24 lutego 2007
Niezliczone gwiazdy
Wskazówka robi bez przerwy tyk, tyk. Bezmyślnie siedzę w
oknie i patrzę. Spoglądam na plac zabaw, przenoszę wzrok na pociągi i wreszcie
moje oczy widzą gwiazdy. Niezliczone miliony gwiazd.
Czuję sympatię do gwiazd. Jest ich prawie tak dużo jak moich
– jakże błahych dla innych – problemów. Niezliczenie. Gdy rozwiążę jakiś
pojawia się nowy. To tak jak z liczeniem gwiazd: policzyliśmy już wszystkie, a
nagle ktoś zauważa kolejną i liczenie na nic.
Wzdycham i piję herbatę. Biało-niebieski kubek jest zawsze
zarezorwowany dla mnie. Przez ferie starałam się przerwać nałóg picia herbaty –
bezskutecznie. Ona jedna na mętlik w głowie. Nie rozwiążę go, lecz pokaże inne
wyjście. Uwolnię się na moment, na kilka chwil, by nabrać oddechu i poszukać
nowego punktu widzenia.
Gwiazda jest okrągła, lecz – spoglądając pod wyznaczonym
kątem – zauważam że jednak jest
jajowata. Mój problem też jest okrągły, bez początku i zakończenia. Pojawił się
i początkowo mnie przeraził. Gdy się uspokoiłam, niespodziewanie zaatakował i
został do dziś. Powoduje, że mętlik się wyjaśnia albo pogarsza – jednym słowem.
Przez niego rodzi się coraz więcej problemów… a także niezliczona ilośc marzeń,
oczywiście nie do spełnienia. Wypróbowałam kilkanaście innych punktów widzenia
i nic. Jest jak upierdliwy orzech i zardzewiały, trzystuletni dziadek do
orzechów- nie do zgryzienia.
Siedzę na oknie.Patrzę w ciemność. Rozmyślam. Marzę. Powoli
odlatuję w inny świat. Jednak muszę wrócić. Dopijam herbatę i energicznie
schodzę z okna. Przeciągam się jak kot i z niechęceniem spoglądam na podręcznik
do chemii. W poniedziałek wracam do szkoły. Koniec ferii. Koniec codziennych
rozmyślań. Tylko coraz więcej herbaty, bo ona nie dośc, że pomaga w myśleniu to
i w nauce.
Powoli idę do kuchni,
zaparzyć kolejną herbatę. Przede mną kolejny problem. Wydaje się łatwiejszy,
ale gdy siadam zmieniam zdanie. Mam ochotę wrócić na okno i szukać wejścia do
szczelnie zamkniętego koła. Jednak mam w sobie samozaparcie: zaciskam zęby i jeszcze
raz czytam co to są mole, jak je wyliczyć, jak funkconuje nerka, jakie są
gatunki literackie. W głowie rozlega sie krzyk rozpaczy, lecz nie dotyczy on
szkoły. Dotyczy on problemów, które są niezliczone jak gwazdy.
16 lutego 2007
Zero czasu wolnego
Moje ferie są zwariowane. Przez ponad połowę nie miałam
netu, więc robiłam wszystko żeby się nie nudzić. Na lodowisku byłam dwa razy (
w tym dzisiaj w Spodku – skutek: całe fioletowe oko <- kolega uznał, ze
zabawnie by było mnie tak podnieść i jak grzmotłam głową o lód było bardzo
fajnie, a kolana mam we wszystkich odcieniach czerni, zieleni i czerwonego.
Kocham lodowiska. Zresztą jadę znów w poniedziałek :P ). W walentynki grałam
cały dzień w siatkówkę ( skutek: wsszystko do prania, gdyż piłka wpadła do
pskich odchodów <- łagodnie nazywanych gównem, i pierwszą osobą która
musiała nią oberwać byłam oczywiście, a jakże inaczej JA ). Chodziłam po
mieście ( skutek: byłam cala mokra, gdyż raz spadł deszcz, drugi raz spadł
grad,a trzeci raz ochlapało mnie auto ).
Grałam w Simsy ( skutek: poczułam się lepiej, gdy utpiłam Sima, który był
obdarzony imieniem i nazwiskiem osoby, która mnie strasznie wkurzyła ).
Pojechałam do Moni ( skutek: Zostałam operatorem kamery, biegałam po lesie,
szłam po wodociagu <- rurze :P , jadłam ciastka.). Przeczytałam cztery
książki ( skutek: zakochałam się w Grishmanie). Siedziałam codziennie wieczorem
na oknie, słuchając muzyki ( skutek: mam mniejszy mętlik w głowie). Byłam na
targu ( skutek: nowy żakiecik, spodnie, kurteczka, bluzka, a wszystko na
egzamin i bierzmowanie)
To z grubsza moje ferie. A będzie jeszcze ciekawiej, bo
jutro idę na halę grać w tenisa ( nigdy nie grałam w tenisa, ale co tam), w
poniedziałek jadę na łyżwy ( pewnie drugie oko mi podbiją tym razem), w wtorej
jadę do okullisty ( w sprawie moich rozszerzonych źrenic, które mam od zawsze,
ale mama teraz sobie o tym przypomniała, bo wyglądam jak ćpun),w środę jadę do
Pałacu ( żeby coś z matematyki sobie przypomnieć…).
I powiedzcie mi, kiedy ja mam wypocząć? Kiedy mój mózg ma
się zregenerować? Naładować akmulatory? Skoro ja w ogóle nie mam czasu wolnego?
:)
9 lutego 2007
W długiej kolejce po rozum
Mój mózg się wypalił. W ogóle zrezygnował z myślenia.
Zdecydował, że po całym semestrze wreszcie musi iśc sobie na spacer. Dlatego z
góry przepraszam za nielogiczne zdania i głupie błędy :) Ale nawet dzisiaj
nauczyciele nie chcieli odpuścić i w sumie mówiąc pisałam dwa sprawdziany i
jeszcze wiersz, przemówienie i prozę musiałam powtórzyć, bo mnie pytali…I po
prostu umieram… Potrzebuję jakiegoś reanimiatora. A najlepiej żeby ten
reanimator został na całe ferie, bo w końcu muszę sie kurować. Przez ferie
znowu będą mogła pospać do 10, a tata nie będzie patrzał krzywym okiem, ze tak
długo spie, bo będzie w pracy. Nikt nie będzie mnie zmuszał do jedzenia, sama
bedę jadła tylko płatki i marchewki, popijając to wodą mineralną. To jest mój
ukochany posiłek :)
Wy sobie czytajcie tę notkę bez ładu i składu, a ja idę już
na koniec kolejki po nowy mózg :)
3 lutego 2007
Nauka dobrego wkurzania 2
„Jak dobrze wkurzać”
Rozdział 2 : „Jak dobrze wykorzystać zepsuty zegar”
Nic w przyrodzie nie ginie, więc zegar też nie może się
zniszczyć. Szczególnie jeżeli jest on z pozytywką. Zepsutą pozytywką, co możesz
skrupulatnie wykorzystać. Gdy niedobre rodzieństwo Cię wystawi i pójdzie
patrzeń na film, gdy Ty musisz już o 20.30 leżeć w łóżku – odwdzięć im się. Gdy
ledwo żywi będę wracać po 24 na pewno nie wstaną przed 10, więc Twój plan jest
idealny. Jak zwykle w sobotę wstajesz o 7.00 ( chociaż przez 5 dni szkoły w
ogóle jakoś nie chce Ci się wstawać choćby o 7.30, to w sobote jakoś Ci to
wychodzi bez problemów ), bierzesz zegar z pozytywką i chcesz go naprawić, bo
Twoja starsza siostra jak była zła rzuciła nim o ścianę i pozytywka grająca
„Dla Elizy” , przestała grać.
Siedzisz ( najlepiej nad głową siostry – łatwiej sie wkurzy
– szybszy efekt ) i majsterkujesz przy zegarze. Starasz się puścić
pozytywkę, w połowie przerywasz i tak od
początku. Nie przejmuj się bratem – on wszytko przetrzyma, zresztą i tak o 7.30
musi wstać. Siosra lubi pospać sobie w sobotę nawet i do 10.00, więc na niej
skoncentruj swój cel.
Nie przejmuj się, gdy po 20 upomnieniu zacznie klnąć i Ci
grozić. Po prostu powiedz, że skoro ona to zepsuła to TY to musisz naprawić i
zacznij z większym zaangażowaniem „naprawiać” zegar.
Jaki będzie efekt? Siostra po godzinie wstanie wściekła z
łóżka, siłą Ci wyrwie Twój ukochany zegarek z pozytywką i rozwali go. Z hukiem
rozłoży na czynniki pierwsze, uprzednio wyjmując szkło. Wskazówki będą w
różnych częściach pokoju, tarcza i obudowa też. Posłuchasz pięcio-minutowego
kazania ( nie doliczając przekleństw, z przekleństwami około siedmio-minutowego
). Potem siostra wściekła wróci do łóżka, nakryje się kołdrą i będzie udawała,
że nic nie słyszy. Nie przejmuj się, misja nie zakończyła się niepowodzeniem,
chociaż to tak wygląda. Gdy siostra wstanie będzie musiała jeszcze posprzątać
szczątki zegara. A Ty z satysfakcją będziesz to obserwować. Całą sobotę jej
zepsułaś. Jak miło czyż nie? Ach! I koniecznie nie zapomnij poskarżyć się
mamie, że siostra rozwaliła Twój ulubiony zegarek z pozytywką. Na dodatek
bardzo możliwe, ze dostanie jeszcze szlaban albo będzie musiała Ci kupić nowy
zegar, oczywiście o wiele lepszy. A to jeszcze lepiej dla Ciebie, bo wiesz, że
siostra jest teraz spłukana. Pełna satysfakcja.
1 lutego 2007 -
Blondynka u lekarza.
Magda jest chora. Gorączka, kapie z nosa i gardło boli, wiec
mama wysłała ją do lekarza.
Siedze na krześle. Opowiadam co mi dolega. Lekarz przepisuje
co trzeba. Wychodząc, przypominam sobie :
- Przepraszam proszę księdza, a napisałby mi ksiądz
zwolnienie do szkoly za jutro i usprawiedliwienie za dzisiaj? – i ze zdumieniem
przyglądam się lekarzowi, który położył glowę na stole i śmiał się do rozpuku.
Po pieciu minutach opanowawszy się mówi:
- Niestety tu nie ma księdza. Ale jeżeli chcesz umierać to
mogę go sprowadzić. – i uśmiecha się z kpiną do mnie, gdy ja cała czerwona, bo
właśnie sobie uświadomiłam co powiedziałam, wychodzę z gabinetu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz