sobota, 13 lipca 2013

Ten z październikiem 2007



27 października 2007      - Haczykowaty przypadek (nie)równy podrywowi

Nie lubię, gdy historia się powtarza. A tak teraz jest. Zaczyna się tak jak w zeszłym roku. Od niewinnych sms-ów, sygnałków i rozmów na gadu-gadu. Nie rozumie, dlaczego zawsze mu się o mnie przypomina, gdy ja o nim zapominam. Jak na złość do chol.ery jasnej!



Znowu był w oknie, ale tym razem to nie był przypadek. Powiedziałam mu, że idę na autobus o szóstej dwadzieścia dwa, więc wychodzić będę między dziesięć a piętnaście po. I mimochodem dodałam, że ja, Blueee, eSeS i Tania, Która Jest Mi Droga umówiłyśmy się na miniówki. On miał na ósmą, wiem – pytałam dwa razy. Więc jaka jest szansa na przypadek , że o szóstej trzynaście będzie leciał sobie telewizor i jakiś cień będzie stał koło okna? Myślę, że jak ta moja mini bardzo malutka.



W powtarzanej historii jest jednak jeden haczyk, o którym Pan numer jeden nie zdaje sobie sprawy. Jak określiła to T,KJMD, gdy pokazałam jej Jego tekst o mnie jako ponętnej uczennicy : „Myślę ze iż ponieważ ze bo chce Ci uświadomić, ze masz sobie nie szukać faceta, bo on nadal jest zainteresowany w jakimś stopniu.” Czyli, że jest chętny, mimo że niezdecydowany, ale chętny więc ja niczym ta księżniczka zamknięta w wieży, mam na Niego czekać do skończenia świata i jeszcze dłużej! Najzabawniejsze jest to, że jeszcze rok temu byłam gotowa siebie tak poświęcić…



To właśnie T,KJMD i Blueee mi powiedziały, że On inaczej na mnie patrzy. Tłumaczyły, że ja jako osoba zaangażowana, nie mogę dostrzec, że Rolf mnie podrywa. eSeS potwierdziła.



Rolf mi się podobał. Był przystojny, wysportowany i jest to całkowite przeciwieństwo Pana numer jeden. Chemia była, ale moje przekonanie, że ma dziewczynę skutecznie odstraszyło.



Drużyna naszej klasy, z Rolfim włącznie. Ochrypłam, krzycząc na turnieju piłki nożnej. Blueee zmyła się, T,KJMD nie przyznawała się, gdy zagrzewałam do walki. Zostałam do samego końca. Ciągnięta przez T,KTJD końcówkami palców pomachałam Rolfiemu.



„Wiesz, że ci nikt nie pomoże wybrać miedzy nimi?” – Blueee.



Boję się związku w klasie. Bo co będzie jeżeli się rozstaniemy? Reakcja klasy? Czy stosunek T,KJMD, Bluee czy eSeS do mnie się zmieni? Jak będziemy siebie traktować? Mamy wspólnych przyjaciół, co oni będą robić? Jak się do Rolfiego będę musiała zwracać? Jeżeli z mojej winy, to czy…. ? Jeżeli z Jego, a ja bym dalej kochała… ?



Lękam się, że znów będzie ta sama historia. Że się w końcu nie zdecyduje. Że z dnia na dzień zrezygnuje dla mojego dobra, jak później tłumaczył. Że znowu uzna, że woli być sam. Że ja mam na niego czekać. Że nasz związek byłby oparty tylko na rozmowach na gadu-gadu i sms-ach, a nie na prawdziwych spotkaniach. Że będę zmuszana do wybaczania raz po raz, bo umówiona gra na internecie jest przeważnie dla Niego ważniejsza.



Będzie bolało jak chol.era. I chyba nie tylko mnie.


23 października 2007      „Czy numer Ci się nie pomylił?”

Gdy mury walą się niczym domino, chociaż staram się je łapać ze wszystkich sił. Podpieram je niezbitymi argumentami, które jednak się kruszą. Zawziętość trzyma mnie  z całych sił, jednak ona niczym zwykły śmiertelnik także w końcu umarła, wyczerpana szarpaniem mnie za ramię.



Gdy bezsenność dopada już prawie śpiącego człowieka, zajmuje się nim już nuda. Taka osoba bierze pierwszą lepszą rzecz pod ręką i się nią zajmuje. Czasami jest to kartka z fizyki, na której po kilku minutach znajdą się przemyślenia i refleksje. Czasami jest to po prostu spoglądanie na sufit. A czasami jest to komórka.



Przypadek może wszystko. Pamięć może się niespodziewanie odnowić. To nie jest głupi komputer, który jak się zawiesi wszystko zapomina albo jak zrobi się formata.



Gdy puszcza się komuś „sygnałka” z komórki jest to znak, że się pamięta. Jednak, kiedy się puści „sygnała” do osoby, o której chce się zapomnieć, to symbol : „ Pamiętaj, że ja potrafię bez ciebie żyć” Takich „sygnałów” można puszczać maksymalnie jeden na miesiąc. No, maksymalnie dwa. Przypadek nie wchodzi w rolę.



Zawsze widziałam, że los mnie nienawidzi. Fatum czuwa nade mną niczym nad postaciami Sofoklesa. Przypadek zawarł koalicję z Losem i Fatum. Przeciw mnie oczywiście. Ja sama w opozycji pozostaję, bo inne partie choćby Rozum i Rozsądek zastrajkowały, gdy Serce objęło samodzielne rządy. A teraz się na przemian wycofuje i powraca, pokazując po raz kolejny, ze nie można mu ufać.



Gdy zaczyna się niewinnie, już wiadomo, że można coś podejrzewać. W nocy jednak to, co niewinne wydaje się śmieszne, a to co złowrogie delikatnie niebezpieczne.



„Sygnał” przypadkiem puszczony do Pana numer jeden. Jego niewinne pytanie: „ Czy numer Ci się nie pomylił?”. I rozmowa tocząca się do prawie pierwszej w nocy. Obgadane moje ciasto upieczone na kiermasz Amnesty International, Jego oceny, nasz wypad do kina, filmy lecące w telewizji. Odwieczne pytanie czemu nie śpię i co porabiam, moja końcówka odpowiedzi inna niż tradycyjna:



„ [...] w takich chwilach zwykle pisałam bezsensowne esy, które zwykle trafiały do Ciebie, bo jako jedyny nie spałeś…”



„Niektóre naprawdę nie były bezsensowne. Były fajne tak jak Ty. Brakowało mi ich ostatnio [...] Ty potrafisz rozśmieszyć.”



„Brakowało mi tych esów i rozmów na gg.”



„Wiem.. kurde jakoś nie potrafimy na siebie trafić.. [...] Chciałam Cię ostatnio złapać, bo nie umiałam zadania z fizy.”



„Możesz liczyć na mnie. Dobranoc.”



„Branoc.”



„Ale naprawdę upiekłaś te ciasto? Dobranoc.”



„Noo… :) a czemu by nie? Branoc.”



„ Ale mi smaka zrobiłaś… [..] Dobranoc.”



Te Jego „Dobranoc” i moje „Branoc” pisane po tysiąc razy. Raz po raz wyłączany dźwięk komórki. Komórka rozgrzana od dłoni. Bolące palce po szybkim odpisywaniu.



Gdy zrozumie się logikę, w jaki sposób facet myśli, to prawdopodobnie rozgryzie się faceta. Szkoda tylko, że tutaj nie ma prostych negacji, alternatywy, koniunkcji czy implikacji. Szkoda, że oni lubią stwarzać sobie sytuacje, nad którymi nie potrafią sami zapanować.





Czekam. Ignoruję. Udaję, że nie wiem. Może w końcu się przyzna. Sam przed sobą, a nie opisami na gg.



„Każda mijająca sekunda to szansa, aby wszystko odmienić.”
Tylko powiedz mi to w twarz. Uwierzę i przebaczę.


20 października 2007      Co robi fizyka?*

Wczoraj stało się coś niesamowitego. I do teraz nie potrafię zebrać myśli.  Więź, która była nadszarpnięta, wreszcie została porządnie sklejona.



Nieobecnym wzrokiem spoglądam na butelkę z wodą mineralną. Popijam z kubka. Tradycyjnie muszę się oblać wodą. Gdyby on to teraz zobaczył jak zwykle by mnie wyśmiał. A ja bym też się roześmiała i mu dopiekła. I zaczęły by się przekomarzanki i wyzywanki od głupiej krowy na porąbanej małpie skończywszy. Ostatecznie skończyłoby się na siniaku i przepychankach.



Spoglądam na zegarek. Wczoraj o tej porze siedziałam załamana i chlipałam. Łzy bezradności płynęły mi po policzkach. Po co mi były wykradnięte pytania na sprawdzian, skoro i tak nic teraz nie rozumie? Siedziałam nad tą przeklętą fizyką od dobrych kilku godzin. Sześć zadań, żeby zaliczyć trzeba mieć trzy i coś. Ja potrafiłam zrobić z ledwością dwa. Starałam się być cicho, żeby go nie obudzić, przecież on wstawał o czwartej rano… Jednak usłyszał jak wycieram nos. Wstał i mnie ochrzanił. Powiedział, że jestem głupia, bo się przejmuję. On dostał niejedną kapę w życiu i jakoś przeżył. Spojrzał na zadania i powiedział, że są strasznie debilne. I mam iść spać, bo jemu światło przeszkadza. A i tak teraz się nic nie nauczę i nic mi to nie da. A ja siedziałam dalej w kuchni i wycierałam nos. W końcu wyszedł jeszcze raz i z oburzeniem powiedział, że jeśli jeszcze raz wytrę nos tak głośno, to mnie zdzieli.



Przekonałam się, że jednak mogę na niego liczyć. I że mimo tego, że jest jaki jest, to coś nas łączy. On też mnie znosi. Ja go znoszę. Teraz gdy nie ma rodziców i Weronikę wyeksmitowaliśmy do babci, między nami jest większa tolerancja.



Klucz zazgrzytał w zamku. Wrócił. Pewnie każe mi wyłączyć komputer, bo wstaje rano i bla bla bla bla…



Czasem nawet miło jest mieć starszego brata. Ale tylko czasem.





____________________________________________________________





* No, więc mini konkurs. Co robi fizyka? Można odpowiadać w komentarzach.

Nagrody otrzymają dwie osoby:

      * ta której odpowiedż będzie najbliżej prawidłowej

      * i ta która wymyśli najorginalniejszą odpowiedź

Powodzenia :)




16 października 2007      Realnie śniąc.

Wracałam do domu, ale jakoś całkiem inaczej. Wzdłuż torów. Pora roku się zmieniła, zamiast jesieni była zima. Zamiast w kupce liści stałam po kolana w śniegu.  Usłyszałam jak ktoś mnie wołał. Odwróciłam się i zobaczyłam jak Pan numer jeden biegnie w moim kierunku, więc szybko przyspieszyłam kroku. Złapał mnie za rękę. „Magda” niezręcznie zaczął i złożył niezdarne wytłumaczenie, dlaczego tak się zachowywał. Dlaczego mnie odrzucał. Dlaczego bał się związku. Dlaczego nie potrafił się zdecydować. Dlaczego oszukiwał. Dlaczego chciał dobrze, robiąc źle, o czym wiedział. Zamknęłam oczy. Czułam, że serce mi pulsuje. Czułam, że rozsądek i rozum wołają, że mam uważać. Olałam je i wybaczyłam. Chwycił mnie za rękę, a drugą odgarnął mi włosy. I wszystko było ok.



Ale tak nie jest. Nigdy tak już nie będzie. Obiecałam sobie coś. Obiecałam sobie też, że nie będę przeklinać. Nie wyszło. Nie wychodzi. I chyba nigdy nie wyjdzie.



Popier.dolone sny. Zaczynam je nienawidzić. Przerabiają realne sytuacje tak, aby stały się fikcyjne z happy endem. A ja niczym mucha padam w sieć pająka, rzucając się na wszystkie strony, jeszcze bardziej zaplątując się i nie potrafiąc wydostać. Powoli zatracam się. Nie odróżniam fikcji od rzeczywistości i na odwrót.



Mam nieustanne deja vu - wszystko mi się miesza. Taka sytuacja już była! Ta z śniegiem też już była! I też biegaliśmy po śniegu, robiliśmy orzełki i ślizgaliśmy się niczym dzieci. Śmialiśmy się i wtedy, owszem było ok!



Nie potrafię płakać. Szloch staje mi w gardle. Może gdyby jakaś łza popłynęła po policzku byłoby mi łatwiej albo przynajmniej lżej.



Jestem głupia. Wiem, że gdyby w rzeczywistości taka sytuacja się zdarzyła – nawet bez romantycznej atmosfery jaką stworzyły gwiazdy i księżyc – ja bym mu wybaczyła. Chol.era jasna wybaczyłabym mu!



Mama mi powiedziała, że jak o kimś się śni, to wtedy tę osobę łaskocze albo boli. Mam nadzieję, że go kur.wa boli.









„Nie potrafię żyć, jeżeli to życie bez ciebie.

Nie potrafię żyć.

Nie potrafię ofiarować nic więcej.

Nie mogę żyć, jeżeli to życie bez ciebie!

Nie mogę ofiarować nic więcej!”

[ Mariah Carey ‘Without You’]

13 października 2007      Bo zrozum…

Widziałam Cię. Dwa tygodnie temu. W zeszłym tygodniu i teraz. Stałeś w oknie, prawdopodobnie sądząc, że ja Cię nie zauważę. Myślę, że na początku przypadkiem zauważyłeś mnie, podchodząc do okna w kuchni, a potem szybko przebiegłeś przez mieszkanie do innego pokoju i innego okna, z którego też widać było jak idę na przystanek. I teraz za każdym razem, ten raz w tygodniu zawsze jesteś w oknie. Ukryty za firaną lub zasłoną. Za pierwszym razem, ja także przypadkowo Cię zauważyłam, ale udawałam, że mnie to nie obchodzi. Sam mi powiedziałeś, że nie szukasz dziewczyny. Jednak teraz , idąc do szkoły w te dni, czuję Twój wzrok na moim karku. Nie zdajesz sobie sprawy, że ja wiem, inaczej na pewno byś zaprzestał tego. Obserwujesz z ukrycia, czekasz na mnie, żebym przeszła koło Twoich okien. Udajemy jakby nigdy nic nie było. Dlaczego więc się oszukujemy? Dlaczego sam się oszukujesz?  Dlaczego zmuszasz mnie, żebym sama się oszukiwała?



Wiem, że czytasz mojego bloga. Wiem, że nigdy bym nie ośmieliła się umieścić tej notki. Wiem, że pisałam zagadkowo, żebyś nie mógł się domyśleć, że piszę o Tobie. Pamiętam, jak rozśmieszył mnie Twój tekst, gdy napisałam o Panach z numerami jeden i dwa: „Pamiętaj, ze zawsze możesz na mnie liczyć. A tamci faceci to dupki, skoro nie potrafią Cię docenić.”



Zmieniam adres. Chcę już pisać to, co naprawdę czuję. To, co musiałam przez Ciebie ukrywać. Pisać wprost, a nie krążyć poboczami, żeby Cię nie urazić. Nie chcę, żebyś się dowiedział, że ja tak naprawdę jednak coś do Ciebie dalej czuję i nie potrafię tego ukryć.



Wybacz, że nie dostaniesz adresu. Wiem, ze podziwiasz mojego bloga. Mój zapał i serce, które w to wkładam. To właśnie serce mi podpowiedziało, że nie mogę moich czytelników dłużej oszukiwać, do czego niestety mnie momentami zmuszałeś.



Panie numer jeden….



Przepraszam.







„Od kiedy rosa zaiskrzyła prochem…
Od kiedy ziemia zalotnie błyszczy błotem…
Od kiedy wsie obrzeżone miną…
Od kiedy wiemy że te dni prędko nie przepłyną…



Czy nie czujesz,że jakoś tak
do siebie bliżej nam?… „



[ Happysad „Od kiedy ropą” ]




11 października 2007      Zapomnieć

I znowu siedzę przed komputerem. I znowu zastanawiam się głęboko nad każdym słowem. Piszę tekst. Po chwili go kasuję. Bezsensu. Jeszcze raz. Anuluj. I od nowa. Kilka zdań. Kasuj.



Zapomniałam. Jak się pisze. Jak układa się proste zwykłe zdania. Jak napisać parę słów. Jak napisać to słowo. Ot, tak wyleciało to sobie z mojej pamięci. I choć przypominam sobie bez przerwy jak to się robi, gdy przychodzi co do czego, to okazuje się, że nie pamiętam.



Nie pamiętam jak się nazywam. Wołają na mnie przezwiskami. Chorzowska, Niebieska, Smolarek. Wątpię, że oni wiedzą jak mam na imię. Sama też zaczynam w to wątpić. Wczoraj mama wołała mnie trzy razy zanim sobie uświadomiłam, że to mnie woła.



Zapomniałam o sobie. Przytłoczona szkołą, obowiązkami i uczuciami. Muszę się za siebie zabrać. Zacznę od olania fizyki, zabrania się do paczki chrupków, czekolady, herbaty i dobrej książki.





„I czyja to wina? Nie wiem.

 Wodzi nas za nos przeznaczenie.”

[Happysad „Armagedon”]

4 października 2007        Jesienny liść spadł w labiryncie Minotaura.

Czysta biała kartka wyrwana w nocy z zeszytu z fizyki. Broda podparta na dłoni. Długopis zawisł tuż nad kartką, czekając na polecenia.



Czuję jakbym zatrzymała się w czasie. Ale tylko ja. Nawet teraz. Widzę siebie oczami trzeciej osoby, jakby kamerą, która obserwuje wszystko z lotu ptaka. I spoglądam na siebie: rozwaloną na łóżku, piszącą te słowa, nasłuchującą czy ktoś idzie. Taką zamarzniętą w czasie.



Chcę coś napisać, ale nie wiem co. Mam pustkę w głowie. Nawet nie chce mi się podnieść głowy, aby spojrzeć przez okno na światła migające w oddali czy gwiazdy. Po prostu leżę z szeroko otwartymi oczami, z głową podpartą na ręce i nie myślę.



Docierają do mnie jakieś dźwięki. Mimochodem się przysłuchuję, co okazuje się błędem, bo teraz mam dylemat: czy są to jesienne liście czy to deszcz?



Uczucia są nieuczciwe. A los szyderczo się ze mnie śmieje. Drwiąco ze mnie kpi moja własna głupota. Nawet myśli odnoszą się do mnie cynicznie i sarkastycznie.



Wszystko jest zagmatwane i poplątane. I nawet nić Ariadny pękła. Powtórnie zagubiłam się w labiryncie uczuć i iluzji.



Chaosu przecież nie można podporządkować. Jednak także i on jest ułożony w jakimś porządku. Chaotycznym, ale w jakimś porządku. Więc dlaczego ja go nie dostrzegam?





Znajomi.

Przyjaciele.

Coś więcej.

Znajomi. 

Przyjaciele.

Znajomi.

Wyliczanka trwa.





_______________________________________________________

dopisek 5 października



Wyliczanka nie dotyczy grupy osób, jak wiele osób zinterpretowało.

To humorzasta natura pewnej osoby.

Pana z numerem jeden.






2 października 2007        Zdobyć wiedzę.



Za oknem ciemno. Światło w żarówce świeci pełnym blaskiem. Stół o długości półtora metra zawalony książkami. Wśród stosów papierów można zauważyć dwa parujące jeszcze kubki herbaty. Pierwszy w niebieski wzorek, zanim zdąży wystygnąć, zostanie wypity duszkiem. Drugi przypomni się dopiero wtedy, gdy będzie się leżało w łóżku.



„Izorytma  jest to linia tożsamych wartości jakiegoś zjawiska w określonym czasie” mruczone pod nosem słowa, odbijają się echem po głowie.



„Pojęcie życia jest to forma istnienia materii ożywionej charakteryzujący się określonymi właściwościami, czyli cechami i czynnościami życiowymi.”  Chodzę tam i z powrotem po kuchni. Mama dziwi się, że  w kafelkach nie jest wydeptana ścieżka.



„Uzupełnij tabelę zawierająca wartości licz kwantowych i symbol orbitalu opisany za pomocą tych wartości” Spoglądam na tabelę i po chwili niepewnie wypełniam ołówkiem.



„Wo wohnst do?” „Ich wohne in Ruda Śląska“ „Was macht du hier?“ „Ich lerne Deutsch.“  



„ Do ludów Mezopotamii należą : Sumerowie, Akadowie, Asyryjczycy, Hunja, Indoeuropejczycy, Gotejczycy , Kasyci, Chaldejczycy, Amoryci ,a także wiele innych.”



„Częstotliwość informuje nas ile okrążeń wykonało ciało w jednostce czasu. Wykorzystywany wzór to…”



„Prawem logicznym nazywamy zdanie złożone, które jest zawsze prawdziwe, niezależnie od wartości logicznych jego składników.”



„Personality” z rozpaczą przyglądam się kolejnej kartce A4 z ponad stu słówkami.



W domu jest cicho. Dochodzi dwudziesta trzecia. Wreszcie sprzątam książki. Rzucone w kąt kartki z zapiskami. Odnajduję już zimną herbatę. Powoli podchodzę do okna, patrzę przez własne odbicie na światła migające w oddali.



„Magda, idź już spać.” Mama wychodzi i prosi. Nieznacznie kiwam głową. Ona też wie, ze wstanę rano, niczym ojciec i brat do pracy i szybko przejrzę notatki.



Uczę się tylko na dostateczny. Już nie wymagam od siebie średniej 5,3. Efekt?



Świecę sobie komórką drogę w pokoju. Zanurzam się w pierzynie. Ostatnie myśli przebiegają chaotycznie przez głowę. Wspomnienia mieszają się z wzorami, fikcja marzeń przeplata się z faktami z historii.

Szkoda, że życia nie można wyjaśnić w naukowy sposób. Ostatni raz wykorzystuję umysł do tej myśli, zanim pogrążę się w śnie pełnym fizyki, chemii, geografii i biologii. Moich jakże ulubionych wręcz przedmiotów.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz