Nagroda ironii roku 2013 wędruje do rąk matki i córki, które wyśmiały mnie i moją pracę parę miesięcy temu. Podeszły do kasy po bilety i zniesmaczonym głosem matka zaczęła mi opowiadać, że jej córka nigdy się nie zhańbi i nie będzie pracować w miejscu tak prymitywnym, jakim jest kino. Dziwiły się, że ja - postrzegana przez nie jako ta mądra studentka z stypendium, osiągnięciami i bla bla bla Bóg wie czym jeszcze - mogę się na takie coś godzić. Na czym polega ironia? Ja z kina się zwolniłam, ale nikt nie zgadnie, kogo tam spotkałam podczas kolejnej wizyty. Córka grzecznie urywała bileciki i zapraszała na salę, życząc miłego seansu. Takiego buraka na twarzy dawno, ale to dawno nie widziałam.
Zastanawiam się czy jest sens rozwiązywać konflikt między moimi rodzicami a mną. Swoja drogą oni uważają, że takowy problem nie istnieje. Ja z przykrością jednak zauważam, że więcej jest chwil, gdy ich nienawidzę niż tych, w których ich lubię.
Gdzieś tam w głowie siedzi szpila. Uruchamia się tylko w konkretnych sytuacjach. Między innymi w takich jak dziś - głupia ikonka, a mimo wszystko.
Mediolanowe szaleństwo nadchodzi. Bilety wydrukowane, hotel zarezerwowany, dwa egzaminy olane. Czas wypróbować nowe teorie.
Czego nauczyłam się dziś? Zaczynam nienawidzić uczucia nienawiści.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz