Echo kryzysu jest sto razy gorsze od samego kryzysu. Właśnie to echo teraz śmieje mi się w twarz i żartuje sobie z decyzji, które zostały podjęte w euforii w fałszywym rozkwicie. Trzeba było przeczekać drugą falę kryzysu, ustabilizować się i dopiero wtedy planować resztę życia. Koszmar, że będę uciekającą panną młodą budzi mnie zlaną potem w środku nocy.
Chciałabym projektor, który byłby w stanie mi pokazać rozwidlenia mojego życia. Bo mam przeczucie, że przez jedną głupią decyzję zniszczę sobie przyszłość. Młotem staje się szczęśliwe życie w związku nad którym trzeba dużo pracować, a kowadłem wizja lekkiego życia z bratnią duszą.
Znów mam te myśli, za które w nagrodę otrzymuje się żółte papiery. Jeśli wypłyną na wierzch, będzie można mnie odwiedzać z koszyczkiem babeczek i czekolady. I przyglądać się, jak ja siedząc na podłodze w białym kaftaniku staram się znów ogarnąć świat.
Czego nauczyłam się dziś? Moja organizacja mogłaby się składać z pięciu, sześciu osób. Reszcie powinnyśmy podziękować.
Do przemyślenia: ile znów muszę przeczekać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz