Czasami myślę, że mój tata spaczył mi psychikę. Kochać stare piosenki jak ja my nie potrafi już chyba nikt. Wspomnienia wygibasów przy głośnikach i świecących lampach dyskotekowych, które na specjalną prośbę Madlenki zawsze Tato włączał, są jednymi z tych lepszych. Zaowocowały znajomością hitów lat '70-'90 praktycznie w 99%. Jedyny tolerowany typ radia to ten z starymi hitami. A pasażerowie podróży zawsze się dziwią, skąd ja znam słowa i melodię piosenek, które oni słyszą po raz pierwszy w życiu.
Znów jest sytuacja, której nienawidzi moja matka. Zakręciłam się w starym hicie, który zakręcony leci na komputerze czy komórce all the time. I tylko z tatą znów podśpiewywanie i wygibasy wracają. W tym tygodniu jest to "Last train to London" szalonego ELO. "But I really want tonight to last forever.
I really wanna be with You..."
Czego nauczyłam się dziś? Nie tylko dziś, ale zawsze wiedziałam, że "stara" muzyka jest lepsza"
Do przemyślenia: dlaczego wciąż muszę kontrolować niektóre wspomnienia, które aż palą w środku?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz