Gdy pokonuje się kryzys wchodzi się pełną parą w okres miodowy. W szczególności, gdy kryzys jest tego kalibru, gdzie ważą się losy pięcioletniego związku. W końcu takie zdarzenia, jakie się przydarzyły nam, nie pojawiają się każdego dnia. Znaczy się nie przytrafiają się nam, ale na pewno innym na świecie tak. Swoją drogą z perspektywy czasu wydaje się to takie szablonowe - znudzenie + rutyna + nowe znajomości i kryzys gotowy.
W każdym razie kryzys pokonany i faza miodowego miesiąca (a nawet trochę więcej) trwała pełną parą. Jednak ostatnio były już przebłyski tego, co dziś już zdecydowanie wiem - po raz kolejny okres ten się skończył.
I Tygrys mnie denerwuje. Ależ jak On mnie denerwuje. Nie są to zwiastuny nowych problemów, ale po prostu przydałoby mi się trochę wolnego czasu dla siebie. Chwila odpoczynku od jego dennych nieciekawych dowcipów, które mnie nie śmieszą, a Jego zdaniem powinny, a także przytyków, po których jest przykro.
Czego nauczyłam się dziś? Powrót do rzeczywistości po słodkości miodu jest bolesny.
Do przemyślenia: czy to Jego zachowanie czy moje hormony przed okresowe?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz