piątek, 12 lipca 2013

Ten z lutym 2007



               
24 lutego 2007 
Niezliczone gwiazdy
Wskazówka robi bez przerwy tyk, tyk. Bezmyślnie siedzę w oknie i patrzę. Spoglądam na plac zabaw, przenoszę wzrok na pociągi i wreszcie moje oczy widzą gwiazdy. Niezliczone miliony gwiazd.

Czuję sympatię do gwiazd. Jest ich prawie tak dużo jak moich – jakże błahych dla innych – problemów. Niezliczenie. Gdy rozwiążę jakiś pojawia się nowy. To tak jak z liczeniem gwiazd: policzyliśmy już wszystkie, a nagle ktoś zauważa kolejną i liczenie na nic.

Wzdycham i piję herbatę. Biało-niebieski kubek jest zawsze zarezorwowany dla mnie. Przez ferie starałam się przerwać nałóg picia herbaty – bezskutecznie. Ona jedna na mętlik w głowie. Nie rozwiążę go, lecz pokaże inne wyjście. Uwolnię się na moment, na kilka chwil, by nabrać oddechu i poszukać nowego punktu widzenia.

Gwiazda jest okrągła, lecz – spoglądając pod wyznaczonym kątem –  zauważam że jednak jest jajowata. Mój problem też jest okrągły, bez początku i zakończenia. Pojawił się i początkowo mnie przeraził. Gdy się uspokoiłam, niespodziewanie zaatakował i został do dziś. Powoduje, że mętlik się wyjaśnia albo pogarsza – jednym słowem. Przez niego rodzi się coraz więcej problemów… a także niezliczona ilośc marzeń, oczywiście nie do spełnienia. Wypróbowałam kilkanaście innych punktów widzenia i nic. Jest jak upierdliwy orzech i zardzewiały, trzystuletni dziadek do orzechów- nie do zgryzienia.

Siedzę na oknie.Patrzę w ciemność. Rozmyślam. Marzę. Powoli odlatuję w inny świat. Jednak muszę wrócić. Dopijam herbatę i energicznie schodzę z okna. Przeciągam się jak kot i z niechęceniem spoglądam na podręcznik do chemii. W poniedziałek wracam do szkoły. Koniec ferii. Koniec codziennych rozmyślań. Tylko coraz więcej herbaty, bo ona nie dośc, że pomaga w myśleniu to i w nauce.

 Powoli idę do kuchni, zaparzyć kolejną herbatę. Przede mną kolejny problem. Wydaje się łatwiejszy, ale gdy siadam zmieniam zdanie. Mam ochotę wrócić na okno i szukać wejścia do szczelnie zamkniętego koła. Jednak mam w sobie samozaparcie: zaciskam zęby i jeszcze raz czytam co to są mole, jak je wyliczyć, jak funkconuje nerka, jakie są gatunki literackie. W głowie rozlega sie krzyk rozpaczy, lecz nie dotyczy on szkoły. Dotyczy on problemów, które są niezliczone jak gwazdy.

16 lutego 2007 
Zero czasu wolnego
Moje ferie są zwariowane. Przez ponad połowę nie miałam netu, więc robiłam wszystko żeby się nie nudzić. Na lodowisku byłam dwa razy ( w tym dzisiaj w Spodku – skutek: całe fioletowe oko <- kolega uznał, ze zabawnie by było mnie tak podnieść i jak grzmotłam głową o lód było bardzo fajnie, a kolana mam we wszystkich odcieniach czerni, zieleni i czerwonego. Kocham lodowiska. Zresztą jadę znów w poniedziałek :P ). W walentynki grałam cały dzień w siatkówkę ( skutek: wsszystko do prania, gdyż piłka wpadła do pskich odchodów <- łagodnie nazywanych gównem, i pierwszą osobą która musiała nią oberwać byłam oczywiście, a jakże inaczej JA ). Chodziłam po mieście ( skutek: byłam cala mokra, gdyż raz spadł deszcz, drugi raz spadł grad,a  trzeci raz ochlapało mnie auto ). Grałam w Simsy ( skutek: poczułam się lepiej, gdy utpiłam Sima, który był obdarzony imieniem i nazwiskiem osoby, która mnie strasznie wkurzyła ). Pojechałam do Moni ( skutek: Zostałam operatorem kamery, biegałam po lesie, szłam po wodociagu <- rurze :P , jadłam ciastka.). Przeczytałam cztery książki ( skutek: zakochałam się w Grishmanie). Siedziałam codziennie wieczorem na oknie, słuchając muzyki ( skutek: mam mniejszy mętlik w głowie). Byłam na targu ( skutek: nowy żakiecik, spodnie, kurteczka, bluzka, a wszystko na egzamin i bierzmowanie)
To z grubsza moje ferie. A będzie jeszcze ciekawiej, bo jutro idę na halę grać w tenisa ( nigdy nie grałam w tenisa, ale co tam), w poniedziałek jadę na łyżwy ( pewnie drugie oko mi podbiją tym razem), w wtorej jadę do okullisty ( w sprawie moich rozszerzonych źrenic, które mam od zawsze, ale mama teraz sobie o tym przypomniała, bo wyglądam jak ćpun),w środę jadę do Pałacu ( żeby coś z matematyki sobie przypomnieć…).
I powiedzcie mi, kiedy ja mam wypocząć? Kiedy mój mózg ma się zregenerować? Naładować akmulatory? Skoro ja w ogóle nie mam czasu wolnego? :)

9 lutego 2007    
W długiej kolejce po rozum

Mój mózg się wypalił. W ogóle zrezygnował z myślenia. Zdecydował, że po całym semestrze wreszcie musi iśc sobie na spacer. Dlatego z góry przepraszam za nielogiczne zdania i głupie błędy :) Ale nawet dzisiaj nauczyciele nie chcieli odpuścić i w sumie mówiąc pisałam dwa sprawdziany i jeszcze wiersz, przemówienie i prozę musiałam powtórzyć, bo mnie pytali…I po prostu umieram… Potrzebuję jakiegoś reanimiatora. A najlepiej żeby ten reanimator został na całe ferie, bo w końcu muszę sie kurować. Przez ferie znowu będą mogła pospać do 10, a tata nie będzie patrzał krzywym okiem, ze tak długo spie, bo będzie w pracy. Nikt nie będzie mnie zmuszał do jedzenia, sama bedę jadła tylko płatki i marchewki, popijając to wodą mineralną. To jest mój ukochany posiłek :)

Wy sobie czytajcie tę notkę bez ładu i składu, a ja idę już na koniec kolejki po nowy mózg  :)

3 lutego 2007    
Nauka dobrego wkurzania 2
„Jak dobrze wkurzać”
Rozdział 2 : „Jak dobrze wykorzystać zepsuty zegar”
Nic w przyrodzie nie ginie, więc zegar też nie może się zniszczyć. Szczególnie jeżeli jest on z pozytywką. Zepsutą pozytywką, co możesz skrupulatnie wykorzystać. Gdy niedobre rodzieństwo Cię wystawi i pójdzie patrzeń na film, gdy Ty musisz już o 20.30 leżeć w łóżku – odwdzięć im się. Gdy ledwo żywi będę wracać po 24 na pewno nie wstaną przed 10, więc Twój plan jest idealny. Jak zwykle w sobotę wstajesz o 7.00 ( chociaż przez 5 dni szkoły w ogóle jakoś nie chce Ci się wstawać choćby o 7.30, to w sobote jakoś Ci to wychodzi bez problemów ), bierzesz zegar z pozytywką i chcesz go naprawić, bo Twoja starsza siostra jak była zła rzuciła nim o ścianę i pozytywka grająca „Dla Elizy” , przestała grać.
Siedzisz ( najlepiej nad głową siostry – łatwiej sie wkurzy – szybszy efekt ) i majsterkujesz przy zegarze. Starasz się puścić pozytywkę,  w połowie przerywasz i tak od początku. Nie przejmuj się bratem – on wszytko przetrzyma, zresztą i tak o 7.30 musi wstać. Siosra lubi pospać sobie w sobotę nawet i do 10.00, więc na niej skoncentruj swój cel.
Nie przejmuj się, gdy po 20 upomnieniu zacznie klnąć i Ci grozić. Po prostu powiedz, że skoro ona to zepsuła to TY to musisz naprawić i zacznij z większym zaangażowaniem „naprawiać” zegar.
Jaki będzie efekt? Siostra po godzinie wstanie wściekła z łóżka, siłą Ci wyrwie Twój ukochany zegarek z pozytywką i rozwali go. Z hukiem rozłoży na czynniki pierwsze, uprzednio wyjmując szkło. Wskazówki będą w różnych częściach pokoju, tarcza i obudowa też. Posłuchasz pięcio-minutowego kazania ( nie doliczając przekleństw, z przekleństwami około siedmio-minutowego ). Potem siostra wściekła wróci do łóżka, nakryje się kołdrą i będzie udawała, że nic nie słyszy. Nie przejmuj się, misja nie zakończyła się niepowodzeniem, chociaż to tak wygląda. Gdy siostra wstanie będzie musiała jeszcze posprzątać szczątki zegara. A Ty z satysfakcją będziesz to obserwować. Całą sobotę jej zepsułaś. Jak miło czyż nie? Ach! I koniecznie nie zapomnij poskarżyć się mamie, że siostra rozwaliła Twój ulubiony zegarek z pozytywką. Na dodatek bardzo możliwe, ze dostanie jeszcze szlaban albo będzie musiała Ci kupić nowy zegar, oczywiście o wiele lepszy. A to jeszcze lepiej dla Ciebie, bo wiesz, że siostra jest teraz spłukana. Pełna satysfakcja.

1 lutego 2007  - Blondynka u lekarza.
Magda jest chora. Gorączka, kapie z nosa i gardło boli, wiec mama wysłała ją do lekarza.
Siedze na krześle. Opowiadam co mi dolega. Lekarz przepisuje co trzeba. Wychodząc, przypominam sobie :
- Przepraszam proszę księdza, a napisałby mi ksiądz zwolnienie do szkoly za jutro i usprawiedliwienie za dzisiaj? – i ze zdumieniem przyglądam się lekarzowi, który położył glowę na stole i śmiał się do rozpuku. Po pieciu minutach opanowawszy się mówi:
- Niestety tu nie ma księdza. Ale jeżeli chcesz umierać to mogę go sprowadzić. – i uśmiecha się z kpiną do mnie, gdy ja cała czerwona, bo właśnie sobie uświadomiłam co powiedziałam, wychodzę z gabinetu.  
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz