Wreszcie dopadło i mnie. Nie chcę liczyć po ilu dniach czy miesiącach. Nie muszę, bo przeżarty negatywną energią umysł sam podaje jakże prostą cyfrę: 1. Chociaż nie chce się w to wierzyć to już naprawdę minął rok.
Rok szczęścia przeplatanego z bólem. Dwanaście miesięcy zastanawienia czy została podjęta słuszna decyzja, już nie tylko o wyborze, ale i samej tajemnicy. Trzysta sześćdziesiąt pięć dni wewnętrznej trucizny, która wypala dziurę od środka.
Raz podjęta tajemnica, powinna już nią zostać do końca. Przegłosowane. A co jeśli ona wyniszcza od środka?
Czego nauczyłam się dziś? Depresyjnie wieczory są bardzo złe.
Do przemyślenia: czy nie będzie mnie już kochał?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz