29 grudnia
2007 Mój własny świat.
Dziwne to
uczucie, gdy całuje się z klamką od drzwi własnego domu. Żeby było zabawniej to
jeszcze dziwniej jest zostać wyrzuconym za drzwi własnego domu. Żeby było
przezabawnie, a wręcz komicznie, to cholernie dziwnie jest zostać wyniesioną
siłą na plecach za drzwi przez własnego brata. Śmieszne co nie? Ale to ja
stałam na sieni w krótkich spodenkach i za małym T-shircie, waląc pięścią w
drzwi i krzycząc, żeby mnie wpuścił.
Mój brat
idzie w lutym do wojska.Mam mieszane uczucia, ale na razie dominuje radość,
bo…. zwolnią mi się dwie półki w szafie! No i nikt mnie znowu nie wywali z
domu, a to duży plus przecież.
Po świętach
doszłam do tego etapu, że jak stoję na wadze to wyświetla mi się mój numer
telefonu, więc z deka przytyłam. Ale jak to się mówi : kochanego ciałka nigdy
za wiele.
Mama zbyt
podejrzliwie na mnie patrzy. A przecież nic nie robię! Chodzę tylko sobie po
domu, przeważnie gadam sama do siebie – nikt z rodziny nie chce mnie słuchać,
ewentualnie rozmawiam z meblami. Prowadzę z nimi inteligentne konwersacje na
temat: dlaczego wszyscy uważają, że jestem trochę nie-halo? Przecież to, co
robię jest normalnie.Całkowicie i zupełnie normalne.
Muszę się
pochwalić, bo zainspirowana przez Blueee, zbudowałam
mandarynkowo-bananowo-jabłkowo-tabletkowe miasto. Nucąc sobie pod nosem:
„Przyjedź siora na przysięgę!”
23 grudnia
2007 Pomijając tytuł.
„Drogi
ukochany, czy mnie słyszysz?
Nie potrafię
przypomnieć sobie słów, które mówiłeś..
Czy jesteśmy
szaleni czy tylko sfrustrowani?
Kosmos,
który jest pośrodku obłąkany i niezabezpieczony
Och terapio,
czy mogłabyś napełnić pustkę?
Czy jestem
opóźniona w rozwoju czy tylko uradowana?
Nikt nie
jest idealny i wstrzymuję oskarżenie z braku dobrego słowa
I to jest
moje najlepsze wytłumaczenie.”
[Green Day „Jesus of Suburbia”]
Stoję przed
lustrem I odruchowo śpiewam to z Billiem Joe..I po raz kolejny i jeszcze raz
przewijam i od nowa. I tak na okrągło. A łzy ciekną same po policzkach… Z
pustki w mojej głowie wychodzą tylko te słowa.Tak bardzo chciałam na chwilę
zapomnieć i pozbyć się myśli, że teraz nie pamiętam jak to się robi…
Wypaliłam
sobie w sercu wielką dziurę, chcąc na siłę zapomnieć… Powiększyłam ją sobie,
zakochując się tylko po to, aby wyrzucić z niego… Jednak każda chwila i każda
sytuacja pogarszała sprawę.. Tak jakby nazłość On wypełniał tę pustkę i zamiast
usunąć się z serca, nie dość, że zrobił w nim dziurę, to jeszcze ją powiększył.
Idąc drogą
słyszę wszystko wokół: stukot moich obcasów,szelest ostatnich zmarzniętych już
liści, jadące wokół auta. Jednak nie słyszę swoich myśli.. Boję się tego. I tej
przerażającej ciszy.
Żyję, lecz
nie oddycham. Nie ma powiewu świeżości. Nie potrafię oddzielić przeszłości od
teraźniejszości i przyszłości. Wszystko mi się miesza. Myślałam, że może tą
nowością będzie Rolf. Że wreszcie zapomnę i uwierzę, że i mnie spotyka czasem
to tak zwane nastoletnie szaleństwo. Jednak się myliłam.
Biegnę.
Uciekam, zęby w końcu odnaleźć to, w co kiedyś wierzyłam. Chcę zostawić w tyle
ten huragan pier.dolonych kłamstw. Wypełnić tę pustkę i zagłuszyć tę
przerażająca ciszę.
„ Zabierz
ode mnie to uczucie,
Tą
słodko-gorzką migrenę.
To jest jak
pulsujący ból zęba mojej duszy..
Nie zniosę
tego dłużej..
Osusz tę
ranę,
Uczucia mnie
przytłaczają.
Daj mi długi
pocałunek na dobranoc
I wszystko
będzie dobrze.
Powiedz mi,
że nie będę nic czuła
I daj mi
Nowokainy..”
[Green Day „Give me Novacaine”]
17 grudnia
2007 * . *
Na kopalni.
- Imię?
- Justyn.
- Rodzina?
- Magdalena
i Weronika.
I tak moi
kochani zostałam żoną mojego brata i urodziłam własną siostrę w wieku ośmiu
lat.
___________________________________________________________________________
dopisek z 19
grudnia
Gdybym była
owocem, byłabym jabłko-mandarynko-bananem
Gdybym była
kolorem, byłabym zielono-czerowno-czarnym.
Gdybym była
zwierzęciem, byłabym czarną panterą.
Gdybym była
urządzeniem domowym, byłabym mikserem.
Gdybym była
książką,byłabym poszarpaną z powyrywanymi kartkami i popisanymi marginesami.
Gdybym była
elementem ubrania, byłabym chustką na szyi.
Gdybym była
biżuterią, byłabym niczym.
Gdybym była
kredką,byłabym połamana i ostrzona ze milion razy.
Gdybym była
samochodem, byłabym autem niemieckim.
Gdybym była
żywiołem, byłabym ogniem.
Gdybym była
drzewem, byłabym kasztanem.
Gdybym była
napojem, byłabym herbatą z cukrem i cytrynką.
Gdybym była
smakiem lodów, byłabym czekoladowym.
Gdybym była
osobą, byłabym normalniejsza.
Gdybym była
planetą, byłabym Marsem.
Gdybym była
środkiem publicznego transportu, byłabym pociągiem.
Gdybym była
piosenką, byłabym wyciskaczem łez, który zawiera w sobie jednocześnie
szaleństwo.
Gdybym była
filmem, byłabym „Królem Lwem”
Gdybym była
porą roku, byłabym zwariowanym latem.
Gdybym była
kwiatem, byłabym goździkiem.
Gdybym była
kreskówką, byłabym „Magic Knight Rayearth”
Gdybym była
miejscem, byłabym wszechświatem.
Gdybym była
podarunkiem, byłabym jajcarskim prezentem.
Gdybym była
wspomnieniem, byłabym najgłupszymw życiu.
Gdybym była
miastem, byłabym Magdeburgiem.
Gdybym była
zmysłem, byłabym dotykiem.
Gdybym była
słodyczem, byłabym czekoladą.
Gdybym była
porą dnia, byłabym nocą przechodzącą w dzień.
Gdybym była
wynalazkiem, byłabym żarówką.
Gdybym była
częścią ciała, byłabym kostkami.
Gdybym była
krajem, byłabym Niemcami.
Gdybym była
smakiem, byłabym kwaśna.
Gdybym była
sportem, byłabym piłką nożną.
Gdybym była
zapachem, byłabym męskim.
Gdybym była
przedmiotem szkolnym, byłabym W-Fem
Gdybym była
flagą, byłabym flagą sportową.
Gdybym była
budowlą, byłabym piramidą.
Gdybym była
miesiącem, byłabym majem.
Gdybym była
gumą do żucia, byłabym miętowa.
Gdybym była
zabawką, byłabym klockami Lego.
Gdybym była
materiałem, byłabym bardzo rozciągliwa.
Gdybym była
figurą geometryczną, byłabym wielokątem.
Gdybym była
odpowiedzią, byłabym „Uhm.. oż w morde…”
Gdybym była
słowem, byłabym bardzo brzydkim słowem.
Gdybym była
literą, byłabym rosyjskim „z”
13 grudnia
2007 Po prostu bzdura, a
nie to coś.
Myślę, że
cofam się. Wiem, że to dziwne. I to, że myślę i to, że się cofam.
Można
napisać cztery razy ten sam akapit całkiem inaczej za każdym razem i za każdym
razem go skasować? Owszem można.
Ludzie są
śmieszni, w swym idiotyzmie przejawiają się między innymi w tym, że są
niezrozumiali, a większość chce być taka sama. A ja po prostu jestem
nadorginalna, zbyt wybijam się ponad tłum.
Mam taki
mętlik, że sama nie wiem jaka jestem. Czasami jestem wulkanem energii i nie
potrafię ustać w jednym miejscu, wtedy biegam skaczę, tańczę, śpiewam, wyję i
cokolwiek jeszcze można sobie wyobrazić. Uśmiech na twarzy i wtedy wszystko to
pikuś.
Ale bywa i
tak, że mogłabym siedzieć godzinami w jednym miejscu, machając nogami czy
kołysząc się w przód i tył w rytm muzyki, mając na celu zagłuszenie myślenia i
bicia serca.
Złudzenia
robią swoje. W piątek może po prostu mi się przewidziało.
„Cierpię,
gdy cudzą rolę muszę grać..
Ale czy
będąc sobą, bliskich zasmucić mam?
Kto
odpowiedz może dać?
Kim jest ta
której wzrok, śledzi mój każdy krok?
Znów w
obiciu widzę całkiem obcą twarz…”
8 grudnia
2007 Gorączka piątkowej nocy.
Na samo
słowo impreza rodzice wymieniają znaczące spojrzenia, z których łatwo można wywnioskować,
że mają na nie uczulenie. Jeśli dotyczy to dodatkowo córeczki, to wręcz mają
ochotę zamknąć ją na ten czas w wieży, najlepiej takiej bez drzwi i okien,
gdzie będzie czekała na wspaniałego (oczywiście według nich) kandydata na męża
(którego naturalnie sami wybiorą). Dumni z siebie zaprezentują córce mniemanego
„Księcia z bajki”, czekając na aprobatę z jej strony ( której zwykle się jej
nie doczekują, chociaż nie zawsze to do nich dociera). W każdym razie, po co
chodzić na imprezy, skoro oni mają znajomych, ci znajomi mają dzieci, więc jest
wszystko ok. Takie biedna córka, żeby gdziekolwiek wyjść musi kombinować. A na
taką imprezę, to wszystkie szare komórki mózgowe są uruchomione bo z obawy o
ich zdrowie, czasem nie warto więc o takim czymś jak party wspominać, tylko
kombinować. Trudne do zrealizowania, ale realne. Dlatego się mówi, że idzie się
spać do koleżanki, chociaż tak naprawdę się nie idzie. Znaczy się, że idzie się
spać, ale dopiero po imprezie. Wciąga się w intrygi wszystkich znajomych i oczywiście
rodziców koleżanki.
A na
imprezie spotyka się tego, którego chciało się spotkać. Dla którego całe te
kłamstwa i kombinacje są robione.
Porozmawiałam
z nim na początku, potem po jednym czy dwóch tańcach każde z nas poszło w swoją
stronę. I dopiero po dwóch godzinach spotkaliśmy się na ławce przy szatni,
gdzie siedziałyśmy z T,KJMD, która po chwili dyskretnie nas opuściła. Razem
wróciliśmy na parkiet i tym razem przypadkowo znowu się rozstaliśmy.
Ostatecznie jednak siedzieliśmy wyczerpani razem na kanapie z moją głową na
jego ramieniu, wygłupiając się i gadając od niechcenia.
Nic sobie
nie obiecywaliśmy, ale przynajmniej co nieco się wyklarowało. Coś nas do siebie
przyciąga tak, że się szukamy w tłumie.
4 grudnia
2007 Bo książka prawde powie?
Targana
wyrzutami sumienia, w końcu zamieszczam zdanie numer pięć ze strony sto
dwudziestej piątej czytanej aktualnie książki.
„Ale co to
za wyjaśnienie, Zosiu?”
[Jostein
Gaarder, "Świat Zofii"]
Ale ja nie
chcę. Nie podoba mi się chwilowo ten cytat, bo za bardzo wpycha się w moje
życie. Naśmiewa się z wręcz z moich metod. Czemu? A temu, ze ja tłumaczę sobie,
że w piątek na tej imprezie wszystko się wyklaruje i zaczynam sobie gdybać, co
by to było gdyby Rolf się ośmielił i na tej imprezie podszedł? A co gdyby
jednak nie, to może ja kogoś trzeciego spotkam? I wszystko będzie cud, miód i
orzeszki. Czuję wręcz tę drwinę płynącą z tych słów, które dowcipnie zamieniają
jeszcze imię: „Ale co to za wyjaśnienie, Magdaleno?”
Nie.
Zmieniam książkę na pierwszą lepszą wyciągniętą z plecaka.
„Dźwięk
serca winnaś usłyszeć!”
[Tristan i
Izolda]
Mam wręcz
ochotę się wydrzeć na te pozszywane kartki papieru, że mam je w nosie. Staram
spokojnie i racjonalnie do tego podejść, że to przypadek i już, ale ostatnio
przestałam wierzyć w przypadki i inne takie zbiegi okoliczności. Zresztą moje
serce stało się teraz nieme, więc na jedno mi wychodzi. Tajemnicę pod tytułem
„co, jak i do kogo z uczuciami” zakopało głęboko w swoich zakamarkach i z nikim
nie chce się podzielić tym sekretem, nawet z Rozumem, który tym faktem jest
zbulwersowany. Dochodzi nawet do tego, że zaczyna się obrażać i odgrażać się,
że odejdzie z tej marnej i nietrwałej koalicji Serce-Rozum.
Głęboki
wdech. Złośliwość rzeczy martwych. Ostatnia próba - piąta ksiązka liczona od
brzegu lewej strony, piątej półki liczonej od dołu.
„Miałeś
pytanie.”
[Dan Brown,
"Anioły i demony"]
Tak,
chciałeś je zadać, jednak się zmieszałeś. Przemogłeś się jednak i potem było
wszystko jak w bajce. Śni mi się to prawie, co noc, odkąd dowiedziałam się, że
idę na imprezę…
Fajnie to
brzmi: „Zrobiona w balona przez książki.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz