maxa, a ja się uczę, to po godzinie bezsensownej pracy staram się nie wybuchnąć .
Gdy ona powoli, dukając kolejne sylaby, stara się czytać, udaję, że nie słyszę i śmieję się wtedy, gdy nie widzi.
Gdy on idzie z kumplami, udaję że się nie znamy – wiadomo obciach.
Gdy ja siedzę w pokoju z przyjaciółkami, on wyjdzie i nie wróci dopóki one nie wyjdą, ona sporadycznie się przywita i od czasu do czasu będzie wpadać.
Gdy ja patrzę na film i łzy mi płyną po policzkach, on się ze mnie śmieje, ona zwykle już śpi.
Gdy ja nie wiem, co ubrać, on patrzy krzywym okiem i mówi ‘Może być’, ona spogląda i tylko się ze mnie śmieje.
Gdy ja jestem na dworze, nie mogę się od niej odczepić żadnym słowem i gestem, jego nie interesuję.
Gdy ja się kłócę z rodzicami, on milknie i gdy nie widzą, popiera moje zdanie, ona jest zawsze po stronie rodziców.
Gdy jesteśmy razem, zwykle się kłócimy.
Gdy jesteśmy razem, nie potrafimy się dogadać.
Gdy jesteśmy razem, łatwo o nowego siniaka.
Gdy jesteśmy razem, widać tę wieź.
Gdy razem we trójkę siedzimy przy stole, nie obędzie się bez wyzwisk.
Ale i tak cieszę się, że mam rodzeństwo.
Co z tego, że jestem wyzywana od głupiej blondynki po starą krowę?
Co z tego, że potrafię bez zmrużenia okiem podbić siostrze oko i wyłgać się rodzicom?
Co z tego, że narażam własne zdrowie, pyskując bratu, bo wiem, że on mocny w słowach nie jest, aczkolwiek w pięściach na odwrót?
Za nim świecie nie zamieniłabym się, chociaż czasem mam ochotę wywiesić ogłoszenie:
 ‘Sprzedam brata – lat 20 oraz siostrę – lat 7. Można kupować osobno. Cena do uzgodnienia. Osobie chętnej nawet zapłacę, jeżeli zdecyduje się w ciągu najbliższych pięciu lat.’





  14 czerwca 2007             - Słów brak
Serce bije w spowolnionym tempie. Tlen nie jest już mi potrzebny. Ręce trzęsą się ze niepewności. Zamiast nóg – wata, o mało z schodów nie spadam, schodząc do dyrektora. W głowie myśli : ‘Czy on się przypadkiem nie pomylił?’ Potrząsa moją ręką i uśmiecha się. Wracam na miejsce, skacząc po dwa schodki na raz. Jeszcze raz patrzę na kartkę i dopiero do mnie dociera, jaki uzyskałam wynik z egzaminu. Teraz serce stanęło na parę sekund, by zabić z trzykrotnie szybszym tempem niż normalnie. Wszyscy obok klepią po plecach. Do mnie dociera tylko połowa słów. Drugi wynik w szkole. Radość w klasie wielka. Wychowawczyni jest z nas dumna. Z uśmiechem przyklejonym do twarzy wracam do domu. Dumna mogę być, bo mogę się wreszcie pochwalić dwoma liczbami:
 5,3   i       89
To pierwsze to średnia, a drugie oczywiście wynik egzaminu.
 W tym momencie oczywiscie wszyscy klaszczą  hehe.
(co za brak skromności, czyż nie?)

10 czerwca 2007               - Balonik
Miałam balonik z helem. W tym baloniku umieściłam swoje uczucia. Nagle wiatr za pomocą paru słów wyrwał mi go z ręki. Nawet nie próbowałam go łapać. Z łzami w oczach patrzałam jak odlatywał coraz wyżej i wyżej. Z spokojem starałam się to przyjąć, lecz w domu pękłam… Chciałam się dowiedzieć dlaczego i czemu. Dziś po szczerej rozmowie, spoglądając w niebo, z strachem zaczęłam szukać balonika. Biegałam po łące i rozglądałam się, modląc się by go odnaleźć. W końcu, gdy nadzieja powoli umierała, dostrzegałam go na zaplątanego w gałęzie drzew. Prędko zaczęłam się wspinać, aby jak najszybciej złapać za sznurek… A balonik zaczął się wyplątywać i powoli kierował się w stronę nieba… Obolała i poobdzierana przez gałęzie, jednak schwyciłam koniuszkami palców sznurek. W jednej chwili poczułam znów serce. Wzmocniłam uścisk, chwyciłam balonik oburącz. Teraz wystarczy czekać. Może nie będę się bała znów zamknąć oczy i poczuć ten uścisk? Może poduszka znów stanie się bliska, gdy nie będzie tłumiła szlochu? Już nie wypuszczę balonika z rąk. Sznurkiem obwiążę się kilka razy, aby nawet przy największym wietrze się nie zerwał. A nawet jeśli się zerwie, to nie poddam się – pobiegnę za nim co sił, nawet jeśli ten wysiłek okaże się zbędny…

‘Stoję na moście
Czekam w cieniu
Myślałam, że będziesz tutaj teraz
Jednak pada deszcz
Nie słychać odgłosów kroków
Ja nasłuchuję, ale jest cisza’

8 czerwca 2007 - Gdy tytuł zawodzi….
Gdy świat zawalił sie po czterech słowach…. Gdy usłyszałam to, czego nigdy bym nie przypuszczała…. Gdy okazuje się, ze wszystko jest moim błędem chociaż wierzyłam, ze tak nie jest…. Gdy po raz pierwszy zarzucono wszystko mnie, a tak nie było…. Gdy nikt nie ma odwagi powiedzieć tego mi w twarz….. Gdy wszystko okazuje się kłamstem i grą…Gdy łzy pod powiekami są juz trudne do utrzymania…. Gdy robiłam dobrą minę do złej gry i z humorem opowiadałam jak to dziwnie z nimi jest…. Teraz to nawet i muzyka mi nie pomogła…. Herbata – pita przeze mnie nałogowo – także… I teraz już nie mam ochoty zamknąć oczu…. Już poduszka staje się obca, bo tylko szloch będzie tłumiła… A ja będę z słuchawkami na uszach.. Słuchała tylko jednej i tej samej piosenki grupy Oasis….

„Ponieważ wszystkie gwiazdy kiedyś upadną,
Nie martw się, zobaczyś kiedyś…
Weź tylko to, co potrzebujesz i idź swoją drogą.
I przestań wypłakiwać swoje serce…”

7 czerwca 2007 -W ciemności…
Zamykam oczy. Wtulam się w poduszkę. Nierealne ramiona obejmują mnie w mocnym uścisku. Dodają sił. Przez półprzymknięte powieki jeszcze dociera zgaszone światło. Wyobraźnia płata figle. Powoli odchodzę w krainę snu….

„Ponieważ ja będę tam,
I Ty będziesz tam…
Odnajdziemy się razem,
w tej ciemności.
Ja Cię zobaczę i Ty też zobaczysz mnie,
Ponieważ razem będziemy w tej ciemności…”

4 czerwca 2007 - The Addams Family
Przerażająca, hałaśliwa, wybuchowa taka jest moja rodzinka. Każda osoba wchodząca do rodziny przeżywa szok. No, ale przede wszystkim moja rodzina jest ogromna. Mama ma rodzeństwo, tata ma rodzeństwo, babcia i dziadek mają po siedmioro i dziewięcioro rodzeństwa, każda z cioć i wujków mają przynajmniej po dwoje dzieci. To możecie sobie wyobrazić co się dzieje na takich imprezkach rodzinnych. Takich wielkich okazji nie wliczam typu 25-lecie małżeństwa, bo to tylko odbywa się w ogromnych salach w restauracjach, a i tam jest mało miejsca. Na takich imprezeczkach typu urodziny gromadzi się około 25 dorosłych minimum plus oczywiście dzieci, których niańką oczywiście w międzyczasie jestem ja ( dzieci około13..) I właśnie taką imprezkę miałam wczoraj w domciu. Mamusia świętowała kolejną osiemnastkę, a skoro rocznica to wspaniała to musiało się ponad pół rodzinki zebrać co nie? Więc Addamsowie zaczynają swoje spotkanie. A ja tylko chodziłam wte i wewte a to z talerzami, a to z łyżeczkami, widelcami. Sto tysięcy półmisków a to z sałatką, a to spaghetti czy zapiekanka. Z tego da się ze trzy armie wyżywić, ale moją rodzinę nie. I ja tylko tak krążyłam na chlebie i Coca-coli z lodem, przysłuchując się jak to babcia przekrzykuje mojego chrzestnego, a jego stara się przekrzyczeć nowy nabytek naszej rodzinki – żona mojego ciotecznego brata. I taki jazgot przez ponad pięć godzin. „A wiesz, że ona w szpitalu była? Bo coś tam jej wyskoczyło!” plotkuje jedna ciotka z drugą. „ Zawaliła się jedna ściana i teraz kopiemy przy drugiej, ale i tak jest źle!” skarży się tata szwagrowi. Ten kiwie głową, że tak, że jasne. Nagle się wszyscy zrywają i zaczynają śpiewać Sto lat! I tak cała rodzinka przez około 5 minut wyje każdą urodzinową piosenkę. A ja? Obarczona talerzami i szklankami chwiejnie zmierzam do kuchni. Nucę sobie pod nosem i dopiero jak już się powoli wszystko uspokaja wypijam zdrówko mamy. I tak impreza się rozkręca.

Rodzina czasem strasznie wkurza. Denerwuje i irytuje. Lecz gdy widzę dzieci z rozbitych rodzin albo z domu dziecka, cieszę się, że mam rodzinę. Nawet taką szaloną i zwariowaną jak Addams family.

ps. zmieniam sobie pseudonim na Magellan bo Magd i Magdopodobnych jest milion a ja chce sie wyróżniać :)

1 czerwca 2007 - Czas.

Wypadłam z świata blogowego. Nie wiem, co sie na każdym blogu dzieje. Każda zmiana mnie zaskakuje. Powoli muszę się znów przyzwyczaić. Po trzech miesiącach wreszcie znów komputer odżył. A ja potrzebuję czasu. A czasu coraz mniej  – koniec roku w  końcu. Aaaa zresztą. Pożyjemy – zobaczymy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz