wtorek, 16 grudnia 2014

Ten o śmietance

Gorzkie uczucie, gdy ktoś spija śmietankę ubitą przeze mnie. Dwa lata ciężkiej pracy dla efektów długoterminowych, które wykluwają się pomalutku podczas mojej nieobecności. Szkoda, że nawet zwykłego dziękuję nie usłyszę.

Mózg przejechany, rozjechany, zmiażdżony, wyciekający. Po prostu niefunkcjonujący. Jutro ostatni egzamin przed świętami.

Czego nauczyłam się dziś: proces wyjadania lodówki jest bardzo ciężki i skomplikowany.
Do przemyślenia: dlaczego nie potrafię się cieszyć, że moja praca wreszcie daje efekty, niezależnie kto nimi się chwali? Przecież nie chodziło o dobro czyjeś, a organizacji..

niedziela, 14 grudnia 2014

Ten bez energii

2,5 za mną. 3 przede mną. A następny po nowym roku.

Depresja poerasmusowa tryb on in 5 days.

Czego nauczyłam się dziś? Niektóre miesiące po prostu znikają.
Do przemyślenia: jak to jest możliwe?

wtorek, 2 grudnia 2014

Ten z geografią

Mapa Europy z lewej, Afryki z prawej. Ameryki są na środku, a jeszcze Azja gdzieś się chowa. Pierwszy egzamin już jutro, z przedmiotu który wydawałby się banalny. Boję się, że właśnie na takich przedmiotach najłatwiej jest oblać.

Pozostaje trzymanie kciuków.

Czego nauczyłam się dziś? EEA = EFTA (z wyjątkiem Szwajcarii) + EU

Do przemyślenia: czy mi się wydaje czy ta relacja przestaje być taka jaka powinna być?

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Ten na haju

Życie pędzi, w tym kierunku, który wydaje się dobry.

Na haju. Całe życie. Uzależnić się od energii i radości. Nie pamiętać złego. Nie zastanawiać się czy popełnione zbrodnie są moralnie złe.

Niekończąca się zabawa i beztroska zmiażdżonego mózgu. Strategia olewania o dziwo angażuje
masowe wygrywanie.

Nie potrzebuję kogoś kto stępi mój ból, potrzebuję kogoś z kim mogę dzielić radość i szaleństwo.

Czego nauczyłam się dziś? Haj nowym celem w życiu.

Do przemyślenia: czy są konsekwencje?

czwartek, 20 listopada 2014

Ten z zaskoczenia

Auć. Widać oboje z nas zadowolili się tym, co było przed tym co było. Ciekawe jakie byłoby uczucie, gdybyśmy podjęli inną decyzję.

Dziwne, że tak dziwnie można się poczuć, po czymś po czym nie powinno się tak w ogóle poczuć.

Czego nauczyłam się dziś? Kołdra z dobrą książką jest lepsza od czekolady.

Do przemyślenia: czy kiedykolwiek będę w stanie odpuścić?

poniedziałek, 20 października 2014

Ten wymieszany..

"Don'’t assume I will follow and drop all my morals so you can look good for the crowd".

Tłuką się po głowie.

"Je remue le ciel, le jour, la nuit
Je danse avec le vent, la pluie
Un peu d'amour, un brin de miel
Et je danse, danse, danse..."

Nie odpuszczają..

Czego nauczyłam się dziś? Omne ignotum pro magnifico.
Do przemyślenia: est-ce mon tour ?

piątek, 17 października 2014

Ten z koktajlem leków

Wszyscy imprezują, to i ja. Co z tego, że w łóżku i pod kołdrą. Odkryłam najtańszą wersję odlotu.

Jest dobrze. Lepiej. Nie chcę żeby czas tak szybko przeciekał mi przez palce. Powrót do domu okaże się zbyt brutalny.

Czego nauczyłam się dziś? Komplementy nie są tutaj na wysokim poziomie. Aczkolwiek komplement zawsze pozostanie komplementem.

sobota, 20 września 2014

Ten totalnie winny

Tak, nie mam czasu.
Tak, dużo na głowie.
Tak, jest sporo do roboty.

Czechy, Czechy, Czechy.

Czego nauczyłam się w ostatnim miesiącu? Może trochę się zmieniłam i nie jestem już aż tak kontaktowa jak kiedyś.

sobota, 2 sierpnia 2014

Ten kręcący się wokół złych myśli

Może spisanie obaw wystarczająco je odstraszy i dzięki temu uwolnię się od nich. Nie jest to opatentowany sposób, ale może mnie się on uda.

Po pierwsze. Boję się, że to nie jest to. To co powinno być skończone kiedyś, może rzeczywiście powinno się zakończyć. W końcu nie wydarzyło się wszystko bez powodu.
Po drugie. Jak można przy drugiej osobie tracić głowę do trzeciej? Jest to dla mnie niewyobrażalne, a jednak prawdziwe.
Po trzecie. Jestem przerażona świadomością tego, że gdy już dotrze do mojego mózgu, że punkt pierwszy jest niebezpodstawny i coś trzeba z tym zrobić - nie będę w stanie,
Po czwarte. Brakuje w moim życiu iskry. Wypaliła się.
 Po piąte. Zaczynam mieć stracha przed semestralnym wyjazdem do Czech.

 Obawy wypisane. Spoglądają na mnie z ekranu. Wcale nie uciekły, w ogóle to nie pomogło. Zaczynam panikować.

Czego nauczyłam się dziś? Mam słabość do imienia Łukasz.
Do przemyślenia: a co jeśli nie potrafię być wierna?

sobota, 12 lipca 2014

Ten buraczkowo-raczkowy

Moja buźka jest niczym raczek-buraczek. Nie wiem jak to możliwe, skoro cały dzień spędziliśmy na dwóch kółkach. Niby w kasku się opaliłam? A jeżeli tak to, dlaczego tylko ja? Znów mogę zrzucić winę na mojego pecha.

Zmęczona tygodniem, dobiłam zmęczenie sobotnią wycieczką. Czeskie klimaty już dzisiaj zawitały. Nie powiem, że częściowo nie przeraziły. Okazuje się, że język jednak trochę trudniejszy niż się wydawało.

A jutro? Się wyśpię! I mam nadzieję, że ten czerwony blask trochę zejdzie z mojej twarzy....

Czego nauczyłam się dziś? Chyba mam słabość do imienia Łukasz.
Do przemyślenia: jak ewentualnie zbić ten róż?

niedziela, 6 lipca 2014

Ten przeciorany

Wciąż nie mogę się nadziwić, jak to jest możliwe, że gwara tak naturalna w moim języku, może wyglądać tak nienaturalnie i sztucznie w słowie pisanym. Bo ja tu cioram gębą po zolu. Głębszy sens wychodzi dopiero jak się przeczyta to na głos.

W każdym razie myślałam, że cioranie skończy się wraz z sesją, a tutaj taki psikus i staż wyciska ze mnie jeszcze więcej potów.

Czego nauczyłam się dziś? Mam dość bycia organizatorem.

Do przemyślenia: jak tu na wakacje?

niedziela, 22 czerwca 2014

Ten kłopotliwy

Jeszcze nigdy sesja nie szła mi aż tak źle. Niby wszystko zaliczone so far, jakby powiedzieli to w firmie. Jednak oceny moje są tak żałosne, że wstyd na nie aż patrzeć. Syndrom kujona - nie potrafię się cieszyć z czegoś poniżej 4,5. Jestem chora na umyśle.

Powinnam się cieszyć, że prawie udało mi się zamknąć dwie sesje za jednym zamachem. Przecież połowa ludzi z ledwością potrafi zaliczyć kilka egzaminów i to jeszcze w kilku podejściach. Ten niesmak powinien zniknąć, przecież liczy się zaliczenie, a nie to, że jest "ino czi". Mimo wszystko nie potrafię spojrzeć bez wstydu na oceny, które posiadam. W gimnazjalno-licealnym slangu: żenua.

Tylko teraz można się zastanawiać, czego będzie to zażenowanie dotyczyć: ocen czy zachowania?

Czego nauczyłam się dziś? W deszczu na motocyklu się nie jeździ, bo potem i pupa mokra.
Do przemyślenia: a może tak tabelka plusowo-minusowo-wyjazdowa?

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Ten w nocnych chmurach..

W takich chwilach jak te marzę o tym by iść spać. Szkoda, że mam tak dużo nauki.

Jestem zazdrosna o to, że ktoś dobrze się bawi, gdy ja jestem przytłoczona obowiązkami i muszę siedzieć w domu. Taka postawa nie wróży dobrego w przyszłości.

Czego nauczyłam się dziś? Znowu pluję sobie w brodę za moją nadgorliwość.
Do przemyślenia: czy nie jestem łatwowierna?

niedziela, 8 czerwca 2014

Ten po sercowych burzach

Chyba już się uspokoiło. Głęboki wdech iiiiiiii...... jest jak jest.

Czekam na końcówkę czerwca - impreza będzie pełną gębą. Zniszczę mózg tym razem nie nauką, ale muzyką.

Malutkie, tłuściutkie palce na moich przeciwsłonecznych okularach. Do przyzwyczajenia się, bo Mały spędzi z nami cały przyszły tydzień.

Czego nauczyłam się dziś? Każdy ma swoje własne priorytety.
Do przemyślenia: czy nadużywa przyjaźni, wymawiając się pracą?

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Ten w tygodniu pięcio-egzaminowej śmierci

Czytam książki autorów, którzy mocno popili albo tak się zjarali, że nie wiedzieli o czym piszą. Muzyka popularna jest be, Barbie jest drag queen i to w jaki sposób funkcjonuję wykreowane jest przez McDonald'sa. Za mało wypiłam i za mała zjarałam się ja, żebym mogła to zrozumieć.

Moje fałszywe potrzeby są zaspokajane przez muzykę popularną. Jak dla mnie może być, pod warunkiem, że to Happysad odrywa mnie od rzeczywistości. Razem z Birdy, One Republic, Green Day czy też Maroon 5.

W ogóle jestem niesklasyfikowanym przypadkiem. Jak mogę łączyć ten "szit" z muzyką poważną? I okazuje się, że wcale nie ja mam wąskie horyzonty, tylko Strinati. Aż zanucić się chce: SIĘ DA!

Wciąż czuję juwenaliowe podniecenie. Niezaspokojony ból podbrzusza będzie ciągnął się pewnie aż do wakacji.

Czego nauczyłam się dziś? Nie zawsze chce się być tym dobrym.
Do przemyślenia: gadatliwą znów się staję?

niedziela, 1 czerwca 2014

Ten wynucony

Wpuść mnie weszło i coś czuję, że szybko nie wyjdzie.

Uwielbiam wyzwania. Ja nie dam rady? A właśnie, że dam!

Czego nauczyłam się przez te ostatnie parę godzin? Analiza strategiczna wcale nie jest taka fajna, wolę czytać o drag queen Barbie.
Do przemyślenia: nie, wciąż wolę nie.

Ten niedzielny

Tyle słów w głowie. Myśli wyciekających przez uszy. Jednak żadna nie chce pojawić się jako zdanie. Zdanie logiczne, najlepiej złożone. Wyjaśniające, dlaczego wnioskuje w ten, a nie inny sposób. Chaos się śmieje, bo znów zwyciężył.

Być może  nie ma nad czym się zastanawiać. To przecież nie jest ta sama sytuacja co rok temu. Nawet jeżeli wydaje się, jakby tego roku nie było, to on naprawdę był. Jest to prawda, której nie można zaprzeczyć. Dwanaście długich miesięcy wahań i prób walki z swoim ja. Nie ma już powrotu. Powinnam sobie już to wbić do głowy na stałe.

Czego nauczyłam się dziś? Użalam się nad sobą, a tak naprawdę to nie mnie ten żal przysługuje.
Do przemyślenia: wolałabym nie. 

Ten z wykręconym sercem

Poproszę o nóż. Operacja wycięcia uczuć powinna obyć się planowo rok temu. Jednak chyba i tutaj wpływ ma NFZ z swoimi długimi kolejkami i terminami..

Przywiązać balony do domu i odlecieć w nieznane. Zamieszkać na wyspie i rozmawiać z wyimaginowanymi przyjaciółmi zamkniętymi w kokosach. Może taka powinna być moja przyszłość?

Czego nauczyłam się dziś? Jestem żałosna, żałosna i jeszcze bardziej żałosna.
Do przemyślenia: jak można tak żyć?

sobota, 31 maja 2014

Ten bardzo nie ten tego

Nie powinno tak być, nie powinno tak być, no po prostu nie powinno i już. A co jeśli Johnny Depp miał rację? 

Miejsca, miasta, ksywki wszystko to sprawia fizyczny ból. Próbuję i staram się, ale to jest za mało.

Życie przyspiesza. Staż w innym mieście czy jednak zostać tutaj? Semestr w obcym kraju czy rezygnacja? Przez ostatnie kuszenie sparzyłam się dość mocno, blizny wciąż się nie zagoiły.

Może gdyby prawdziwy Dracula wymazał mi pamięć byłabym szczęśliwa na 100%. W rzeczywistym świecie wciąż mi brakuje tej cząstki procentu. Strach przed prawdą skutecznie niszczy.

Nie chcę mieć życia zbudowanego na kłamstwie, ale chyba innego wyjścia nie mam. Umiejętność zatajania cząstki samej siebie jest szlifowana od czterech lat, jednak nie jest to cecha, którą można chwalić się na rozmowach kwalifikacyjnych. Zmienił się teraz tylko obszar nieprawdy.

Mam wrażenie, że moja samodzielność i niezależność zaczyna przerażać wszystkich wokół.

Czego nauczyłam się dziś: jestem popsuta.
Do przemyślenia: Czy da radę kochać, mimo że ja już częściowo nie umiem?

niedziela, 11 maja 2014

Ten, który nie ma tytułu

Znów mętlik w głowie mam. Z jednej strony chciałabym wyjechać, z drugiej boję się. Chcę zmian, jednak obawiam się ich. Uważam się za silną, a czasem jestem słaba. Wciąż nie potrafię poradzić sobie z zmianą, która tak naprawdę nigdy nie nastąpiła.

Dylematy dwa. Jeden zazdrosny, drugi chciwy. Każdy jest mi cierniem w boku.

Czego nauczyłam się dziś? W brzydką pogodę, to nawet i dobre chęci nie pomogą.
Do przemyślenia: a może zrobić to raz, a porządnie?

czwartek, 8 maja 2014

Ten z mieszanymi zamiarami

No to Ostrava welcome to.

Czemu nagle zjada mnie strach i mam ochotę zrezygnować?

Czego nauczyłam się dziś? Czasem trzeba spiąć poślady raz a porządnie.
Do przemyślenia: czy aby na pewno dam sobie radę?

niedziela, 4 maja 2014

Ten z lenistwa..

Trzeba zakasać rękawy i napisać choćby pierwsze zdanie. Pierwszy podpunkt, pierwszy rozdział. Potem już z górki.

Nie wiedziałam, że można doprowadzić mnie do takiej nienawiści. Moja siostra bije rekordy i przesuwa granice cierpliwości. Jak tak dalej pójdzie zabraknie nieskończoności.

Czego nauczyłam się dziś? Już nie wystarczy samo ciche liczenie w głowie, teraz muszę krzyczeć głośno, tak aby zagłuszyć własne myśli. Wykrzyczane myśli o liczeniu są lepsze niż inne.
Do przemyślenia: nie za smutaśnie tu?

sobota, 3 maja 2014

Ten pourodzinowy

Nie ma zaznaczonej daty urodzin i nagle nikt nie pamięta. Witamy w realnym świecie.

Najważniejsi wiedzieli. To były jedne z lepszych urodzin. :)

Czego nauczyłam się dziś? Czasem trzeba sobie pozwolić na odrobinę wytchnienia.
Do przemyślenia: jak przestać jeść czekoladę?

czwartek, 1 maja 2014

Ten błogi

Zabraknie palców jednej ręki by pokazać jak długo jesteśmy ze sobą. Dzisiejszy rocznico-dzień bardzo na plus. Odzyskaliśmy to, co przed rokiem utraciliśmy. Odnalezione i to z nawiązką.

Czasem tylko wyobraźnia płata wciąż figle z zabawą "Co by było gdyby..". Nie ładnie, nie ładnie. Jednak daję sobie z tym radę.

A może jednak vivaldowskie lato?

Czego nauczyłam się dziś? Relaks pochłania bardzo dużo pieniędzy.
Do przemyślenia: a może tak na imprezę?

niedziela, 27 kwietnia 2014

Ten z klasycznymi nutami w tle

Znalazłam sposób na spowolnienie tej jednej godziny wolnego w ciągu dnia. Zaczęłam od Vivaldiego i Bacha, przez Strausa i nowocześniejszego Zimmermana, chociaż przez Chopina nie potrafię przebrnąć. Z nimi każda minuta wydaje się piętnastoma i dzięki nim znajduję ten wewnętrzny spokój. Nie jest prawdą, że lato czy lato jest najpiękniejsze. To vivaldowska zima uwiodła moje serce. Zapętlone skrzypce, altówki i wiolonczele z 3:20-3:52 spowalnia bicie serca przyspieszając jego rytm.

Gdybym mogła cofnęłabym czas i zmieniła dwa leniwe lata na dwa pracujące na przyszłość. Niestety nie jestem w stanie. Może teraz uda mi się mimo wszystko wykorzystać okazję.

Czego nauczyłam się dziś? Dwulicowi ludzie zawsze pozostaną dwulicowymi ludźmi i wciąż będzie to bolało, w szczególności gdy cztery lata przyjaźni zostaje poświęcone na nowego dwutygodniowego chłopaka.
Do przemyślenia: jak nie zjeść całej świątecznej czekolady już i teraz?

niedziela, 20 kwietnia 2014

Ten wielkanocny

Jak łatwo przerobić tekst piosenki żeby pasowała pod życie. Zmienić imię, miejsce, osobę i nagle to nuta doświadczeń.

Puzzle układając się w całość, raniły swoimi ostrymi kantami. Ten puzzel wciąż boli, mimo że jego boki już są delikatne upiłowane przez czas. Przestaje pasować do mojego życia, ale nie można go wyrzucić ot tak.

Praga czy Wilno? 6 maja się przekonamy.

Czego nauczyłam się dziś? Rodzina ma swoje momenty.
Do przemyślenia: czas próby zostanie znów podjęty?

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Ten z mniejszym już ciśnieniem

Dlaczego ja mam zmieniać plany dla kogoś? Szczególnie, gdy ten ktoś okazuje się dwulicową koleżanką. Nowy chłopak, to i nowe plany. Po prosty stare koleżanki mogę iść w odstawkę.

Spróbuję Erasmusa. A nuż się uda. Szalone? Ale takie powinno być życie. Włochy, Litwa, Czechy - taka kolejność wyboru. Oby udana.

Czego nauczyłam się dziś: nie warto marnować czasu dla osób, które nie są tego czasu warte.
Do przemyślenia: skąd wziąć więcej gotówki?

sobota, 12 kwietnia 2014

Ten tak bardzo samotny


Porozmawiać z obcą osobą. Powiedzieć jej wszystko, nie czekać na jej ocenę sytuacji. Bo po co mi czyjakolwiek opinia? Bez imion, twarzy, uśmiechów i łez. Bez zobowiązań.

Wyjść z domu, siedzieć i patrzeć na jezioro teraz chcę. Szkoda, że zabraknie mi odwagi.

Czego nauczyłam się dziś? Są takie dni podczas których marzy się o tym, by zniknąć.
Do przemyślenia: co skłania najbliższą osobę do wymyślania bezsensownych historii?

piątek, 11 kwietnia 2014

Ten z poczuciem winy

Wreszcie dopadło i mnie. Nie chcę liczyć po ilu dniach czy miesiącach. Nie muszę, bo przeżarty negatywną energią umysł sam podaje jakże prostą cyfrę: 1. Chociaż nie chce się w to wierzyć to już naprawdę minął rok.

Rok szczęścia przeplatanego z bólem. Dwanaście miesięcy zastanawienia czy została podjęta słuszna decyzja, już nie tylko o wyborze, ale i samej tajemnicy. Trzysta sześćdziesiąt pięć dni wewnętrznej trucizny, która wypala dziurę od środka.

Raz podjęta tajemnica, powinna już nią zostać do końca. Przegłosowane. A co jeśli ona wyniszcza od środka?

Czego nauczyłam się dziś? Depresyjnie wieczory są bardzo złe.
Do przemyślenia: czy nie będzie mnie już kochał?

czwartek, 10 kwietnia 2014

Ten w dniu, który myślałam, że już nie nastąpi

Koniec, koniec, koniec, koniec. Wreszcie. Udało się. Konferencja zakończona, można wziąć głęboki oddech.

Kolejne praktyki czas start.

Czego nauczyłam się dziś? Rozmowa twarzą w twarz, zdziała o wiele więcej niż email.
Do przemyślenia: nic, nic, nic, totalny relaks.

piątek, 4 kwietnia 2014

Ten, w którym wreszcie zasiane jest szczęście

Zmiany, zmiany, zmiany. Bo kto powiedział, że zawsze wszystko musi być złe? Ja? W takim razie musiałam się pomylić. Pewnie nie pierwszy i nie ostatni raz.

Spacer z nową grą zakończony najlepszym wynikiem tego sezonu. Prawie o połowę mniejszy niż w zeszłym, ale ten dopiero się rozkręca, dlatego dobre jest i to. Gra zabawna, ale i irytująca. Ilość głów odwróconych za nogami, moimi oczywiście. Gryzie się to z poprzednim wpisem, ale zdarza się każdemu przecież zaprzeczyć w jakiś sposób samemu sobie.

RMFon oszukuje. Gdy już potrzebuje słów do nucenia i przełączam z muzyki klasycznej na największe hity, to okazuje się że 3 dzień z rzędu puszczają dokładnie tą samą playlistę. I tylko moje szczęście pokazuje mi język, bo za każdym razem trafiam na "Zombie" lub "Kryzysową narzeczoną."

Zaczynam wierzyć w niemożliwe. Wkręciłam się w "Grę o tron". Jestem wciąż w szoku.

Czego nauczyłam się dziś? On już nie pozwoli odejść mi nigdy więcej. Stara się udowodnić, że nie popełniłam błędu wybierając Jego. Wreszcie czuję się doceniona.
Do przemyślenia: czas porzucić niektóre marzenia czyż nie?

czwartek, 3 kwietnia 2014

Ten o męskich świniach

Faceci to świnie. A już ci dojrzewający, którzy przystojnieją z dnia na dzień, to już w szczególności. Ubierz się ładnie w szpileczki i obcisłą spódniczkę, a będzie krzyczał "Cześć!" z pięciu kilometrów. Koledzy idą przecież z nim i muszą zobaczyć, że ma taką zajebistą starszą koleżankę, która wygląda szałowo. Drzeć mordę z tym "Cześć!" tak głośno, aby na pewno wszyscy usłyszeli jest wtedy głównym celem.

Ten sam autobus. Ci sami koledzy. Taka sama sytuacja. Tylko strój inny. Trampki i bluza. I już nie ma głośnego "Cześć!". Tak naprawdę nie ma żadnego "Cześć", nawet takiego cichutkiego. Jest unikanie wzroku i chyba modlenie się w duchu, żebym, nie daj Boże, go zauważyła, bo przecież mam tak niereprezentatywny strój, że to aż wstyd. Na jego nieszczęście zauważyłam, popatrzałam z litością i chociaż bardzo starałam się zrozumieć, niestety nie zrozumiałam.

Ostatecznie skończyło się na skinięciu głowy.

Eh, mężczyźni czasami są żałośni. A ci dziewiętnastoletni to już cały czas.


Czego nauczyłam się dziś: warto mięć tylko ładnie wyglądających znajomych.
Do przemyślenia: gdzie do cholery schowałam moje ukochane obuwie sportowe?


środa, 2 kwietnia 2014

Ten taki sobie

Czasem są takie dni, w których chce się tylko siąść i płakać. Gorzej, gdy te dni zamieniają się w tygodnie,  a te w miesiące.

Prawdziwe studiowanie zaczęło się teraz. Jeżeli ktoś w czerwcu mi powie, że ma ciężko, bo ma trzy egzaminy, to bez ostrzeżenia dostanie w pysk. Co z tego, że ja na własne życzenie będę mieć ich dwanaście czy czternaście?

Kolejny serial skończony. Kolejne zakończenie zniszczyło całą historię mizernie tworzoną przez twórców prze dziewięć lat.

Nie wiem czemu wciąż czuję tę więź. Gdy uderzam się w głowę, ta boli aż za nadto. Wciąż czekam na działanie czasu.

Zaczynam marzyć o wykupieniu własnej wyspy. Mogłabym spędzić tam resztę życia.

Czego nauczyłam się dziś? Nigdy nie będę w stanie zatrzymać czasu, ani nawet go spowolnić.
Do przemyślenia: dlaczego kiedyś myślałam tak, a nie inaczej?

niedziela, 23 marca 2014

Ten zapychający smutkiem czas

Straciłam wiarę w ludzką uczciwość. Dorastając, tracę cząstki siebie. Dobroć, ufność, bezinteresowność, a teraz uczciwość. Brakuje jeszcze nadziei i równie dobrze mogę przeprowadzić się do dżungli i pozostać w lepiance do końca życia.

Miało być tak pięknie. Nie wiać w oczy i ociekać szczęściem. A jest obrzydliwie i dramatycznie, w oczach ciągle piasek, który przysłania cały widok i nie pozwala na dystans, szczęście wzięło nogi za pas i spierdoliło tak szybko, że aż się kurzyło.

Jestem już tak zmęczona i smutna. Boję się, że ten stan nie przemija tak szybko jak kiedyś. Jeżeli tak ma wyglądać już moje życie, to ja nie chcę.

Czego nauczyłam się dziś? Chyba każdy ma swoje źródło energii, które się po jakimś czasie wyczerpuje...
Do przemyślenia: jak kopnąć się samodzielnie w dupę?

sobota, 8 marca 2014

Ten bardzo zmęczony

Jeżeli tak będzie wyglądać całe moje życie zawodowe, to chyba wolę relaksować się pod mostem. Po rozmowie z kolegą, który w organizacji mniej więcej piastował podobne stanowisko co ja, postanowiliśmy, że raczej nie chcemy zostać CEO w jakimkolwiek przedsiębiorstwie. Harówka jakich mało, a okazuje się, że i tak wszyscy to mają w szanownych czterech literach.

Nienawiść i złość ostatnio wypełnia moje życie. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można nie mieć w sobie jakichkolwiek ambicji czy samozaparcia.

Czego nauczyłam się dziś? Już nawet w sobotę nie jest dane mi się wyspać.
Do przemyślenia: jak przygotować dobry lincz?

sobota, 1 marca 2014

Ten rodem z średniowiecza

Wrzucać swoje serce na koło tortur to ostatnio moje ulubione zajęcie. I tak jest za szerokie, skoro potrafi pomieścić w sobie tyle różnorakich uczuć. Szkoda, że część z nich nie powinna się tam znaleźć. Raczej trzeba poszukać malutkie skrzynki, aby schować tam ten nieszczęsny organ. Może dzięki temu jego objętość się skurczy.

Kiedyś huśtając się na trzepaku, spadłam. Chociaż to słowo nie oddaje wszystkiego, po prostu tak pieprznęłam o ziemię plecami, że nie byłam w stanie oddychać. Aż mój gruboskórny i odporny na wszelaki ból brat z wrażenia przybiegł, żeby upewnić się czy aby na pewno nic mi się nie stało. Taki właśnie ból poczułam dzisiaj, gdy uświadomiłam sobie, że to już prawie rok od mojej szansy na największą zmianę w moim życiu.

Czasem jestem jak zombi. W mojej głowie siedzi i nie czuje, że żyje. Chce coś zmienić, ale mu nie wychodzi. Wyrzuty sumienia ma jednak realne ja. 

Powinnam wziąć ten swój głupi łeb i uderzyć się mocno, ale naprawdę mocno. W sumie nie wiem skąd mi się to wzięło. A przecież tak dobrze mi szło.

Czego nauczyłam się dziś? Francuski to naprawdę popierdolony język.
Do przemyślenia: czy uda mi się nie myśleć o tym czy będę żałować nie wykorzystania tej szansy?

wtorek, 25 lutego 2014

Ten namaczany łzami

Male płaczliwe stworzonko. Użalające się nad sobą w kącie. Morze łez pod kołdrą, a brak apetytu przy stole. Bo przestałam wierzyć w to, że jest szansa zdania tego przedmiotu. Niby jest taki prosty, ale jak widać każdy przedmiot można utrudnić.

I znów chusteczek mi brak.

Czego nauczyłam się dziś? Życie przyspiesza..
Do przemyślenia: dlaczego powinnam kupować sobie nagrody, skoro zawaliłam wiele rzeczy?

niedziela, 23 lutego 2014

Ten rozpraszający

Świerzbią mnie paluszki, żeby robić wszystko, oprócz uczenia się. Tak mi to zbrzydło, że nie wyobrażam sobie, jak nauczę się do tej nieszczęsnej poprawki piątkowej. Nie mówiąc już o egzaminie, na który nie poszłam wcale, bo zazębiały mi się terminy...

Semestr letni udowodnił, że wszyscy kłamią. Magisterka zdecydowanie nie jest miła. Ani przyjemna. A już na pewno nie jest prosta.

Czego nauczyłam się dziś: nawet gdy bardzo się chce pomóc chorej osobie, nie jesteśmy w stanie.
Do przemyślenia: jak wyleczyć u kogoś bulimię?


środa, 19 lutego 2014

Ten bardzo, ale to bardzo smutny

Dzisiejszy dzień jest do niczego. Mógłby się nigdy nie odbyć. Schować się głęboko w leśnej chatce i siedzieć sobie przez całą wieczność, grzejąc swoje nóżki przy kominku i pijąc kakao. W sumie mógłby leniuchować razem z semestrem zimowym. On też się nie popisał. Semestr letni dobrze się jeszcze nie zaczął, a już dał popalić. Pewnie razem z stypendium dołączą do zamku łez i nieszczęścia. Może ten letni jeszcze trochę zawalczy o siebie, ale stypendium spakowało swoje walizki, napisało list pożegnalny i wykupiło już bilet, oczywiście w jedną stronę.

Niby student bez poprawki jest jak żołnierz bez karabinu. Jakoś przez cztery lata bez tego karabinu radziłam sobie świetnie, a teraz z przymusu dostałam w brzydko opakowanym prezencie.

Czemu się łudzę, że jednak piszę to dla kogoś? Znaleźć wpisy bez danych, treści czy autora powinno być dość ciężkie, nieprawdaż? Więc dlaczego wciąż wydaje mi się inaczej? Raczej mocno w głowę się uderzyć.

Czego nauczyłam się dziś? Tak jak rosła we mnie wewnętrzna nienawiść do Komercyjnego Kina, tak teraz rośnie ona do uczelni.
Do przemyślenia: czy jeżeli pozbywa się jednego obiektu nienawiści, czy ta nienawiść przechodzi na inny obiekt?

środa, 12 lutego 2014

Ten, w którym króluje czekolada

Dobrze, że kocha moje krągłości. Bo jedzenie czekolady o tak niestosownej porze na pewno przyczyni się do ich szybkiego wzrostu. Szczególnie tak mocno kalorycznej czekolady z jeszcze bardziej tuczącymi migdałami.

Walentynki tuż tuż, ale prezent już wypróbowany. To jak z sesją, jeszcze się nie skończyła, a kupuje sobie mini-nagrody za napisanie egzaminu, w przypadku gdy nie muszę się łudzić, że zdam.

Czego nauczyłam się dziś: upokorzenia tak bolą.
Do przemyślenia: co mnie wstrzymuje przez ruszeniem?

poniedziałek, 10 lutego 2014

Ten z ostrzeżeniem

Nie mogę pozwolić myślom płynąć tam, gdzie by chciały. Coraz rzadziej, jednak czasem zmierzają w tym kierunku, w którym nie powinny zmierzać.

Pali mnie od środka. Zżera spokój i ukojenie. Poluje w chwilach słabości.

Żeby już więcej ani razu. Żeby już więcej za nic. Żeby już więcej nie mieć odwagi. Ile razy trzeba się sparzyć? 

To, co się przytrafiło, było najtrudniejszą decyzją, a odcięcie się najcięższą rzeczą. Dlatego decyzja pozostaje tą samą decyzją.

Czego nauczyłam się dziś: trzeba żyć dalej.
Do przemyślenia: w tym wypadku, lepiej jednak nie rozmyślać.

piątek, 7 lutego 2014

Ten starający się być z perspektywy

Babcia ma dług. Deja vu sprzed 14 lat. Wtedy udało się wszystko załatwić. Mieszkanie zamienić, dług różnicą pokryć. Ale tamten dług jest niczym w porównaniu z tym. Ten jest dziesięciokrotnie większy. Przed laty te tysiące, które trzeba było spłacić, teraz wydają się bagatelką, kroplą w szklance czy piórkiem na wietrze. Obecnie równowartość mieszkania dwupokojowego została wyrzucona w błoto. I wszyscy teraz się tylko zastanawiają nad jednym: gdzie są te cholerne pieniądze?

A wszystko wyszło jak zwykle przez przypadek. Jeden kredyt po kilkanaście tysięcy, nie mogą spłacić - zamiast już zwrócić się po pomoc do nas to nie - oni dadzą radę sami, więc biorą kolejny kredyt. Dług urasta do kilkudziesięciu tysięcy. W dwójkę jakoś dają radę spłacać, ale przecież w wrześniu umiera jedno z nich. Jak drugie ma funkcjonować, gdy spłata dwóch rat przerasta o kilka setek pojedynczą emeryturę. Warto tutaj wspomnieć, że to nie jest licha emerytura biednej babiny z sklepu spożywczego, ale emerytura górnicza ciężko przepracowana na dole.

Pomoc? Jak się okazuje, jedyni synowie nie mogą się dowiedzieć, bo znów wstyd będzie. Lepiej zaangażować żonę jednego z nich. Jednak tutaj się przeliczono, bo żona okazała się zdrajcą i od razu wielki sekret wyszedł na jaw. Od czego zaczynamy? Od szukania pieniędzy.

A pieniądze przepadły jak kamień w wodę. Każde z wnucząt stara się wyciągnąć z babci prawdę, tyle ile wnucząt, tyle wersji historii. Synowie i ich małżonki starają się matkę uratować, ale co można zrobić, gdy i jedni i drudzy też mają kredyty, planują wesela i zakup mieszkań własnych dzieci? Podział jeden czynsz, a drugi jedzenie i inne przybory wydaje się sprawiedliwy.

Teraz zaczynamy włóczenie się po notariuszach i sądach. Zrzeczenie się spadku, może zlikwiduje malutką część problemu. Problem rodzi problem - małoletni lądują w sądzie. Stres, bo nie wiemy, czy wyrobimy się w czasie, a deadline już 6. marca.

Ale jest druga strona monety ratowania - raz odratowana babcia, nie przejęła się niczym i wzięła na hop siup kolejny kredy, więc teraz nie mamy pewności, że nie weźmie kolejnego.

Czego nauczyłam się dziś? Oceny na studiach są takie niesprawiedliwe.. Stypendium jest dalej niż bliżej.
Do przemyślenia: czy dotyka nie powoli japońskie przepracowanie?

niedziela, 2 lutego 2014

Ten, w którym mózg wypływa uszami...

Czasami myślę, że mój tata spaczył mi psychikę. Kochać stare piosenki jak ja my nie potrafi już chyba nikt. Wspomnienia wygibasów przy głośnikach i świecących lampach dyskotekowych, które na specjalną prośbę Madlenki zawsze Tato włączał, są jednymi z tych lepszych. Zaowocowały znajomością hitów lat '70-'90 praktycznie w 99%. Jedyny tolerowany typ radia to ten z starymi hitami. A pasażerowie podróży zawsze się dziwią, skąd ja znam słowa i melodię piosenek, które oni słyszą po raz pierwszy w życiu.

Znów jest sytuacja, której nienawidzi moja matka. Zakręciłam się w starym hicie, który zakręcony leci na komputerze czy komórce all the time. I tylko z tatą znów podśpiewywanie i wygibasy wracają. W tym tygodniu jest to "Last train to London" szalonego ELO. "But I really want tonight to last forever. I really wanna be with You..."

Czego nauczyłam się dziś? Nie tylko dziś, ale zawsze wiedziałam, że "stara" muzyka jest lepsza"
Do przemyślenia: dlaczego wciąż muszę kontrolować niektóre wspomnienia, które aż palą w środku?

sobota, 1 lutego 2014

Ten z bardzo wysokim ciśnieniem

Jaki bardzo trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby wysłać studentom notatki błędami? Ale błędy to nic w porównaniu z znikającymi stronami w zablokowanym pfdie czy też drukującymi się kokardkami i małpkami w wzorach. Przepraszam bardzo, ale tego pana profesora chyba mocno przewiało i na mózg mu padło. W takim razie jakim prawem on oczekuje, że zdam ten egzamin?

Muszę oduczyć się mówienia w formie "my", ponieważ ostatnio zwróciłam uwagę, że nie wszystko "my" jest "my", a głównie jest "ja". Stąd już nie będzie: chcemy wyjechać, myślimy o mieszkaniu, a stanie się: chcę wyjechać, myślę o mieszkaniu.

Czego nauczyłam się dziś: nawet stary cep potrafi być nowoczesnym chujem.
Do przemyślenia: jak ograniczyć poziom zdenerwowania?

Ten pełen hormonów

Włączył mi się syndrom rodziny. Zdarza mu się zaskoczyć tak raz czy też dwa razy na rok. Ten jest tak silny, że zdarza mi się fantazjować o zrezygnowaniu z studiów i poszukaniu normalnej pracy.

Bo marzy mi się już wyprowadzka z domu. Mam dość moich rodziców wiecznie żyjących w XVIII wieku. Zawsze śmieje się, że gdyby papież powiedział: "Idziemy ocalić Jerozolimę!", to mój tata w pierwszym rzędzie stałby z widłami, a moja mama zaraz za nim z pochodnią. Ale w każdym dowcipie czy też anegdotce jest odrobina prawdy, tak i w tym jest jej duża część.

Moją ulubioną porą zawsze były minuty przed zasypianiem. Dopiero na wyjazdach rozsmakowałam się dzieleniem tych chwil z drugą osobą. Po wakacjach, majówkach, wolnych chatach i wylotach tak do tego się przyzwyczaiłam, że teraz aż boli, gdy leżę wieczorem sama i mogę przytulić się co najwyżej do poduszki..

Stąd pierwszym elementem syndromu rodziny jest miejsce. Miejsce, w którym moglibyśmy osobno zamieszkać. Rozważamy kredyt na mieszkanie, który możemy spłacić w przyszłości sprzedażą innego mieszkania, na które czekamy, dzięki czemu moglibyśmy wziąć kredyt na dom i potem dopłacić jego dużą część sprzedażą pierwszego kredytowego mieszkania. Jednak zbyt wiele jest tutaj gdybania, ale przede wszystkim niestabilnej pracy zarówno mojej, jak i Jego. Chociaż moja niestabilna praca, to po prostu brak pracy.

Idealnym uzupełnieniem miejsca jest maleńkie stworzonko. W głębi serca wiem, że jestem już na to gotowa i mogłabym być matką. Mieć ślicznego dzidziusia i uczyć go życia. Ten element pewnie jednak nie będzie jeszcze brany pod uwagę jeszcze przez długi czas w samych planach, więc nawet nie ma co tutaj mówić o jego realizacji.

Pozostaje mi tylko czekać, aż nastąpi kolejne zwarcie i przełącznik znów przejdzie w tryb OFF.

Czego nauczyłam się dziś? Ironia statystyki matematycznej polega na tym, że pomimo tego, że jest to naprawdę proste i jesteś w stanie rozwiązać wszystkie zadania z książki, to gdy przychodzi co do czego to egzaminator i tak udowodni, że jesteś niczym.
Do przemyślenia: a co jeśli życie jednak mi nie wyjdzie?

środa, 29 stycznia 2014

Ten z chęcią zapadnięcia się pod ziemię

 Przed zaliczeniem pod salą:

- Do Rotta?
- Nie, Magda.
- Y.. Wiem, pytam czy na egzamin do prof. Rotta,

Wstyd na poziomie n do nieskończoności.

Biurokracja w Polsce jest niczym dzisiejszy wstyd - na wysokim poziomie: godzina kolejki po podpis, by potem stać dokładnie w tej samej kolejce z dokładnie tymi samymi ludźmi i dokładnie tyle samo czasu, tylko po to żeby podptaszkowane dokumenty dać kobiecie do opieczętowania.

Czego nauczyłam się dziś? Prawo mediów jest dużo ciekawsze niż prawo cywilne.

Do przemyślenia: jak nauczyć się hipotez nieparametrycznych?

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Ten z jednym zdaniem

Główna myśl z dzisiaj: moja własna statystyka matematyczna jest dużo fajniejsza, niż na w głupich książkach!

wtorek, 21 stycznia 2014

Ten zrezygnowany

Przygniotła mnie. Ledwo paluszki dwa wysunęłam. Prawie udało się wyjść, gdy zaatakowała z zdwojoną siłą. Obiecała, że w walentynki będzie koniec.

Och, sesjo, sesjo.. Co z tobą tu zrobić?

Czego nauczyłam się dziś? Ludzi na zarządzaniu naprawdę traktują jak ostatnie gówno.
Do przemyślenia: spać, spać, spać?...

środa, 8 stycznia 2014

Ten, w którym wszystko boli

Może ja jestem przewrażliwiona. Być może widmo sesji mnie poddenerwowało. Prawdopodobnie zestresowałam się nadmiarem materiału. Możliwe, że wszystko wyolbrzymiłam. Mimo wszystko zabolało.

W takich chwilach jak ta żałuję. Żałuję swoich ambicji, energii i prób robienia czegoś dobrego. Są to momenty bólu, powodujące chęć odwrotu i ucieczki. Nie byłaby to ucieczka w stylu kota, który chcąc się rozpędzić na kafelkach, przebiera pazurami w miejscu. Zdecydowanie biegłabym jak Struś Pędziwiatr uciekający przed Kojotem.

Zaczęła się rekrutacja na Mosty Ekonomiczne. Chętnie bym pojechała, ale są dwa główne czynniki przez które nie pojadę. Głównym jest oficjalny sprzeciw. Pobocznym, ale też o istotnym znaczeniu - pewnie bym się już nie dostała z tej i owej przyczyny.

Pokochałam zdanie: mamy nadzieję, że czytelnik jest już zapoznany z tematem tym i owym. Jeżeli nie jest, to aby zrozumieć podstawowe treści poruszane przez autorów, polecamy książkę autorstwa takich i owakich. W taki sposób uzbierałam cztery książki do statystyki matematycznej. Chciałabym pominąć fakt, że wykład składa się tylko z piętnastu godzin wykładów, z czego trzy godziny się nie odbyły, a materiał poruszany na zajęciach to nic w porównaniu z tymi trzystustronicowymi książkami. Wykładowca nie bawi się jednak w wykłady, on bawi się w egzamin.

Czego nauczyłam się dziś? Dobre chęci nie wystarczą.
Do przemyślenia: dlaczego tak się rozleniwiłam?

piątek, 3 stycznia 2014

Ten pozytywnie naładowany

Listy choć stworzone, wciąż edytowane. Tak jak strategia składa się z taktyk, tak marzenia składają się z postanowień. Dobra strategia doprowadza do zwycięstwa, oby śmiałe marzenia przyczyniły się do cudownego życia.

Czego nauczyłam się dziś? Z marzeniami wiążą się wyrzeczenia.
Do przemyślenia: dlaczego nie stworzą takich programów które ja potrzebuję?

środa, 1 stycznia 2014

Ten noworoczny

Rok 2013 był paskudny. Ociekał złą energią i topił się w łzach, które nie były łzami szczęścia, tylko bólu serca. Nigdy nie wierzyłam w pechowość trzynastki, ale okazuje się, że w niektórych przypadkach łatwo wytłumaczyć sobie, dlaczego coś się dzieje i po prostu zwalić winę na nienawistną liczbę.

Zeszły rok był tak bolesny, że nawet nie jest warty podsumowania. Gruba krecha, którą próbowałam oddzielić wszystko, okazała się za cienka. Ostatnia próba odcięcia też się nie powiodła. Tak naprawdę zapomina się wtedy, gdy już nie stara się zapomnieć, tylko po prostu się już nie pamięta.

Mam nadzieję, że ten nowy rok okaże się szczęśliwszy i pomyślniejszy. Ale przede wszystkim, oby było w nim mniej cierpienia.

Czego nauczyłam się dziś? Sylwester z starymi dziadami nie zawsze musi być zły.
Do przemyślenia: jakieś postanowienia noworoczne?