Znalazłam sposób na spowolnienie tej jednej godziny wolnego w ciągu dnia. Zaczęłam od Vivaldiego i Bacha, przez Strausa i nowocześniejszego Zimmermana, chociaż przez Chopina nie potrafię przebrnąć. Z nimi każda minuta wydaje się piętnastoma i dzięki nim znajduję ten wewnętrzny spokój. Nie jest prawdą, że lato czy lato jest najpiękniejsze. To vivaldowska zima uwiodła moje serce. Zapętlone skrzypce, altówki i wiolonczele z 3:20-3:52 spowalnia bicie serca przyspieszając jego rytm.
Gdybym mogła cofnęłabym czas i zmieniła dwa leniwe lata na dwa pracujące na przyszłość. Niestety nie jestem w stanie. Może teraz uda mi się mimo wszystko wykorzystać okazję.
Czego nauczyłam się dziś? Dwulicowi ludzie zawsze pozostaną dwulicowymi ludźmi i wciąż będzie to bolało, w szczególności gdy cztery lata przyjaźni zostaje poświęcone na nowego dwutygodniowego chłopaka.
Do przemyślenia: jak nie zjeść całej świątecznej czekolady już i teraz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz