wtorek, 23 lipca 2013

Ten kłótniowy

Nie wiem jakim cudem tak wspaniały dzień mógł się przeobrazić w tak zły wieczór. Chociaż zły to jest mało powiedziane, raczej koszmarny. Dodatkowo jest to ten rodzaj koszmarów, po których siedzi się w łóżku z sowimi oczami i nietoperzowymi uszami, sprawdzając czy aby na pewno nic i nikt nikomu nie zagraża, a w szczególności nam.

Jak mogło przejść z fazy tak-bardzo-cię-kocham-jest-znów-super do wkurzasz-mnie-tak-bardzo-że-masz-isc-sobie-do-domu? I to w tak niesamowicie szybkim tempie? A teraz po wszystkim mnie wręcz nosi.

Nie lubię takich sytuacji nierozwiązanych. Zwykle wiążą mi się one z głupimi sytuacjami i symulacjami wyobraźni, po których czuję się jeszcze gorzej.

Pierwsza zmiana w życiu dokonana - aplikowałam na inne stanowisko pracy. Mam dość Komercyjnego Kina. Może teraz pokelneruję w Gorącej Pizzy, jeżeli mnie oczywiście wezmą pod uwagę.

Ambasadura kopnęła mnie w cztery litery. Jak to szanowna pani ujęła, byłam w ścisłej czołówce, ale jednak wybrali kogoś innego. Tylko jeżeli zobaczę moje propozycje projektów na uczelni to szlag mnie trafi. Bo zachwyt nad pomysłami i kreatywnością, a wykorzystywanie cudzych (tzn. moich) inwencji, gdy ich autora się odrzuciło to już szczyt chamstwa.


Czego nauczyłam się dziś? Może nie jesteśmy jeszcze gotowi na wspólne mieszkanie, skoro w ciągu pięciu sekund potrafimy rozpętać piekło a potem ze złości nie jesteśmy w stanie na siebie patrzeć.

Do przemyślenia: wciąż temat kierunku życia i marnowania wakacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz