piątek, 12 lipca 2013

Ten z grudniem 2006



28 grudnia 2006  - Czarnoksiężnik ojciec
Magda idzie sobie do kuchni, a tam rządzi teraz tata. Uzbrojony po zęby w pieprz, sól i inne przyprawy, sam przyprawia mnie o dreszcze. Ostrożnie podchodzę…
- Czego chcesz ma córo?
- Co tam pichcisz mój ojcze?
- Zobaczysz moja najstarsza córko.
Zaczynam się bać. Tata niby jakiś czarnoksiężnik czaruje w kuchni. Do makaronu dosypał czosnek. Gdzieś indziej dodał jabłko. Wymieszał do wszystko. Zagląda do piekarnika. Wyciąga,  nie wiadomo skąd, kolejną potrawę jak czarodziej z kapelusza królika. Dodaje – ku mojej zgrozie – mięso i grzyby.
- Tato! CO TO JEST? – wołam.
- To jest jedzenie – odparł lakonicznie i wyprowadził mnie z kuchni – Nie irytuj i nie rozpraszaj mistrza! To jest niewybaczalny błąd moja córko!
- Niewybaczalnym błędem będzie otrucie całej rodziny.. – bąkam pod nosem, gdy tata znów zaszył się w kuchni.
Pół godziny później dumny nas woła i prezentuje swoją twórczość. Magda ma niewyraźną minę, ale dla czarnoksięznika liczy sie tylko czy smakuje jednej osobie. I nie łudźcie się, to nie jestem ja. To jest moja matka, a jego żona. Mama ostrożnie próbuje. Zanim zdąży przełknąć tata się pyta:
- Dobre? Smakuje ci?
Mama nieznacznie kiwa głową. Tata zadowolony przenosi wzrok na nas – na swoje dzieci. Justyn Wszystkożerny wszystko zjadł. Weronika doskonała kopia brata też wszystko pożarła. Teraz ojciec spogląda na swą najstarszą córeczkę – Magdalenkę, która ma niewyraźną minę….
- Czemu nic nie jesz?
- Bo mi nie smakuje, wielmożny ojcze.
W tym momencie wielmożny ojciec zamienia się w złego czarnoksięznika. Gorszego od Lorda Voldemorta i ryczy:
- Przecież nawet nie spróbowałas?!
- Ale to dziwnie wygląda – Magda grzebie w talerzu – A zresztą są tu grzyby i mięso.
Zrezygnowany ojciec wstaje i wyciąga suchy chleb.
- Masz. – podaje.
- Dzięki.
Tata ze zdziwieniem patrzy jak jego córeczka wcina suchy chlebek i kręci z niedowierzeniem głową:
- Kiedy ty nauczysz się doceniać prawdziwe jedzenie, moja córko?
Magda profesjonalnie milczy. Tata wstaje i nalewa jej Coli.
- Dzięki tato. Ten chleb jest pycha wiesz? Sam kupiłes?
Energia powraca na twarze ojczulka.
- A pewnie, ze ja. Tylko taki tata jak ja potrafi wybrać taki chleb, który zjesz ty, moja córko.

 
 
27 grudnia 2006 - Poranny śpioch
W te święta postanowiłam odespać te wszystkie ranne seanse nauki, które zaczynały się koło 4.30 . Z góry zapowiedziałam, że przed 10.00 mają mnie nie budzić. Dzisiaj rano tata stanął nad moim łóżkiem i się zapytał :
- Wstajesz? Jest dopiero 11.00 .
Magda okryła się kołdrą i przewróciła na drugi bok.
- To o której cie obudzić? o 13.00?- zapytał z ironią.
- Nieee… Coć koło 14.00 – uśmiechnęłam sie i głębiej zakopałam się w pierzynie.
- ?!

Powinniście widzieć jego minę.  

23 grudnia 2006  - Zuch dziewczynka :)
Madalenka  to zuch dziewczynka.  Poodkurzała własny pokój. Uporządkowała ksiażki na półkach. Zrobiła porządek w szafkach. Poukładała u brata i siostry na biurkach. Wypucowała ogromne lusto w pokoju.  Pozanosiła napoje i mięsko do piwnicy. Umyła brodzik. Umyła kabinę prysznicową. Umywalkę. Sedes. Półeczki na rodzinne kosmetyki. Wytarła łazienkę. Przystroiła choinkę.  Pościerała wszystkie kurze w całym domu. To dopiero zuch. Tylko teraz ją plecki bolą. I kręgosłup wysiada. O palcach nie wspominając. Całe rozmoczone. I w ogóle cała mokra jest. Ale co tam. Ważne, ze jest satysfakcja, że teraz już Nowonarodzony może przyjśc, bo w końcu jest czysto.

12 grudnia 2006 - Warunek wymagany :)
Magda usiadła sobie w ławce na matematyce i patrze dennie na tablice: ” O co tej babie chodzi? Jakiś pierdoły bredzi! Ja tam jestem geniusz matematyczny, więc się dzisiaj nic nie stanie jak sobie mate odpuszcze.” Ale nasza pani nie odpuszcza – pyta.
- Kto wie? Kto?
Magda spogląda leniwym okiem. Wynik bedzie 5 pierwiastków z pi do sześcianu. Tylko jest jeszcze ten wysiłek i trzebaby usta otyworzyć… Po co? Zamknęłam sobie oczka i marzyłam….. A wspaniałym facecie….. O tym cholernym zakładzie z Tomkiem…. Po co zakładałam się, że wytrzymam do czerwca bez faceta? Że na amnesti? Ale trudno, przecięli, więc wygram te Coca- cole  Otworzyłam leniwie  jedno oko… Co ona bredzi? Jakieś koło narysowała, tłumaczy, że pi to de, a de to pierwiatek kwadrat z a. Oko samo się zamyka, nie mam na to wpływu.  Wyłaczyłam się z lekcji. Umysł przełączył się na facetów. Znowu. Mimowolny uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Piękny… Wspaniały. Najlepiej blondyn. O brązowych oczach. Potrafiący rozróżnić zielony od niebieskiego…. Czysty …..
- …. COCO JAMBO!
Otwieram gwałtownie oczy. I zaczynam się śmiać.  Matematyczka:
- Magda co się stało?
Nerwowo rozglądam się dookoła. Gdzie oni są? Co robią? Po chwili doszło do mnie, że nie, nie jestem z miłym na wyspie tylko dalej na macie.
- Nie. Nic sie nie stało.
Siadam. Chociaż tego nie chce, oczy same mi się zamykają… Obraz przystojnego blondyna sam mi się wsuwa przed oczy….
- A do rozwiązania tego zadanie przyjdzie…… Magda.
Szturchnięcie Kasi mnie dopiero budzi. Nie no…… myśle,  idąc do tablicy…. Czy ona sie na mnie uwzięła? Patrze, co za zadanie mam zrobić. Trzy minuty i po sprawie. I znów siadam i znów marze. I znów mi przerwano – tym razem to dzwonek. Nawet nie zdążyłam dojść do wspaniale umięśnionych nóg…. Zła wyszłam z sali. Jestem za tym, żeby lekcje były po 60 minut. Przynajmniej mogłabym sobie pomarzyć o facetach. Ech….

6 grudnia 2006 - „Kocham Cię!” Co to właściwie oznacza?
 Uwaga! Jak wiadomo skromna nie jestem, co można łatwo zauważyć. Dlatego pochwalę się wypracowaniem szkolnym, nad którym spędziłam cały tydzień i za które otrzymałam ocenę celującą   Zadanie było dość nietypowe, ponieważ brzmiało : Napisz wypracowanie,w którym podsumowaniu uwzględnisz definicję miłości.
No więc czytajcie moje wypociny 

    Romeo wołał do swojej ukochanej:

„Płaszcz nocy przed ich wzrokiem mnie osłoni.
Zresztą, jeżeli choć trochę mi sprzyjasz,
Wydaj mnie: lepsza już śmierć w walce z wrogiem
Niż usychanie bez twojej miłości.”
( „Romeo i Julia” William Shakespare ; akt II scena 2 )

       Co młody Montecchi chciał przez te słowa wyznać Julii?? Miłość? Ale co to tak naprawdę jest? Każdy niby wie, co to oznacza, ale gdy zadamy te pytanie, to nagle spotykamy się z ciszą – nie potrafimy ująć tego w słowa. Człowiek już od wieków próbuje zdefiniować to wspaniałe uczucie. Kwestia ta zaprzątała umysły uczonych, filozofów, a także zwykłych ludzi Siadając do napisania tej notki, myślałam, ze będzie to łatwy temat, lecz pozory mylą. Także i ja po dłuższym zastanowieniu nie potrafiłam powiedzieć definicji miłości. Nasuwało mi się mnóstwo myśli, a jednocześnie miałam pustkę w głowie…. I do teraz dręczy mnie pytanie : Czym tak naprawdę jest miłość?

„- Kocham cię – szepnęła Gabrysia do Pyzy i pocałowała ją w czoło.
- Ja ciebie mamusiu też – odszepnęła dziewczynka i mocno się do niej przytuliła”
 („ Tygrys i Róża” Małgorzata Musierowicz)

      Każdemu z nas robi się ciepło na sercu, gdy widzimy małe dziecko biegnące z krzykiem : „ Mamo! Mamo!” i rzucające się na szyję ukochanej osobie. Od razu, widząc ten przepiękny obrazek, wracamy myślami ku domowi. Przypominamy sobie najbliższe osoby, a w szczególności rodzinę. Kochamy tych ludzi. Ojca, rodzeństwo i matkę. Miłość matczyna jest największa na świecie. Mama to osoba, która nigdy nie zawodzi. Zawsze możemy się na niej wesprzeć, porozmawiać. To właśnie ona dba o nasze bezpieczeństwo. Broni nas, kiedy dzieje się nam krzywda. Ale także w takich zwykłych codziennych sytuacjach jest zawsze wtedy, gdy powinna być. Właśnie przez obecność i poświęcenie przejawia się jej miłość.

„ Cały problem z nami, Patrycjo – powiedział cicho Baltona, prosto w jej czoło – jest w tym, ze my się chyba kochamy.
 - Też mi się tak wydaje – szepnęła Patrycja w wymalowany na koszulce fiołek”
( „ Pulpecja” Małgorzata Musierowicz )

     Uczucie dwojga ludzi to nie zawsze prawdziwa miłość. To zauroczenie. Wspaniałe, szalone, szybkie i niestabilne. Osoba staje się najważniejsza, ale tylko na chwilę. Na moment zapominamy o prawdziwym świecie. Ale nawet i w tej małej cząsteczce miłości jest nadzieja na nowy lepszy dzień. Bywa, że zauroczenie zaczyna przeradzać się w coś głębszego, że pojawia się autentyczne zainteresowanie człowiekiem takim, jakim jest, że w relacji pojawia się intymność, zaufanie, przyjaźń. A wtedy jest szansa na miłość. Bo jak ktoś powiedział: ” Zakochanie to głupsza forma miłości”.

„ Uwiózł na statku do Tyngielu umiłowane ciała. Wpodle kaplicy, po lewej i prawej stronie absydy, pochował ich w dwóch grobach. Ale w nocy z grobu Tristana wybujał zielony i liściasty głó [...] który zanurzył się w grobie Izoldy. Ludzie miejscowi ucieoli głóg : nazajutrz odrósł na nowo, równie zielony, równie kwitnąvcy, równie żywy, i znowuż utopił sie w łozu Izoldy Jasnowłosej. [...]  Król zabronił ucinać głóg”
( „Dzieje Tristana i Izoldy”  )

        Najdoskonalsza jest miłość dojrzała. Trwalsza od śmierci. Trwająca mimo przeciwności losu. Tristan i Izolda kochali się, mimo ze ona była żoną króla. Romeo i Julia darzyli się miłością, chociaż ich rodziny nienawidziły się od niepamiętnych czasów. Wytrwanie i wierność w miłości są niezwykle ważne. Moi dziadkowie będą wkrótce obchodzili złote gody – pięćdziesięciolecie małżeństwa. Oni rozumieją, jak ważne są oddanie , a także przebaczenie. Wiedza, że prawdą jest to, co mówił Antoine de Saint-Exupéry, który głosił : „ Prawdziwa miłość nie wyczerpuje się nigdy. Im więcej dajesz, tym więcej ci jej zostaje”

     Miłość to ogromne, wspaniałe uczucie. Na temat miłości można dyskutować w nieskończoność. Dla każdego oznacza coś innego, dlatego definiuje się ją na różne sposoby.

„-A czym jest Miłość? -spytała pustynia.
-Miłość jest jak sokół, który krąży nad twoimi piaskami. Dla niego jesteś najbujniejszą zielenią, a której zawsze powraca ze zdobyczą. On zna twoje skalne urwiska, twoje wydmy i twoje góry, a i ty jesteś dla niego najbardziej szczodra. „
( Alchemik, Paulo Coelho)

       Jednak nie ulega wątpliwości, że jest to pragnienie dobra dla drugiej osoby. Działanie, w którym kochać to znaczy dawać, nie tylko brać i każdy może kochać. Dojrzałą i doskonałą miłość cechuje wierność, wytrwałość, nadzieja, zaufanie, a także poświęcenie. Pięknym cytatem na zakończenie będzie fragment z listu do Koryntian, tzw. „Hymn o miłości” :

„Gdybym też miał dar prorokowania
[...]
 a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
 Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
 nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
[...]
 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.”
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz