sobota, 27 lipca 2013

Ten ociekający zazdrością

Może i nie mam prawa. Może i nie powinnam. Może rzeczywiście nie ma nic na rzeczy. Może mogę sobie gdybać.

Ale jestem zazdrosna o te głupie wyjazdy motorowe. Gdyby to był kolega, a nie koleżanka to bym machnęła na to ręką.

"Bo my byliśmy tam. Bo my siedzieliśmy na trawce. Bo piliśmy herbatę. Bo byłem w kąpielówkach."

Czego nauczyłam się dziś? To lato miało być naszą przygodą. Z tego co widzę, będzie przygodą moją, Jego i jej.

Do przemyślenia: gdzie znaleźć motywację?

środa, 24 lipca 2013

Ten o naprawianiu

Słowa za słowem, niczym cegiełka za cegiełką. Smarujemy odpowiednią dawką obiektywizmu, nie za dużo czułości, która w nadmiarze wygląda na fałszywą, a także nie za mało szczerości. To niczym beton jest spoiwem w kłótniach.

I znów można się wspinać na wyższe poziomy.

Czego nauczyłam się dziś? Po wielu miesiącach obserwacji, w końcu mogę potwierdzić fakt - jeżeli jesteś miły, to inni też są mili.

Do przemyślenia: czy warto zmieniać pracę?

wtorek, 23 lipca 2013

Ten kłótniowy

Nie wiem jakim cudem tak wspaniały dzień mógł się przeobrazić w tak zły wieczór. Chociaż zły to jest mało powiedziane, raczej koszmarny. Dodatkowo jest to ten rodzaj koszmarów, po których siedzi się w łóżku z sowimi oczami i nietoperzowymi uszami, sprawdzając czy aby na pewno nic i nikt nikomu nie zagraża, a w szczególności nam.

Jak mogło przejść z fazy tak-bardzo-cię-kocham-jest-znów-super do wkurzasz-mnie-tak-bardzo-że-masz-isc-sobie-do-domu? I to w tak niesamowicie szybkim tempie? A teraz po wszystkim mnie wręcz nosi.

Nie lubię takich sytuacji nierozwiązanych. Zwykle wiążą mi się one z głupimi sytuacjami i symulacjami wyobraźni, po których czuję się jeszcze gorzej.

Pierwsza zmiana w życiu dokonana - aplikowałam na inne stanowisko pracy. Mam dość Komercyjnego Kina. Może teraz pokelneruję w Gorącej Pizzy, jeżeli mnie oczywiście wezmą pod uwagę.

Ambasadura kopnęła mnie w cztery litery. Jak to szanowna pani ujęła, byłam w ścisłej czołówce, ale jednak wybrali kogoś innego. Tylko jeżeli zobaczę moje propozycje projektów na uczelni to szlag mnie trafi. Bo zachwyt nad pomysłami i kreatywnością, a wykorzystywanie cudzych (tzn. moich) inwencji, gdy ich autora się odrzuciło to już szczyt chamstwa.


Czego nauczyłam się dziś? Może nie jesteśmy jeszcze gotowi na wspólne mieszkanie, skoro w ciągu pięciu sekund potrafimy rozpętać piekło a potem ze złości nie jesteśmy w stanie na siebie patrzeć.

Do przemyślenia: wciąż temat kierunku życia i marnowania wakacji.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Ten po miesiącu miodowym

Gdy pokonuje się kryzys wchodzi się pełną parą w okres miodowy. W szczególności, gdy kryzys jest tego kalibru, gdzie ważą się losy pięcioletniego związku. W końcu takie zdarzenia, jakie się przydarzyły nam, nie pojawiają się każdego dnia. Znaczy się nie przytrafiają się nam, ale na pewno innym na świecie tak. Swoją drogą z perspektywy czasu wydaje się to takie szablonowe - znudzenie + rutyna + nowe znajomości i kryzys gotowy.

W każdym razie kryzys pokonany i faza miodowego miesiąca (a nawet trochę więcej) trwała pełną parą. Jednak ostatnio były już przebłyski tego, co dziś już zdecydowanie wiem - po raz kolejny okres ten się skończył.

I Tygrys mnie denerwuje. Ależ jak On mnie denerwuje. Nie są to zwiastuny nowych problemów, ale po prostu przydałoby mi się trochę wolnego czasu dla siebie. Chwila odpoczynku od jego dennych nieciekawych dowcipów, które mnie nie śmieszą, a Jego zdaniem powinny,  a także  przytyków, po których jest przykro.

Czego nauczyłam się dziś? Powrót do rzeczywistości po słodkości miodu jest bolesny.

Do przemyślenia: czy to Jego zachowanie czy moje hormony przed okresowe?

wtorek, 16 lipca 2013

Ten w ciszy

Czasem dobrze jest mieć czas dla siebie. Spotkać się w damskim towarzystwie, wypić dietetyczne owocowe napoje i stworzyć ławkę szyderców w parku. Taka chwila wytchnienia była mi potrzebna.

Jednak potrzeby są odnawialne i znów z czekam.


Czego nauczyłam się dziś? Niektóre myśli są jak sępy - krążą i w chwili słabości atakują.

Do przemyślenia: zrezygnować z pracy już teraz czy czekać do listopada?

poniedziałek, 15 lipca 2013

Ten przerwany prysznicem

Siedzi w głowie mi jedna myśl. I drąży tunele w mózgu. Przekopuje szare komórki, zostawiając bałagan. I ostatnio tylko jednego jestem pewna - ten drugi kierunek to chyba jednak był błąd. Jeżeli rzeczywiście piekło jest wybrukowane nadgorliwością, to spokojnie ufundowałam drogę z dantowskiego kręgu pierwszego do kręgu dziewiątego. Ścieranie rozlanego mleka, smarowanie chleba musztardą po obiedzie i plucie w brodę zdecydowanie już nie pomoże.

To, co było kiedyś atrakcyjne i pociągające, nagle stało się dla mnie bezwartościowe. Na rozmowach kwalifikacyjnych zdecydowanie mogę mówić, że zazdrość to moja największa wada. W połączeniu z nieposkromioną ciekawością daje mieszankę wybuchową.

Utrudnienia w przerzucaniu szarych komórek sprawia druga myśl. Bo mam za miękkie serce i nienawidzę, gdy ktoś przeze mnie cierpi. Jednak wiem, że to co uspokoiłoby moją duszę, innej sprawiłoby jeszcze więcej bólu.

Korki w mózgu powoduje myśl trzecia. Co zrobić z tymi studiami drugiego stopnia? Mój plan złapać dobry staż po licencjacie i iść na magisterkę zaocznie jest realizowany przez kogoś innego, bo ja ambitnie wzięłam drugi kierunek. Z jednej strony public relations jest to coś, co chciałabym robić w życiu, ale z drugiej perspektywa dwuletniej męczarni z szanowną panią doktor skutecznie mnie odstrasza.

Oszczędzanie na wyżywanie na wakacjach trwa. Biorąc jednak pod uwagę moje zarobki i wydatki, to chyba będziemy głodować.


Czego nauczyłam się dziś? Chipsy już nie smakują jak dawniej.

Do przemyślenia: czy moje ostatnie decyzje rzeczywiście były dobre?

sobota, 13 lipca 2013

Ten kończący przeprowadzkę

Wreszcie udało się. Wszystko pięknie przekopiowane i zapisane. Witamy na nowym  internetowym mieszkanku. Teraz wystarczy wklepać usuń i oddać klucze do starego.

Boli mnie głowa. Nie jestem  w stanie zdiagnozować czy jest to ból fizyczny czy jeszcze ból psychiczny.

Jestem zbyt dobrą osobą z zbyt miękkim sercem i z szczególnie zawyżoną ciekawością. Bo gdybym mogła to bym zadzwoniła i się spytała, czy wszystko w porządku i czy jakoś to życie już lepiej leci. Dobrze się znam, więc póki była siła przecięłam wszystkie nitki. Czy słusznie to oceni już czas.

Czego nauczyłam się dziś?Podkradane przepisy z restauracji w domowej kuchni są proste do zrobienia, jednak minusem jest sprzątanie wszystkiego po posiłku.

Do przemyślenia: dlaczego dopadło to mnie znowu teraz?

Ten z bólustudiowania



Ten raczej na pewno przedostatni (czerwiec)

(fragment korespondencji)

Szanowny Panie Profesorze,

[...]

Z poważaniem,

M.T.



Szanowna Pani,

ok.

Z poważaniem,

D.R.



Wniosek? Nie warto produkować się i pisać pięknych maili, wyszukiwać w nich niedoboru/nadmiaru przecinków i słów, które być może/na pewno nie powinny się znaleźć w takowej korespondencji.

Może jednak nie warto kusić losu? Może skutki będą widoczne dopiero wtedy, jeżeli odetnie się wszystkie nitki? Może będzie łatwiej? Może warto to wziąć pod uwagę? Czas rozważań uważam za rozpoczęty. Zegar tyka oczekując odpowiedzi.



Czego nauczyłam się dziś? Oczka na smutnego psiaka zdecydowanie na mnie działają współczująco-rozczulająco-przemyśleniowo.






 Ten ostatni (czerwiec)


Zaliczone na 5.

I co teraz? Chyba powrót na stare śmieci. Tutaj to sensu ani widu ani słychu. Bo dla kogo?

Czego nauczyłam się dziś? Ludzie pozostaną zawsze tylko ludźmi.






 Ten po gorącej herbacie (maj)

Zapanowała moda na rolki, co dla wielbiących je wyjadaczy jest bardzo irytujące. Bo jedzie toto takie nieogarnięte i niewiedzące, co ze sobą zrobić na rolkostradzie. Rozgląda się wokół czy wszyscy na pewno widzą i podziwiają. Inne kładą się na środku i cykają sobie fotki. „Jestem taka śliczna i wysportowana, bo jeżdżę na rolkach!” – szkoda, że to „jeżdżenie” opiera się głównie na leżeniu na asfalcie i robieniu słodziutkich minek do smartfona.

Oczywiście są większe zagrożenia niż klasyczny model rodziny 2+2 wyposażony w nowiuteńkie roleczki z kaskami i ochraniaczami na wszystkich możliwych partiach ciała, który jedzie środkiem drogi i bawi się w domino (czyt. upadam ja – upadają wszyscy). Takie leżące i skowyczące z bólu ciała jest jeszcze szansa by ominąć, natomiast przeszkoda, która atakuje znienacka to krzaki. Kto wymyślił, żeby krzaki były wzdłuż rolkostrady? Te odstające gałęzie bijące po twarzy czy też urwane badyle leżące na środku drogi są o wiele większym niebezpieczeństwem. Dziury i wgłębienia wśród liści mówią same za siebie. Jak wpadnie się w krzaki to rolek odechciewa się na cały sezon.

Uczelnia z obroną pomalutku zaczynają atakować. Za to podwójna sesja przeprowadza już kolejną bitwę. Maraton egzaminowo-zaliczeniowy już trwa.

Czego nauczyłam się dziś? Psychologia wojskowa dzieli się na psychologię lotniskową i kosmonautyczn





Ten niezbyt ambitny (maj)

Dzisiejszy dzień przebiega pod hasłem: zgub notatki i płacz. Wszystko sponsorowane przez moje roztrzepanie. Zniknęły wykłady, ćwiczenia, seminaria. Kartek wokół mnie od koloru do wyboru, we wszystkich barwach, pisanych czernią pióra czy błękitem długopisu, ale tego co jest najważniejsze nie ma. Trzy miesiące wsiąkły i nic nie wskazuje na to, by miały się pojawić w najbliższym czasie. Czas się psychicznie nastawić na żebranie i ćwiczyć przed lustrem słodką minkę biednej zagubionej blond wywołującej litość i współczucie.

W ogóle nie wiedziałam, że przywiozłam ze sobą plażę. Piasek sypał się dzisiaj obficie, bo odważyłam się wreszcie wyciągnąć obuwie sportowe z siateczki. To te buciki, w których wpadłam z falochronu do Bałtyku. Były mokre, więc żeby nie zabrudziły innych rzeczy, wylądowały w woreczku. W ciągu tych tygodni ładnie się wszystko zakisiło i niezapomniany zapach morza nawet po trzech próbach umycia nie odpuścił.

Monopol na moje myśli przejęło Donkeyboy z swoim Ambitions. Bo nie wszystko można w sobie tolerować, a ambicje rzeczywiście zanikają.

Czego nauczyłam się dziś? Nie wolno bawić się w profesjonalnego kucharza, bo nagle ubywa paznokci z cząstką palca.






Ten przesiąkający rozpaczą (kwiecień)

Dopadł mnie. Siekierą odcina palec po palcu i siłą przykleja je do klawiatury. Krzyczy w głowie, słychać już powoli tą rozpacz, która go ogarnia. A ja mam tylko pustkę, bo mózg dawno uszami mi już wypłynął. Wpatruję się bezsensownie w ekran monitora i widzę komórki excela, wykresy i dane. Wystarczy to zinterpretować i wreszcie on da mi spokój. Przynajmniej taki względy do lipca, czyli od obrony. W tym momencie nasuwa się tylko jedno zdanie: „Licencjacie, zgiń.”

Na ostatnim szkoleniu uświadomiono mnie, że nie powinno się mówić: muszę to zrobić, lecz chcę. I staram się przymusić do tego, żeby myśleć w ten sposób. Jednak jest zbyt wiele innych rzeczy, które chcę zrobić, a przekształcanie innych pochłania zbyt wiele energii.

Chciałabym zadzwonić tam, gdzie powinnam. Powiedzieć to, co powinno zostać wypowiedziane na głos. Odczuwać to, co powinno być odczuwane.

Szkoda, że nie zawsze chcieć to móc.

Czego nauczyłam się dziś? Żadna siła nie jest w stanie przymusić do działań, których nie chce się podjąć.






 Ten z nutką życiowej histerii (kwiecień)

Pisanie na siłę zawsze kończy się źle. Siedzi się i patrzy w ten migający kursor, który denerwuje bardziej niż zwykle. W tym przypadku naruszanie praw autorskich jest całkowicie zrozumiałe i nawet do wybaczenia.

Po nocach śnią mi się koszmary. Pan Licencjat biega za mną i krzyczy: „Skończ mnie! Skończ mnie!”. Klawiatura skacze i układa się w słowa: OBRONA. W skali scrabblowej punktów zdobyto osiem. Jednak ja wzbraniam się rękami i nogami, wciąż usilnie odmawiając. Ale wyraz: DEADLINE wygrywa aż dziesięć punktów. Dziesięć punktów to prawie jak dziesięć dni, które miałam, ale już nie mam.

Przepraszam, ale jak tutaj siąść i cokolwiek napisać, skoro jest tak piękna pogoda? Skoro sił nie mam? Skoro wolę się wyspać? Skoro mam milion innych wymówek? I wszystkie na ringu biją na głowę przymus pisania.

Wnioski poczynione w stanie niepoczytalnym są odrzucone. Miotanie w trybie awaryjnym wciąż aktywne.

Czego nauczyłam się dziś? Na spotkania z przyjaciółmi nie idzie się z telefonem. Bo potem on leży i tylko się na nas gapi z wymownym spojrzeniem pod tytułem „Dlaczego nie sprawdzisz czy ktoś czegoś nie napisał?”.






 Ten wyszeptany (marzec)

Tęsknię za moim głosem. Za jego tonem i śpiewem. Chociaż jego ewolucja w stronę normalności przebiega w miarę pomyślnie, mimo że strasznie powoli. Opuściłam już fazę skrzeczącej żaby i już nie jestem Lordem Vaderem ani Clintem Eastwoodem. Etap „udaję, że mam seksowną chrypę, chociaż tak naprawdę ledwo wydobywam z siebie głos” rozpoczęty.

Myślę o tym, o czym nie powinnam myśleć. Jednak myślenie o tym, że nie powinnam myśleć o czym myślę, sprawia, że myślę o tym jeszcze więcej.

Czego się nauczyłam dziś?

W karaoke śpiewamy, nie drzemy mordę jakbyśmy byli opętani. Nawet jeśli leci jedna z naszych ulubionych piosenek.
Filmów katastroficznych nie oglądamy bez chusteczek, w szczególności takich jak „Niemożliwe”, bo zasmarkany T-shirt nie nadaje się do powtórnego użycia.






Ten po poznańskich mostach (marzec)

Mosty Ekonomiczne to chyba najlepsza rzecz, jaka spotkała mnie dotychczas na uczelni. Tyle zabawy w nauce i nauki w zabawie dawno nie było.

Poznań to zabawne miasto. Nie wiedzą, co to hasiok i upierają się, że mizeria jest sałatką, a kartofle to tak naprawdę pyzy. Motorniczy zamyka połowie grupy drzwi przed nosem w tramwaju, a reszta zwiedzających, oczywiście ta bez przewodnika, odjeżdża nie wie gdzie (swoją drogą nie muszę chyba mówić, w której grupie byłam ja…).

Bawić się na koszt uczelni zawsze spoko.

Czego nauczyłam się na wyjeździe? Pamiętajcie, tak naprawdę to Wy nigdy się nie gubicie. To grupa zawsze gubi Was! I tej wersji zawsze się trzymajmy.

A, i nigdy nie pić kawy po 23.






Ten z czerwcem 2013




24 czerwca 2013               Ten o procesie kopiowania

Musiałam pisać bloga na zaliczenie. Tak się wkręciłam w jego styl, że wprowadzę go też tutaj. Ale żeby nie zmarnowały się miesiące mojej pracy przekopiuje tutaj notki, bo zal.

Czego nauczyłam się dziś: ja to zawsze wylosuję najgorsze pytania, jak pech, to pech.






11 czerwca 2013              

Życie trochę zmodyfikowane. Ale to tylko słowa i nic więcej, to co w pamięci zostanie na zawsze.

Chociaż czasem wolałabym, żeby w magiczny sposób zniknęło.              

5 czerwca 2013 6.06.2013

Oby tak jak jest było całe życie.

Gdyby tylko moja wyobraźnia przystopowała. Bo to, że będę mieć to wyższe wykształcenie nie oznacza, że mam dostawać 6 patyków miesięcznie. Pewnie, że bym nie pogardziła, ale pogódźmy się z realiami.

Mam dwie nowe piękne sukienki. Bo ja uwielbiam kobieco się ubierać i czuć zachwyt. Ta próżność to mój motorek napędowy. Ciekawe czy to źle.. Wyjdzie w praniu jak zawsze. Jeszcze się nie przejechałam na tym.

Myślę czasem co robi. O tej pocztówce z Moskwy obiecanej, a której się nie doczekam. Nawet nie chcę chyba na nią czekać, bo to oznaczałoby, że musielibyśmy się spotkać, a tego nie chcę. Zdecydowanie wolę wpadać spiralą zakochania w tym, którym jest tym właściwym.

Błąd popełniony. Nauczka jest. Czas postępować właściwie.


Ten z majem 2013



30 maja 2013    

Wybrałam dobrze. Jestem szczęśliwa.

To, co było wcześniej było tylko iluzją szczęścia. Teraz jest to prawdziwe. Oby było tak zawsze.

A na razie żyjemy chwilą. Oglądamy filmy, jeździmy na rolkach, chodzimy na spacery, słuchamy kabaretów, szalejemy na koncertach i planujemy wakacje.






8 maja 2013       

W co ja się wpakowałam? Jak ja się w to wpakowałam?

Czasem myślę, że ja nie potrafię być asertywna. Szlag by to i mnie trafił.

Co ja mam powiedzieć? Jestem okrutną Królową Lodu, która łamie niewinne serca nieskażone jeszcze prawdziwą miłością.

Dlaczego nie mam tych cholernych wyrzutów sumienia? Powinny mnie gryźć od środka, pożerać całą moją duszę i sprawiać ból.

Ten z kwietniem 2013



29 kwietnia 2013             

Wyrwać sobie serce z klatki piersiowej. Założyć najwyższe szpilki jakie posiadam. Rzucić ten organ pompujący krew na ziemię. Podeptać. Rozdeptać. Zniszczyć. Zabić.

Zaczyna wszystko robić się zbyt skomplikowane. Pomalutku przerasta mnie to, w co sama się wplątałam. Tak naprawdę też na własne życzenie.

Jak mam zdecydować, skoro nie potrafię sobie wyobrazić jak potoczy się moje życie?

Czyżby pięcioletni bagaż trzymał mnie zbyt mocno? Czy on jest tą kotwicą, która jest silniejsza od uczuć? Ciągle zadaje sobie to pytanie. Gdy prawie się z nim rozstałam, serce mi pękło. Po raz kolejny. Jednak wtedy było inaczej, wtedy chciałam zostać i czułam nawet to uczucie na drugi dzień. Szkoda, że po paru dniach ono znów przeminęło.

Wyjeżdżamy teraz razem. On bardzo, ale to bardzo chce żeby to wypaliło. Stara się, ma plany i chce żebym była szczęśliwa.
Boję się, że gdy znów zostanę jego to odpuści. Po raz kolejny stanę się trofeum stojącym na zakurzonej półce.

W tym momencie chciałabym zniknąć z tego świata. Mieć wypadek i stracić w nim pamięć. Zacząć od nowa.

Pojawił się w moim życiu nowy strach w dwóch odsłonach. Nie wiem, który jest gorszy.






10 kwietnia 2013             

Sklonować bym się chciała. Byłoby wtedy fair.






8 kwietnia 2013               

Chciałabym czasem być zła. Może wtedy byłoby prościej. Może wtedy byłabym w stanie olać bagaż i wszystko rzucić. A tak czuję zbyt duże zobowiązania na barkach.

A On tak się stara. Naprawdę myśli, że wszystko jest ok. Gdyby tylko wiedział, co siedzi w mojej głowie. Jaka walka toczy się w moich uczuciach…

Czuję się jak taki węgielek. Już nie palę się radosnym blaskiem, tylko pomalutku się żarzę. Ale przecież jestem młoda. Nie chcę mieć teraz miłości, która umiera..

Pojawiła się najgorsza z moich obaw: A CO JEŚLI MI NIE PRZEJDZIE?






4 kwietnia 2013               

„Muszę zrobić to, co powinien na początku – odwalić się.”.

Pięcioletni bagaż doświadczeń zbyt mocno trzyma, żebym mogła ot tak go wyrzucić za drzwi. Po kłotniorozmowach jest szansa. Nie wiem, na ile zostanie ona wykorzystana, ale jest. I zmiana też już jest. Drobna, ale jest.

Oby wyszło wszystko na dobre.