wtorek, 25 lutego 2014

Ten namaczany łzami

Male płaczliwe stworzonko. Użalające się nad sobą w kącie. Morze łez pod kołdrą, a brak apetytu przy stole. Bo przestałam wierzyć w to, że jest szansa zdania tego przedmiotu. Niby jest taki prosty, ale jak widać każdy przedmiot można utrudnić.

I znów chusteczek mi brak.

Czego nauczyłam się dziś? Życie przyspiesza..
Do przemyślenia: dlaczego powinnam kupować sobie nagrody, skoro zawaliłam wiele rzeczy?

niedziela, 23 lutego 2014

Ten rozpraszający

Świerzbią mnie paluszki, żeby robić wszystko, oprócz uczenia się. Tak mi to zbrzydło, że nie wyobrażam sobie, jak nauczę się do tej nieszczęsnej poprawki piątkowej. Nie mówiąc już o egzaminie, na który nie poszłam wcale, bo zazębiały mi się terminy...

Semestr letni udowodnił, że wszyscy kłamią. Magisterka zdecydowanie nie jest miła. Ani przyjemna. A już na pewno nie jest prosta.

Czego nauczyłam się dziś: nawet gdy bardzo się chce pomóc chorej osobie, nie jesteśmy w stanie.
Do przemyślenia: jak wyleczyć u kogoś bulimię?


środa, 19 lutego 2014

Ten bardzo, ale to bardzo smutny

Dzisiejszy dzień jest do niczego. Mógłby się nigdy nie odbyć. Schować się głęboko w leśnej chatce i siedzieć sobie przez całą wieczność, grzejąc swoje nóżki przy kominku i pijąc kakao. W sumie mógłby leniuchować razem z semestrem zimowym. On też się nie popisał. Semestr letni dobrze się jeszcze nie zaczął, a już dał popalić. Pewnie razem z stypendium dołączą do zamku łez i nieszczęścia. Może ten letni jeszcze trochę zawalczy o siebie, ale stypendium spakowało swoje walizki, napisało list pożegnalny i wykupiło już bilet, oczywiście w jedną stronę.

Niby student bez poprawki jest jak żołnierz bez karabinu. Jakoś przez cztery lata bez tego karabinu radziłam sobie świetnie, a teraz z przymusu dostałam w brzydko opakowanym prezencie.

Czemu się łudzę, że jednak piszę to dla kogoś? Znaleźć wpisy bez danych, treści czy autora powinno być dość ciężkie, nieprawdaż? Więc dlaczego wciąż wydaje mi się inaczej? Raczej mocno w głowę się uderzyć.

Czego nauczyłam się dziś? Tak jak rosła we mnie wewnętrzna nienawiść do Komercyjnego Kina, tak teraz rośnie ona do uczelni.
Do przemyślenia: czy jeżeli pozbywa się jednego obiektu nienawiści, czy ta nienawiść przechodzi na inny obiekt?

środa, 12 lutego 2014

Ten, w którym króluje czekolada

Dobrze, że kocha moje krągłości. Bo jedzenie czekolady o tak niestosownej porze na pewno przyczyni się do ich szybkiego wzrostu. Szczególnie tak mocno kalorycznej czekolady z jeszcze bardziej tuczącymi migdałami.

Walentynki tuż tuż, ale prezent już wypróbowany. To jak z sesją, jeszcze się nie skończyła, a kupuje sobie mini-nagrody za napisanie egzaminu, w przypadku gdy nie muszę się łudzić, że zdam.

Czego nauczyłam się dziś: upokorzenia tak bolą.
Do przemyślenia: co mnie wstrzymuje przez ruszeniem?

poniedziałek, 10 lutego 2014

Ten z ostrzeżeniem

Nie mogę pozwolić myślom płynąć tam, gdzie by chciały. Coraz rzadziej, jednak czasem zmierzają w tym kierunku, w którym nie powinny zmierzać.

Pali mnie od środka. Zżera spokój i ukojenie. Poluje w chwilach słabości.

Żeby już więcej ani razu. Żeby już więcej za nic. Żeby już więcej nie mieć odwagi. Ile razy trzeba się sparzyć? 

To, co się przytrafiło, było najtrudniejszą decyzją, a odcięcie się najcięższą rzeczą. Dlatego decyzja pozostaje tą samą decyzją.

Czego nauczyłam się dziś: trzeba żyć dalej.
Do przemyślenia: w tym wypadku, lepiej jednak nie rozmyślać.

piątek, 7 lutego 2014

Ten starający się być z perspektywy

Babcia ma dług. Deja vu sprzed 14 lat. Wtedy udało się wszystko załatwić. Mieszkanie zamienić, dług różnicą pokryć. Ale tamten dług jest niczym w porównaniu z tym. Ten jest dziesięciokrotnie większy. Przed laty te tysiące, które trzeba było spłacić, teraz wydają się bagatelką, kroplą w szklance czy piórkiem na wietrze. Obecnie równowartość mieszkania dwupokojowego została wyrzucona w błoto. I wszyscy teraz się tylko zastanawiają nad jednym: gdzie są te cholerne pieniądze?

A wszystko wyszło jak zwykle przez przypadek. Jeden kredyt po kilkanaście tysięcy, nie mogą spłacić - zamiast już zwrócić się po pomoc do nas to nie - oni dadzą radę sami, więc biorą kolejny kredyt. Dług urasta do kilkudziesięciu tysięcy. W dwójkę jakoś dają radę spłacać, ale przecież w wrześniu umiera jedno z nich. Jak drugie ma funkcjonować, gdy spłata dwóch rat przerasta o kilka setek pojedynczą emeryturę. Warto tutaj wspomnieć, że to nie jest licha emerytura biednej babiny z sklepu spożywczego, ale emerytura górnicza ciężko przepracowana na dole.

Pomoc? Jak się okazuje, jedyni synowie nie mogą się dowiedzieć, bo znów wstyd będzie. Lepiej zaangażować żonę jednego z nich. Jednak tutaj się przeliczono, bo żona okazała się zdrajcą i od razu wielki sekret wyszedł na jaw. Od czego zaczynamy? Od szukania pieniędzy.

A pieniądze przepadły jak kamień w wodę. Każde z wnucząt stara się wyciągnąć z babci prawdę, tyle ile wnucząt, tyle wersji historii. Synowie i ich małżonki starają się matkę uratować, ale co można zrobić, gdy i jedni i drudzy też mają kredyty, planują wesela i zakup mieszkań własnych dzieci? Podział jeden czynsz, a drugi jedzenie i inne przybory wydaje się sprawiedliwy.

Teraz zaczynamy włóczenie się po notariuszach i sądach. Zrzeczenie się spadku, może zlikwiduje malutką część problemu. Problem rodzi problem - małoletni lądują w sądzie. Stres, bo nie wiemy, czy wyrobimy się w czasie, a deadline już 6. marca.

Ale jest druga strona monety ratowania - raz odratowana babcia, nie przejęła się niczym i wzięła na hop siup kolejny kredy, więc teraz nie mamy pewności, że nie weźmie kolejnego.

Czego nauczyłam się dziś? Oceny na studiach są takie niesprawiedliwe.. Stypendium jest dalej niż bliżej.
Do przemyślenia: czy dotyka nie powoli japońskie przepracowanie?

niedziela, 2 lutego 2014

Ten, w którym mózg wypływa uszami...

Czasami myślę, że mój tata spaczył mi psychikę. Kochać stare piosenki jak ja my nie potrafi już chyba nikt. Wspomnienia wygibasów przy głośnikach i świecących lampach dyskotekowych, które na specjalną prośbę Madlenki zawsze Tato włączał, są jednymi z tych lepszych. Zaowocowały znajomością hitów lat '70-'90 praktycznie w 99%. Jedyny tolerowany typ radia to ten z starymi hitami. A pasażerowie podróży zawsze się dziwią, skąd ja znam słowa i melodię piosenek, które oni słyszą po raz pierwszy w życiu.

Znów jest sytuacja, której nienawidzi moja matka. Zakręciłam się w starym hicie, który zakręcony leci na komputerze czy komórce all the time. I tylko z tatą znów podśpiewywanie i wygibasy wracają. W tym tygodniu jest to "Last train to London" szalonego ELO. "But I really want tonight to last forever. I really wanna be with You..."

Czego nauczyłam się dziś? Nie tylko dziś, ale zawsze wiedziałam, że "stara" muzyka jest lepsza"
Do przemyślenia: dlaczego wciąż muszę kontrolować niektóre wspomnienia, które aż palą w środku?

sobota, 1 lutego 2014

Ten z bardzo wysokim ciśnieniem

Jaki bardzo trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby wysłać studentom notatki błędami? Ale błędy to nic w porównaniu z znikającymi stronami w zablokowanym pfdie czy też drukującymi się kokardkami i małpkami w wzorach. Przepraszam bardzo, ale tego pana profesora chyba mocno przewiało i na mózg mu padło. W takim razie jakim prawem on oczekuje, że zdam ten egzamin?

Muszę oduczyć się mówienia w formie "my", ponieważ ostatnio zwróciłam uwagę, że nie wszystko "my" jest "my", a głównie jest "ja". Stąd już nie będzie: chcemy wyjechać, myślimy o mieszkaniu, a stanie się: chcę wyjechać, myślę o mieszkaniu.

Czego nauczyłam się dziś: nawet stary cep potrafi być nowoczesnym chujem.
Do przemyślenia: jak ograniczyć poziom zdenerwowania?

Ten pełen hormonów

Włączył mi się syndrom rodziny. Zdarza mu się zaskoczyć tak raz czy też dwa razy na rok. Ten jest tak silny, że zdarza mi się fantazjować o zrezygnowaniu z studiów i poszukaniu normalnej pracy.

Bo marzy mi się już wyprowadzka z domu. Mam dość moich rodziców wiecznie żyjących w XVIII wieku. Zawsze śmieje się, że gdyby papież powiedział: "Idziemy ocalić Jerozolimę!", to mój tata w pierwszym rzędzie stałby z widłami, a moja mama zaraz za nim z pochodnią. Ale w każdym dowcipie czy też anegdotce jest odrobina prawdy, tak i w tym jest jej duża część.

Moją ulubioną porą zawsze były minuty przed zasypianiem. Dopiero na wyjazdach rozsmakowałam się dzieleniem tych chwil z drugą osobą. Po wakacjach, majówkach, wolnych chatach i wylotach tak do tego się przyzwyczaiłam, że teraz aż boli, gdy leżę wieczorem sama i mogę przytulić się co najwyżej do poduszki..

Stąd pierwszym elementem syndromu rodziny jest miejsce. Miejsce, w którym moglibyśmy osobno zamieszkać. Rozważamy kredyt na mieszkanie, który możemy spłacić w przyszłości sprzedażą innego mieszkania, na które czekamy, dzięki czemu moglibyśmy wziąć kredyt na dom i potem dopłacić jego dużą część sprzedażą pierwszego kredytowego mieszkania. Jednak zbyt wiele jest tutaj gdybania, ale przede wszystkim niestabilnej pracy zarówno mojej, jak i Jego. Chociaż moja niestabilna praca, to po prostu brak pracy.

Idealnym uzupełnieniem miejsca jest maleńkie stworzonko. W głębi serca wiem, że jestem już na to gotowa i mogłabym być matką. Mieć ślicznego dzidziusia i uczyć go życia. Ten element pewnie jednak nie będzie jeszcze brany pod uwagę jeszcze przez długi czas w samych planach, więc nawet nie ma co tutaj mówić o jego realizacji.

Pozostaje mi tylko czekać, aż nastąpi kolejne zwarcie i przełącznik znów przejdzie w tryb OFF.

Czego nauczyłam się dziś? Ironia statystyki matematycznej polega na tym, że pomimo tego, że jest to naprawdę proste i jesteś w stanie rozwiązać wszystkie zadania z książki, to gdy przychodzi co do czego to egzaminator i tak udowodni, że jesteś niczym.
Do przemyślenia: a co jeśli życie jednak mi nie wyjdzie?