Może ja jestem przewrażliwiona. Być może widmo sesji mnie poddenerwowało. Prawdopodobnie zestresowałam się nadmiarem materiału. Możliwe, że wszystko wyolbrzymiłam. Mimo wszystko zabolało.
W takich chwilach jak ta żałuję. Żałuję swoich ambicji, energii i prób robienia czegoś dobrego. Są to momenty bólu, powodujące chęć odwrotu i ucieczki. Nie byłaby to ucieczka w stylu kota, który chcąc się rozpędzić na kafelkach, przebiera pazurami w miejscu. Zdecydowanie biegłabym jak Struś Pędziwiatr uciekający przed Kojotem.
Zaczęła się rekrutacja na Mosty Ekonomiczne. Chętnie bym pojechała, ale są dwa główne czynniki przez które nie pojadę. Głównym jest oficjalny sprzeciw. Pobocznym, ale też o istotnym znaczeniu - pewnie bym się już nie dostała z tej i owej przyczyny.
Pokochałam zdanie: mamy nadzieję, że czytelnik jest już zapoznany z tematem tym i owym. Jeżeli nie jest, to aby zrozumieć podstawowe treści poruszane przez autorów, polecamy książkę autorstwa takich i owakich. W taki sposób uzbierałam cztery książki do statystyki matematycznej. Chciałabym pominąć fakt, że wykład składa się tylko z piętnastu godzin wykładów, z czego trzy godziny się nie odbyły, a materiał poruszany na zajęciach to nic w porównaniu z tymi trzystustronicowymi książkami. Wykładowca nie bawi się jednak w wykłady, on bawi się w egzamin.
Czego nauczyłam się dziś? Dobre chęci nie wystarczą.
Do przemyślenia: dlaczego tak się rozleniwiłam?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz