piątek, 27 grudnia 2013

Ten sarkastyczny

Nagroda ironii roku 2013 wędruje do rąk matki i córki, które wyśmiały mnie i moją pracę parę miesięcy temu. Podeszły do kasy po bilety i zniesmaczonym głosem matka zaczęła mi opowiadać, że jej córka nigdy się nie zhańbi i nie będzie pracować w miejscu tak prymitywnym, jakim jest kino. Dziwiły się, że ja - postrzegana przez nie jako ta mądra studentka z stypendium, osiągnięciami i bla bla bla Bóg wie czym jeszcze - mogę się na takie coś godzić. Na czym polega ironia? Ja z kina się zwolniłam, ale nikt nie zgadnie, kogo tam spotkałam podczas kolejnej wizyty. Córka grzecznie urywała bileciki i zapraszała na salę, życząc miłego seansu. Takiego buraka na twarzy dawno, ale to dawno nie widziałam.

Zastanawiam się czy jest sens rozwiązywać konflikt między moimi rodzicami a mną. Swoja drogą oni uważają, że takowy problem nie istnieje. Ja z przykrością jednak zauważam, że więcej jest chwil, gdy ich nienawidzę niż tych, w których ich lubię.

Gdzieś tam w głowie siedzi szpila. Uruchamia się tylko w konkretnych sytuacjach. Między innymi w takich jak dziś - głupia ikonka, a mimo wszystko.

Mediolanowe szaleństwo nadchodzi. Bilety wydrukowane, hotel zarezerwowany, dwa egzaminy olane. Czas wypróbować nowe teorie.

Czego nauczyłam się dziś? Zaczynam nienawidzić uczucia nienawiści.

wtorek, 24 grudnia 2013

Ten wigilijny

Już od dwóch dni jestem podwójnie bezrobotna. Dawno tak dobrze się nie czułam. Chociaż jeszcze do końca do mnie to dotarło. Chwilami wciąż myślę o pracy, planuję jak dostosować weekendy, wolne wieczory - na szczęście już na daremnie. Należy mi się ten odpoczynek.

Prezenty pod choinką schowane. W brzuchu pomalutku burczy.

Czego nauczyłam się dziś: zdublowane życie już pomalutku się kończy - pozostały mi tylko podwójne studia.
Do przemyślenia: myślenie chwilowo zwolnione, relaksujemy się.

niedziela, 22 grudnia 2013

Ten spod przymkniętych oczu

Postanowienie na 2012 zostało ostatecznie zrealizowane w 2013. Pierwszy wolny weekend wolny już w przyszłym tygodniu.

Oczy ze zmęczenia już mi wypadają, ale kasa wciąż się nie zgadza.

Zawaliłam na całej linii, ale to chyba dobrze. "Wesołych świąt" pozostaje tylko w mojej głowie.

Czego nauczyłam się dziś? Excel oszukuje.
Do przemyślenia: dobrze zaplanować wysypianie się...

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Ten pomylony

Gorzki smak w ustach, bo uświadomiłam sobie, że nie na wszystkich porażka działa tak jak na mnie, czyli motywująco. Jednak nie powinnam myśleć, że wyjdzie to na dobre, bo dzisiaj się obawiam, że okaże się to porażką tak wielką jak rów mariański.

Przetarg przegrany, bezrobocie zostało zwiększone przez trzy osoby, ślub prawdopodobnie przełożony.

Czego nauczyłam się dziś? Nie jestem w stanie zmienić podejścia do życia drugiej osoby.
Do przemyślenia: czy skończy się to aż tak źle?

niedziela, 15 grudnia 2013

Ten przy bardzo wysokim ciśnieniu

Czuję, że oni wcale mnie nie wyrzucą z stołka prezesa. Oni mnie po prostu wypierdolą. Rządy autorytarne czas zacząć, koniec z bajkami i banialukami. Do kosza z niańczeniem i babraniem się z wszystkimi. Nastąpi likwidacja jednostek niepotrzebnych. Jeżeli rzeczywiście podpiłują mi fotel pod koniec roku akademickiego, to podziękuję za współpracę. A razem ze mną cały zarząd.

Czego nauczyłam się dziś? Lubię czasem być zimną suką, która potrafi powiedzieć prawdę, w takim sposób żeby jak najbardziej zabolało.
Do przemyślenia: gdzie schował się mój wolny czas?

Ten po czołganiu się ze zmęczenia

Walka na prezenty się rozpoczęła. Toczy się na dwóch ringach. Na pierwszym, gdzie zwycięstwem jest większa uwaga wnuczka/chrześniaka (właściwe dla siebie skreślić) odpowiednio w lewym rogu rodzice kontra prawy róg, czyli ja. Oni walczą kasą, ja pomysłowością. Sędzią naszego pojedynku jest już nie Śisiś, tylko Ma-Ti.  Ma-Ti, który potrafi wreszcie powiedzieć prawidłowo ciocia.

Ring z numerem drugim, nie jest walką wręcz, nie jest brutalny ani ciekawy. Ja i On. Każde z nas nie wie, co kupić, za ile kupić, ale przecież wypada kupić, fajnie kupić i super dostać.

Marzą mi się rządy absolutne. Mam ochotę zostać dyktatorem i z hukiem wyrzucić niektóre osoby. Szczególnie te, które chcą mnie oszukać.

Komercyjne Kino po raz kolejny mnie zaskoczyło. Oczywiście w negatywnym sensie, bo w pozytywnym raczej nigdy mnie już nie zaskoczy. Nie pozwalają mi się zwolnić. W wtorek kolejna rozmowa. Dno dna jest zbyt płytkie, by określić jak nimi gardzę i jak udało im się po raz kolejny udowodnić, że jednak jest niższy poziom niż ten który sobą reprezentują.

Kusi mnie, żeby wysłać "Wesołych Świąt". Chociaż spojrzenie zinterpretowane przez mnie jako pełne nienawiści, skutecznie odstrasza. Nie wiem, kto miałby większy ubaw lub kogo bardziej by to zabolało.

Czego nauczyłam się dziś? Pomalutku wkraczam w niebezpieczne rejony, w których nie posiadam energii.
Do przemyślenia: jak przygotować się psychicznie na rekomendacje i już czwartą próbę, gdy trzy poprzednie były katastrofami?

wtorek, 3 grudnia 2013

Ten zdegustowany

Jestem załamana niekompetencją, brakiem odpowiedzialności, zachowaniem godnym przedszkolaka, głupotą i poziomem idiotyzmu, który prezentują ludzie na mojej uczelni, a w szczególności w mojej organizacji.

Ostatnio jestem ratownikiem. Koordynatorzy rozpoczynają akcję i zostawiają ją. A ona sobie leży w gównie i obumiera. Nagle budzą się: "O rany! Zostały dwa tygodnie do akcji a my nic nie mamy!" i co robią? Dzwonią do mnie. I ja muszę reanimować akcję. Jedną się udało, drugiej nie dałyśmy już rady. Mam ochotę wyrzucić ludzi na zbity pysk.

Lobbying przeciwko prezesowi trwa. Przykre, że zmiany które wreszcie popchnęły organizację w przód, chcą być zahamowane przez stary zarząd. Twarde prawo, lecz prawo - tą zasadą teraz się kierujemy. Jeżeli reszta nie chce się dostosować, to za współpracę podziękujemy.

Czego nauczyłam się dziś? Będę żyć krócej i gorzej. Klnę jak szewc i tylko się denerwuję, a najbliższym terminem z perspektywą wyspania się jest wigilia Wigilii.
Do przemyślenia: czy tym wszystkim po prostu nie pierdolnąć?