29 stycznia 2007 - Po
niedzieli poniedziałek. Po niedzieli szkoła……
23.55 Niedziela, 28 styczeń
Magda wysyła sms-a.
24.30
Magda nie może zasnąć i myśli.
5.20 Poniedziałek, 29 styczeń
Magda wyłącza budzik
i uznaje, że ma historie w głębokim poważaniu i nauczy jej się na przerwie.
5.25
Budzik, który dzwoni powtórnie zostaje prawie rozbity o
ścienę, a Magda przewraca się na drugi bok, myśląc, ze wstanie o 7.00
5.26
Magda w kraine slodkich snów
7.27
Sygnał puszczony przez Hono. Magda przeżywa zawał serca, bo
głos w komórce jest włączony na max.
7.28
Powtórny zawał serca, gdy ogląda, która jest godzina.
7.29
Najlepszy czas na olimpiadzie z Aten zostaje przeze mnie
pobity w drodze do łazienki.
7.29 i 14 s
Magda myje zęby i jednocześnie stara jakoś się ogarnąć.
7.30
Magda jakoś spieła włosy pierwszą lepszą gumką i poszukuje
ubrań.
7.35
Ubrana w imprezowy strój, w którym w wczorajszy wieczór była
u kuzynki, szuka komórki.
7.38
Komórka odnaleziona. Leżała pod ścianą… To własnie nią
rzuciła Magda, gdy dzwonił budzik o 5….
7.40
Magda wywaliła wszystko z szafki w poszukiwaniu podręcznika
z historii.
7.40 i 45 s
Uprzednio poślizgnąwszy się na innych zeszytach i klnąc
niemiłosiernie, Magda do torby wciska zeszyt i podręczniik z histy, a mate
zostawia w domu.
7.42
Przypomniało jej się, że zostawiła piórnik na biurku i się
wraca.
7.43
Wychodzi.
7.45
Wraca się po komórkę.
7.46
I po kluczyk do szafki…
7.48
Za drzwiami klatki przypomniało jej się, że nie wzieła
śniadania…..Ale się nie wraca.
7.49
Zaczyna padać deszcz, więc wraca sie po parasol.
7.53
Ale nie bierze śniadania….
7.58
Klnąc niemiłosiernie dochodzi do szkoły.
7.59
Rozbiera się w szatni i nie potrafi znaleźć kluczyka z
szafki… Znajduje go na dnie torby, w której jest tylko jeden podręcznik i
zeszyt….
8.00
Siedzi na macie i liczy do kilkunastu tysięcy, aby sie
uspokoić….
20 stycznia 2007 -
Tak i tak źle
Ma chłopaka jest źle.
Nie ma chłopaka jest jeszcze gorzej.
Ma chłopaka, podejrzewa go o wszystkie możliwe zdrady.
Nie ma chłopaka, nienawidzi wszystkich osobników płci
brzydkiej.
Ma chłopaka, ale i tak z wszystkimi naokoło flirtuje.
Nie ma chłopaka, zaczepi na ulicy nawet 30-latka.
Ma chłopaka, patrzy na wszystkich z góry.
Nie ma chłopaka, patrzy na wszystkich zakochanych z
litością.
Ma chłopaka, jej uczucia zmieniają się w jednej chwili.
Nie ma chłopaka, jej uczucia zmieniają się jeszcze szybciej.
Ma chłopaka, staje się nerwowa.
Nie ma chłopaka, popada w depresję.
Ma chłopaka, zrywa z nim w jeden dzień.
Nie ma chłopaka, codziennie zmienia obiekt westchnień.
Co łączy te dwa opisy? To charakterystyka dzisiejszej
dziewczyny, do której ja – mam nadzieję
- nie należę.
18 stycznia 2007 -
Niedobry wiatr.
Na dworze jest zimno i brzydko. Pada, pada i przestać nie
może. Idąc do kościoła na przygotowanie do bierzmowania w dodatku zaczęło wiać.
Jakby to był zwykły wiatr to nie mam nic przeciwko – nadaje włosom taki ładny
artystyczny nieład. Ale dzisiaj wiatr przeszedł samego siebie. Dmuchał i
chuchał. Zwiewał mnie kilkanaście razy z drogi. A raz tak mocno zawiało, że na
auto wleciałam i oczywiście alarm się włączył. Nie wiem ile razy goniłam i
łapałam parasol. Po prostu przestałam to liczyć. Parę razy unosiłam się nad
ziemię niczym słynna Mary Poppins przybywająca z wiatrem. To chyba prawda, co
mówią wszyscy, że mam przytyć, bo mnie wiatr porwie Ale mimo moich krzyków i
przekleństw wiatr mnie nie słuchał i wiał sobie dalej. Niedobry wiatr. Tak
mocno dmuchał, że parasol odwrócił się ode mnie i w sumie mówiąc deszcz padał
na mnie. I pomyśleć, że ja lubię wiatr. Tylko jak wieje za mocno fryzurę mi
psuje. I po co ja siedzę tak długo w łazience? A no po to, by wiatr miał
satysfakcje i mógł mi doszczętnie zniszczyć włosy. A na dodatek rozwalił mi
parasol, ale to już przy kościele. Bo tak dmuchał i chuchał, że poderwał jakąś
gałąź z drzewa i ona na mnie poleciała. Ale ja zasłoniłam się parasolem i
zamiast w moim oku, gałąź zrobiła dziurę w parasolu. I znowu powiedzą w domu,
że jestem psuja. Ale to jest już tradycją. W ciągu całego mojego życia
rozwaliłam osobiście 14 parasoli I dzisiaj kolejny do kolekcji. Ale żeby było
śmieszniej to był parasol taty…. A ja mu jeszcze nie powiedziałam o tym, że ma
taką pokaźną dziurę i raczej nie nadaje się do użytku……Ciekawe czy jak mu
powiem to będzie zły? Mhm.. Raczej tak.
13 stycznia 2007 -
Nie będąc sobą.
Namieszałam sobie w życiu. Strasznie….A było tak dobrze… Ale
ja lubię sobie mieszać w życiu… Niszczyć pokrótce siebie, by znów sobie
udowodnić, że ja potrafię wstać i się podnieść…
Że nie ważne jest dla mnie, że mam coraz mniej sił….
Że wstanę obolała i poraniona…
Odrętwiała..
Nawet moja sumienie mi mówi: „Trudno. Nieważne. Zrobiłaś to
i wstawaj!”
Po każdym upadku jestem mocniejsza.
Po każdym upadku jest
bardziej niedostępna.
Po każdym upadku staję się coraz bardziej niezależna.
Po każdym upadku coraz mniej ufam.
Po każdym upadku
coraz bardziej nie przypominam siebie….
Zamieniam się w drętwego, plastikowego robota Barbie….
„Jestem zmęczona byciem tym, kim chcesz bym była
Czując się tak bez nadziei
Zgubiona pod powierzchnią
Nie wiem jakiego mnie oczkujesz bym była
Pod presją
Bycia w twojej skórze
Każdy mój krok
Jest dla Ciebie kolejnym błędem”
7 stycznia 2007 - Na rowerku przez Kraków, aż do Warszawy :)
Magda z wielkim niepokojem odważyła się w końcu stanąć na
wadze. Ufff….. Już podpudowana z niej zeszłam. Schudłam dwa kilo. Jeszcze
brakowało dwóch kilo, a byłoby idealnie.
Więc z zapałem wzięłam rowerek taty, ustawiłam go przed telewzorem i
zaczęłam pedałować. Przejechałam na rowerku Fakty, Uwagę, Nianię i
Kryminalnych. Po całym seansie TVN-owym powoli mój tyłeczek miał dość….. Postanowiłam zejść. Zeszłam – nogi jak z
waty. Chodziłam z 10 minut, żeby odzyskać czucie w nogach. Zaczął się film.
Magda znowu siada na rowerek. Według licznika dojechała już do Krakowa, więc
teraz jedziemy do Warszawy
Przepedałowała cały „List w butelce”. W końcu zmęczona pięciogodzinną
jazdą zeszła i z uśmiechem weszła znów na wagę. I przeżyła szok – waga
wskazywała 2,5 kilo więcej niż na początku…… Jak to możliwe? Całą noc się
głowiła, więc teraz jest niewyspana i strasznie zła. A na marginesie waga
rozwaliła się…. Przez przypadek z wścieklością rzuciłam nią o podłogę….
3 stycznia 2007 - Nauka dobrego wkurzania
„ Jak dobrze wkurzać
”
Rozdział 1 : „Jak skutecznie wkurzyć starszą siostrę”
Gdy starsza siostra z dobrego serca bierze cię na lodowisko,
utrudniaj jej jak tylko możesz.. Jeśli tam jedziecie autem i nie da jej się
dokuczyć, bo jedzie z przodu, nie przejmuj się! Z powrotem będziecie wracać
autobusem. A nawet jeśli wujek was przywiezie to będziesz miał/a dużo okazji by
na lodowisku jej dokuczyć, więc się nie przejmuj! Gdy dojedziecie udawaj miłą,
niech siostra uwierzy, że bardzo się cieszysz, że jesteś na lodowisku..
Wchodząc do wypożyczalni, popychaj wszystkich. Siostrze powoli już wzrośnie
ciśnienie, więc idzie już wszystko po twojej myśli. Wkładając łyżwy narzekaj
jak tylko możesz. Na początku powiedz, że łyżwy są mokre – niech starsza je
pójdzie wymienić. Przy zakładaniu wręcz płacz z bólu – siostra spali się ze
wstydu. Uwaga! Szczególnie udawaj, gdy będzie przechodził ładny chłopak. Efekt
będzie jeszcze lepszy.
Gdy już będziecie na lodzie, wpadaj na wszystkich –
najlepiej jedź cały czas pod prąd. Czerwony kolor nie zejdzie już z twarzy
twojej siostry, gdy będzie musiała za ciebie przepraszać. W końcu masz dopiero
7 lat i masz do tego pełne prawo. Jeśli chcesz, żeby czerwień zeszła z jej
twarzy i pojawiła się tam nowa i ciekawsza barwa, koniecznie przewróć się
efektownie na najprzystojniejszego faceta na lodowisku, który jeździ zupełnie
jak zawodowiec. Wtedy kolor będzie bardzo ciekawy.
Jeżeli już ciśnienie
wróciło jej do normy, nie zapominaj, że twoim obowiązkiem jest jego
podniesienie. Najlepiej zatrzymaj się niespodziewanie na środku i przewróć. Tak
by wszyscy to widzieli i zacznij się drzeć w niebogłosy. Poskutkuje. Chlipaj,
gdy będziecie jeździć, bo już koniec. Nie kryj łez, gdy siostra będzie cię
wołać, że już koniec. Ludzie pomyślą, jaką ty masz skąpą siore – wkurzy się, a
to w końcu twój cel. Na dokładkę jeszcze zwlekaj. Nie zapomnij na zakończenie,
podczas zdejmowania łyżew, zaprezentować swoich foch. Wołaj, ze siostra za
mocno ciągnie. Efekt będzie jeszcze lepszy niż na początku, bo w końcu na
lodowisku ciśnienie już jej mocno wzrosło, co nie?
Gdy będziecie szły na
przystanek, zwalniaj. Nie przejmuj się tym, że za parę minut jedzie wam
autobus. W końcu to TY. Jesteś zmęczona, więc możesz iść powoli. Gdy wnerwiona
siostra będzie cię poganiać – pochlipuj, że jest niedobra, to jeszcze bardziej
ją wkurzy. Punktem kulminacyjnym będzie, gdy odmówisz biegu na autobus, który
odjedzie wam sprzed nosa. Twoja siostra naprawdę wtedy wybuchnie, gdy dowie się
, że następny jedzie za godzinę. Nie zapomnij zadbać o jej ciśnienie – usiądź
na ławce na przystanku i płacz. Powodów może być wiele : – siostra na ciebie
nakrzyczała, że autobus uciekł – siostra, gdy chciała cię zmusić byś biegła na
autobus, zaczęła cię szarpać – bolą cię nogi – jest ci zimno – jesteś głodna
Ludzie nie będą się na was patrzeć, oni będą się gapić. To, ze twoja siostra się
wkurzy jest gwarantowane. A jeżeli chcesz, by efekt był dłuższy, to po
przyjeździe poskarż się rodzicom i zwal całą winę na nią. Nie dość, ze siostrze
opadnie szczęka na ziemię, to na dodatek będzie wściekła przez cały tydzień.
Nawet pisząc tę notkę, trzęsą jej się ze zdenerwowania ręce, na samą tę myśl.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz