21 listopada 2009 Młody
kierowca
Prawo jazdy mam od października. Od tamtej pory byłam trzy razy za
kółkiem. Dwukrotnie z rodzicami, a raz z Lubym. Wniosek? Tylko jeden. Już
więcej nie będę jeździła z moim rodzicami autem. Pierwszy raz był znośny, ale
chyba tylko dlatego, że jechał z nami Luby i poza hasłem taty pt.”Bieg”
powtarzanym raz na 5 sekund było w miarę ok. Za drugim razem myślałam ze
rozpłaczę się za kierownicą.. Tak po mnie się darli, że nie potrafiłam wykonać
najprostszego manewru. Raz się uspokoili jak krzyknęłam, że jak nie przestaną
to wjadę w inne auto.
Jak mam się nauczyć jeździć, skoro nad jednym uchem ktoś mi krzyczy
„Bieg!!!” a nad drugim „Hamuj!!!”, gdy nie ma takiej potrzeby? Bo jak,
przepraszam bardzo, przy prędkości 40 km/h mam jechać na piątym biegu? Przecież
jest to bieg przeznaczony dla wyższych prędkości. Widzę znaki, światła i ludzi
na pasach. Gdy jest prosta szeroka droga i nie ma aut, nie boję się jechać te
60-70 km/h. Potrafię zdecydować, gdzie mogę zaparkować. Bo szczytem była
kłótnia moich rodziców, gdzie mam postawić samochód. Tata chciał tam, a mama
tam i zaczęli się kłócić.Skończyło się tym, że zaparkowałam tam, gdzie ja
chciałam i się po mnie wydarli, że nie słucham doświadczonych kierowców.
Co z tego, że moja mama jeździ autem już dwadzieścia lat, skoro wymusza
pierwszeństwo w większości przypadków, wjeżdża na wszystkie możliwe przeszkody
i ostatnio prawie rozjechała pieszego na przejściu, bo „go nie zauważyła”? Co z
tego, że tata jeździ autem dwadzieścia pięć lat, skoro jeździ raz na ruski
czas? Ale mi doświadczeni kierowcy..
Nienawidzę jak tata ma urlop.
Ale ten trzytygodniowy to już szczyt wszystkiego.
o.O
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz