28 października 2006
Ci straszni dentyści
Byłam teraz w piątek u dentysty, bo mi się mała dziurka w
zębie zrobiła. Normalnie bym nie szła, ale dentystka sie wcześneij ze mną
umówiła jak mi lakierowała ubite jedynki. No początku było ok, ale potem…. Do
teraz mnie ciarki przechodzą… jak dobrze, że wyszłam już z tej fazy, kiedy się
krzyczy, wije i beczy na cały głos. Ale wspomnienia są inne….. Najbardziej
wryło mi się dwa :
Justyn szedł do pierwszej klasy i z tej okazji dostał taką
ogromną tytę. Dwa razy większą od małej trzyletniej Magdy. Ale, gdy tylko po
uroczystości wszyscy przyszli do domu to tyta zniknęła w ciągu dwu i pół
godziny. Oczywiście jedli, a raczej wypada powiedzieć pochłanieli jak nie
żarli, Magda i Justyn. Po następnych dwóch godzinach Magda w ryk., bo zęby ją
bolą…. Więc zabrała nieświadomą Magdę do dentysty. Magda się bardzo cieszyła
myślała, że idzie z mamą po nowe cukierki i batoniki……. Gdy siedziała na fotelu
u dentysty dalej jej się bardzo podobało… do czasu…. Jeszcze wszystko było ok,
gdy za pierwszym razem pani powiedziała: „Otwórz buzię”. Posłuszna Magdalenka szeroko otworzyła i
nagle pani jej wyrwała piętkę. Magda w ryk. Cały personel szpitalny ( gabinet
dentystyczny był połączony z przychodnią, czyli mini szpitalem ) zbiegł się:
„Co się dzieje? ” Ale to nie był koniec. Trzeba było wyrwać jeszcze drugą
pięteczkę, jeszcze gorszą od pierwszej. Ale teraz Magda tak łątwo się nie dała.
Nie otwierała buzi ani na prośby pani
doktor ani na prośby mamy… „Trzeba siłą persfazji” powiedziała mama i mrugnęła
do dentystki. Ta podeszła do Magdy i mówi :
- O otwórz buzie – powtórzyła chyba po raz setny. Magda nic.
- Ja
nic nie mam – pokazał puste ręce – Chcę tylko zobaczyć. – Na tę
propozycję Magda przystała i szeroko otworzyła buzię i nahle pani doktor wyrywa
jej grugą piątkę….. Magda drze się na cały regulator…… Do dziś nie ufa
dentystą, a mama do dziś dziękuje Bogu, że krzykiem nie zburzyłam całej
przychodni, tak jak trąby jerychońskie murów……
Druga sytuacja
Magda kończy przedszkole i ma iść polakierować zęby.
Oczywiście do dentysty. Ale mama nauczona doświadczeniem z wyrywaniem piątek,
nic jej nie mówi. Dlatego idą do innego gabinety stomatologicznego, żeby Magda
się nie skapła. Gdy wchodzą, Magda od razu zaczyna cyrk. Że ona nie, że ona nie
wejdzie i koniec. Na szczęście poszedł z nimi tata i siłą posadził Magdę na
fotelu. Niepewna dentystka zaczyna powoli lakierować. Do Magdy powoli dochodzi,
że nie będą jej nic wyrywać, więc sie uspokaja…..
Do dzisiaj nie lubię dentystów…. Przerażają mnie i przyprawiają
o gęsią skórkę……Brrrr….
26 października 2006
Na lekcji polskiego
Tak szczerze mówiąc dzisiejsz notka miała być zabawna,
dowcipna i w ogóle do śmiechu. Miałam napisać o dentystach. I horrorze jaki oni
wprowadzają w moje życie. Ale poruszył mnie inny horror. Pewnie każdy już o nim
słyszał. O Ani, która się powiesiła na skakance, bo koledzy ją zgwałcili. Chociaż nie odbył sie stosunek,
top ona czuła się jakby ją gwałcili…. Przecież to straszne… Jak tak można? Kogo wina? Nie jestem tu żeby osądzać, nie mam
niestety takiej możliwości. ALe najbardziej zawinili nauczyciele i ………
klasa….. No bo przecież gdyby ona
zaaregowała to czy by „to” się wydarzyło? Od razu naszły mnie mysli:
Czy moja klasa wstawiłaby się za mną?
Czy ja bym coś zrobiła ?
Jak bym zaaregowała na miejscu obserwatora?
Czy byłabym w stanie targnąć na swe życie?
Czy mogłabym przerwać swoją historię?
Czy mogłabym i ja być sprawcą?
W środku dnia, w szkole pełnej ludzi, na lekcji polskiego……
21 października 2006
Czas
Czas nieubłagalnie ucieka.
Tyle rzyczy sie wydarzyło od ostatniej notki.
Impreza z okazji 25-lecia mojego chrzestnego.
Odmawiający współpracy komputer.
Brat w szpitalu.
To tylko jedne z tych najważniejszych.
Nie zaliczam do tego kartkówek i sprawdzianów, bo po prostu
mi ręce opadają, gdy wstaję przed 5 żeby się uczyć, mimo że uczyłam sie do
23…..
Ale jeszcze jakoś
pomału ciągne. O wypadach autobusem gdziekolwiek, by posłuchać ciekawych historyjek nie ma mowy….. Niby jak
ja mam gdzieść wyść skoro ja np. w
wtorek wychodzę z domu 7.30, a wracam o 20…. jak pójdzie wszystko dobrze
z planem… ostatnio wróciłam o 20.30…
Na blogu widać, że choruję na brak czasu – zaniedbane notki
i komentarze. Staram się jak mogę, ale…… jest trudno. Ale w końcu nikt mi nie
powiedział, gdy się pchałam na ten świat, że będzie łatwo.
Ja wiem, ze teraz smęcę, ale mam nadzieję, że nie będziecie
na mnie źli i się nie gniewacie
Trzymajcie kciuki, bo czeka mnie pokręcony tydzień. Jak tylko się uda to
wpadnę tutaj i popatrzę co zmajsterkowaliście
A teraz lecę szybko na inne blogi pokomentować, a potem…. znów się
uczyć.
5 października 2006
Być człowiekami.. :)
Było już: „Być kobietą”, a także ” Być facetem” A teraz
będzie : ” Być człowiekami”
A więc zaczynamy =] :
Być ludziem jest bardzo trudno. Kazdy z nas to dobrze wie.
Pomijając kłopoty płciowe, to posiadamy kłopoty życiowe. Ech… niezlicznone
klopoty… A wszystko zaczyna sie od jednej jedynej rzeczy:
Narodzin.
Tak…. to już tutaj zyczynają sie kłopoty małego ludka. Bo
nie potrafi powiedzieć sam co chce, nie potrafi tego nijak wyrazić. No… chyba,
ze ewentualnie krzykiem. Ale wiadomo : krzykiem nic sie nie wskóra, trzeba
ładnie poprosić. A czy my jako takei małe człowieczki potrafimy tak?
Kolejny problem to dorastanie.
Dorastanie od 2 miesięcy do 18 roku życia, kiedy to twz.
otrzymujemy dorosłość. To chyba najtrudniejszy okres w życiu ludzia, ale
jednocześnie jak zabawny.
Dorosłość.
Przesycona mnóstwem przeróżnych decyzji ( oczywiście nie
wykluczam, że dorastanie jest jej pozbawione ). Lecz jakże przyjemnie się
kończy
Starość.
Najprzyjemniejszy okers w życiu człowieków ( o ile dobrze rozegrali
sobie wszystko w przeszłości ). Prawie bez problemów.
Jakby z daleka tak na to popatrzeć to nasuwa się jeden
wniosek :
Jakże miło jest być ludziem. Jakże fajne jest żyć w
społeczeństwie człowieków.
Ale każdy z nas wie, że to tak wcale nie jest łatwo w tym
naszym , jakże przesłodkim życiu…..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz