22 lipca
2009 Tak to sobie.
Główny
bohater: wakacje
Trzy sylaby:
Wa-ka-cje
Siedem
liter: trzy samogłoski oraz cztery spółgłoski.
Siedem
głosek: pięć dźwięcznych i dwie bezdźwięczne.
Mianownik:wakacje
Dopełniacz:
wakacji
Celownik:
wakacjom
Biernik:
wakacje
Narzędnik:
wakacjami
Miejscownik:
wakacjach
Wołacz: o
wakacje!
Wakacje.
Wakacje.
Wakacje.
W a k a c j e.
I wszystko jasne?
Przerwa.
17 lipca
2009 Brr..
Boję się.
Cztery litery mi ściska z strachu przed spowiedzią. Żołądek mi skręca, że znów
zostanę wysłana do piekła. W złości wykrzyczane przez kratki konfesjonału
pouczenia i groźby o potępieniu. Już dwa razy słyszałam, że w wieku siedemnastu
lat stoję na krawędzi życia i w sumie już nie mam prawie żadnych szans na
niebo. Za pierwszym razem się postawiłam i chciałam przedstawić swój punkt
widzenia, ale spowiednik go wyśmiał. Za drugim razem, słysząc już tą samą gadkę,
zacisnęłam zęby i liczyłam owe kratki, przez które wskazywano mi drogę do
kręgów piekielnych.
Czemu jeden
ksiądz zareagował normalnie, pytając tylko czy zdaję sobie sprawę z tego, co
robię i czy wezmę za to ewentualnie odpowiedzialność, a drugi mi podał klucze do bram szatana i przepustkę na
spotkanie osobiste z Lucyferem?
A wszystko
przez jeden grzech.
10 lipca
2009 Och i ach.
Brawa dla
mnie! Po ciężkim boju w końcu przeczytałam „Potop”. Twarde postanowienie
przeczytania wszystkich lektur z maturalnej i tych nadprogramowych jest
zaciekle realizowane. Już na początku przeciwności, gdyż biblioteka odmówiła
współpracy, pierw czyniąc problemy z kartą, a następnie zamykając się na
sierpień. Aktualnie na placu boju jest trzy do dwunastu dla tzw. literatury
obowiązkowej szeroko omijanej przez każdego ucznia. Ale jestem optymistycznej
myśli.
Sierpień
również rozplanowany z optymistyczną myślą nadrabiania pierwszego roku
szkolnego z wiedzy o społeczeństwie i powtórki z drugiego. Już oswoiłam się z
myślą, iż wakacje dopiero będę mieć po maturze, a w ciągu najbliższych
dziesięciu miesięcy będę zapierniczać jak maszyna parowa.
Chociaż w
archiwum notki są od września, to tak naprawdę blog powstał na przełomie
czerwca i lipca 2006. Refleksje związane z ukończeniem w tym świecie prawie że
dorosłości? Przez trzy lata moje podejście zmieniło się diametralnie. Na
początku wyżalanie się światu, bezsensowne zdania i oczekiwanie na tysiące
komentarzy, pierwszy zawód i pierwsze kroki w spamie, które chyba każdemu się
zdarzyły. Stąd usunięte z archiwum początkowe trzy miesiące. Później pierwsze
znajomości i ból po urwanych nagle kontaktach. Żal, że nikt nie pamięta. Do
dziś gryzie mnie, co się stało z moją pierwszą blogową koleżanką Iskierką,
która wtedy siedemnastoletnia wpadła ze swoim ówczesnym chłopakiem, a rodzice
za karę ją odizolowali od świata. Pamiętam przerażenie przed wielkimi blogami i
strachliwe kroki w komentowaniu, zaskoczenie w miłych odpowiedziach. Nowe
doświadczenie, że wysoka pozycja w rankingu nie daje satysfakcji. I przede
wszystkim od samego początku przez te trzy lata kroczy ze mną taka mała, słodka
osóbka, która na jednym blogu nie potrafi usiedzieć dłużej niż pół roku i miała
już chyba z jedenaście nicków. A nasza znajomość rozwijała się przez maile,
smsy i komunikatory. Tylko zdzwonić się
nie potrafimy. I jest to jedna z niewielu osób, której potrafię powiedzieć
wszystko. Ale tak wszystko wszystko. Za co jej z tego miejsca oficjalnie z
owacjami na stojąco dziękuję.
A Luby to
chciał mnie zabić, za moje uzewnętrznianie się, również Jego kosztem. Ale
udobruchaliście Go tymi pozytywnymi i pochlebiającymi komentarzami. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz