26 listopada 2012
„Namieszałeś w mojej głowie jednym gestem, jednym słowem”
Pozytywnie. Czasem problemy są po to, żeby docenić jak nam dobrze jest,
gdy już je pokonamy.
19 listopada 2012
Rozmowa potrafi wiele. To wiem i rozumiem. Jednak nie rozumiem,
dlaczego ja nie potrafię w normalny sposób rozmawiać o ciężkich sprawach. Gdy tylko poruszamy jakiś ciężki temat, łzy
pojawiają się w moich oczach, mimo że walczę z nimi i wiem, że nie chcę płakać,
to one tak same z siebie…
Ja uważałam, że on się nie stara i że już się mną znudził. On, że ja
nie doceniam tego, co On robi i że jestem do wszystkiego już przyzwyczajona.
W trakcie rozmowy padły słowa: „To może zrobimy sobie przerwę?”
Spowodowały lawinę uczuć. Negatywnych. Mocno zaciskających pas
niepokoju na sercu.
Wszystko dobrze się skończyło. Ale chyba od czasu do czasu
potrzebujemy, takiego małego wstrząsu. Przywraca nas od do porządku i reanimuje
naszą miłość.
Po małych zakrętach wracamy na dobry tor.
9 listopada 2012
Dawno nie byłam tak smutna.
Dawno nie przepłakałam całego wieczoru.
Dawno nikt tak bardzo mnie nie zranił.
Dawno nikt nie złamał mnie psychicznie.
Łzy płyną strumieniami po policzkach. Oj, zaczynają mi się kończyć
chusteczki.
Wiecie, co mnie przeraża? Że jak czytam wpisy na tym blogu z przełomu
ostatnich miesięcy, to wychodzi na to, że nie jestem szczęśliwa. Związek, w
którym trwam od ponad czterech i pół roku sprawia ostatnio mi więcej bólu niż
radości. I zastanawiam się czy to kwestia tego, że piszę, wtedy gdy jest mi
naprawdę źle czy po prostu bagatelizuję szczęśliwe dni.
Dni pełne motylów w brzuchu i wypełnione uczuciem zakochania są coraz
rzadsze. Nie rozumiem dlaczego ja mam o nie walczyć? Powinny być naturalne, a
nie wymuszane przez mnie.. Owszem, rozumiem, że inicjatywa nie powinna być
tylko po jednej stronie, ale niestety tak jest. Szkoda, że tą stroną jestem ja.
Cały czas mam w głowie słowa wypowiedziane w filmie „Big love”,
mianowicie: „A jakie są nasze marzenia?” Nie wiem, naprawdę nie potrafię
odpowiedzieć na to pytanie.
Ostatnio się dowiedziałam, że On nie chce ze mną zamieszkać, bo
bałaganię. Ale najważniejsze jest to, że Mu wygodnie mieszka się z mamusią. Ma
jedzonko, garaż pod nosem, mieszka w centrum i uważa się za pana wszechświata.
Po latach opowiadania jakby cudownie się ze mnie mieszkało, nagle okazuje się,
że to wszystko było jednym wielkim kłamstwem.
Zabolało po raz pierwszy.
„Ale to są moi znajomi więc skoro nie masz hot newsa żadnego to
mogłabyś najpierw ze mną coś uzgodnić i się dogadać to byś się dowiedziała” –
na temat podwójnej randki znajomych czasem zwanych naszymi a czasem tylko Jego.
Problem dotyczył daty. Ja w sobotę pracuję popołudniu, oni chcą się zobaczyć,
więc On bez uzgodnienia ze mną jedzie solo. Gdy zaproponowałam inny termin, to
się oburzył i właśnie te słowa usłyszałam.
Zabolało po raz drugi.
Jednak to czego nie potrafię przeboleć i boli mnie najbardziej, to jest
fakt, że on zmienia moje słowa. Za każdym razem słyszę wersję zmienioną i
obwinia mnie za to. Jak on to robi? Jakim prawem?
Niedziela: mówię: „Kochanie mam mnóstwo roboty nie zobaczymy się w
poniedziałek i prawdopodobnie środę”
Poniedziałek – zdziwiony jest, że się nie widzimy, bo ja powiedziałam
wtorek i środa
Wtorek – wkurzony, bo przecież powiedziałam poniedziałek i wtorek!
Środa – zdenerwowany, bo ja przecież głupia jestem bo powiedziałam
środa i czwartek!
Załamałam ręce. Za każdym razem go poprawiałam. Za każdym razem z
uśmiechem. Jednak w środę pękłam. Pokłóciliśmy się.
Od tamtej pory nie mam ochoty się z Nim widzieć. Czuję, że On mnie nie
szanuje. Pisząc mi dzisiaj wprost, że się nudzi, a ja Jemu, że w sumie nic nie
robię, mógł wpaść na to, żeby do mnie przyjechać. Ale po co? Z jakiej racji On
ma się starać o mnie? Niby dlaczego on ma dbać i walczyć o nasz związek?
Pewnie, gdy dowie się, że cały wieczór przepłakałam to powie: „To Twoje
głupie hormony”.
Powoli zaczyna kończyć mi się cierpliwość.
Powoli zaczyna mi przeszkadzać Jego stosunek do naszego związku.
Powoli zaczyna mnie denerwować Jego zachowania i sposób bycia.
„Nie potrafisz opowiedzieć o czymś innym?Nie?Twoje życie jest w takim
razie nudne”.
Szkoda w takim razie, że jest jego częścią.
3 listopada 2012
Tyle na głowie dawno nie miałam. Czuję, że wyciskam życie studenckie do
cna. Chyba nadrabiam te trzy lata.
4,5 roku. To brzmi już dumnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz