Są takie momenty, w których uwielbiam mój ośli upór. Dzięki niemu za śmieszną kwotę dziewięćdziesięciu sześciu złotych lecę do Włoch. Mediolan w styczniu tydzień przed sesją? Spontaniczne rzeczy w życiu są najlepsze. Czas wypróbować teorię olewania uczelni.
Mój mężczyzna nalega ostatnio żebym wreszcie zgłosiła się na jak on to ładnie ujął - na przegląd. Bo naczytał się pierdół o rakach i innych choróbskach i się martwi. Chyba naprawdę mnie kocha, bo wie z czym taka wizyta się wiąże.
Czego nauczyłam się dziś? Wciąż trzyma mnie lenistwo powakacyjne.
Do przemyślenia: które liczby w lotto wybrać?
niedziela, 24 listopada 2013
piątek, 22 listopada 2013
Ten na oparach sił
Nie mogłabym prowadzić swojej działalności gospodarczej. Po ostatnich dwóch miesiącach nie chcę mieć własnej firmy. Tłumaczę sobie, że przecież to tylko organizacja studencka, ale to nie pomaga. Zbyt się przejmuję, zbyt wiele temu poświęcam. Co z tego, że w testach na stopień automotywacji wyszedł mi jeden z najwyższych, skoro tylko ja utrzymuję poprzeczkę, a wszyscy ciągną ją w dół?
Ostatnio brakuje mi interakcji internetowej. Wreszcie po dwóch latach zatęskniłam za konstruktywną wymianą poglądów z kimś, kogo nie znam.
Czego nauczyłam się dziś? Mam skłonności do pracoholizmu.
Do przemyślenia: czy naprawdę znów chcę się pakować w ranking blogowy? I bez tego nie za dużo mam na głowie?
Ostatnio brakuje mi interakcji internetowej. Wreszcie po dwóch latach zatęskniłam za konstruktywną wymianą poglądów z kimś, kogo nie znam.
Czego nauczyłam się dziś? Mam skłonności do pracoholizmu.
Do przemyślenia: czy naprawdę znów chcę się pakować w ranking blogowy? I bez tego nie za dużo mam na głowie?
niedziela, 17 listopada 2013
Ten po obaleniu teorii
Moja psychika przegrała z chorobą. Ciężko udawać, że nie jest się chorym, gdy przesypia się całe dwa dni w łóżku. Trudno wyprzeć z głowy smarkanie, kichanie, kaszlenie i świszczące oddychanie. Tabletki, syropy, psikadła i chusteczki w zwartym szeregu przystępują do ataku.
Tak się zaparłam, że dzisiaj byłam w czapce. Tak się staram wyzdrowieć.
Czego nauczyłam się dziś? Choroba ma swoje tradycje - zawsze dopada w najmniej oczekiwanym i najgorszym momencie
Do przemyślenia: nic, absolutnie nic, bo tak łupie mi w głowie..
Tak się zaparłam, że dzisiaj byłam w czapce. Tak się staram wyzdrowieć.
Czego nauczyłam się dziś? Choroba ma swoje tradycje - zawsze dopada w najmniej oczekiwanym i najgorszym momencie
Do przemyślenia: nic, absolutnie nic, bo tak łupie mi w głowie..
piątek, 15 listopada 2013
Ten rozważający "ment to be"
Cieszenie się z cudzego nieszczęścia wzmacnia solidarność. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam takie myśli owinięte białym kitlem. Ona cieszy się moimi, ja raduje jej. Tylko jedno nas zastanowiło - czy skoro okazało się, że nie jesteśmy osamotnione w naszych przemyśleniach, to czy w takim wypadku wszyscy mają też takie myśli i po prostu nie chcą się z nimi ujawniać czy tylko my jesteśmy takie nienormalne?
"Jeśli ty to zrobisz, to ja też się odważę i też to zrobię.Ale wiem, że tego nigdy nie zrobisz. Zresztą wy jesteście ment to be".
"Przeraża mnie to, że do końca życia mogłabym tego żałować."
Cztery zdania. Trzydzieści pięć słów. Ze spacjami sto dziewięćdziesiąt znaków. Niczym klocki lego, przekładają się się w mojej głowie tworząc nowe scenariusze życia.
Eksperyment wypierania choroby poprzez psychikę został podjęty. Od dziś z chusteczkami, załzawionymi oczami i bolącym gardłem, udaję, że wcale nie jestem chora. Wcale nie nie huczy mi w głowie i to nie jest prawdą, że ledwo się poruszam. Okaz zdrowia to ja.
Czego nauczyłam się dziś? Na inteligentne chamstwo odpowiada się inteligentnym chamstwem, tylko to odnosi skutek.
Do przemyślenia: "Żałujesz, że tak wyszło?", a raczej że dlaczego nie?
"Jeśli ty to zrobisz, to ja też się odważę i też to zrobię.Ale wiem, że tego nigdy nie zrobisz. Zresztą wy jesteście ment to be".
"Przeraża mnie to, że do końca życia mogłabym tego żałować."
Cztery zdania. Trzydzieści pięć słów. Ze spacjami sto dziewięćdziesiąt znaków. Niczym klocki lego, przekładają się się w mojej głowie tworząc nowe scenariusze życia.
Eksperyment wypierania choroby poprzez psychikę został podjęty. Od dziś z chusteczkami, załzawionymi oczami i bolącym gardłem, udaję, że wcale nie jestem chora. Wcale nie nie huczy mi w głowie i to nie jest prawdą, że ledwo się poruszam. Okaz zdrowia to ja.
Czego nauczyłam się dziś? Na inteligentne chamstwo odpowiada się inteligentnym chamstwem, tylko to odnosi skutek.
Do przemyślenia: "Żałujesz, że tak wyszło?", a raczej że dlaczego nie?
środa, 13 listopada 2013
Ten po uświadomieniu
Próba z numerem drugim przyszła niezauważenie. Dworzec to naprawdę duże miejsce.
Chyba rzeczywiście jest tak, jakbyśmy się nigdy nie zdali. Nigdy nie chciałam, żeby tak się stało. Nie można tego zmienić, bo wiem, że istnieje tylko iluzja platonicznej znajomości. Czuję, że powinnam kopnąć się mocno w szanowne pośladki i wziąć się w garść. Bo łudzę się, że wszystko jeszcze może się zmienić. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nawet gdyby wszystko się zmieniło - nie mam już szans. Niektóre rany nigdy się nie zagoją.
Czasem w chwilach wątpliwości mam ochotę wszystkim rzucić i zmienić całe swoje życie. Ale zmienić je tak od A do Z. Wyjechać gdzieś na cały semestr, przeprowadzić się do innego miasta i poznać całkowicie nowych ludzi.
W niektórych momentach czuję, że nie doceniam życia. Powinnam się cieszyć, że otrzymałam stypendium rektora. Ale tak naprawdę to, co z tego skoro są to ochłapy uczelni i jałmużna nie raz jest większa.
Ostatnio czuję się przytłoczona wszystkim. Boję się wchodzić na facebooka. Kilkanaście wiadomości i kilkadziesiąt powiadomień pożera cały mój wolny czas. Odpowiedzialność skacze po moich plecach.
Czego nauczyłam się dziś? Łudzę się z wielu sprawach.
Do przemyślenia: czy te przemyślenia będą trzymały mnie tak będzie do końca życia?
Chyba rzeczywiście jest tak, jakbyśmy się nigdy nie zdali. Nigdy nie chciałam, żeby tak się stało. Nie można tego zmienić, bo wiem, że istnieje tylko iluzja platonicznej znajomości. Czuję, że powinnam kopnąć się mocno w szanowne pośladki i wziąć się w garść. Bo łudzę się, że wszystko jeszcze może się zmienić. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nawet gdyby wszystko się zmieniło - nie mam już szans. Niektóre rany nigdy się nie zagoją.
Czasem w chwilach wątpliwości mam ochotę wszystkim rzucić i zmienić całe swoje życie. Ale zmienić je tak od A do Z. Wyjechać gdzieś na cały semestr, przeprowadzić się do innego miasta i poznać całkowicie nowych ludzi.
W niektórych momentach czuję, że nie doceniam życia. Powinnam się cieszyć, że otrzymałam stypendium rektora. Ale tak naprawdę to, co z tego skoro są to ochłapy uczelni i jałmużna nie raz jest większa.
Ostatnio czuję się przytłoczona wszystkim. Boję się wchodzić na facebooka. Kilkanaście wiadomości i kilkadziesiąt powiadomień pożera cały mój wolny czas. Odpowiedzialność skacze po moich plecach.
Czego nauczyłam się dziś? Łudzę się z wielu sprawach.
Do przemyślenia: czy te przemyślenia będą trzymały mnie tak będzie do końca życia?
środa, 6 listopada 2013
Ten z nizin umysłowych
Podziwiam osoby, które pomimo braku mózgu dostały się na studia. Dziś odbył się konkurs głupoty na zajęciach. Biorąc pod uwagę przedstawienie, które odbyło się na ćwiczeniach z dumą mogę powiedzieć sobie, że w porównaniu z koleżankami i kolegami z studiów, mój iloraz inteligencji nie jest przeciętny. A rozbieżność między ich średnią, a moją to jak od Einsteina do myszy polnej. Takich pierdół dawno się nie nasłuchałam. Martwię się tym, że przy realizacji projektów będę musiała zniżyć się do ich poziomu. Może to być przyczyną głębokiej depresji.
Od kwietnia wprowadzane są innowacyjne bilety - z limitem przejazdu. Popłakałam się z śmiechu, jak podliczyłam sobie ile razy przeciętnie w miesiącu jadę różnymi liniami, nie wspominając nawet o przesiadkach. A każde przecież liczy się, a co!
Myśli zostały skonfrontowane. O dziwo, okazały się takie same. Powrót kryzysu potwierdzony. Plany awaryjne wdrożone.
Czego nauczyłam się dziś? Granice mojej cierpliwości mają tylko określony stopień elastyczności i rozciągliwości. Dziś zostały mocno naruszone.
Do przemyślenia: kiedy w końcu zadbać o siebie?
Od kwietnia wprowadzane są innowacyjne bilety - z limitem przejazdu. Popłakałam się z śmiechu, jak podliczyłam sobie ile razy przeciętnie w miesiącu jadę różnymi liniami, nie wspominając nawet o przesiadkach. A każde przecież liczy się, a co!
Myśli zostały skonfrontowane. O dziwo, okazały się takie same. Powrót kryzysu potwierdzony. Plany awaryjne wdrożone.
Czego nauczyłam się dziś? Granice mojej cierpliwości mają tylko określony stopień elastyczności i rozciągliwości. Dziś zostały mocno naruszone.
Do przemyślenia: kiedy w końcu zadbać o siebie?
niedziela, 3 listopada 2013
Ten, za który można wylądować w ładnych białych ścianach
Echo kryzysu jest sto razy gorsze od samego kryzysu. Właśnie to echo teraz śmieje mi się w twarz i żartuje sobie z decyzji, które zostały podjęte w euforii w fałszywym rozkwicie. Trzeba było przeczekać drugą falę kryzysu, ustabilizować się i dopiero wtedy planować resztę życia. Koszmar, że będę uciekającą panną młodą budzi mnie zlaną potem w środku nocy.
Chciałabym projektor, który byłby w stanie mi pokazać rozwidlenia mojego życia. Bo mam przeczucie, że przez jedną głupią decyzję zniszczę sobie przyszłość. Młotem staje się szczęśliwe życie w związku nad którym trzeba dużo pracować, a kowadłem wizja lekkiego życia z bratnią duszą.
Znów mam te myśli, za które w nagrodę otrzymuje się żółte papiery. Jeśli wypłyną na wierzch, będzie można mnie odwiedzać z koszyczkiem babeczek i czekolady. I przyglądać się, jak ja siedząc na podłodze w białym kaftaniku staram się znów ogarnąć świat.
Czego nauczyłam się dziś? Moja organizacja mogłaby się składać z pięciu, sześciu osób. Reszcie powinnyśmy podziękować.
Do przemyślenia: ile znów muszę przeczekać?
Chciałabym projektor, który byłby w stanie mi pokazać rozwidlenia mojego życia. Bo mam przeczucie, że przez jedną głupią decyzję zniszczę sobie przyszłość. Młotem staje się szczęśliwe życie w związku nad którym trzeba dużo pracować, a kowadłem wizja lekkiego życia z bratnią duszą.
Znów mam te myśli, za które w nagrodę otrzymuje się żółte papiery. Jeśli wypłyną na wierzch, będzie można mnie odwiedzać z koszyczkiem babeczek i czekolady. I przyglądać się, jak ja siedząc na podłodze w białym kaftaniku staram się znów ogarnąć świat.
Czego nauczyłam się dziś? Moja organizacja mogłaby się składać z pięciu, sześciu osób. Reszcie powinnyśmy podziękować.
Do przemyślenia: ile znów muszę przeczekać?
sobota, 2 listopada 2013
Ten dopisany po chwili
Spotkać bratnią duszę można raz w życiu, nie skorzystać z tej szansy to błąd, który może wiele kosztować.
Urżnąć się jak świnia. Spalić się na wiór. Patrzeć w gwiazdy. Właśnie to chcę teraz robić. Sama.
Przemyślane pod prysznicem: może rzeczywiście nic nie dzieje się bez przyczyny. W szczególności kwiecień.
Urżnąć się jak świnia. Spalić się na wiór. Patrzeć w gwiazdy. Właśnie to chcę teraz robić. Sama.
Przemyślane pod prysznicem: może rzeczywiście nic nie dzieje się bez przyczyny. W szczególności kwiecień.
Ten ociekający nienawiścią
Nienawiść do miejsca pracy rośnie. Jest mi źle, gdy znów mam ubrać czarną koszulę i siedzieć w tym głupim kinie. Mam odruch wymiotny, gdy po raz kolejny tłumaczę ludziom, gdzie mają iść. Wypalenie zawodowe jest chyba możliwe też w komercyjnym kinie. Sztuczny uśmiech odpadł już mi ponad rok temu. Nie wiem po co jeszcze ciągnąć tą szopkę.
Namieszało się w mojej głowie. W złe dni myślę inaczej, chyba nie powinno tak być. Nie z osobą, z którą planuje się przyszłość. Znów muszę zrezygnować z odrobiny siebie.
Czego nauczyłam się dziś: egoistą opłaca się być.
Do przemyślenia: jak utrzymać ten stan?
Namieszało się w mojej głowie. W złe dni myślę inaczej, chyba nie powinno tak być. Nie z osobą, z którą planuje się przyszłość. Znów muszę zrezygnować z odrobiny siebie.
Czego nauczyłam się dziś: egoistą opłaca się być.
Do przemyślenia: jak utrzymać ten stan?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)