niedziela, 27 kwietnia 2014

Ten z klasycznymi nutami w tle

Znalazłam sposób na spowolnienie tej jednej godziny wolnego w ciągu dnia. Zaczęłam od Vivaldiego i Bacha, przez Strausa i nowocześniejszego Zimmermana, chociaż przez Chopina nie potrafię przebrnąć. Z nimi każda minuta wydaje się piętnastoma i dzięki nim znajduję ten wewnętrzny spokój. Nie jest prawdą, że lato czy lato jest najpiękniejsze. To vivaldowska zima uwiodła moje serce. Zapętlone skrzypce, altówki i wiolonczele z 3:20-3:52 spowalnia bicie serca przyspieszając jego rytm.

Gdybym mogła cofnęłabym czas i zmieniła dwa leniwe lata na dwa pracujące na przyszłość. Niestety nie jestem w stanie. Może teraz uda mi się mimo wszystko wykorzystać okazję.

Czego nauczyłam się dziś? Dwulicowi ludzie zawsze pozostaną dwulicowymi ludźmi i wciąż będzie to bolało, w szczególności gdy cztery lata przyjaźni zostaje poświęcone na nowego dwutygodniowego chłopaka.
Do przemyślenia: jak nie zjeść całej świątecznej czekolady już i teraz?

niedziela, 20 kwietnia 2014

Ten wielkanocny

Jak łatwo przerobić tekst piosenki żeby pasowała pod życie. Zmienić imię, miejsce, osobę i nagle to nuta doświadczeń.

Puzzle układając się w całość, raniły swoimi ostrymi kantami. Ten puzzel wciąż boli, mimo że jego boki już są delikatne upiłowane przez czas. Przestaje pasować do mojego życia, ale nie można go wyrzucić ot tak.

Praga czy Wilno? 6 maja się przekonamy.

Czego nauczyłam się dziś? Rodzina ma swoje momenty.
Do przemyślenia: czas próby zostanie znów podjęty?

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Ten z mniejszym już ciśnieniem

Dlaczego ja mam zmieniać plany dla kogoś? Szczególnie, gdy ten ktoś okazuje się dwulicową koleżanką. Nowy chłopak, to i nowe plany. Po prosty stare koleżanki mogę iść w odstawkę.

Spróbuję Erasmusa. A nuż się uda. Szalone? Ale takie powinno być życie. Włochy, Litwa, Czechy - taka kolejność wyboru. Oby udana.

Czego nauczyłam się dziś: nie warto marnować czasu dla osób, które nie są tego czasu warte.
Do przemyślenia: skąd wziąć więcej gotówki?

sobota, 12 kwietnia 2014

Ten tak bardzo samotny


Porozmawiać z obcą osobą. Powiedzieć jej wszystko, nie czekać na jej ocenę sytuacji. Bo po co mi czyjakolwiek opinia? Bez imion, twarzy, uśmiechów i łez. Bez zobowiązań.

Wyjść z domu, siedzieć i patrzeć na jezioro teraz chcę. Szkoda, że zabraknie mi odwagi.

Czego nauczyłam się dziś? Są takie dni podczas których marzy się o tym, by zniknąć.
Do przemyślenia: co skłania najbliższą osobę do wymyślania bezsensownych historii?

piątek, 11 kwietnia 2014

Ten z poczuciem winy

Wreszcie dopadło i mnie. Nie chcę liczyć po ilu dniach czy miesiącach. Nie muszę, bo przeżarty negatywną energią umysł sam podaje jakże prostą cyfrę: 1. Chociaż nie chce się w to wierzyć to już naprawdę minął rok.

Rok szczęścia przeplatanego z bólem. Dwanaście miesięcy zastanawienia czy została podjęta słuszna decyzja, już nie tylko o wyborze, ale i samej tajemnicy. Trzysta sześćdziesiąt pięć dni wewnętrznej trucizny, która wypala dziurę od środka.

Raz podjęta tajemnica, powinna już nią zostać do końca. Przegłosowane. A co jeśli ona wyniszcza od środka?

Czego nauczyłam się dziś? Depresyjnie wieczory są bardzo złe.
Do przemyślenia: czy nie będzie mnie już kochał?

czwartek, 10 kwietnia 2014

Ten w dniu, który myślałam, że już nie nastąpi

Koniec, koniec, koniec, koniec. Wreszcie. Udało się. Konferencja zakończona, można wziąć głęboki oddech.

Kolejne praktyki czas start.

Czego nauczyłam się dziś? Rozmowa twarzą w twarz, zdziała o wiele więcej niż email.
Do przemyślenia: nic, nic, nic, totalny relaks.

piątek, 4 kwietnia 2014

Ten, w którym wreszcie zasiane jest szczęście

Zmiany, zmiany, zmiany. Bo kto powiedział, że zawsze wszystko musi być złe? Ja? W takim razie musiałam się pomylić. Pewnie nie pierwszy i nie ostatni raz.

Spacer z nową grą zakończony najlepszym wynikiem tego sezonu. Prawie o połowę mniejszy niż w zeszłym, ale ten dopiero się rozkręca, dlatego dobre jest i to. Gra zabawna, ale i irytująca. Ilość głów odwróconych za nogami, moimi oczywiście. Gryzie się to z poprzednim wpisem, ale zdarza się każdemu przecież zaprzeczyć w jakiś sposób samemu sobie.

RMFon oszukuje. Gdy już potrzebuje słów do nucenia i przełączam z muzyki klasycznej na największe hity, to okazuje się że 3 dzień z rzędu puszczają dokładnie tą samą playlistę. I tylko moje szczęście pokazuje mi język, bo za każdym razem trafiam na "Zombie" lub "Kryzysową narzeczoną."

Zaczynam wierzyć w niemożliwe. Wkręciłam się w "Grę o tron". Jestem wciąż w szoku.

Czego nauczyłam się dziś? On już nie pozwoli odejść mi nigdy więcej. Stara się udowodnić, że nie popełniłam błędu wybierając Jego. Wreszcie czuję się doceniona.
Do przemyślenia: czas porzucić niektóre marzenia czyż nie?

czwartek, 3 kwietnia 2014

Ten o męskich świniach

Faceci to świnie. A już ci dojrzewający, którzy przystojnieją z dnia na dzień, to już w szczególności. Ubierz się ładnie w szpileczki i obcisłą spódniczkę, a będzie krzyczał "Cześć!" z pięciu kilometrów. Koledzy idą przecież z nim i muszą zobaczyć, że ma taką zajebistą starszą koleżankę, która wygląda szałowo. Drzeć mordę z tym "Cześć!" tak głośno, aby na pewno wszyscy usłyszeli jest wtedy głównym celem.

Ten sam autobus. Ci sami koledzy. Taka sama sytuacja. Tylko strój inny. Trampki i bluza. I już nie ma głośnego "Cześć!". Tak naprawdę nie ma żadnego "Cześć", nawet takiego cichutkiego. Jest unikanie wzroku i chyba modlenie się w duchu, żebym, nie daj Boże, go zauważyła, bo przecież mam tak niereprezentatywny strój, że to aż wstyd. Na jego nieszczęście zauważyłam, popatrzałam z litością i chociaż bardzo starałam się zrozumieć, niestety nie zrozumiałam.

Ostatecznie skończyło się na skinięciu głowy.

Eh, mężczyźni czasami są żałośni. A ci dziewiętnastoletni to już cały czas.


Czego nauczyłam się dziś: warto mięć tylko ładnie wyglądających znajomych.
Do przemyślenia: gdzie do cholery schowałam moje ukochane obuwie sportowe?


środa, 2 kwietnia 2014

Ten taki sobie

Czasem są takie dni, w których chce się tylko siąść i płakać. Gorzej, gdy te dni zamieniają się w tygodnie,  a te w miesiące.

Prawdziwe studiowanie zaczęło się teraz. Jeżeli ktoś w czerwcu mi powie, że ma ciężko, bo ma trzy egzaminy, to bez ostrzeżenia dostanie w pysk. Co z tego, że ja na własne życzenie będę mieć ich dwanaście czy czternaście?

Kolejny serial skończony. Kolejne zakończenie zniszczyło całą historię mizernie tworzoną przez twórców prze dziewięć lat.

Nie wiem czemu wciąż czuję tę więź. Gdy uderzam się w głowę, ta boli aż za nadto. Wciąż czekam na działanie czasu.

Zaczynam marzyć o wykupieniu własnej wyspy. Mogłabym spędzić tam resztę życia.

Czego nauczyłam się dziś? Nigdy nie będę w stanie zatrzymać czasu, ani nawet go spowolnić.
Do przemyślenia: dlaczego kiedyś myślałam tak, a nie inaczej?