poniedziałek, 30 września 2013

Ten ociekający rozpaczą


Jeszcze dobrze się nie rozkręciło, a ja już mam dość.

Czego nauczyłam się dziś? Czasem jak coś się zakracze, to nie da się tego odkrakać.
Do przemyślenia: kiedy ja będę spać?

środa, 25 września 2013

Ten napełniony lękiem

Boli, gdy w jednej chwili zmienia się kąt patrzenia na świat. Siła uderzenia powodująca przyspieszone bicie serca, wypełnia mózg. Głowa niczym w imadle ściskana wydziela soki, jednak to nie krew, a łzy. Bo okazuje się, że to co było dotychczas tak nierealne stało się prawdziwe.

Czyta się o tym, widzi się to pokazywane w telewizji, mówi się o tym w radiu. Jednak to są obcy ludzie. Nie moi znajomi, nie moje koleżanki czy kuzynki. A tutaj na naszej imprezie z naszym jedzeniem i naszymi ludźmi dochodzi do zła.

Z tych którzy wiedza, każdy czuje się winny. Głowa pusta jak akwarium, a w środku jedna myśl: "Dlaczego nie wzięliśmy ją za szmaty i nie pojechała z nami do domu?".

Soli do ran dosypuje policja. Potraktowała ją jak rzecz. Po co zgłaszać? Przecież nic się nie stało, bo udało jej się w końcu uwolnić i zdołała uciec. A co jeśli inna dziewczyna nie będzie miała tyle siły w sobie? Dopiero gdy stanie się jeszcze większe zło, policja i szpital mogą zareagować.

Strach jest w moich oczach. Boję się wieczorem wrócić z pracy. Założyć słuchawki i przejść w tych ciemnościach trzysta metrów. Co z tego, że mam gaz skoro ich może być więcej?Nie czuję się bezpiecznie nawet w domu.

Może to przez to ze nie mam czasu chodzić do Kościoła, ale nie czuję wokół siebie obecności Boga.

Czego nauczyły mnie ostatnie tygodnie? Żyjemy w chorym kraju, gdzie próba gwałtu nie jest przestępstwem i nikomu nic za to nie grozi.
Do przemyślenia: jak przeorganizować uczelnię, żeby nie wracać w mroku?

czwartek, 12 września 2013

Ten po piskach radości

Autentyczny pisk radości. Tego mi brakowało. Może te łzy szczęścia były trochę naciągane, ale i tak miło mi się zrobiło. Szkoda, że moi najbliżsi tak nie zareagowali.

Ostatnia impreza tego lata w toku. Dojazd nie jest zbyt fajny, na co kręci nosem mój narzeczony. Ale może jednak się przekona, że warto? Kupiłam znów wódkę arbuzową.

Najbliższe dni będę bardzo kinowe. Jedyną odskocznią będzie cyrk. I to nie taki w pracy czy domu, tylko taki najprawdziwszy. W końcu zlokalizowaliśmy namiot i wybieramy się na przestawienie.

Czego nauczyłam się dziś? Semestr zimowy będzie dwutematyczny - "A nie mówiłam, że się oświadczył?" przeplatane z "Planujecie już coś?".

Do przemyślenia:

środa, 11 września 2013

Ten błyszczący pierścionkiem zaręczynowym

Brutalne zderzenie z rzeczywistością przypominało popularny obrazek z bajek Warner Brosa. Chodzi o ten pojawiający się na ekranie w momencie wybuchania dynamitu czy też innych środków. Po prostu BUM! Zderzenie spowodowało wiele skutków ubocznych, między innymi ból łydek (bo 28h z podkurczonymi nogami w autokarze robi swoje..)

Na dzień dobry otrzymałam pogrzeb. Żeby powrót nie był za wesoły - swoją drogą nie wiem czy którykolwiek powrót z wakacji jest wesoły - odpowiednia pogrzebowa dawka smutku została zaliczona. Podobno stypa też ma mieć charakter płaczliwo-pochlipująco-szlochający, jednak w przypadku naszej rodziny to się nie udało. Tak się nażarli, tak się schlali i tak się ubawili wszyscy, że dawno tak dobrej imprezy nie było. Szkoda, że akurat ja byłam tym kierowcą, któremu przysłużył zaszczyt odwożenia tych najbardziej nabitych w butelkę.

Już nie łudzę się tym, że pierścionek przywieziony z Grecji waży pięć kilo. A nawet pięć i pół. Piwko, wódeczka, chrupeczki, czekoladeczki a wszystko w bardzo nieodpowiednich ilościach w końcu połączyły siły i zemściły się na moich bioderkach. Konkretnie na boczkach. Nóżki też pomalutku jak takie dwa salcesoniki wyglądają. Lustro krzyczeć może ratunku! I ten ratunek nadejdzie już za parę dni, gdyż zamówione zostało specjalne koło zwane hula hopem z takimi magicznymi wypustkami, które mają moce rozbijające tkanki tłuszczowe. Parę tygodni hulania i figura jak ta lala znów ma być. Reklama taka jest, a czy to będzie to już czas pokaże.

Rodzice po raz kolejny dali dupy. Zamiast cieszyć się, że jesteśmy Z&Z (Zakochani&Zaręczeni) to robią problemy. Bo dla nich znów liczy się tylko kasa, kasa i kasa. Szkoda, że tylko w moim przypadku tak jest. Mój brat i siostra chyba mają innych rodziców, bo oni jakoś nie są tak traktowani.

Czego nauczyłam się przez te wakacje? Prawdziwą miłość można odbudować z zgliszcz i żarzących się węgielków.

Do przemyślenia: jeżeli mamy datę, to co dalej?