Faceci to świnie. A już ci dojrzewający, którzy przystojnieją z dnia na dzień, to już w szczególności. Ubierz się ładnie w szpileczki i obcisłą spódniczkę, a będzie krzyczał "Cześć!" z pięciu kilometrów. Koledzy idą przecież z nim i muszą zobaczyć, że ma taką zajebistą starszą koleżankę, która wygląda szałowo. Drzeć mordę z tym "Cześć!" tak głośno, aby na pewno wszyscy usłyszeli jest wtedy głównym celem.
Ten sam autobus. Ci sami koledzy. Taka sama sytuacja. Tylko strój inny. Trampki i bluza. I już nie ma głośnego "Cześć!". Tak naprawdę nie ma żadnego "Cześć", nawet takiego cichutkiego. Jest unikanie wzroku i chyba modlenie się w duchu, żebym, nie daj Boże, go zauważyła, bo przecież mam tak niereprezentatywny strój, że to aż wstyd. Na jego nieszczęście zauważyłam, popatrzałam z litością i chociaż bardzo starałam się zrozumieć, niestety nie zrozumiałam.
Ostatecznie skończyło się na skinięciu głowy.
Eh, mężczyźni czasami są żałośni. A ci dziewiętnastoletni to już cały czas.
Czego nauczyłam się dziś: warto mięć tylko ładnie wyglądających znajomych.
Do przemyślenia: gdzie do cholery schowałam moje ukochane obuwie sportowe?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz