sobota, 13 lipca 2013

Ten z styczniem 2008




29 stycznia 2008 Kubeł zimnej wody.

Nie powiedziałam mu. Kontakt się urwał. Sama nie wiem, czy to dobrze czy źle. W każdym razie mi to na rękę, bo chwilowo kłopot z głowy.



Byłam na kopalni. Wstałam w niedzielę o czwartej czterdzieści. Nieprzytomna siedziałam w gabinecie ojca do siódmej. Potem przeszłam szkolenie i w końcu zjechałam na głębokość 600 metrów. Stopy mi latały w za dużych gumiokach, które miały teoretycznie rozmiar 36 jak powiedziała mi pani wydająca ciuchy. Zresztą ciuchy też były podejrzanej wielkości. Wystarczy powiedzieć, że na pasku zabrakło mi dziur i zamiast tego musiałam zawiązać go sobie w pętelkę, a nawet ładną kokardkę potrafiłam zrobić.Kask opadający na oczy i aparat, który niczym torebkę musiałam zawiesić na ramieniu. Z tą różnicą, że zwykła torebka nie waży ponad pięć kilo. I tak chodzić z tym czymś przez dwie godziny.



Nastąpiło to, co nieubłagane: powróciłam do szkoły. Wczoraj jeszcze był tzw. Okres ochronny, ale dzisiaj chemiczka uznała, że warto by popytać, rzucają hasłem: „Który dzisiaj jest?” 29. Wtedy doznałam szoku. 29?29?! 29??!! To mój numer z dziennika!! Panika została posiana, gdy zaczęła czytać nazwiska. Czekałam tylko na ten moment, aż dojedzie na dół dziennika.Dojechała, ale na szczęście mnie nie wzięła. Ta sytuacja przynajmniej mnie otrzeźwiła – to już nie ferie.



Dzisiaj na treningu mi drgnęło serce jak Rolf mnie podniósł i ze śmiechem przerzucił. Ale postanowienie to postanowienie. A ta cała Jego całuśna dziewoja ma nowego chłopaka, którego zresztą odbiła w obrzydliwy sposób i jej widok wzbudza teraz niesmak u wielu dziewczyn.



W ciągu tygodnia codziennych rannych treningów w końcu nauczyłam trenera, żeby mówił do mnie Smolarek jak reszta, bo Magd jest bez liku i jak się zawoła: „Magda bierz!” to oczywiście wszystkie potem się tłumaczą, że nie wiedziały, że to one miały obić, bo w końcu koło nich tez stoi Magda.



W czwartek turniej, mam nadzieję, że w tym roku jednak wygramy mistrza. Trzymajcie kciuki.

20 stycznia 2008               (Nie)honorowo.

Ja mam chyba coś nie tak z rozumem. W ten weekend nakłamałam jednemu facetowi tak, jak nigdy jakiemukolwiek innemu. A trzeba wziąć pod uwagę także mojego brata, więc to nie lada wyczyn.

Najważniejsze pytanie: „Masz chłopaka?”. Z bólem serca odpowiedziałam, że nie. Tak naprawdę czekałam tylko aż on gdzieś mnie zaprosi,to wtedy mogłabym mu wytłumaczyć, ze jest super facetem i w ogóle, ale że tonie mój typ, że nic z tego nie będzie. I na koniec uwalić tekst: „Bądźmy przyjaciółmi.”



„Idziesz na trening? Bo ja idę jak Ty idziesz..” Takiej okazji nie mogłam przepuścić, chociaż na jeden trening mogłam pozbyć się jego towarzystwa! Z radością odpisałam mu:

„Ja raczej nie idę, bo potem jestem umówiona.”

„A z kim jeśli można wiedzieć??”

„Z kumplem, bo jedziemy do naszej przyjaciółki na weekend.”

„Aha.”



I ciągnęłam tą historyjkę z kumplem przez cały weekend. Rezultat? Mam wymyślonego przyjaciela,który nazywa się Łukasz. Jest on blondynem, wyższym ode mnie, wysportowanym i w ogóle ideał. Znamy się normalnie od zawsze i się rozumiemy bez słów. Dokładne przeciwieństwo jego. Ale przede wszystkim to dosłownie tylko kwestia dni jak będziemy razem, a zastanawiamy się nad tym od paru tygodni, więc to raczej poważna decyzja.



Obiecałam sobie, że mu powiem, że nic z tego. Nie, idąc na łatwiznę przez komórkę, sms-a czy gadu-gadu, tylko prosto w twarz. To dla mojego własnego dobra.



A tak na marginesie. Gdyby w dodatku mój wymyślony przyjaciel Łukasz,który tak naprawdę istnieje, dowiedział się, że użyłam jego osoby, żeby wyłgać się facetowi, to miałabym z lekka jeszcze bardziej przesrane.

15 stycznia 2008               Z przebłyskiem inteligencji.

Jak ja nie lubię pisać o niczym.Zgrabnie w paru słowach ująć, co się dzieje, gdy tak naprawdę nic się nie dzieje. Po prostu świat płynie własnym tempem, a ja nieustannie szaleję.



Straciłam ochotę do pisania.Szkoda mi czasu. Wolę powariować na łyżwach i włóczyć się po mieście. Wreszcie mogę się zabrać do jakiejś książki. Wstać choćby o tej siódmej rano i przejechać się na ten trening.



Mam ferie i mam zamiar z nich korzystać. Nie chcę więdnąć przed komputerem, gdzie sadełko będzie mi się zabierało i oczy będą się psuły. Nie jestem dzieckiem XXI wieku, mam dość.



Wybaczcie.



„Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi
Bo nie jesteś sam

[...]

Jak na deszczu łza,
cały ten świat nie znaczy nic, o nic
Chwila która trwa, może być najlepszą z twoich chwil
Najlepszą z twoich chwil”



[Dżem „Do kołyski”]



9 stycznia 2008  Ja wiem. I co z tego?

Jak łatwo jest zakochać się we własnych marzeniach.Wyobrażać sobie niestworzone historie i problemy, które można z łatwością pokonać. Wystarczy czasem sam uśmiech czy spojrzenie.



Wzięli mnie do klasowej drużyny koszykarskiej. Można się już śmiać. Czterech facetów i ja. Bo jak to określili wuefiści: „ … to mają być zawody koedukacyjne!”. No to gram, a raczej tworzę tak zwany sztuczny tłum. Dość upierdliwy sztuczny tłum, jak powiedział później jeden z przeciwników.



Z pierwszego meczu dość dużo ludzi mnie pamięta. Maturalna cześć szkoły. A dokładnie męska część. Bo kto potrafi w ciągu niecałych dziesięciu minut wylądować około dwudziestu razy na ziemi? No, oczywiście tylko ja. Przy drugim meczu, nie dość, że zdobyłam przychylność sędziego, który przymykał oko nam moje różne takie , to dodatkowo Maturalne Ciacho wołało od czasu do czasu: „Smo-la-rek!”, posyłając jednocześnie uśmiech.



Z Rolfem sprawa skończona. Na sylwestrze lizał się z moją kumpelą. Dowiedziałam się przedwczoraj. Wprawdzie po pijanemu, bo po pijanemu,ale się lizał. I żadne gdybanie w stylu pod tytułem Czy Gdyby Ja Bym Tam Była To Może Wtedy Tą Dziewczyną Byłabym Ja nie pomoże. Zresztą chyba i tak by nic z tego nie było. I wydaje mi się, że może i lepiej, że na razie zostanie tak jak jest. Gramy razem w drużynie koszykarskiej, trenujemy siatkówkę i przede wszystkim chodzimy razem do klasy.



Zaczynam wielki Final Countdown:do ferii zostało trzynaście godzin lekcyjnych. Nie wliczając w-fu to jedenaście. Odliczając lajtowe przedmioty, czyli religię i informatykę, to osiem. Jeśli historia w piątek będzie taka jak dzisiaj, to siedem. Obiecał, że z fizyki da nam spokój i zaczniemy nowe temat, to można sobie odpuścić, a więc sześć. Na polskim będziemy tylko pisać – pięć. Na jednym z angielskich odda sprawdziany, to uznam, że cztery. Matematykę bardzo lubię, więc trzy. A WOS z Panem Profesorem to sama przyjemność, wiec dwa. To zostaje mi tylko nieszczęsna geografia i drugi angielski. Tylko to przeżyć iii….. będą ferie! ^^


4 stycznia 2008  Niestety, tytuł został ugotowany.

A ł a ! Nadepnęłam sobie na mp3.I to akurat wtedy, gdy wgrałam sobie nowe piosenki. Tylko mnie się to mogło zdarzyć. Buu.. Chlip chlip!



Za tydzień są ferie, a ja już się rozleniwiłam. W czwartek nie byłam sobie w szkole, bo mi się zaspało.  Trzy budziki przespałam i nawet jak mnie mama szturchała to niczym zabita byłam. To machnęła na mnie ręką, gorzej jak tata wrócił z pracy. Ale szlaban mi się upiekł.



Mam wodę z mózgu. Gdy zaczynam myśleć, woda ta zaczyna się gotować. Chętnie mogę zaoferować ugotowanie kartofli lub jajecznicy, jeżeli sobie życzycie. Z nosa mi cieknie, zatoki znów się odzywają, a chusteczek idzie niewiarygodna ilość. Leków biorę multum, aż dziw że się nie uzależniam, więc mam nadzieję że coś mi pomogą, bo niektóre są naprawdę obrzydliwe.


Ha! Dostałam nowe łyżwy pod choinkę! Pól roku szukania nie dość, że rozmiaru 36,5 (słownie: trzydzieści sześć i pół) i bardzo wąskie, to jeszcze z wysokim podbiciem, ale opłacało się,bo są boskie! Już na ¾ ferii poumawiałam się z ludźmi na lodowisko. ^^


A. No i mam trzy tróje. Ból w sercu, bo mogły być dwie, ale z racji mojego czwartkowego lenistwa są trzy: z chemii, fizyki i geografii. Mam się przejmować tróją z fizyki?? Phi. Albo tą z chemii? A po kij mi się to przyda. Ale ta geografia boli.. Ale co tam! Mam sześć z WOK-u i W-fu. Duma rozpiera mnie wielka

Koniec semestru, więc ja oficjalnie przestałam myśleć. Nieoficjalnie też.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz