Nagroda ironii roku 2013 wędruje do rąk matki i córki, które wyśmiały mnie i moją pracę parę miesięcy temu. Podeszły do kasy po bilety i zniesmaczonym głosem matka zaczęła mi opowiadać, że jej córka nigdy się nie zhańbi i nie będzie pracować w miejscu tak prymitywnym, jakim jest kino. Dziwiły się, że ja - postrzegana przez nie jako ta mądra studentka z stypendium, osiągnięciami i bla bla bla Bóg wie czym jeszcze - mogę się na takie coś godzić. Na czym polega ironia? Ja z kina się zwolniłam, ale nikt nie zgadnie, kogo tam spotkałam podczas kolejnej wizyty. Córka grzecznie urywała bileciki i zapraszała na salę, życząc miłego seansu. Takiego buraka na twarzy dawno, ale to dawno nie widziałam.
Zastanawiam się czy jest sens rozwiązywać konflikt między moimi rodzicami a mną. Swoja drogą oni uważają, że takowy problem nie istnieje. Ja z przykrością jednak zauważam, że więcej jest chwil, gdy ich nienawidzę niż tych, w których ich lubię.
Gdzieś tam w głowie siedzi szpila. Uruchamia się tylko w konkretnych sytuacjach. Między innymi w takich jak dziś - głupia ikonka, a mimo wszystko.
Mediolanowe szaleństwo nadchodzi. Bilety wydrukowane, hotel zarezerwowany, dwa egzaminy olane. Czas wypróbować nowe teorie.
Czego nauczyłam się dziś? Zaczynam nienawidzić uczucia nienawiści.
piątek, 27 grudnia 2013
wtorek, 24 grudnia 2013
Ten wigilijny
Już od dwóch dni jestem podwójnie bezrobotna. Dawno tak dobrze się nie czułam. Chociaż jeszcze do końca do mnie to dotarło. Chwilami wciąż myślę o pracy, planuję jak dostosować weekendy, wolne wieczory - na szczęście już na daremnie. Należy mi się ten odpoczynek.
Prezenty pod choinką schowane. W brzuchu pomalutku burczy.
Czego nauczyłam się dziś: zdublowane życie już pomalutku się kończy - pozostały mi tylko podwójne studia.
Do przemyślenia: myślenie chwilowo zwolnione, relaksujemy się.
Prezenty pod choinką schowane. W brzuchu pomalutku burczy.
Czego nauczyłam się dziś: zdublowane życie już pomalutku się kończy - pozostały mi tylko podwójne studia.
Do przemyślenia: myślenie chwilowo zwolnione, relaksujemy się.
niedziela, 22 grudnia 2013
Ten spod przymkniętych oczu
Postanowienie na 2012 zostało ostatecznie zrealizowane w 2013. Pierwszy wolny weekend wolny już w przyszłym tygodniu.
Oczy ze zmęczenia już mi wypadają, ale kasa wciąż się nie zgadza.
Zawaliłam na całej linii, ale to chyba dobrze. "Wesołych świąt" pozostaje tylko w mojej głowie.
Czego nauczyłam się dziś? Excel oszukuje.
Do przemyślenia: dobrze zaplanować wysypianie się...
Oczy ze zmęczenia już mi wypadają, ale kasa wciąż się nie zgadza.
Zawaliłam na całej linii, ale to chyba dobrze. "Wesołych świąt" pozostaje tylko w mojej głowie.
Czego nauczyłam się dziś? Excel oszukuje.
Do przemyślenia: dobrze zaplanować wysypianie się...
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Ten pomylony
Gorzki smak w ustach, bo uświadomiłam sobie, że nie na wszystkich porażka działa tak jak na mnie, czyli motywująco. Jednak nie powinnam myśleć, że wyjdzie to na dobre, bo dzisiaj się obawiam, że okaże się to porażką tak wielką jak rów mariański.
Przetarg przegrany, bezrobocie zostało zwiększone przez trzy osoby, ślub prawdopodobnie przełożony.
Czego nauczyłam się dziś? Nie jestem w stanie zmienić podejścia do życia drugiej osoby.
Do przemyślenia: czy skończy się to aż tak źle?
Przetarg przegrany, bezrobocie zostało zwiększone przez trzy osoby, ślub prawdopodobnie przełożony.
Czego nauczyłam się dziś? Nie jestem w stanie zmienić podejścia do życia drugiej osoby.
Do przemyślenia: czy skończy się to aż tak źle?
niedziela, 15 grudnia 2013
Ten przy bardzo wysokim ciśnieniu
Czuję, że oni wcale mnie nie wyrzucą z stołka prezesa. Oni mnie po prostu wypierdolą. Rządy autorytarne czas zacząć, koniec z bajkami i banialukami. Do kosza z niańczeniem i babraniem się z wszystkimi. Nastąpi likwidacja jednostek niepotrzebnych. Jeżeli rzeczywiście podpiłują mi fotel pod koniec roku akademickiego, to podziękuję za współpracę. A razem ze mną cały zarząd.
Czego nauczyłam się dziś? Lubię czasem być zimną suką, która potrafi powiedzieć prawdę, w takim sposób żeby jak najbardziej zabolało.
Do przemyślenia: gdzie schował się mój wolny czas?
Czego nauczyłam się dziś? Lubię czasem być zimną suką, która potrafi powiedzieć prawdę, w takim sposób żeby jak najbardziej zabolało.
Do przemyślenia: gdzie schował się mój wolny czas?
Ten po czołganiu się ze zmęczenia
Walka na prezenty się rozpoczęła. Toczy się na dwóch ringach. Na pierwszym, gdzie zwycięstwem jest większa uwaga wnuczka/chrześniaka (właściwe dla siebie skreślić) odpowiednio w lewym rogu rodzice kontra prawy róg, czyli ja. Oni walczą kasą, ja pomysłowością. Sędzią naszego pojedynku jest już nie Śisiś, tylko Ma-Ti. Ma-Ti, który potrafi wreszcie powiedzieć prawidłowo ciocia.
Ring z numerem drugim, nie jest walką wręcz, nie jest brutalny ani ciekawy. Ja i On. Każde z nas nie wie, co kupić, za ile kupić, ale przecież wypada kupić, fajnie kupić i super dostać.
Marzą mi się rządy absolutne. Mam ochotę zostać dyktatorem i z hukiem wyrzucić niektóre osoby. Szczególnie te, które chcą mnie oszukać.
Komercyjne Kino po raz kolejny mnie zaskoczyło. Oczywiście w negatywnym sensie, bo w pozytywnym raczej nigdy mnie już nie zaskoczy. Nie pozwalają mi się zwolnić. W wtorek kolejna rozmowa. Dno dna jest zbyt płytkie, by określić jak nimi gardzę i jak udało im się po raz kolejny udowodnić, że jednak jest niższy poziom niż ten który sobą reprezentują.
Kusi mnie, żeby wysłać "Wesołych Świąt". Chociaż spojrzenie zinterpretowane przez mnie jako pełne nienawiści, skutecznie odstrasza. Nie wiem, kto miałby większy ubaw lub kogo bardziej by to zabolało.
Czego nauczyłam się dziś? Pomalutku wkraczam w niebezpieczne rejony, w których nie posiadam energii.
Do przemyślenia: jak przygotować się psychicznie na rekomendacje i już czwartą próbę, gdy trzy poprzednie były katastrofami?
Ring z numerem drugim, nie jest walką wręcz, nie jest brutalny ani ciekawy. Ja i On. Każde z nas nie wie, co kupić, za ile kupić, ale przecież wypada kupić, fajnie kupić i super dostać.
Marzą mi się rządy absolutne. Mam ochotę zostać dyktatorem i z hukiem wyrzucić niektóre osoby. Szczególnie te, które chcą mnie oszukać.
Komercyjne Kino po raz kolejny mnie zaskoczyło. Oczywiście w negatywnym sensie, bo w pozytywnym raczej nigdy mnie już nie zaskoczy. Nie pozwalają mi się zwolnić. W wtorek kolejna rozmowa. Dno dna jest zbyt płytkie, by określić jak nimi gardzę i jak udało im się po raz kolejny udowodnić, że jednak jest niższy poziom niż ten który sobą reprezentują.
Kusi mnie, żeby wysłać "Wesołych Świąt". Chociaż spojrzenie zinterpretowane przez mnie jako pełne nienawiści, skutecznie odstrasza. Nie wiem, kto miałby większy ubaw lub kogo bardziej by to zabolało.
Czego nauczyłam się dziś? Pomalutku wkraczam w niebezpieczne rejony, w których nie posiadam energii.
Do przemyślenia: jak przygotować się psychicznie na rekomendacje i już czwartą próbę, gdy trzy poprzednie były katastrofami?
wtorek, 3 grudnia 2013
Ten zdegustowany
Jestem załamana niekompetencją, brakiem odpowiedzialności, zachowaniem godnym przedszkolaka, głupotą i poziomem idiotyzmu, który prezentują ludzie na mojej uczelni, a w szczególności w mojej organizacji.
Ostatnio jestem ratownikiem. Koordynatorzy rozpoczynają akcję i zostawiają ją. A ona sobie leży w gównie i obumiera. Nagle budzą się: "O rany! Zostały dwa tygodnie do akcji a my nic nie mamy!" i co robią? Dzwonią do mnie. I ja muszę reanimować akcję. Jedną się udało, drugiej nie dałyśmy już rady. Mam ochotę wyrzucić ludzi na zbity pysk.
Lobbying przeciwko prezesowi trwa. Przykre, że zmiany które wreszcie popchnęły organizację w przód, chcą być zahamowane przez stary zarząd. Twarde prawo, lecz prawo - tą zasadą teraz się kierujemy. Jeżeli reszta nie chce się dostosować, to za współpracę podziękujemy.
Czego nauczyłam się dziś? Będę żyć krócej i gorzej. Klnę jak szewc i tylko się denerwuję, a najbliższym terminem z perspektywą wyspania się jest wigilia Wigilii.
Do przemyślenia: czy tym wszystkim po prostu nie pierdolnąć?
Ostatnio jestem ratownikiem. Koordynatorzy rozpoczynają akcję i zostawiają ją. A ona sobie leży w gównie i obumiera. Nagle budzą się: "O rany! Zostały dwa tygodnie do akcji a my nic nie mamy!" i co robią? Dzwonią do mnie. I ja muszę reanimować akcję. Jedną się udało, drugiej nie dałyśmy już rady. Mam ochotę wyrzucić ludzi na zbity pysk.
Lobbying przeciwko prezesowi trwa. Przykre, że zmiany które wreszcie popchnęły organizację w przód, chcą być zahamowane przez stary zarząd. Twarde prawo, lecz prawo - tą zasadą teraz się kierujemy. Jeżeli reszta nie chce się dostosować, to za współpracę podziękujemy.
Czego nauczyłam się dziś? Będę żyć krócej i gorzej. Klnę jak szewc i tylko się denerwuję, a najbliższym terminem z perspektywą wyspania się jest wigilia Wigilii.
Do przemyślenia: czy tym wszystkim po prostu nie pierdolnąć?
niedziela, 24 listopada 2013
Ten przepełniony spontanicznością
Są takie momenty, w których uwielbiam mój ośli upór. Dzięki niemu za śmieszną kwotę dziewięćdziesięciu sześciu złotych lecę do Włoch. Mediolan w styczniu tydzień przed sesją? Spontaniczne rzeczy w życiu są najlepsze. Czas wypróbować teorię olewania uczelni.
Mój mężczyzna nalega ostatnio żebym wreszcie zgłosiła się na jak on to ładnie ujął - na przegląd. Bo naczytał się pierdół o rakach i innych choróbskach i się martwi. Chyba naprawdę mnie kocha, bo wie z czym taka wizyta się wiąże.
Czego nauczyłam się dziś? Wciąż trzyma mnie lenistwo powakacyjne.
Do przemyślenia: które liczby w lotto wybrać?
Mój mężczyzna nalega ostatnio żebym wreszcie zgłosiła się na jak on to ładnie ujął - na przegląd. Bo naczytał się pierdół o rakach i innych choróbskach i się martwi. Chyba naprawdę mnie kocha, bo wie z czym taka wizyta się wiąże.
Czego nauczyłam się dziś? Wciąż trzyma mnie lenistwo powakacyjne.
Do przemyślenia: które liczby w lotto wybrać?
piątek, 22 listopada 2013
Ten na oparach sił
Nie mogłabym prowadzić swojej działalności gospodarczej. Po ostatnich dwóch miesiącach nie chcę mieć własnej firmy. Tłumaczę sobie, że przecież to tylko organizacja studencka, ale to nie pomaga. Zbyt się przejmuję, zbyt wiele temu poświęcam. Co z tego, że w testach na stopień automotywacji wyszedł mi jeden z najwyższych, skoro tylko ja utrzymuję poprzeczkę, a wszyscy ciągną ją w dół?
Ostatnio brakuje mi interakcji internetowej. Wreszcie po dwóch latach zatęskniłam za konstruktywną wymianą poglądów z kimś, kogo nie znam.
Czego nauczyłam się dziś? Mam skłonności do pracoholizmu.
Do przemyślenia: czy naprawdę znów chcę się pakować w ranking blogowy? I bez tego nie za dużo mam na głowie?
Ostatnio brakuje mi interakcji internetowej. Wreszcie po dwóch latach zatęskniłam za konstruktywną wymianą poglądów z kimś, kogo nie znam.
Czego nauczyłam się dziś? Mam skłonności do pracoholizmu.
Do przemyślenia: czy naprawdę znów chcę się pakować w ranking blogowy? I bez tego nie za dużo mam na głowie?
niedziela, 17 listopada 2013
Ten po obaleniu teorii
Moja psychika przegrała z chorobą. Ciężko udawać, że nie jest się chorym, gdy przesypia się całe dwa dni w łóżku. Trudno wyprzeć z głowy smarkanie, kichanie, kaszlenie i świszczące oddychanie. Tabletki, syropy, psikadła i chusteczki w zwartym szeregu przystępują do ataku.
Tak się zaparłam, że dzisiaj byłam w czapce. Tak się staram wyzdrowieć.
Czego nauczyłam się dziś? Choroba ma swoje tradycje - zawsze dopada w najmniej oczekiwanym i najgorszym momencie
Do przemyślenia: nic, absolutnie nic, bo tak łupie mi w głowie..
Tak się zaparłam, że dzisiaj byłam w czapce. Tak się staram wyzdrowieć.
Czego nauczyłam się dziś? Choroba ma swoje tradycje - zawsze dopada w najmniej oczekiwanym i najgorszym momencie
Do przemyślenia: nic, absolutnie nic, bo tak łupie mi w głowie..
piątek, 15 listopada 2013
Ten rozważający "ment to be"
Cieszenie się z cudzego nieszczęścia wzmacnia solidarność. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam takie myśli owinięte białym kitlem. Ona cieszy się moimi, ja raduje jej. Tylko jedno nas zastanowiło - czy skoro okazało się, że nie jesteśmy osamotnione w naszych przemyśleniach, to czy w takim wypadku wszyscy mają też takie myśli i po prostu nie chcą się z nimi ujawniać czy tylko my jesteśmy takie nienormalne?
"Jeśli ty to zrobisz, to ja też się odważę i też to zrobię.Ale wiem, że tego nigdy nie zrobisz. Zresztą wy jesteście ment to be".
"Przeraża mnie to, że do końca życia mogłabym tego żałować."
Cztery zdania. Trzydzieści pięć słów. Ze spacjami sto dziewięćdziesiąt znaków. Niczym klocki lego, przekładają się się w mojej głowie tworząc nowe scenariusze życia.
Eksperyment wypierania choroby poprzez psychikę został podjęty. Od dziś z chusteczkami, załzawionymi oczami i bolącym gardłem, udaję, że wcale nie jestem chora. Wcale nie nie huczy mi w głowie i to nie jest prawdą, że ledwo się poruszam. Okaz zdrowia to ja.
Czego nauczyłam się dziś? Na inteligentne chamstwo odpowiada się inteligentnym chamstwem, tylko to odnosi skutek.
Do przemyślenia: "Żałujesz, że tak wyszło?", a raczej że dlaczego nie?
"Jeśli ty to zrobisz, to ja też się odważę i też to zrobię.Ale wiem, że tego nigdy nie zrobisz. Zresztą wy jesteście ment to be".
"Przeraża mnie to, że do końca życia mogłabym tego żałować."
Cztery zdania. Trzydzieści pięć słów. Ze spacjami sto dziewięćdziesiąt znaków. Niczym klocki lego, przekładają się się w mojej głowie tworząc nowe scenariusze życia.
Eksperyment wypierania choroby poprzez psychikę został podjęty. Od dziś z chusteczkami, załzawionymi oczami i bolącym gardłem, udaję, że wcale nie jestem chora. Wcale nie nie huczy mi w głowie i to nie jest prawdą, że ledwo się poruszam. Okaz zdrowia to ja.
Czego nauczyłam się dziś? Na inteligentne chamstwo odpowiada się inteligentnym chamstwem, tylko to odnosi skutek.
Do przemyślenia: "Żałujesz, że tak wyszło?", a raczej że dlaczego nie?
środa, 13 listopada 2013
Ten po uświadomieniu
Próba z numerem drugim przyszła niezauważenie. Dworzec to naprawdę duże miejsce.
Chyba rzeczywiście jest tak, jakbyśmy się nigdy nie zdali. Nigdy nie chciałam, żeby tak się stało. Nie można tego zmienić, bo wiem, że istnieje tylko iluzja platonicznej znajomości. Czuję, że powinnam kopnąć się mocno w szanowne pośladki i wziąć się w garść. Bo łudzę się, że wszystko jeszcze może się zmienić. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nawet gdyby wszystko się zmieniło - nie mam już szans. Niektóre rany nigdy się nie zagoją.
Czasem w chwilach wątpliwości mam ochotę wszystkim rzucić i zmienić całe swoje życie. Ale zmienić je tak od A do Z. Wyjechać gdzieś na cały semestr, przeprowadzić się do innego miasta i poznać całkowicie nowych ludzi.
W niektórych momentach czuję, że nie doceniam życia. Powinnam się cieszyć, że otrzymałam stypendium rektora. Ale tak naprawdę to, co z tego skoro są to ochłapy uczelni i jałmużna nie raz jest większa.
Ostatnio czuję się przytłoczona wszystkim. Boję się wchodzić na facebooka. Kilkanaście wiadomości i kilkadziesiąt powiadomień pożera cały mój wolny czas. Odpowiedzialność skacze po moich plecach.
Czego nauczyłam się dziś? Łudzę się z wielu sprawach.
Do przemyślenia: czy te przemyślenia będą trzymały mnie tak będzie do końca życia?
Chyba rzeczywiście jest tak, jakbyśmy się nigdy nie zdali. Nigdy nie chciałam, żeby tak się stało. Nie można tego zmienić, bo wiem, że istnieje tylko iluzja platonicznej znajomości. Czuję, że powinnam kopnąć się mocno w szanowne pośladki i wziąć się w garść. Bo łudzę się, że wszystko jeszcze może się zmienić. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nawet gdyby wszystko się zmieniło - nie mam już szans. Niektóre rany nigdy się nie zagoją.
Czasem w chwilach wątpliwości mam ochotę wszystkim rzucić i zmienić całe swoje życie. Ale zmienić je tak od A do Z. Wyjechać gdzieś na cały semestr, przeprowadzić się do innego miasta i poznać całkowicie nowych ludzi.
W niektórych momentach czuję, że nie doceniam życia. Powinnam się cieszyć, że otrzymałam stypendium rektora. Ale tak naprawdę to, co z tego skoro są to ochłapy uczelni i jałmużna nie raz jest większa.
Ostatnio czuję się przytłoczona wszystkim. Boję się wchodzić na facebooka. Kilkanaście wiadomości i kilkadziesiąt powiadomień pożera cały mój wolny czas. Odpowiedzialność skacze po moich plecach.
Czego nauczyłam się dziś? Łudzę się z wielu sprawach.
Do przemyślenia: czy te przemyślenia będą trzymały mnie tak będzie do końca życia?
środa, 6 listopada 2013
Ten z nizin umysłowych
Podziwiam osoby, które pomimo braku mózgu dostały się na studia. Dziś odbył się konkurs głupoty na zajęciach. Biorąc pod uwagę przedstawienie, które odbyło się na ćwiczeniach z dumą mogę powiedzieć sobie, że w porównaniu z koleżankami i kolegami z studiów, mój iloraz inteligencji nie jest przeciętny. A rozbieżność między ich średnią, a moją to jak od Einsteina do myszy polnej. Takich pierdół dawno się nie nasłuchałam. Martwię się tym, że przy realizacji projektów będę musiała zniżyć się do ich poziomu. Może to być przyczyną głębokiej depresji.
Od kwietnia wprowadzane są innowacyjne bilety - z limitem przejazdu. Popłakałam się z śmiechu, jak podliczyłam sobie ile razy przeciętnie w miesiącu jadę różnymi liniami, nie wspominając nawet o przesiadkach. A każde przecież liczy się, a co!
Myśli zostały skonfrontowane. O dziwo, okazały się takie same. Powrót kryzysu potwierdzony. Plany awaryjne wdrożone.
Czego nauczyłam się dziś? Granice mojej cierpliwości mają tylko określony stopień elastyczności i rozciągliwości. Dziś zostały mocno naruszone.
Do przemyślenia: kiedy w końcu zadbać o siebie?
Od kwietnia wprowadzane są innowacyjne bilety - z limitem przejazdu. Popłakałam się z śmiechu, jak podliczyłam sobie ile razy przeciętnie w miesiącu jadę różnymi liniami, nie wspominając nawet o przesiadkach. A każde przecież liczy się, a co!
Myśli zostały skonfrontowane. O dziwo, okazały się takie same. Powrót kryzysu potwierdzony. Plany awaryjne wdrożone.
Czego nauczyłam się dziś? Granice mojej cierpliwości mają tylko określony stopień elastyczności i rozciągliwości. Dziś zostały mocno naruszone.
Do przemyślenia: kiedy w końcu zadbać o siebie?
niedziela, 3 listopada 2013
Ten, za który można wylądować w ładnych białych ścianach
Echo kryzysu jest sto razy gorsze od samego kryzysu. Właśnie to echo teraz śmieje mi się w twarz i żartuje sobie z decyzji, które zostały podjęte w euforii w fałszywym rozkwicie. Trzeba było przeczekać drugą falę kryzysu, ustabilizować się i dopiero wtedy planować resztę życia. Koszmar, że będę uciekającą panną młodą budzi mnie zlaną potem w środku nocy.
Chciałabym projektor, który byłby w stanie mi pokazać rozwidlenia mojego życia. Bo mam przeczucie, że przez jedną głupią decyzję zniszczę sobie przyszłość. Młotem staje się szczęśliwe życie w związku nad którym trzeba dużo pracować, a kowadłem wizja lekkiego życia z bratnią duszą.
Znów mam te myśli, za które w nagrodę otrzymuje się żółte papiery. Jeśli wypłyną na wierzch, będzie można mnie odwiedzać z koszyczkiem babeczek i czekolady. I przyglądać się, jak ja siedząc na podłodze w białym kaftaniku staram się znów ogarnąć świat.
Czego nauczyłam się dziś? Moja organizacja mogłaby się składać z pięciu, sześciu osób. Reszcie powinnyśmy podziękować.
Do przemyślenia: ile znów muszę przeczekać?
Chciałabym projektor, który byłby w stanie mi pokazać rozwidlenia mojego życia. Bo mam przeczucie, że przez jedną głupią decyzję zniszczę sobie przyszłość. Młotem staje się szczęśliwe życie w związku nad którym trzeba dużo pracować, a kowadłem wizja lekkiego życia z bratnią duszą.
Znów mam te myśli, za które w nagrodę otrzymuje się żółte papiery. Jeśli wypłyną na wierzch, będzie można mnie odwiedzać z koszyczkiem babeczek i czekolady. I przyglądać się, jak ja siedząc na podłodze w białym kaftaniku staram się znów ogarnąć świat.
Czego nauczyłam się dziś? Moja organizacja mogłaby się składać z pięciu, sześciu osób. Reszcie powinnyśmy podziękować.
Do przemyślenia: ile znów muszę przeczekać?
sobota, 2 listopada 2013
Ten dopisany po chwili
Spotkać bratnią duszę można raz w życiu, nie skorzystać z tej szansy to błąd, który może wiele kosztować.
Urżnąć się jak świnia. Spalić się na wiór. Patrzeć w gwiazdy. Właśnie to chcę teraz robić. Sama.
Przemyślane pod prysznicem: może rzeczywiście nic nie dzieje się bez przyczyny. W szczególności kwiecień.
Urżnąć się jak świnia. Spalić się na wiór. Patrzeć w gwiazdy. Właśnie to chcę teraz robić. Sama.
Przemyślane pod prysznicem: może rzeczywiście nic nie dzieje się bez przyczyny. W szczególności kwiecień.
Ten ociekający nienawiścią
Nienawiść do miejsca pracy rośnie. Jest mi źle, gdy znów mam ubrać czarną koszulę i siedzieć w tym głupim kinie. Mam odruch wymiotny, gdy po raz kolejny tłumaczę ludziom, gdzie mają iść. Wypalenie zawodowe jest chyba możliwe też w komercyjnym kinie. Sztuczny uśmiech odpadł już mi ponad rok temu. Nie wiem po co jeszcze ciągnąć tą szopkę.
Namieszało się w mojej głowie. W złe dni myślę inaczej, chyba nie powinno tak być. Nie z osobą, z którą planuje się przyszłość. Znów muszę zrezygnować z odrobiny siebie.
Czego nauczyłam się dziś: egoistą opłaca się być.
Do przemyślenia: jak utrzymać ten stan?
Namieszało się w mojej głowie. W złe dni myślę inaczej, chyba nie powinno tak być. Nie z osobą, z którą planuje się przyszłość. Znów muszę zrezygnować z odrobiny siebie.
Czego nauczyłam się dziś: egoistą opłaca się być.
Do przemyślenia: jak utrzymać ten stan?
środa, 30 października 2013
Ten kontraatakujący klopsiki
Szkoda, że w życiu nie jest tak prosto jak w bajce. Zrobiło się źle - wystarczy przeprosić i już wszystko gra. W rzeczywistości tak słodko to nie wygląda. Tym bardziej, gdy samo słowo "przepraszam" nie ma kiedy być wypowiedziane. Nie wspominając o tym, że nawet w przypadku, gdy wreszcie uda się próba jego wykrztuszenia, to ono tak naprawdę nie chce być usłyszane.
Tak sobie myślę, że właśnie tak trzeba myśleć, chociaż czasem chciałabym myśleć inaczej. A najlepiej to zrobić sobie przerwę od tego konkretnego myślenia.
Czego nauczyłam się dziś? Nie mam mocy, która pozwoli rozdwoić mi życie i w ostateczności wybrać lepszą wersję.
Do przemyślenia: jak nie myśleć, o czymś o czym się myśli, mimo że wie się, że nie powinno się o tym myśleć?
Tak sobie myślę, że właśnie tak trzeba myśleć, chociaż czasem chciałabym myśleć inaczej. A najlepiej to zrobić sobie przerwę od tego konkretnego myślenia.
Czego nauczyłam się dziś? Nie mam mocy, która pozwoli rozdwoić mi życie i w ostateczności wybrać lepszą wersję.
Do przemyślenia: jak nie myśleć, o czymś o czym się myśli, mimo że wie się, że nie powinno się o tym myśleć?
wtorek, 29 października 2013
Ten przed gorącymi modlitwami
Zła na siebie jestem. Oj, zła, zła, zła. Inaczej sobie to wyobrażałam, miało być tak i tak. Nie skończyło się wyreżyserowaną w myślach scenką. Didaskalia okazały się nie potrzebne. Słowa nie zostały nawet użyte. Bo cóż zostaje do wypowiedzenia, gdy oczy nie są w stanie się spotkać? Głos w krtani utknął i zwykłe "Cześć" jest niemożliwe do wydukania.
A ja tak bardzo chciałam, żeby to wyszło inaczej. Taki dobry scenariusz przygotowałam. Znaczy się wydawało się, że dobry, ale to tylko wydawało się. Ładne teksty i nić porozumienia, niczym abecadło z pieca pospadały, ale już chyba się nie podniosą.
Mącenie znów się włączyło. Z Cashem mogę śpiewać lekko zachrypniętym głosem, że i ja dzisiaj się zraniłam. Test wyszedł pozytywnie - wciąż czuję, a ból sięgnął samego dna bijącego serca. Bo też pamiętam wszystko. Auć. A jednak zabolało.
Próba pierwsza stała się porażką. Najgorsza jest świadomość, że to nie będzie ostatnia. A wątpliwości o słuszności decyzji pulsują w krwi.
Czego nauczyłam się dziś? Mam imperium brudu i biurokracji pod stopami. Skrzywdzić trzy osoby w jednym momencie, okazuje się dużo prostsze niż się wydawało wcześniej.
Do przemyślenia: jak wyrzucić z głowy OneRepublic z swoją piosenką, a w szczególności tekst: "Lately I've been, I've been losing sleep. Dreaming about the things that we could be"?
A ja tak bardzo chciałam, żeby to wyszło inaczej. Taki dobry scenariusz przygotowałam. Znaczy się wydawało się, że dobry, ale to tylko wydawało się. Ładne teksty i nić porozumienia, niczym abecadło z pieca pospadały, ale już chyba się nie podniosą.
Mącenie znów się włączyło. Z Cashem mogę śpiewać lekko zachrypniętym głosem, że i ja dzisiaj się zraniłam. Test wyszedł pozytywnie - wciąż czuję, a ból sięgnął samego dna bijącego serca. Bo też pamiętam wszystko. Auć. A jednak zabolało.
Próba pierwsza stała się porażką. Najgorsza jest świadomość, że to nie będzie ostatnia. A wątpliwości o słuszności decyzji pulsują w krwi.
Czego nauczyłam się dziś? Mam imperium brudu i biurokracji pod stopami. Skrzywdzić trzy osoby w jednym momencie, okazuje się dużo prostsze niż się wydawało wcześniej.
Do przemyślenia: jak wyrzucić z głowy OneRepublic z swoją piosenką, a w szczególności tekst: "Lately I've been, I've been losing sleep. Dreaming about the things that we could be"?
piątek, 25 października 2013
Ten złośliwy
Już wiem dlaczego jeżdżę na uczelnię, w dodatku jest to taki banalny powód. Okazuje się, że nie dlatego, że chcę zdobyć wiedzę, doświadczenie, poznać nowe osoby, tylko dlatego, żeby uniknąć mojej rodziny. Jeden dzień w domu i nie jestem w stanie znieść ich upierdliwości i ciągłego marudzenia.To już chyba najwyższy czas na wyprowadzkę z domu.
"Mnich" przeczytany. Jakoś nie jestem w stanie współczuć głównemu bohaterowi. Delektowałam się wręcz ostatnią sceną.
Czego nauczyłam się dziś? W takie leniwe dni nic się nie chce.
Do przemyślenia: z lenistwa myślenie również zostało wyłączone.
"Mnich" przeczytany. Jakoś nie jestem w stanie współczuć głównemu bohaterowi. Delektowałam się wręcz ostatnią sceną.
Czego nauczyłam się dziś? W takie leniwe dni nic się nie chce.
Do przemyślenia: z lenistwa myślenie również zostało wyłączone.
wtorek, 22 października 2013
Ten, który nie powinien powstać
Boję się, że to co odbudowaliśmy po powrocie nie posiada odpowiednich certyfikatów. Nie przejdzie odbioru i trzeba będzie wszystko burzyć.
Znowu mam mówić ja? Po raz kolejny mam tłumaczyć? Dlaczego zawsze ja muszę być ta zła? A jeśli naprawdę są różnice charakterów nie do pokonania? Czy ja naprawdę tak wiele wymagam? Czy mam obniżyć poprzeczkę i czuć się przez to mniej szczęśliwa?
Znowu kocham mocniej i to mnie bardziej zależy. W głowie cały czas huczy mi, że w prawdziwej miłości nie istnieje mocniejsze i słabsze kochanie, zawsze jest równe. Więc czy nasza miłość jest prawdziwa?
A co jeśli wybrałam źle?
Czego nauczyłam się dziś? Za bardzo miękkie serce dostaje się trzykrotnie mocniej w dupę.
Do przemyślenia: wszystkie powyższe.
Znowu mam mówić ja? Po raz kolejny mam tłumaczyć? Dlaczego zawsze ja muszę być ta zła? A jeśli naprawdę są różnice charakterów nie do pokonania? Czy ja naprawdę tak wiele wymagam? Czy mam obniżyć poprzeczkę i czuć się przez to mniej szczęśliwa?
Znowu kocham mocniej i to mnie bardziej zależy. W głowie cały czas huczy mi, że w prawdziwej miłości nie istnieje mocniejsze i słabsze kochanie, zawsze jest równe. Więc czy nasza miłość jest prawdziwa?
A co jeśli wybrałam źle?
Czego nauczyłam się dziś? Za bardzo miękkie serce dostaje się trzykrotnie mocniej w dupę.
Do przemyślenia: wszystkie powyższe.
niedziela, 20 października 2013
Ten po zachwianiu fundamentami wartości życiowych
Czasami tak po prostu nienawidzę mojego życia. Nie jestem w stanie słuchać tego, co się do mnie mówi. Nie mogę patrzeć na świat. Cofa mi się na koniec dnia jego początkiem. Mam awersję do jakichkolwiek zadań. Plany wszystkie zostają wyrzucone do pieca zniechęcenia.
Jedyne o czym marzę to stary dres i izolatka. Pozostawiona samej sobie i głosom w głowie. Czasami mocno uderza to, co się kiedyś zrobiło. To dni przebiegające z dwoma głównymi tematami - użalanie się nad sobą i wiecznego gdybania. Coś w stylu: czy gdyby zakończyć coś innego, to wyszłoby lepiej teraz?
Może rzeczywiście mój entuzjazm jest żałosny. Chęci zmienienia świata dziecinne, a marzenia prostackie. Ostatnie badania mądrych naukowców stwierdziły, że jeżeli ktoś nie pragnie pieniędzy, nigdy nie będzie bogaty. Wizyta u wróżki w takim razie odwołana - bieda jest drogą mego życia. Jedyna nadzieja w Bogu, że się zlituje i pozwoli zarobić jakiś grosz.
Powinnam skulić się w kącie i popłakiwać, przecież moje życie nie ma sensu. Nie pragnę kasy, wierzę w ludzi i dobro, mam nadzieję, że przyczynię się do szczęścia innych i wciąż się uśmiecham do nowego dnia. I myliłam się, wierząc że jest to urocze i godne podziwu. Żal mi osób, które tego nie szanują. Znowu one pogardzają mną i moim sposobem na życie.
Nienawidzę się za to miękkie serce. Za współczucie i chęć dzielenia się dobrem. Za to, że inny człowiek jest w mojej hierarchii wyżej niż ja. Za to, że nie potrafię być egoistką, a gdy w pewnych sytuacjach postawię na swoim, mam wyrzuty sumienia. Za to, że wierzę i że ufam. Za to martwienie się za każdego. Za to, że nie potrafię patrzeć na krzywdę ludzką. Szczególnie, gdy przypadkowo się do niej przyczyniłam. Nienawidzę się za to, że tak łatwo kocham i nie potrafię odpuścić.
Więc jeśli chcesz zapytać czy mam kryzys, to odpuść. Lepiej zapytaj, jak głęboki jest i kiedy można rzucić mi drabinkę, żebym mogła z niego wyjść. Bo na razie nie mam ochoty, ciemna izolatka dobrze mi zrobi.
Czego nauczyłam się dziś? Ambicja naprawdę skraca życie. I mimo że nie wyrabiam, nie chcę przyznać się do porażki.
Do przemyślenia: czy naprawdę warto pisać bloga ekonomicznego?
Jedyne o czym marzę to stary dres i izolatka. Pozostawiona samej sobie i głosom w głowie. Czasami mocno uderza to, co się kiedyś zrobiło. To dni przebiegające z dwoma głównymi tematami - użalanie się nad sobą i wiecznego gdybania. Coś w stylu: czy gdyby zakończyć coś innego, to wyszłoby lepiej teraz?
Może rzeczywiście mój entuzjazm jest żałosny. Chęci zmienienia świata dziecinne, a marzenia prostackie. Ostatnie badania mądrych naukowców stwierdziły, że jeżeli ktoś nie pragnie pieniędzy, nigdy nie będzie bogaty. Wizyta u wróżki w takim razie odwołana - bieda jest drogą mego życia. Jedyna nadzieja w Bogu, że się zlituje i pozwoli zarobić jakiś grosz.
Powinnam skulić się w kącie i popłakiwać, przecież moje życie nie ma sensu. Nie pragnę kasy, wierzę w ludzi i dobro, mam nadzieję, że przyczynię się do szczęścia innych i wciąż się uśmiecham do nowego dnia. I myliłam się, wierząc że jest to urocze i godne podziwu. Żal mi osób, które tego nie szanują. Znowu one pogardzają mną i moim sposobem na życie.
Nienawidzę się za to miękkie serce. Za współczucie i chęć dzielenia się dobrem. Za to, że inny człowiek jest w mojej hierarchii wyżej niż ja. Za to, że nie potrafię być egoistką, a gdy w pewnych sytuacjach postawię na swoim, mam wyrzuty sumienia. Za to, że wierzę i że ufam. Za to martwienie się za każdego. Za to, że nie potrafię patrzeć na krzywdę ludzką. Szczególnie, gdy przypadkowo się do niej przyczyniłam. Nienawidzę się za to, że tak łatwo kocham i nie potrafię odpuścić.
Więc jeśli chcesz zapytać czy mam kryzys, to odpuść. Lepiej zapytaj, jak głęboki jest i kiedy można rzucić mi drabinkę, żebym mogła z niego wyjść. Bo na razie nie mam ochoty, ciemna izolatka dobrze mi zrobi.
Czego nauczyłam się dziś? Ambicja naprawdę skraca życie. I mimo że nie wyrabiam, nie chcę przyznać się do porażki.
Do przemyślenia: czy naprawdę warto pisać bloga ekonomicznego?
środa, 16 października 2013
Ten z wielkim wdechem...
... i jeszcze większym UFF.
Czego nauczyłam się dziś? Zbyt duży entuzjazm i pozytywna energia życiowa u innych jest według niektórych żałosną postawą.
Do przemyślenia: absolutnie nic.
Czego nauczyłam się dziś? Zbyt duży entuzjazm i pozytywna energia życiowa u innych jest według niektórych żałosną postawą.
Do przemyślenia: absolutnie nic.
Ten z obawami
Wymarzona praca okazała się w Wawce, więc żalu nie ma. Jest za to zdziwienie, bo dlaczego śląskim studentom przesyła się ofertę i mówi że to specjalnie dla nich, kłamiąc w żywe oczy?
Plany awaryjne są pospiesznie budowane. Każdy jest zły. W większości są nieścisłości. Żaden nie jest zadawalający. Ale co innego można zrobić, jeśli na dniach życie może się zawalić? Misternie ułożony schemat życia i uparte dążenie do realizacji może iść w kąt. To chyba jest idealne miejsce do popłakania i poużalania się nad sobą. Za głupotę trzeba płacić to jest zrozumiałe, ale dlaczego za niesprawiedliwość świata też, nigdy nie zrozumiem.
Wisimy z pętelką na szyi. A dokładnie dwoma pętelkami na dwóch szyjach. Terminem śmierci jest poniedziałek. Wtedy nastąpi, albo i nie rozłam życia. Każdy wolałby wrócić na swój właściwy tor, a ja to w szczególności. Poświęcenie, pot i łzy staną się marnością w przypadku nieszczęsnej opcji drugiej. Nie mówiąc juz o funduszach, a raczej ich braku.
Może ktoś widział i ktoś wie? List gończy został wysłany prawie 8 (słownie: osiem!) dni temu. Poszukiwany/poszukiwana nie chce się zgłosić. Gdyby to było zaginięcie powakacyjne, to bym rozumiała stuprocentowo, ale teraz? Zniknięcie depresyjno-jesionno-nie-mające-czasu-na-nic nie powinno się nawet zdarzyć.
Nie wiem co zrobię, gdy się nie odnajdzie w najbliższym czasie. Bo w tych czasach to wstyd. Jak dwoje dorosłych ludzi może do tego dopuścić? Modlitwy wysokiej rangi wysyłane, jedna spełniona, wciąż oczekuję na realizację drugiej.
Czego nauczyłam się dziś? Dziecko aktualnie to zły, zły, bardzo zły pomysł.
Do przemyślenia: czy jeśli dopuszczę do głowy jakąś myśl, czy to się spełni?
Plany awaryjne są pospiesznie budowane. Każdy jest zły. W większości są nieścisłości. Żaden nie jest zadawalający. Ale co innego można zrobić, jeśli na dniach życie może się zawalić? Misternie ułożony schemat życia i uparte dążenie do realizacji może iść w kąt. To chyba jest idealne miejsce do popłakania i poużalania się nad sobą. Za głupotę trzeba płacić to jest zrozumiałe, ale dlaczego za niesprawiedliwość świata też, nigdy nie zrozumiem.
Wisimy z pętelką na szyi. A dokładnie dwoma pętelkami na dwóch szyjach. Terminem śmierci jest poniedziałek. Wtedy nastąpi, albo i nie rozłam życia. Każdy wolałby wrócić na swój właściwy tor, a ja to w szczególności. Poświęcenie, pot i łzy staną się marnością w przypadku nieszczęsnej opcji drugiej. Nie mówiąc juz o funduszach, a raczej ich braku.
Może ktoś widział i ktoś wie? List gończy został wysłany prawie 8 (słownie: osiem!) dni temu. Poszukiwany/poszukiwana nie chce się zgłosić. Gdyby to było zaginięcie powakacyjne, to bym rozumiała stuprocentowo, ale teraz? Zniknięcie depresyjno-jesionno-nie-mające-czasu-na-nic nie powinno się nawet zdarzyć.
Nie wiem co zrobię, gdy się nie odnajdzie w najbliższym czasie. Bo w tych czasach to wstyd. Jak dwoje dorosłych ludzi może do tego dopuścić? Modlitwy wysokiej rangi wysyłane, jedna spełniona, wciąż oczekuję na realizację drugiej.
Czego nauczyłam się dziś? Dziecko aktualnie to zły, zły, bardzo zły pomysł.
Do przemyślenia: czy jeśli dopuszczę do głowy jakąś myśl, czy to się spełni?
piątek, 4 października 2013
Ten smutny
Czasem zastanawiam się w chwilach takich jak ta, czy wrócimy na ścieżkę destrukcji. Znów brakuje mi wsparcia.
Żal z podjetego drugiego kierunku po raz enty. Idealna praca urąbana brakiem 30 godzin tygodniowo, bo przecież dzień bez zajęć to zło.
Czego nauczyłam się dziś? Chyba już nie będziemy mieć 100% idealnych dni - zawsze cos sie popsuje.
Do przemyślenia: czy oddalamy się od siebie?
poniedziałek, 30 września 2013
Ten ociekający rozpaczą
Jeszcze dobrze się nie rozkręciło, a ja już mam dość.
Czego nauczyłam się dziś? Czasem jak coś się zakracze, to nie da się tego odkrakać.
Do przemyślenia: kiedy ja będę spać?
środa, 25 września 2013
Ten napełniony lękiem
Boli, gdy w jednej chwili zmienia się kąt patrzenia na świat. Siła uderzenia powodująca przyspieszone bicie serca, wypełnia mózg. Głowa niczym w imadle ściskana wydziela soki, jednak to nie krew, a łzy. Bo okazuje się, że to co było dotychczas tak nierealne stało się prawdziwe.
Czyta się o tym, widzi się to pokazywane w telewizji, mówi się o tym w radiu. Jednak to są obcy ludzie. Nie moi znajomi, nie moje koleżanki czy kuzynki. A tutaj na naszej imprezie z naszym jedzeniem i naszymi ludźmi dochodzi do zła.
Z tych którzy wiedza, każdy czuje się winny. Głowa pusta jak akwarium, a w środku jedna myśl: "Dlaczego nie wzięliśmy ją za szmaty i nie pojechała z nami do domu?".
Soli do ran dosypuje policja. Potraktowała ją jak rzecz. Po co zgłaszać? Przecież nic się nie stało, bo udało jej się w końcu uwolnić i zdołała uciec. A co jeśli inna dziewczyna nie będzie miała tyle siły w sobie? Dopiero gdy stanie się jeszcze większe zło, policja i szpital mogą zareagować.
Strach jest w moich oczach. Boję się wieczorem wrócić z pracy. Założyć słuchawki i przejść w tych ciemnościach trzysta metrów. Co z tego, że mam gaz skoro ich może być więcej?Nie czuję się bezpiecznie nawet w domu.
Może to przez to ze nie mam czasu chodzić do Kościoła, ale nie czuję wokół siebie obecności Boga.
Czego nauczyły mnie ostatnie tygodnie? Żyjemy w chorym kraju, gdzie próba gwałtu nie jest przestępstwem i nikomu nic za to nie grozi.
Do przemyślenia: jak przeorganizować uczelnię, żeby nie wracać w mroku?
Czyta się o tym, widzi się to pokazywane w telewizji, mówi się o tym w radiu. Jednak to są obcy ludzie. Nie moi znajomi, nie moje koleżanki czy kuzynki. A tutaj na naszej imprezie z naszym jedzeniem i naszymi ludźmi dochodzi do zła.
Z tych którzy wiedza, każdy czuje się winny. Głowa pusta jak akwarium, a w środku jedna myśl: "Dlaczego nie wzięliśmy ją za szmaty i nie pojechała z nami do domu?".
Soli do ran dosypuje policja. Potraktowała ją jak rzecz. Po co zgłaszać? Przecież nic się nie stało, bo udało jej się w końcu uwolnić i zdołała uciec. A co jeśli inna dziewczyna nie będzie miała tyle siły w sobie? Dopiero gdy stanie się jeszcze większe zło, policja i szpital mogą zareagować.
Strach jest w moich oczach. Boję się wieczorem wrócić z pracy. Założyć słuchawki i przejść w tych ciemnościach trzysta metrów. Co z tego, że mam gaz skoro ich może być więcej?Nie czuję się bezpiecznie nawet w domu.
Może to przez to ze nie mam czasu chodzić do Kościoła, ale nie czuję wokół siebie obecności Boga.
Czego nauczyły mnie ostatnie tygodnie? Żyjemy w chorym kraju, gdzie próba gwałtu nie jest przestępstwem i nikomu nic za to nie grozi.
Do przemyślenia: jak przeorganizować uczelnię, żeby nie wracać w mroku?
czwartek, 12 września 2013
Ten po piskach radości
Autentyczny pisk radości. Tego mi brakowało. Może te łzy szczęścia były trochę naciągane, ale i tak miło mi się zrobiło. Szkoda, że moi najbliżsi tak nie zareagowali.
Ostatnia impreza tego lata w toku. Dojazd nie jest zbyt fajny, na co kręci nosem mój narzeczony. Ale może jednak się przekona, że warto? Kupiłam znów wódkę arbuzową.
Najbliższe dni będę bardzo kinowe. Jedyną odskocznią będzie cyrk. I to nie taki w pracy czy domu, tylko taki najprawdziwszy. W końcu zlokalizowaliśmy namiot i wybieramy się na przestawienie.
Czego nauczyłam się dziś? Semestr zimowy będzie dwutematyczny - "A nie mówiłam, że się oświadczył?" przeplatane z "Planujecie już coś?".
Do przemyślenia:
Ostatnia impreza tego lata w toku. Dojazd nie jest zbyt fajny, na co kręci nosem mój narzeczony. Ale może jednak się przekona, że warto? Kupiłam znów wódkę arbuzową.
Najbliższe dni będę bardzo kinowe. Jedyną odskocznią będzie cyrk. I to nie taki w pracy czy domu, tylko taki najprawdziwszy. W końcu zlokalizowaliśmy namiot i wybieramy się na przestawienie.
Czego nauczyłam się dziś? Semestr zimowy będzie dwutematyczny - "A nie mówiłam, że się oświadczył?" przeplatane z "Planujecie już coś?".
Do przemyślenia:
środa, 11 września 2013
Ten błyszczący pierścionkiem zaręczynowym
Brutalne zderzenie z rzeczywistością przypominało popularny obrazek z bajek Warner Brosa. Chodzi o ten pojawiający się na ekranie w momencie wybuchania dynamitu czy też innych środków. Po prostu BUM! Zderzenie spowodowało wiele skutków ubocznych, między innymi ból łydek (bo 28h z podkurczonymi nogami w autokarze robi swoje..)
Na dzień dobry otrzymałam pogrzeb. Żeby powrót nie był za wesoły - swoją drogą nie wiem czy którykolwiek powrót z wakacji jest wesoły - odpowiednia pogrzebowa dawka smutku została zaliczona. Podobno stypa też ma mieć charakter płaczliwo-pochlipująco-szlochający, jednak w przypadku naszej rodziny to się nie udało. Tak się nażarli, tak się schlali i tak się ubawili wszyscy, że dawno tak dobrej imprezy nie było. Szkoda, że akurat ja byłam tym kierowcą, któremu przysłużył zaszczyt odwożenia tych najbardziej nabitych w butelkę.
Już nie łudzę się tym, że pierścionek przywieziony z Grecji waży pięć kilo. A nawet pięć i pół. Piwko, wódeczka, chrupeczki, czekoladeczki a wszystko w bardzo nieodpowiednich ilościach w końcu połączyły siły i zemściły się na moich bioderkach. Konkretnie na boczkach. Nóżki też pomalutku jak takie dwa salcesoniki wyglądają. Lustro krzyczeć może ratunku! I ten ratunek nadejdzie już za parę dni, gdyż zamówione zostało specjalne koło zwane hula hopem z takimi magicznymi wypustkami, które mają moce rozbijające tkanki tłuszczowe. Parę tygodni hulania i figura jak ta lala znów ma być. Reklama taka jest, a czy to będzie to już czas pokaże.
Rodzice po raz kolejny dali dupy. Zamiast cieszyć się, że jesteśmy Z&Z (Zakochani&Zaręczeni) to robią problemy. Bo dla nich znów liczy się tylko kasa, kasa i kasa. Szkoda, że tylko w moim przypadku tak jest. Mój brat i siostra chyba mają innych rodziców, bo oni jakoś nie są tak traktowani.
Czego nauczyłam się przez te wakacje? Prawdziwą miłość można odbudować z zgliszcz i żarzących się węgielków.
Do przemyślenia: jeżeli mamy datę, to co dalej?
Na dzień dobry otrzymałam pogrzeb. Żeby powrót nie był za wesoły - swoją drogą nie wiem czy którykolwiek powrót z wakacji jest wesoły - odpowiednia pogrzebowa dawka smutku została zaliczona. Podobno stypa też ma mieć charakter płaczliwo-pochlipująco-szlochający, jednak w przypadku naszej rodziny to się nie udało. Tak się nażarli, tak się schlali i tak się ubawili wszyscy, że dawno tak dobrej imprezy nie było. Szkoda, że akurat ja byłam tym kierowcą, któremu przysłużył zaszczyt odwożenia tych najbardziej nabitych w butelkę.
Już nie łudzę się tym, że pierścionek przywieziony z Grecji waży pięć kilo. A nawet pięć i pół. Piwko, wódeczka, chrupeczki, czekoladeczki a wszystko w bardzo nieodpowiednich ilościach w końcu połączyły siły i zemściły się na moich bioderkach. Konkretnie na boczkach. Nóżki też pomalutku jak takie dwa salcesoniki wyglądają. Lustro krzyczeć może ratunku! I ten ratunek nadejdzie już za parę dni, gdyż zamówione zostało specjalne koło zwane hula hopem z takimi magicznymi wypustkami, które mają moce rozbijające tkanki tłuszczowe. Parę tygodni hulania i figura jak ta lala znów ma być. Reklama taka jest, a czy to będzie to już czas pokaże.
Rodzice po raz kolejny dali dupy. Zamiast cieszyć się, że jesteśmy Z&Z (Zakochani&Zaręczeni) to robią problemy. Bo dla nich znów liczy się tylko kasa, kasa i kasa. Szkoda, że tylko w moim przypadku tak jest. Mój brat i siostra chyba mają innych rodziców, bo oni jakoś nie są tak traktowani.
Czego nauczyłam się przez te wakacje? Prawdziwą miłość można odbudować z zgliszcz i żarzących się węgielków.
Do przemyślenia: jeżeli mamy datę, to co dalej?
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Ten wyjazdowy
Paznokcie wciąż schną. W głowie jedna myśl - czy na pewno wszystko spakowałam? Walizka szlocha na dole. Bolą ją zamki i uchwyty i koła i wszystkie szwy.
W jak Wiele dni i nocy
A jak Autobusem przez Europę
K jak Kokino nero
A jak Arbuzowa wódka z moim Tygrysem
C jak Cały czas słońce
J jak „Jak bardzo znów kocham"
E prawie jak niE wracam
Czego nauczyłam się dziś? Kasa tak ciężko zarobiona, rozpływa się w oka mgnieniu.
Do przemyślenia: czy te erazmusowe Włochy naprawdę siedzą mi tak mocno w głowie?
W jak Wiele dni i nocy
A jak Autobusem przez Europę
K jak Kokino nero
A jak Arbuzowa wódka z moim Tygrysem
C jak Cały czas słońce
J jak „Jak bardzo znów kocham"
E prawie jak niE wracam
Czego nauczyłam się dziś? Kasa tak ciężko zarobiona, rozpływa się w oka mgnieniu.
Do przemyślenia: czy te erazmusowe Włochy naprawdę siedzą mi tak mocno w głowie?
środa, 21 sierpnia 2013
Ten z źle dobranym czasem
Czasem człowiek znajdzie się w złym miejscu i złym czasie. Innym razem jest lepiej, pasuje miejsce, chociaż czas nie ten. Dobre miejsce i dobry czas to przypadek bardzo rzadki. Prościej jest, gdy ktoś ma wyczucie czasu. Ja, w zależności od dziedziny, mam i nie mam wyczucia czasu. Na przykład na przychodzące maile kompletnie nie mam wyczucia czasu. I tak oferta pracy śmignęła mi koło nosa.
Dlaczego? Wysłałam CV o 00:30 do firmy, wyłączyłam laptopa i poszłam spać. Rano migusiem do pracy i dzisiaj przychodzę, patrzę na skrzynkę odbiorczą a tam wiadomość z 00:45. Zaproszenie na rozmowę na 15:30 i prośba o potwierdzenie przyjścia. Szkoda, ze była godzina 22:45.
Czego nauczyłam się dziś? Trzeba była wziąć ten droższy abonament z internetem, wtedy z mailami byłabym za pan brat.
Do przemyślenia: w jaki sposób opanować zazdrość o te niebotycznie drogie studia?
Dlaczego? Wysłałam CV o 00:30 do firmy, wyłączyłam laptopa i poszłam spać. Rano migusiem do pracy i dzisiaj przychodzę, patrzę na skrzynkę odbiorczą a tam wiadomość z 00:45. Zaproszenie na rozmowę na 15:30 i prośba o potwierdzenie przyjścia. Szkoda, ze była godzina 22:45.
Czego nauczyłam się dziś? Trzeba była wziąć ten droższy abonament z internetem, wtedy z mailami byłabym za pan brat.
Do przemyślenia: w jaki sposób opanować zazdrość o te niebotycznie drogie studia?
wtorek, 20 sierpnia 2013
Ten bezsenny
Wiatraczek kręci się. Okno uchylone. Zęby umyte. Bałagan na ziemi. Pojedyncze myśli po głowie chodzą. Za tydzień o tej porze będę też wiercić się w łóżku, bo w przyszłym tygodniu jedziemy na wakacje.
Walizka jeszcze stoi niezapakowana. W sumie nie wiem, które sukienki wziąć. Ostatnio chyba trochę za dużo słodkości wkroczyło do mojego życia, bo coś mi zaokrągliła się pupa. Lista zakupów na wakacje też jest niedokończona. W sumie nawet nie została dobrze przemyślana.
To prawda, że w nocy idea za ideą, myśl za myślą po głowie skaczą. W takich chwilach bezsenności zastanawiam się, jak będzie wyglądał październik. Ciekawe czy, a jeśli tak, to jak to się skończy. Bo krzywdzenie, nawet te najbardziej niechciane i przypadkowe, zawsze kończy się źle.
Strój na dwa kółka pociągająco wisi na wieszaczku. Przypomina o ostatnich harcach.
Dobrze, że nikt nie ma wglądu w myśli. W innej sytuacji szpitale psychiatryczne pękałyby w szwach. Za moje przemyślenia dostałabym żółte papiery, które zamknęłyby mnie w czterech białych ścianach na lata. Dobrze, że gdybanie na temat własnej śmierci i niezbyt korzystnych zjawiskach, nie jest karalne.
Czego nauczyłam się dziś? Jednak inaczej pisze się pod publikę, aniżeli dla siebie samej.
Do przemyślenia: czy naprawdę tak dużo narzekam?
Walizka jeszcze stoi niezapakowana. W sumie nie wiem, które sukienki wziąć. Ostatnio chyba trochę za dużo słodkości wkroczyło do mojego życia, bo coś mi zaokrągliła się pupa. Lista zakupów na wakacje też jest niedokończona. W sumie nawet nie została dobrze przemyślana.
To prawda, że w nocy idea za ideą, myśl za myślą po głowie skaczą. W takich chwilach bezsenności zastanawiam się, jak będzie wyglądał październik. Ciekawe czy, a jeśli tak, to jak to się skończy. Bo krzywdzenie, nawet te najbardziej niechciane i przypadkowe, zawsze kończy się źle.
Strój na dwa kółka pociągająco wisi na wieszaczku. Przypomina o ostatnich harcach.
Dobrze, że nikt nie ma wglądu w myśli. W innej sytuacji szpitale psychiatryczne pękałyby w szwach. Za moje przemyślenia dostałabym żółte papiery, które zamknęłyby mnie w czterech białych ścianach na lata. Dobrze, że gdybanie na temat własnej śmierci i niezbyt korzystnych zjawiskach, nie jest karalne.
Czego nauczyłam się dziś? Jednak inaczej pisze się pod publikę, aniżeli dla siebie samej.
Do przemyślenia: czy naprawdę tak dużo narzekam?
niedziela, 18 sierpnia 2013
Ten ociekający samozadowoleniem
Mam kask. Mam kask. Mam wreszcie kask. Ma wszystko to, co kask powinien mieć i jeszcze więcej. Strój kompletny, można zapierdalać. Bo dopiero przy 150 na blacie jest fun.
Chyba pani z numerem trzecim pójdzie w odstawkę. Ups, jak mi przykro. Chociaż.... Nie, jednak nie.
Czego nauczyłam się dziś? Jeżeli poblokowało się znajomych na fejsbuczku, to potem nie dziwota, że od trzech dni taka sama tablica jest. I nie ma co płakać na brak plotek.
Do przemyślenia: gdzie można znaleźć motywację?
Chyba pani z numerem trzecim pójdzie w odstawkę. Ups, jak mi przykro. Chociaż.... Nie, jednak nie.
Czego nauczyłam się dziś? Jeżeli poblokowało się znajomych na fejsbuczku, to potem nie dziwota, że od trzech dni taka sama tablica jest. I nie ma co płakać na brak plotek.
Do przemyślenia: gdzie można znaleźć motywację?
wtorek, 13 sierpnia 2013
Ten zmotoryzowany
Wyjątkowość objawia się w różnoraki sposób, zaskakując w najmniej oczekiwanych momentach. Szkoda, że w większości przypadków, nie sprawia mi to takiej radości, jaką - o ironio - powinno. Ale głowa za mała do kasków XS to chyba przesada. Siedzieć w każdym sklepie motocyklowym po półtorej godziny, mierząc kolejny niepasujący kask, jest dość smutne. Komiczność sytuacji potęgowali specjaliści, którzy rozkładali ręce z niedowierzaniem, gdy kask dziecięcy był za duży.
Takie ubranie? Nie mamy. A te buty? Nie ten rozmiar. To może spodnie? Ale nie ten komplet.
Czego nauczyłam się dziś? Można założyć kask szczękowy nie otwierając go, wprowadzając w osłupienie innych, bo jednak trzeba go otwierać, aby go założyć.
Do przemyślenia: co z tą kasą?
Takie ubranie? Nie mamy. A te buty? Nie ten rozmiar. To może spodnie? Ale nie ten komplet.
Czego nauczyłam się dziś? Można założyć kask szczękowy nie otwierając go, wprowadzając w osłupienie innych, bo jednak trzeba go otwierać, aby go założyć.
Do przemyślenia: co z tą kasą?
sobota, 10 sierpnia 2013
Ten o nienawiści
Dzisiejszy dzień mógłby być dniem nienawiści. A dokładnie nazywałby się : dzień nienawiści osobistej do świata, głupoty jego ludzi. Na dokładkę można dodać nienawiści niesprawiedliwości i nieuczciwości. W sumie mówiąc, może wystarczyłoby nazwać go dniem przedrostka NIE. Zdecydowanie byłoby prościej.
Zachowanie rodziców przekroczyło granicę jakiejkolwiek czyjejkolwiek tolerancyjności. Sposób traktowania pracowników przez klientów graniczy chyba z stylem zarządzania niemieckiej armii - ja być pan i mieć forsa, ty być gówno i dawać bilety za darmo.
To, co wydawało mi się, że zawsze będzie naszym kolejnym "pierwszym", rzeczywiście okazało się "pierwszym". Tylko nie dla nas. Dla niej i dla Niego.
Czego nauczyłam się dziś? Mimo szczerych chęci, czasem nie da się kogoś nie znienawidzić.
Do przemyślenia: czy znaki na niebie mówią mi żebym się zwolniła?
Zachowanie rodziców przekroczyło granicę jakiejkolwiek czyjejkolwiek tolerancyjności. Sposób traktowania pracowników przez klientów graniczy chyba z stylem zarządzania niemieckiej armii - ja być pan i mieć forsa, ty być gówno i dawać bilety za darmo.
To, co wydawało mi się, że zawsze będzie naszym kolejnym "pierwszym", rzeczywiście okazało się "pierwszym". Tylko nie dla nas. Dla niej i dla Niego.
Czego nauczyłam się dziś? Mimo szczerych chęci, czasem nie da się kogoś nie znienawidzić.
Do przemyślenia: czy znaki na niebie mówią mi żebym się zwolniła?
wtorek, 6 sierpnia 2013
Ten o zależnościach
Kolejna nieprawidłowość. Zależy na czymś? W takim wypadku życie kopie tak mocno w cztery litery, że leci się hohoho hen daleko. Dolatuje się do Księżyca, stamtąd w cztery i pół minuty na Saturna, aż w końcu ląduje się na Plutonie. Jak wrócić? Bardzo przecież zależy, by znów znaleźć się na Ziemi, więc kolejny kop w słodką dupę i jaki efekt? Inna galaktyka wita.
A gdy ma się sytuację w szanownych egipskich ciemnościach, to w tym momencie świat czerwony dywan kładzie. Biją brawa z czterech stron świata i zostaje się bohaterem miesiąca. Ba, roku. Stulecia, a nawet tysiąclecia.
Rozmowa w Pizzy Hut bardzo pozytywnie. Menagerka mnie pokochała. Zostałam milusińską i urodzą kandydatką.Tylko dlatego, że miałam i mam dalej tę ofertę pracy w głębokim poważaniu. Nie zależy mi szczerze powiedziawszy. W przeciwieństwie do drugiej dziewczyny, której marzeniem jest zostanie kelnerką. (sic!). Good luck.
To, co na czym naprawdę mi zależało, to co zostało mi praktycznie obiecane, zostało mi odebrane. Szkoda, że nie wszyscy są otwarci na nowe szanse i możliwości.
Czego nauczyłam się dziś? Receptą na porażkę jest uparte olewanie wszystkiego. Nie zależy na pracy i nie przywiązuje się wagi do rozmowy kwalifikacyjnej - wychodzi świetnie i proponują pracę. Starania, zaangażowanie i stuprocentowe podjęcie wyzwania owocuje porażką. W moim przypadku zawsze.
Do przemyślenia: czy jeżeli do całego życia nie przywiązuje się uwagi i nie zależy na nim, to wtedy to życie jest wygrane?
A gdy ma się sytuację w szanownych egipskich ciemnościach, to w tym momencie świat czerwony dywan kładzie. Biją brawa z czterech stron świata i zostaje się bohaterem miesiąca. Ba, roku. Stulecia, a nawet tysiąclecia.
Rozmowa w Pizzy Hut bardzo pozytywnie. Menagerka mnie pokochała. Zostałam milusińską i urodzą kandydatką.Tylko dlatego, że miałam i mam dalej tę ofertę pracy w głębokim poważaniu. Nie zależy mi szczerze powiedziawszy. W przeciwieństwie do drugiej dziewczyny, której marzeniem jest zostanie kelnerką. (sic!). Good luck.
To, co na czym naprawdę mi zależało, to co zostało mi praktycznie obiecane, zostało mi odebrane. Szkoda, że nie wszyscy są otwarci na nowe szanse i możliwości.
Czego nauczyłam się dziś? Receptą na porażkę jest uparte olewanie wszystkiego. Nie zależy na pracy i nie przywiązuje się wagi do rozmowy kwalifikacyjnej - wychodzi świetnie i proponują pracę. Starania, zaangażowanie i stuprocentowe podjęcie wyzwania owocuje porażką. W moim przypadku zawsze.
Do przemyślenia: czy jeżeli do całego życia nie przywiązuje się uwagi i nie zależy na nim, to wtedy to życie jest wygrane?
piątek, 2 sierpnia 2013
Ten z nutami trójkątów i kwadratów
Negatywne patrzenie w przyszłość zaczyna chyba się sprawdzać Wtedy nagle wszystko pięknie wychodzi i jest realizowane według planu ściśle ukrytego w podświadomości. W przeciwieństwie do jak charakterystycznego dla mnie optymistycznego podejścia do życia. Chociaż warto zauważyć, że ostatnio nie jest może tyle co optymistyczne, a egoistyczne.
Jednak na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie jest to egoizm w stylu: jestem zajebista, więc wszystko mi się należy. Raczej zapracowałam na swój swój sukces, miałam świetne pomysły, poświęciłam temu czas. Mimo wszystko chyba znajomości robią swoje.
Czasem szczere rozmowy są do niczego. Chce się dobrze, a wychodzi jak zwykle - czyli źle.
Czego nauczyłam się dziś? Leniwe piątki są potrzebne.
Do przemyślenia: czy naprawdę chcę pracować w pizzeri? Czy w kinie trzyma mnie tylko lenistwo?
Jednak na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie jest to egoizm w stylu: jestem zajebista, więc wszystko mi się należy. Raczej zapracowałam na swój swój sukces, miałam świetne pomysły, poświęciłam temu czas. Mimo wszystko chyba znajomości robią swoje.
Czasem szczere rozmowy są do niczego. Chce się dobrze, a wychodzi jak zwykle - czyli źle.
Czego nauczyłam się dziś? Leniwe piątki są potrzebne.
Do przemyślenia: czy naprawdę chcę pracować w pizzeri? Czy w kinie trzyma mnie tylko lenistwo?
sobota, 27 lipca 2013
Ten ociekający zazdrością
Może i nie mam prawa. Może i nie powinnam. Może rzeczywiście nie ma nic na rzeczy. Może mogę sobie gdybać.
Ale jestem zazdrosna o te głupie wyjazdy motorowe. Gdyby to był kolega, a nie koleżanka to bym machnęła na to ręką.
"Bo my byliśmy tam. Bo my siedzieliśmy na trawce. Bo piliśmy herbatę. Bo byłem w kąpielówkach."
Czego nauczyłam się dziś? To lato miało być naszą przygodą. Z tego co widzę, będzie przygodą moją, Jego i jej.
Do przemyślenia: gdzie znaleźć motywację?
Ale jestem zazdrosna o te głupie wyjazdy motorowe. Gdyby to był kolega, a nie koleżanka to bym machnęła na to ręką.
"Bo my byliśmy tam. Bo my siedzieliśmy na trawce. Bo piliśmy herbatę. Bo byłem w kąpielówkach."
Czego nauczyłam się dziś? To lato miało być naszą przygodą. Z tego co widzę, będzie przygodą moją, Jego i jej.
Do przemyślenia: gdzie znaleźć motywację?
środa, 24 lipca 2013
Ten o naprawianiu
Słowa za słowem, niczym cegiełka za cegiełką. Smarujemy odpowiednią dawką obiektywizmu, nie za dużo czułości, która w nadmiarze wygląda na fałszywą, a także nie za mało szczerości. To niczym beton jest spoiwem w kłótniach.
I znów można się wspinać na wyższe poziomy.
Czego nauczyłam się dziś? Po wielu miesiącach obserwacji, w końcu mogę potwierdzić fakt - jeżeli jesteś miły, to inni też są mili.
Do przemyślenia: czy warto zmieniać pracę?
I znów można się wspinać na wyższe poziomy.
Czego nauczyłam się dziś? Po wielu miesiącach obserwacji, w końcu mogę potwierdzić fakt - jeżeli jesteś miły, to inni też są mili.
Do przemyślenia: czy warto zmieniać pracę?
wtorek, 23 lipca 2013
Ten kłótniowy
Nie wiem jakim cudem tak wspaniały dzień mógł się przeobrazić w tak zły wieczór. Chociaż zły to jest mało powiedziane, raczej koszmarny. Dodatkowo jest to ten rodzaj koszmarów, po których siedzi się w łóżku z sowimi oczami i nietoperzowymi uszami, sprawdzając czy aby na pewno nic i nikt nikomu nie zagraża, a w szczególności nam.
Jak mogło przejść z fazy tak-bardzo-cię-kocham-jest-znów-super do wkurzasz-mnie-tak-bardzo-że-masz-isc-sobie-do-domu? I to w tak niesamowicie szybkim tempie? A teraz po wszystkim mnie wręcz nosi.
Nie lubię takich sytuacji nierozwiązanych. Zwykle wiążą mi się one z głupimi sytuacjami i symulacjami wyobraźni, po których czuję się jeszcze gorzej.
Pierwsza zmiana w życiu dokonana - aplikowałam na inne stanowisko pracy. Mam dość Komercyjnego Kina. Może teraz pokelneruję w Gorącej Pizzy, jeżeli mnie oczywiście wezmą pod uwagę.
Ambasadura kopnęła mnie w cztery litery. Jak to szanowna pani ujęła, byłam w ścisłej czołówce, ale jednak wybrali kogoś innego. Tylko jeżeli zobaczę moje propozycje projektów na uczelni to szlag mnie trafi. Bo zachwyt nad pomysłami i kreatywnością, a wykorzystywanie cudzych (tzn. moich) inwencji, gdy ich autora się odrzuciło to już szczyt chamstwa.
Czego nauczyłam się dziś? Może nie jesteśmy jeszcze gotowi na wspólne mieszkanie, skoro w ciągu pięciu sekund potrafimy rozpętać piekło a potem ze złości nie jesteśmy w stanie na siebie patrzeć.
Do przemyślenia: wciąż temat kierunku życia i marnowania wakacji.
Jak mogło przejść z fazy tak-bardzo-cię-kocham-jest-znów-super do wkurzasz-mnie-tak-bardzo-że-masz-isc-sobie-do-domu? I to w tak niesamowicie szybkim tempie? A teraz po wszystkim mnie wręcz nosi.
Nie lubię takich sytuacji nierozwiązanych. Zwykle wiążą mi się one z głupimi sytuacjami i symulacjami wyobraźni, po których czuję się jeszcze gorzej.
Pierwsza zmiana w życiu dokonana - aplikowałam na inne stanowisko pracy. Mam dość Komercyjnego Kina. Może teraz pokelneruję w Gorącej Pizzy, jeżeli mnie oczywiście wezmą pod uwagę.
Ambasadura kopnęła mnie w cztery litery. Jak to szanowna pani ujęła, byłam w ścisłej czołówce, ale jednak wybrali kogoś innego. Tylko jeżeli zobaczę moje propozycje projektów na uczelni to szlag mnie trafi. Bo zachwyt nad pomysłami i kreatywnością, a wykorzystywanie cudzych (tzn. moich) inwencji, gdy ich autora się odrzuciło to już szczyt chamstwa.
Czego nauczyłam się dziś? Może nie jesteśmy jeszcze gotowi na wspólne mieszkanie, skoro w ciągu pięciu sekund potrafimy rozpętać piekło a potem ze złości nie jesteśmy w stanie na siebie patrzeć.
Do przemyślenia: wciąż temat kierunku życia i marnowania wakacji.
poniedziałek, 22 lipca 2013
Ten po miesiącu miodowym
Gdy pokonuje się kryzys wchodzi się pełną parą w okres miodowy. W szczególności, gdy kryzys jest tego kalibru, gdzie ważą się losy pięcioletniego związku. W końcu takie zdarzenia, jakie się przydarzyły nam, nie pojawiają się każdego dnia. Znaczy się nie przytrafiają się nam, ale na pewno innym na świecie tak. Swoją drogą z perspektywy czasu wydaje się to takie szablonowe - znudzenie + rutyna + nowe znajomości i kryzys gotowy.
W każdym razie kryzys pokonany i faza miodowego miesiąca (a nawet trochę więcej) trwała pełną parą. Jednak ostatnio były już przebłyski tego, co dziś już zdecydowanie wiem - po raz kolejny okres ten się skończył.
I Tygrys mnie denerwuje. Ależ jak On mnie denerwuje. Nie są to zwiastuny nowych problemów, ale po prostu przydałoby mi się trochę wolnego czasu dla siebie. Chwila odpoczynku od jego dennych nieciekawych dowcipów, które mnie nie śmieszą, a Jego zdaniem powinny, a także przytyków, po których jest przykro.
Czego nauczyłam się dziś? Powrót do rzeczywistości po słodkości miodu jest bolesny.
Do przemyślenia: czy to Jego zachowanie czy moje hormony przed okresowe?
W każdym razie kryzys pokonany i faza miodowego miesiąca (a nawet trochę więcej) trwała pełną parą. Jednak ostatnio były już przebłyski tego, co dziś już zdecydowanie wiem - po raz kolejny okres ten się skończył.
I Tygrys mnie denerwuje. Ależ jak On mnie denerwuje. Nie są to zwiastuny nowych problemów, ale po prostu przydałoby mi się trochę wolnego czasu dla siebie. Chwila odpoczynku od jego dennych nieciekawych dowcipów, które mnie nie śmieszą, a Jego zdaniem powinny, a także przytyków, po których jest przykro.
Czego nauczyłam się dziś? Powrót do rzeczywistości po słodkości miodu jest bolesny.
Do przemyślenia: czy to Jego zachowanie czy moje hormony przed okresowe?
wtorek, 16 lipca 2013
Ten w ciszy
Czasem dobrze jest mieć czas dla siebie. Spotkać się w damskim towarzystwie, wypić dietetyczne owocowe napoje i stworzyć ławkę szyderców w parku. Taka chwila wytchnienia była mi potrzebna.
Jednak potrzeby są odnawialne i znów z czekam.
Czego nauczyłam się dziś? Niektóre myśli są jak sępy - krążą i w chwili słabości atakują.
Do przemyślenia: zrezygnować z pracy już teraz czy czekać do listopada?
Jednak potrzeby są odnawialne i znów z czekam.
Czego nauczyłam się dziś? Niektóre myśli są jak sępy - krążą i w chwili słabości atakują.
Do przemyślenia: zrezygnować z pracy już teraz czy czekać do listopada?
poniedziałek, 15 lipca 2013
Ten przerwany prysznicem
Siedzi w głowie mi jedna myśl. I drąży tunele w mózgu. Przekopuje szare komórki, zostawiając bałagan. I ostatnio tylko jednego jestem pewna - ten drugi kierunek to chyba jednak był błąd. Jeżeli rzeczywiście piekło jest wybrukowane nadgorliwością, to spokojnie ufundowałam drogę z dantowskiego kręgu pierwszego do kręgu dziewiątego. Ścieranie rozlanego mleka, smarowanie chleba musztardą po obiedzie i plucie w brodę zdecydowanie już nie pomoże.
To, co było kiedyś atrakcyjne i pociągające, nagle stało się dla mnie bezwartościowe. Na rozmowach kwalifikacyjnych zdecydowanie mogę mówić, że zazdrość to moja największa wada. W połączeniu z nieposkromioną ciekawością daje mieszankę wybuchową.
Utrudnienia w przerzucaniu szarych komórek sprawia druga myśl. Bo mam za miękkie serce i nienawidzę, gdy ktoś przeze mnie cierpi. Jednak wiem, że to co uspokoiłoby moją duszę, innej sprawiłoby jeszcze więcej bólu.
Korki w mózgu powoduje myśl trzecia. Co zrobić z tymi studiami drugiego stopnia? Mój plan złapać dobry staż po licencjacie i iść na magisterkę zaocznie jest realizowany przez kogoś innego, bo ja ambitnie wzięłam drugi kierunek. Z jednej strony public relations jest to coś, co chciałabym robić w życiu, ale z drugiej perspektywa dwuletniej męczarni z szanowną panią doktor skutecznie mnie odstrasza.
Oszczędzanie na wyżywanie na wakacjach trwa. Biorąc jednak pod uwagę moje zarobki i wydatki, to chyba będziemy głodować.
Czego nauczyłam się dziś? Chipsy już nie smakują jak dawniej.
Do przemyślenia: czy moje ostatnie decyzje rzeczywiście były dobre?
To, co było kiedyś atrakcyjne i pociągające, nagle stało się dla mnie bezwartościowe. Na rozmowach kwalifikacyjnych zdecydowanie mogę mówić, że zazdrość to moja największa wada. W połączeniu z nieposkromioną ciekawością daje mieszankę wybuchową.
Utrudnienia w przerzucaniu szarych komórek sprawia druga myśl. Bo mam za miękkie serce i nienawidzę, gdy ktoś przeze mnie cierpi. Jednak wiem, że to co uspokoiłoby moją duszę, innej sprawiłoby jeszcze więcej bólu.
Korki w mózgu powoduje myśl trzecia. Co zrobić z tymi studiami drugiego stopnia? Mój plan złapać dobry staż po licencjacie i iść na magisterkę zaocznie jest realizowany przez kogoś innego, bo ja ambitnie wzięłam drugi kierunek. Z jednej strony public relations jest to coś, co chciałabym robić w życiu, ale z drugiej perspektywa dwuletniej męczarni z szanowną panią doktor skutecznie mnie odstrasza.
Oszczędzanie na wyżywanie na wakacjach trwa. Biorąc jednak pod uwagę moje zarobki i wydatki, to chyba będziemy głodować.
Czego nauczyłam się dziś? Chipsy już nie smakują jak dawniej.
Do przemyślenia: czy moje ostatnie decyzje rzeczywiście były dobre?
sobota, 13 lipca 2013
Ten kończący przeprowadzkę
Wreszcie udało się. Wszystko pięknie przekopiowane i zapisane. Witamy na nowym internetowym mieszkanku. Teraz wystarczy wklepać usuń i oddać klucze do starego.
Boli mnie głowa. Nie jestem w stanie zdiagnozować czy jest to ból fizyczny czy jeszcze ból psychiczny.
Jestem zbyt dobrą osobą z zbyt miękkim sercem i z szczególnie zawyżoną ciekawością. Bo gdybym mogła to bym zadzwoniła i się spytała, czy wszystko w porządku i czy jakoś to życie już lepiej leci. Dobrze się znam, więc póki była siła przecięłam wszystkie nitki. Czy słusznie to oceni już czas.
Czego nauczyłam się dziś?Podkradane przepisy z restauracji w domowej kuchni są proste do zrobienia, jednak minusem jest sprzątanie wszystkiego po posiłku.
Do przemyślenia: dlaczego dopadło to mnie znowu teraz?
Boli mnie głowa. Nie jestem w stanie zdiagnozować czy jest to ból fizyczny czy jeszcze ból psychiczny.
Jestem zbyt dobrą osobą z zbyt miękkim sercem i z szczególnie zawyżoną ciekawością. Bo gdybym mogła to bym zadzwoniła i się spytała, czy wszystko w porządku i czy jakoś to życie już lepiej leci. Dobrze się znam, więc póki była siła przecięłam wszystkie nitki. Czy słusznie to oceni już czas.
Czego nauczyłam się dziś?Podkradane przepisy z restauracji w domowej kuchni są proste do zrobienia, jednak minusem jest sprzątanie wszystkiego po posiłku.
Do przemyślenia: dlaczego dopadło to mnie znowu teraz?
Ten z bólustudiowania
Ten raczej na pewno przedostatni (czerwiec)
(fragment korespondencji)
Szanowny Panie Profesorze,
[...]
Z poważaniem,
M.T.
Szanowna Pani,
ok.
Z poważaniem,
D.R.
Wniosek? Nie warto produkować się i pisać pięknych maili, wyszukiwać w
nich niedoboru/nadmiaru przecinków i słów, które być może/na pewno nie powinny
się znaleźć w takowej korespondencji.
Może jednak nie warto kusić losu? Może skutki będą widoczne dopiero
wtedy, jeżeli odetnie się wszystkie nitki? Może będzie łatwiej? Może warto to
wziąć pod uwagę? Czas rozważań uważam za rozpoczęty. Zegar tyka oczekując
odpowiedzi.
Czego nauczyłam się dziś? Oczka na smutnego psiaka zdecydowanie na mnie
działają współczująco-rozczulająco-przemyśleniowo.
Ten ostatni (czerwiec)
Zaliczone na 5.
I co teraz? Chyba powrót na stare śmieci. Tutaj to sensu ani widu ani
słychu. Bo dla kogo?
Czego nauczyłam się dziś? Ludzie pozostaną zawsze tylko ludźmi.
Ten po gorącej herbacie (maj)
Zapanowała moda na rolki, co dla wielbiących je wyjadaczy jest bardzo
irytujące. Bo jedzie toto takie nieogarnięte i niewiedzące, co ze sobą zrobić
na rolkostradzie. Rozgląda się wokół czy wszyscy na pewno widzą i podziwiają.
Inne kładą się na środku i cykają sobie fotki. „Jestem taka śliczna i
wysportowana, bo jeżdżę na rolkach!” – szkoda, że to „jeżdżenie” opiera się
głównie na leżeniu na asfalcie i robieniu słodziutkich minek do smartfona.
Oczywiście są większe zagrożenia niż klasyczny model rodziny 2+2
wyposażony w nowiuteńkie roleczki z kaskami i ochraniaczami na wszystkich
możliwych partiach ciała, który jedzie środkiem drogi i bawi się w domino
(czyt. upadam ja – upadają wszyscy). Takie leżące i skowyczące z bólu ciała
jest jeszcze szansa by ominąć, natomiast przeszkoda, która atakuje znienacka to
krzaki. Kto wymyślił, żeby krzaki były wzdłuż rolkostrady? Te odstające gałęzie
bijące po twarzy czy też urwane badyle leżące na środku drogi są o wiele
większym niebezpieczeństwem. Dziury i wgłębienia wśród liści mówią same za
siebie. Jak wpadnie się w krzaki to rolek odechciewa się na cały sezon.
Uczelnia z obroną pomalutku zaczynają atakować. Za to podwójna sesja
przeprowadza już kolejną bitwę. Maraton egzaminowo-zaliczeniowy już trwa.
Czego nauczyłam się dziś? Psychologia wojskowa dzieli się na
psychologię lotniskową i kosmonautyczn
Ten niezbyt ambitny (maj)
Dzisiejszy dzień przebiega pod hasłem: zgub notatki i płacz. Wszystko
sponsorowane przez moje roztrzepanie. Zniknęły wykłady, ćwiczenia, seminaria.
Kartek wokół mnie od koloru do wyboru, we wszystkich barwach, pisanych czernią
pióra czy błękitem długopisu, ale tego co jest najważniejsze nie ma. Trzy
miesiące wsiąkły i nic nie wskazuje na to, by miały się pojawić w najbliższym
czasie. Czas się psychicznie nastawić na żebranie i ćwiczyć przed lustrem
słodką minkę biednej zagubionej blond wywołującej litość i współczucie.
W ogóle nie wiedziałam, że przywiozłam ze sobą plażę. Piasek sypał się
dzisiaj obficie, bo odważyłam się wreszcie wyciągnąć obuwie sportowe z
siateczki. To te buciki, w których wpadłam z falochronu do Bałtyku. Były mokre,
więc żeby nie zabrudziły innych rzeczy, wylądowały w woreczku. W ciągu tych
tygodni ładnie się wszystko zakisiło i niezapomniany zapach morza nawet po
trzech próbach umycia nie odpuścił.
Monopol na moje myśli przejęło Donkeyboy z swoim Ambitions. Bo nie
wszystko można w sobie tolerować, a ambicje rzeczywiście zanikają.
Czego nauczyłam się dziś? Nie wolno bawić się w profesjonalnego
kucharza, bo nagle ubywa paznokci z cząstką palca.
Ten przesiąkający rozpaczą (kwiecień)
Dopadł mnie. Siekierą odcina palec po palcu i siłą przykleja je do
klawiatury. Krzyczy w głowie, słychać już powoli tą rozpacz, która go ogarnia.
A ja mam tylko pustkę, bo mózg dawno uszami mi już wypłynął. Wpatruję się
bezsensownie w ekran monitora i widzę komórki excela, wykresy i dane. Wystarczy
to zinterpretować i wreszcie on da mi spokój. Przynajmniej taki względy do
lipca, czyli od obrony. W tym momencie nasuwa się tylko jedno zdanie:
„Licencjacie, zgiń.”
Na ostatnim szkoleniu uświadomiono mnie, że nie powinno się mówić:
muszę to zrobić, lecz chcę. I staram się przymusić do tego, żeby myśleć w ten
sposób. Jednak jest zbyt wiele innych rzeczy, które chcę zrobić, a
przekształcanie innych pochłania zbyt wiele energii.
Chciałabym zadzwonić tam, gdzie powinnam. Powiedzieć to, co powinno
zostać wypowiedziane na głos. Odczuwać to, co powinno być odczuwane.
Szkoda, że nie zawsze chcieć to móc.
Czego nauczyłam się dziś? Żadna siła nie jest w stanie przymusić do
działań, których nie chce się podjąć.
Ten z nutką życiowej histerii
(kwiecień)
Pisanie na siłę zawsze kończy się źle. Siedzi się i patrzy w ten migający
kursor, który denerwuje bardziej niż zwykle. W tym przypadku naruszanie praw
autorskich jest całkowicie zrozumiałe i nawet do wybaczenia.
Po nocach śnią mi się koszmary. Pan Licencjat biega za mną i krzyczy:
„Skończ mnie! Skończ mnie!”. Klawiatura skacze i układa się w słowa: OBRONA. W
skali scrabblowej punktów zdobyto osiem. Jednak ja wzbraniam się rękami i
nogami, wciąż usilnie odmawiając. Ale wyraz: DEADLINE wygrywa aż dziesięć
punktów. Dziesięć punktów to prawie jak dziesięć dni, które miałam, ale już nie
mam.
Przepraszam, ale jak tutaj siąść i cokolwiek napisać, skoro jest tak
piękna pogoda? Skoro sił nie mam? Skoro wolę się wyspać? Skoro mam milion
innych wymówek? I wszystkie na ringu biją na głowę przymus pisania.
Wnioski poczynione w stanie niepoczytalnym są odrzucone. Miotanie w
trybie awaryjnym wciąż aktywne.
Czego nauczyłam się dziś? Na spotkania z przyjaciółmi nie idzie się z
telefonem. Bo potem on leży i tylko się na nas gapi z wymownym spojrzeniem pod
tytułem „Dlaczego nie sprawdzisz czy ktoś czegoś nie napisał?”.
Ten wyszeptany (marzec)
Tęsknię za moim głosem. Za jego tonem i śpiewem. Chociaż jego ewolucja
w stronę normalności przebiega w miarę pomyślnie, mimo że strasznie powoli.
Opuściłam już fazę skrzeczącej żaby i już nie jestem Lordem Vaderem ani Clintem
Eastwoodem. Etap „udaję, że mam seksowną chrypę, chociaż tak naprawdę ledwo
wydobywam z siebie głos” rozpoczęty.
Myślę o tym, o czym nie powinnam myśleć. Jednak myślenie o tym, że nie
powinnam myśleć o czym myślę, sprawia, że myślę o tym jeszcze więcej.
Czego się nauczyłam dziś?
W karaoke śpiewamy, nie drzemy mordę jakbyśmy byli opętani. Nawet jeśli
leci jedna z naszych ulubionych piosenek.
Filmów katastroficznych nie oglądamy bez chusteczek, w szczególności
takich jak „Niemożliwe”, bo zasmarkany T-shirt nie nadaje się do powtórnego
użycia.
Ten po poznańskich mostach (marzec)
Mosty Ekonomiczne to chyba najlepsza rzecz, jaka spotkała mnie
dotychczas na uczelni. Tyle zabawy w nauce i nauki w zabawie dawno nie było.
Poznań to zabawne miasto. Nie wiedzą, co to hasiok i upierają się, że
mizeria jest sałatką, a kartofle to tak naprawdę pyzy. Motorniczy zamyka
połowie grupy drzwi przed nosem w tramwaju, a reszta zwiedzających, oczywiście
ta bez przewodnika, odjeżdża nie wie gdzie (swoją drogą nie muszę chyba mówić,
w której grupie byłam ja…).
Bawić się na koszt uczelni zawsze spoko.
Czego nauczyłam się na wyjeździe? Pamiętajcie, tak naprawdę to Wy nigdy
się nie gubicie. To grupa zawsze gubi Was! I tej wersji zawsze się trzymajmy.
A, i nigdy nie pić kawy po 23.
Ten z czerwcem 2013
24 czerwca 2013 Ten
o procesie kopiowania
Musiałam pisać bloga na zaliczenie. Tak się wkręciłam w jego styl, że
wprowadzę go też tutaj. Ale żeby nie zmarnowały się miesiące mojej pracy
przekopiuje tutaj notki, bo zal.
Czego nauczyłam się dziś: ja to zawsze wylosuję najgorsze pytania, jak
pech, to pech.
11 czerwca 2013
Życie trochę zmodyfikowane. Ale to tylko słowa i nic więcej, to co w pamięci
zostanie na zawsze.
Chociaż czasem wolałabym, żeby w magiczny sposób zniknęło.
5 czerwca 2013 6.06.2013
Oby tak jak jest było całe życie.
Gdyby tylko moja wyobraźnia przystopowała. Bo to, że będę mieć to
wyższe wykształcenie nie oznacza, że mam dostawać 6 patyków miesięcznie.
Pewnie, że bym nie pogardziła, ale pogódźmy się z realiami.
Mam dwie nowe piękne sukienki. Bo ja uwielbiam kobieco się ubierać i
czuć zachwyt. Ta próżność to mój motorek napędowy. Ciekawe czy to źle.. Wyjdzie
w praniu jak zawsze. Jeszcze się nie przejechałam na tym.
Myślę czasem co robi. O tej pocztówce z Moskwy obiecanej, a której się
nie doczekam. Nawet nie chcę chyba na nią czekać, bo to oznaczałoby, że
musielibyśmy się spotkać, a tego nie chcę. Zdecydowanie wolę wpadać spiralą
zakochania w tym, którym jest tym właściwym.
Błąd popełniony. Nauczka jest. Czas postępować właściwie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)