sobota, 13 lipca 2013

Ten z grudniem 2007



               

29 grudnia 2007                Mój własny świat.

Dziwne to uczucie, gdy całuje się z klamką od drzwi własnego domu. Żeby było zabawniej to jeszcze dziwniej jest zostać wyrzuconym za drzwi własnego domu. Żeby było przezabawnie, a wręcz komicznie, to cholernie dziwnie jest zostać wyniesioną siłą na plecach za drzwi przez własnego brata. Śmieszne co nie? Ale to ja stałam na sieni w krótkich spodenkach i za małym T-shircie, waląc pięścią w drzwi i krzycząc, żeby mnie wpuścił.


Mój brat idzie w lutym do wojska.Mam mieszane uczucia, ale na razie dominuje radość, bo…. zwolnią mi się dwie półki w szafie! No i nikt mnie znowu nie wywali z domu, a to duży plus przecież.


Po świętach doszłam do tego etapu, że jak stoję na wadze to wyświetla mi się mój numer telefonu, więc z deka przytyłam. Ale jak to się mówi : kochanego ciałka nigdy za wiele.



Mama zbyt podejrzliwie na mnie patrzy. A przecież nic nie robię! Chodzę tylko sobie po domu, przeważnie gadam sama do siebie – nikt z rodziny nie chce mnie słuchać, ewentualnie rozmawiam z meblami. Prowadzę z nimi inteligentne konwersacje na temat: dlaczego wszyscy uważają, że jestem trochę nie-halo? Przecież to, co robię jest normalnie.Całkowicie i zupełnie normalne.



Muszę się pochwalić, bo zainspirowana przez Blueee, zbudowałam mandarynkowo-bananowo-jabłkowo-tabletkowe miasto. Nucąc sobie pod nosem: „Przyjedź siora na przysięgę!”



23 grudnia 2007                Pomijając tytuł.

„Drogi ukochany, czy mnie słyszysz?

Nie potrafię przypomnieć sobie słów, które mówiłeś..

Czy jesteśmy szaleni czy tylko sfrustrowani?

Kosmos, który jest pośrodku obłąkany i niezabezpieczony

Och terapio, czy mogłabyś napełnić pustkę?

Czy jestem opóźniona w rozwoju czy tylko uradowana?

Nikt nie jest idealny i wstrzymuję oskarżenie z braku dobrego słowa

I to jest moje najlepsze wytłumaczenie.”



[Green Day „Jesus of Suburbia”]



Stoję przed lustrem I odruchowo śpiewam to z Billiem Joe..I po raz kolejny i jeszcze raz przewijam i od nowa. I tak na okrągło. A łzy ciekną same po policzkach… Z pustki w mojej głowie wychodzą tylko te słowa.Tak bardzo chciałam na chwilę zapomnieć i pozbyć się myśli, że teraz nie pamiętam jak to się robi…



Wypaliłam sobie w sercu wielką dziurę, chcąc na siłę zapomnieć… Powiększyłam ją sobie, zakochując się tylko po to, aby wyrzucić z niego… Jednak każda chwila i każda sytuacja pogarszała sprawę.. Tak jakby nazłość On wypełniał tę pustkę i zamiast usunąć się z serca, nie dość, że zrobił w nim dziurę, to jeszcze ją powiększył.



Idąc drogą słyszę wszystko wokół: stukot moich obcasów,szelest ostatnich zmarzniętych już liści, jadące wokół auta. Jednak nie słyszę swoich myśli.. Boję się tego. I tej przerażającej ciszy.



Żyję, lecz nie oddycham. Nie ma powiewu świeżości. Nie potrafię oddzielić przeszłości od teraźniejszości i przyszłości. Wszystko mi się miesza. Myślałam, że może tą nowością będzie Rolf. Że wreszcie zapomnę i uwierzę, że i mnie spotyka czasem to tak zwane nastoletnie szaleństwo. Jednak się myliłam.



Biegnę. Uciekam, zęby w końcu odnaleźć to, w co kiedyś wierzyłam. Chcę zostawić w tyle ten huragan pier.dolonych kłamstw. Wypełnić tę pustkę i zagłuszyć tę przerażająca ciszę.



„ Zabierz ode mnie to uczucie,

Tą słodko-gorzką migrenę.

To jest jak pulsujący ból zęba mojej duszy..

Nie zniosę tego dłużej..



Osusz tę ranę,

Uczucia mnie przytłaczają.

Daj mi długi pocałunek na dobranoc
I wszystko będzie dobrze.
Powiedz mi, że nie będę nic czuła
I daj mi Nowokainy..”



[Green Day „Give me Novacaine”]
17 grudnia 2007                * . *

Na kopalni.
- Imię?
- Justyn.
- Rodzina?
- Magdalena i Weronika.

I tak moi kochani zostałam żoną mojego brata i urodziłam własną siostrę w wieku ośmiu lat.

___________________________________________________________________________

dopisek z 19 grudnia

Gdybym była owocem, byłabym jabłko-mandarynko-bananem

Gdybym była kolorem, byłabym zielono-czerowno-czarnym.

Gdybym była zwierzęciem, byłabym czarną panterą.

Gdybym była urządzeniem domowym, byłabym mikserem.

Gdybym była książką,byłabym poszarpaną z powyrywanymi kartkami i popisanymi marginesami.

Gdybym była elementem ubrania, byłabym chustką na szyi.

Gdybym była biżuterią, byłabym niczym.

Gdybym była kredką,byłabym połamana i ostrzona ze milion razy.

Gdybym była samochodem, byłabym autem niemieckim.

Gdybym była żywiołem, byłabym ogniem.

Gdybym była drzewem, byłabym kasztanem.

Gdybym była napojem, byłabym herbatą z cukrem i cytrynką.

Gdybym była smakiem lodów, byłabym czekoladowym.

Gdybym była osobą, byłabym normalniejsza.
Gdybym była planetą, byłabym Marsem.
Gdybym była środkiem publicznego transportu, byłabym pociągiem.
Gdybym była piosenką, byłabym wyciskaczem łez, który zawiera w sobie jednocześnie szaleństwo.
Gdybym była filmem, byłabym „Królem Lwem”
Gdybym była porą roku, byłabym zwariowanym latem.
Gdybym była kwiatem, byłabym goździkiem.
Gdybym była kreskówką, byłabym „Magic Knight Rayearth”
Gdybym była miejscem, byłabym wszechświatem.
Gdybym była podarunkiem, byłabym jajcarskim prezentem.
Gdybym była wspomnieniem, byłabym najgłupszymw życiu.
Gdybym była miastem, byłabym Magdeburgiem.
Gdybym była zmysłem, byłabym dotykiem.
Gdybym była słodyczem, byłabym czekoladą.
Gdybym była porą dnia, byłabym nocą przechodzącą w dzień.

Gdybym była wynalazkiem, byłabym żarówką.
Gdybym była częścią ciała, byłabym kostkami.
Gdybym była krajem, byłabym Niemcami.
Gdybym była smakiem, byłabym kwaśna.
Gdybym była sportem, byłabym piłką nożną.
Gdybym była zapachem, byłabym męskim.
Gdybym była przedmiotem szkolnym, byłabym W-Fem
Gdybym była flagą, byłabym flagą sportową.
Gdybym była budowlą, byłabym piramidą.
Gdybym była miesiącem, byłabym majem.
Gdybym była gumą do żucia, byłabym miętowa.

Gdybym była zabawką, byłabym klockami Lego.
Gdybym była materiałem, byłabym bardzo rozciągliwa.

Gdybym była figurą geometryczną, byłabym wielokątem.
Gdybym była odpowiedzią, byłabym „Uhm.. oż w morde…”
Gdybym była słowem, byłabym bardzo brzydkim słowem.

Gdybym była literą, byłabym rosyjskim „z”

13 grudnia 2007                Po prostu bzdura, a nie to coś.
Myślę, że cofam się. Wiem, że to dziwne. I to, że myślę i to, że się cofam.
Można napisać cztery razy ten sam akapit całkiem inaczej za każdym razem i za każdym razem go skasować? Owszem można.
Ludzie są śmieszni, w swym idiotyzmie przejawiają się między innymi w tym, że są niezrozumiali, a większość chce być taka sama. A ja po prostu jestem nadorginalna, zbyt wybijam się ponad tłum.
Mam taki mętlik, że sama nie wiem jaka jestem. Czasami jestem wulkanem energii i nie potrafię ustać w jednym miejscu, wtedy biegam skaczę, tańczę, śpiewam, wyję i cokolwiek jeszcze można sobie wyobrazić. Uśmiech na twarzy i wtedy wszystko to pikuś.

Ale bywa i tak, że mogłabym siedzieć godzinami w jednym miejscu, machając nogami czy kołysząc się w przód i tył w rytm muzyki, mając na celu zagłuszenie myślenia i bicia serca.

Złudzenia robią swoje. W piątek może po prostu mi się przewidziało.

„Cierpię, gdy cudzą rolę muszę grać..

Ale czy będąc sobą,  bliskich zasmucić mam?

Kto odpowiedz może dać?

Kim jest ta której wzrok, śledzi mój każdy krok?

Znów w obiciu widzę całkiem obcą twarz…”



8 grudnia 2007  Gorączka piątkowej nocy.


Na samo słowo impreza rodzice wymieniają znaczące spojrzenia, z których łatwo można wywnioskować, że mają na nie uczulenie. Jeśli dotyczy to dodatkowo córeczki, to wręcz mają ochotę zamknąć ją na ten czas w wieży, najlepiej takiej bez drzwi i okien, gdzie będzie czekała na wspaniałego (oczywiście według nich) kandydata na męża (którego naturalnie sami wybiorą). Dumni z siebie zaprezentują córce mniemanego „Księcia z bajki”, czekając na aprobatę z jej strony ( której zwykle się jej nie doczekują, chociaż nie zawsze to do nich dociera). W każdym razie, po co chodzić na imprezy, skoro oni mają znajomych, ci znajomi mają dzieci, więc jest wszystko ok. Takie biedna córka, żeby gdziekolwiek wyjść musi kombinować. A na taką imprezę, to wszystkie szare komórki mózgowe są uruchomione bo z obawy o ich zdrowie, czasem nie warto więc o takim czymś jak party wspominać, tylko kombinować. Trudne do zrealizowania, ale realne. Dlatego się mówi, że idzie się spać do koleżanki, chociaż tak naprawdę się nie idzie. Znaczy się, że idzie się spać, ale dopiero po imprezie. Wciąga się w intrygi wszystkich znajomych i oczywiście rodziców koleżanki.

A na imprezie spotyka się tego, którego chciało się spotkać. Dla którego całe te kłamstwa i kombinacje są robione.

Porozmawiałam z nim na początku, potem po jednym czy dwóch tańcach każde z nas poszło w swoją stronę. I dopiero po dwóch godzinach spotkaliśmy się na ławce przy szatni, gdzie siedziałyśmy z T,KJMD, która po chwili dyskretnie nas opuściła. Razem wróciliśmy na parkiet i tym razem przypadkowo znowu się rozstaliśmy. Ostatecznie jednak siedzieliśmy wyczerpani razem na kanapie z moją głową na jego ramieniu, wygłupiając się i gadając od niechcenia.

Nic sobie nie obiecywaliśmy, ale przynajmniej co nieco się wyklarowało. Coś nas do siebie przyciąga tak, że się szukamy w tłumie.


4 grudnia 2007  Bo książka prawde powie?
Targana wyrzutami sumienia, w końcu zamieszczam zdanie numer pięć ze strony sto dwudziestej piątej czytanej aktualnie książki.


„Ale co to za wyjaśnienie, Zosiu?”

[Jostein Gaarder, "Świat Zofii"]

Ale ja nie chcę. Nie podoba mi się chwilowo ten cytat, bo za bardzo wpycha się w moje życie. Naśmiewa się z wręcz z moich metod. Czemu? A temu, ze ja tłumaczę sobie, że w piątek na tej imprezie wszystko się wyklaruje i zaczynam sobie gdybać, co by to było gdyby Rolf się ośmielił i na tej imprezie podszedł? A co gdyby jednak nie, to może ja kogoś trzeciego spotkam? I wszystko będzie cud, miód i orzeszki. Czuję wręcz tę drwinę płynącą z tych słów, które dowcipnie zamieniają jeszcze imię: „Ale co to za wyjaśnienie, Magdaleno?”

Nie. Zmieniam książkę na pierwszą lepszą wyciągniętą z plecaka.

„Dźwięk serca winnaś usłyszeć!”

[Tristan i Izolda]



Mam wręcz ochotę się wydrzeć na te pozszywane kartki papieru, że mam je w nosie. Staram spokojnie i racjonalnie do tego podejść, że to przypadek i już, ale ostatnio przestałam wierzyć w przypadki i inne takie zbiegi okoliczności. Zresztą moje serce stało się teraz nieme, więc na jedno mi wychodzi. Tajemnicę pod tytułem „co, jak i do kogo z uczuciami” zakopało głęboko w swoich zakamarkach i z nikim nie chce się podzielić tym sekretem, nawet z Rozumem, który tym faktem jest zbulwersowany. Dochodzi nawet do tego, że zaczyna się obrażać i odgrażać się, że odejdzie z tej marnej i nietrwałej koalicji Serce-Rozum.

Głęboki wdech. Złośliwość rzeczy martwych. Ostatnia próba - piąta ksiązka liczona od brzegu lewej strony, piątej półki liczonej od dołu.

„Miałeś pytanie.”

[Dan Brown, "Anioły i demony"]

Tak, chciałeś je zadać, jednak się zmieszałeś. Przemogłeś się jednak i potem było wszystko jak w bajce. Śni mi się to prawie, co noc, odkąd dowiedziałam się, że idę na imprezę…

Fajnie to brzmi: „Zrobiona w balona przez książki.”


               

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz