sobota, 13 lipca 2013

Ten z kwietniem 2008



29 kwietnia 2008              Maminsynek

Mój brat poznał w wojsku fantastycznego chłopaka. Spokojny, miły, troskliwy. Przegadałam z nim ponad godzinę na przysiędze. Otwarty na ludzi, przyciągał ich jak magnes. Starał się pomóc, nawet tym nowo poznanym. Żartował bez przerwy, uśmiech miał rozbrajający. Był jednym z ulubieńców dowódców. Szanowali go za to, co robi dla swoich rodziców.



Mój brat i On poznali się pierwszego dnia jadąc do jednostki, wylądowali razem w pokoju, razem brali wartę. Daniel mieszkał jeszcze dalej niż my. Z Katowic jeszcze się przesiadał do innego pociągu i jechał dalej. Miał ciężko chorą matkę, ojca po przejściach. Kapral jak go nazywają w jednostce Maszyna rozumiał to. Szedł Mu często na rękę czy to pozwalał zadzwonić po dwudziestej drugiej czy puszczał go na pocztę listy wysyłać. Nagle ni stąd ni zowąd przenieśli go. Do innej jednostki oddalonej o ponad pięćdziesiąt kilometrów. Samego. Nic nie tłumacząc, dali Mu dziesięć minut na spakowanie manatków. Mój brat stracił z Nim kontakt.



Mama odbiera dzisiaj telefon. Słucha uważnie i oczy z czasem zamieniały się w spodki.  „ŻARTUJESZ?!”wydusiła do telefonu. Gdy rozmowa zakończyła się, spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.



„Daniel wyskoczył przez okno z drugiego piętra.” obwiesiła martwym głosem.



Dzwonił Justyn. Do ich jednostki przyjechali jacyś ludzie. Dopytywali się o Daniela, jaki był, czy był lubiany, czy miał jakieś problemy. Każdego przepytywali osobiście. Każdy potwierdził, że był to jeden z najlepszych kolegów w jednostce.



Wyskoczył przez okno, bo stan jego matki gwałtownie pogorszył się. Główny dowódca pozwolił pojechać Mu na tydzień do domu. Jednak, gdy przyszedł zabrać rzeczy, podszedł do niego kapral, a zobaczywszy przepustkę po prostu ją podarł i powiedział, że ma ją w dupie. I Jego matkę i Jego. I że swojego dupska też z jednostki nie ruszy, bo on jest żołnierzem a nie maminsynkiem.



Daniel przeżył. Ma jednak ciężkie obrażenia i leży w szpitalu. Sprawą zainteresowała się prokuratura wojskowa.

27 kwietnia 2008              „Ile? 25… Oż…”

„[..] wkleił mi Twój opis i nie moja wina ze mam dwadzieścia pięć lat… Z drugiej strony też bym nie przypuszczał że spodoba mi się siedemnastka… Przepraszam…”


Oboje wiemy, że to nie przejdzie… Więc dlaczego On mimo tego próbuje?

24 kwietnia 2008              „Wierzę w Boga [...]„

Religia w szkole. Temat gorący na ustach od dobrych kilku miesięcy. Na początku walka o maturę, poprzednio o wliczanie do średniej. Z własnego doświadczenia powoli zaczynam rozumieć i coraz szybciej zgadzam się z uczniami, którzy byli przeciwko. Na religię, tak jak na wf powinno przychodzić się na luzie – chwila odprężenia w ciągu dnia. Ale tak nie jest. Strach przed religią większy aniżeli przed odpytówką całogodzinną z geografii czy fizyki? Możliwe, jeżeli ma się takiego tragicznego nauczyciela jak ja.



W podstawówce na religię chodziłam się z wielką przyjemnością. Zresztą jak cała moja klasa. Z tego, co opowiada mi teraz Młoda, wnioskuję, że cała szkoła lubi religię, katechetki i sposób prowadzenia lekcji, czyli jest wszystko ok. Rysuneczki, pioseneczki i wszystko podpasywane pod poziom. W gimnazjum jakoś wszystko się już miesza. W moim przypadku doszły odpowiedzi, ale na podstawowe zagadnienia religijne typu: dziesięć przykazań, ile Mojżesz wędrował z ludem przez pustynię, no i ewentualnie pytanie z materiału lekcyjnego. Wszystko jednak można znieść i dostosować się – w końcu to przeskok podstawówka-gimnazjum.



Liceum jednak to jest totalna porażka. I to tak w wielkim stopniu, że ja mam ochotę zrezygnować z religii. Ja – chodząca przez całe życie a to na Dzieci Maryi czy Oazę, aktywnie uczestnicząca w życiu Kościoła. I teraz nasuwa się pytanie dlaczego osoba tak religijna chce zrezygnować z – powinno się wydawać – ulubionego przedmiotu? Odpowiedz jest bardzo prosta: bo uczy nas taka ciota, że to aż strach. Musimy nazywać go profesorem, chociaż ciężko mi to przechodzi przez usta. Idiota i debil połączone w jedno są mądrzejsze do potęgi entej od tego czegoś.



‘Profesor’ bierze do odpowiedzi: „Opowiedz mi coś o Biblii.”. To ‘coś’ to dokładna data powstania, wszystkie rodzaje wydania,wszystkich autorów, polskie wydania, błędne wydania, najnowsze wydania. No i najlepiej jeszcze by tak z grubsza jej dokładniejsza treść. Co rusz zresztą katecheta przerywa i poprawia, nie dając w sumie dojść do słowa. A to przecież dopiero początek lekcji. Dostając w rękę sprawdzian, ma się ochotę wyć. Katecheta nie dopuszcza nikogo do słowa. Zawsze się upiera na swoim, mimo że czasem nie ma racji. Według niego w Wielki Piątek jest msza i groził mi, że jeżeli jeszcze raz mu powiem, że nie ma, to wstawi mi ocenę niedostateczną. Gdy natomiast opowiedziałam to rodzicom, to słów om brakło. Już się jednak nie dziwią, kiedy nie dostaję piątki z sprawdzianu. Bo przecież nie ma szans, żeby nauczyć się każdego wersu Biblii i słowo w słowo Katechizmu Kościoła Katolickiego.



Religia wlicza się do średniej. Mimo, że jest nierówny poziom. Tak, wiem, że w innych przedmiotach też są różnice, ale wynoszące bagatela trochę w te, trochę we wte. Jednak jest duża rozbieżność między harówką połączoną z wykuwaniem czystych pierdoł w ogóle nieprzydatnych w życiu ani w wierze, a miłą rozmową o Bogu i łatwymi ocenami do zdobycia jak to jest w większości liceów.



_________________________________________________________



Długo, bo długo, ale musiałam się wyżalić.

Bo jedyne, co nasz katecheta dobrze robi to sprawdzanie obecności.

I nic poza tym

22 kwietnia 2008              Stuk stuk stuk

Jeżeli miałabym być szczera, to jakoś specjalnie nie przejęłam się tym, ze wielkie  randez vous nie wypaliło. A gdybym mogła walnąć prosto z mostu to powiem, ze wręcz się ucieszyłam. Może wreszcie dotarło, że moje duże i wyraźne „nie” to naprawdę jest „nie”, a nie „tak”.



Stuk stuk stuk. Stuk stuk stuk.

„Maaaagdaaaaa! Patrz!”

Stuk stuk stuk.



Moja siostra na urodziny dostała rolki. A z racji tego, że pada, to jeździ sobie po domu. Ode mnie szkrab dostał takiego gigantycznego lizaka w kształcie serca. I przede wszystkim pozwoliłam przytulić się. Ba, nawet dać sobie buziaka zgodziłam się łaskawie, co było dla niej największym szokiem.



Irytują mnie ludzie, którzy robią coś pod publikę. A w szczególności w wirtualnym świecie. Jeszcze bardziej mnie wkurza fakt, że zaprzeczają o tym prosto w oczy, że nie i że mi się tylko zdaje. Niestety, ale ja nie mam wady wzroku i doskonale widzę. Przed skomentowania takiej notki czy bloga odliczam do minimum dziesięciu i dopiero potem daję ‘Skomentuj’. Inaczej bym pojechała po autorze niemożliwie. Przyznam się szczerze, że czasami poddaję się tej słodkiej czynności.



Jon: Śmietanki?
Garfield: Oczywiście
Jon: Cukru?
Garfield: Cztery łyżeczki
Jon: Kawy?
Garfield: Tylko odrobinę



Zakochałam się totalnie w Garfieldzie. On nawet pije kawę tak jak ja.



„Normalnie cię uwielbiam. A teraz idź się pobaw w mikserze.”
19 kwietnia 2008              Dialogowanie międzyludzkie

Dzisiaj rano:


-        Magdalena wstawaj!

-        …..

-        Patrz na nią! Owinęła się kołdrą jak dzidziuś! Ona chce, żebym się z nią bawił w ściąganie kołdry!

-        (Idź sobie! Daaaaj mii spaaaaaaać!)



Następuje wielokrotne ściąganie kołdry.



-        TAAAATOOOOO!

-        Patrz co mam. ( pokazuje mi maskotkę dalmatyńczyka).

-        ……

-        Misio cię kocha.

-        Tato… To jest piesio…

-        …….



________________________________



Ankieta przeprowadzona wczoraj na osiemnastu mężczyznach. Piętnaście odpowiedzi brzmiało:



-        Gdybyś był kobietą i miałbyś czuć się spełniony i zawód miałby sprawiać ci przyjemność to kim chciałbyś zostać?

-        Dziwką.

-        O.o

________________________________



A dzisiaj spacer z Uparciuchem.Nie stroję się specjalnie. W sumie nie zależy mi. Szkoda, że Jemu tak.



I tak musiałabym zmyć się z domu, bo do mojej siostrzyczki przychodzą trzy inne wariatki. Boję się… nie wiem czy zastanę pokój w całości. Ba! Czy to blok przeżyje..

_______________________________________________
wieczorem

Spacer odwołany. Przez Niego.
Za to spędziłam miły wieczór z przyjaciółką ^^
15 kwietnia 2008              Bawię się w powietrze…

W sprawie robaczka. Robaczek jest rodzaju męskiego. Imienia jeszcze jako takowego nie ma, propozycje można składać w komentarzach. Jest niegroźny. Owszem ma podwójne ADHD (jeśli nie potrójne ^^). Byłam z nim u weterynarza i udowodnił on (weterynarz, nie robaczek), że jest nieszkodliwy (robaczek, nie weterynarz). Można bezpiecznie w pobliżu myszkować. Kazał także przekazać, iż nie życzy sobie, żeby gazetą, paznokciami, butelką lub innymi przedmiotami starać się usunąć go z pola widzenia – jest to niemożliwie i ma swoje uboczne skutki (widoczne na własnym monitorze).

Mam znów mętlik w głowie. Odezwał się ten, co odszedł ponad pół roku temu. Jedna rozmowa milion wniosków. Wyrzuty, że spotykam się z innymi. Że staram się o Nim zapomnieć, gdy On stara się dojrzeć do poważnego związku. Więc ja? Złośliwie siedzę na niewidocznym na gadu-gadu. Nie dam kolejnej szansy przez internet, bo on dodaje odwagi. Chcesz pogadać? Pogadaj zemną w cztery oczy.



To od Uparciucha widzę ostatni sms w nocy i pierwszy w ciągu dnia. Blokuje mi skrzynkę i ma wyrzuty. Godzina siódma z minutami. „Co robisz??” Nie zdążę odpisać drżącą ze złości ręką, a tu kolejny sms: „Na pewno w sobotę?” „Co powiesz??” „Czemu się nie odzywasz??” „????!!!!!” A ja?  Złośliwie wyłączam komórkę.



Z jednej strony On, z drugiej Uparciuch. Nie wiem, który gorszy. Obu mam po dziurki w nosie, delikatnie mówiąc. Bo ja nie mam zamiaru czekać milion lat zamknięta w najwyższej komnacie w najwyższej wieży. W dodatku jeszcze sama dobrowolnie mam się w niej zamknąć i najlepiej klucz Mu wręczyć. A gdy On poczuje się już wystarczająco dojrzały to przyjdzie i mnie wspaniałomyślnie uwolni. Od Uparciucha nie mam już ochoty otrzymywać sto tysięcy smsów dziennie. Oboje mają do mnie wyrzuty i wielkie fochy. Ja złośliwie odmawiam dostępu do siebie.

Cieszę się, że przynajmniej robaczek nie ma do mnie żadnych pretensji.
______________________________________________________
dopisek z 17 kwietnia

Uparciuch zrozumiał, że nie ma szans. Spytał się wprost.
A ja mu prosto z mostu odpowiedziałam.
Ale i tak idziemy na spacer w sobotę, od tego już nie potrafiłam się wywinąć.

Jeden z głowy.

12 kwietnia 2008              Zimny drań.


Lubię sprawiać ludziom przyjemność. Lubię, kiedy czują się docenieni, bo wiem jakie to fajne uczucie jest. Stałam na moście nad autostradą przez ponad dwadzieścia minut i machałam do tirów. W drodze przecież niektórzy czują się samotni, przebywać sam na sam tylko z radiem w czasem kilkunastogodzinnej jeździe nie jest przyjemne. A na sam widok uśmiechniętej zarumienionej wiatrem twarzy i szaleńczych ruchów zwanych machaniem, robi się lepiej na sercu. Mruganie światłami, klaksony i odmachiwania. Z zdziwieniem zauważyłam, że nie tylko kierowcy tirów, ale także osobówki. I to nie tylko mężczyźni, ale także płeć piękna, chociaż ona rzadziej. ^^ Fajnie jest sprawić komuś przyjemność, szczególnie, gdy i dla mnie to wielka frajda jest.



A mój brat to drań. Przyjechał bez zapowiedzi. Nic nie powiedział, tylko rano ktoś mnie tradycyjnie podeptał. „Justyn spadaj!” i przewróciłam się na drugi bok. Nagle – olśnienie: przecież jego tutaj nie ma prawa być! W wojsku jest. Kilkaset kilometrów od nas. Otworzyłam szybko oczy, a tu przede mną szczerzące się zęby.„Cicho siedź!” „CO TY TUTAJ ROBISZ?” Przez głowę przemknęły mi wszystkie możliwości:

a)     Zamordował kogoś i szuka go FBI.

b)     Okradł bank i szuka go CIA.

c)     Pobił się i ucieka przed wojskiem.

d)     Nie stawił się na komendzie i szuka go policja.

e)     Zaplątał się w aferę narkotykową i goni go mafia.

f)       Stoi przede mną jego duch, a tak naprawdę mój brat utopił sięw tej całe powodzi przy Szczecinie.

g)     Mam po prostu schizy.



„Mam przepustkę” Oczywiście najprostsze wyjaśnienie najtrudniej mi przyszło.

Znalazła się ofiara losu i inteligent w jednym. Ciekawe coby zrobił, gdy nas w domu nie było. Klamkę by sobie pocałował. Ot, co. Chociaż trudno było przypuszczać, że o godzinie piątej czterdzieści sześć nikogo nie będzie.. No, ale w każdym razie miło zobaczyć tego boroka , chociaż obudził mnie o nieprzyzwoitej porze..



Eh.. no i umówiłam się z tym uparciuchem. Tak prosił, że wreszcie ustąpiłam.W przyszłą sobotę powiem Mu wprost, że nic z tego nie będzie.
10 kwietnia 2008              Szaleństwo (!)

O zgrozo przeszłam dalej z konkursu geograficznego. W dodatku okazało się, że drugi etap jest szesnastego kwietnia. A ja jak wcześniej sobie przeglądałam ulotkę, to byłam pewna, że owszem szesnastego, ale maja. No i mam yyyyyy teoretycznie sześć dni (?!) na wkucie całego podręcznika z rozszerzenia z geografii. Praktycznie jest jedno popołudnie. Ha, ha, ha.  No to powodzenia.



Dlaczego jeżeli jestem miła i uśmiechnę się do jakiegokolwiek chłopaka, to on od razu uważa, że pokochałam go na całe życie? I że nie potrafię się mu oprzeć, bo on jest normalnie boss i cool. Eh.. I przez to po raz kolejny muszę kłamać, że nie mogę iść tu i tu, bo się umówiłam tam i siam. A to z przyjaciółką, a to mam szlaban, a to muszę się uczyć. Ale teraz trafiłam na takiego upartego i za nic nie potrafię go złamać. Wprost nie potrafię mu powiedzieć. Moja odwaga w takich momentach plajtuje.



„Say you’re leavin’ on a seven thirtytrain and that you’re headin’
out to Hollywood
Girl you been givin’ me that line so many times it kinda gets like
feelin’ bad looks good

That kinda lovin’
Turns a man to a slave
That kinda lovin’
Sends a man right to his grave…

I go crazy, crazy, baby, I go crazy
You turn it on
Then you’re gone
Yeah you drive me
Crazy, crazy, crazy, for you baby
What can I do, honey
I feel like the color blue…”
[Aerosmith “Crazy”]

6 kwietnia 2008                Książę niezłomny.

Czekam na Księcia. Nie wypatruję jednak czerwonych rajtek i czapeczki z dzwoneczkami. Nie stukam palcami, wyglądając za białym rumakiem.Nie oczekuję serenad i tysiąca błyskotek w darze. Nie chcę żadnego królestwa.



Po prostu czekam. Na Księcia, który nie będzie palił. Na Księcia, który zna granice moralności. Na Księcia, który zrozumie, że seks to nie podstawa związku. Na Księcia, który nie pije sześciopaku piwa dziennie. Na Księcia, który akceptuje religię katolicką. Na Księcia, który rozumie, że czasem warto się poświęcić. Na Księcia, który wie, że nauka jest dzisiaj podstawą przyszłości. Na Księcia, który brzydzi się zdradą i kłamstwem. Na Księcia, który ceni sobie prawdę.



Przyznaję się bez bicia. Czekam na Księcia, który spełnia powyższe minimalne warunki. Stawiam za duże wymagania? Przepraszam. To mój  wybór.



„Co obchodzi Cię jak korzystam z szaleństwa?”
[Happysad „Czysty jak łza”]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz