Kto ma prawo decydowania o moim życiu? Dotychczas myślałam, że ja. Ale moi rodzice są zdeterminowani, żeby udowodnić mi, że jednak oni.
Czytałam artykuł ostatnio o złamanym pokoleniu. Ponoć to te moje, bo łapię się jeszcze w przedział wiekowy 19-24 lata. Jesteśmy niezdecydowani, nie wiemy co robić ze swoim życiem i wszystko olewamy. Zauważyłam tą tendencję, nawet czasami u siebie.
Ciężko zdecydować mając 15 lat, co chce się w życiu robić. Moja droga prowadzi przez wizję o prokuraturze, następnie otworzenie własnej siłowni fitness, dziennikarz, analityk finansowy, w końcu mocniej związałam się z branżą public relations. Po dwóch latach odskocznią było planowanie produkcji. Jednak czuję, że chociaż najlepiej się czuję w PR-rze, to organizacja wydarzeń "leżałaby" mi najlepiej.
Przez te wszystkie poszukiwania drogi cały czas towarzyszyło mi pytanie: "Co chcesz robić? Jak chcesz się utrzymywać?". Rodzicom chyba umykało, że szukałam i testowałam różne zawody przez praktyki, konkursy, staże. Słyszałam, a może to, a może tamto. Wmawianie, że to co ja chcę robić jest bezcelowe. Ich powody? Przede wszystkim brak zrozumienia branży, bo przecież co podziemny górnik i gospodyni domowa mogą wiedzieć o public relations? Wszelkie tłumaczenia w końcu ignorowali. W ich głowach powstała wizja tożsama z zasobami ludzkimi. W końcu się poddałam.
Po powrocie z Czech zaczął się nowy semestr. Niby żadna nowość, ale zaskoczeniem był plan zajęć. Gdybym się uparła na uczelni musiałabym być raz, dwa razy w tygodniu. Pomyślałam sobie, że będę się nudzić, więc warto poszukać czegoś dorywczego, jakiś staż czy płatne praktyki. Zaczęłam szukać, chodzić na rozmowy. Ale powstała jedna wielka przeszkoda: komplikacje poerasmusowe na uczelni i dodatkowe przedmioty do zaliczenia. Usiadłam, przeanalizowałam i podjęłam decyzję: nie szukam pracy, na spokojnie wszystko pozaliczam, wykorzystam wolne, żeby napisać dwie prace dyplomowe i obronię się z dwóch kierunków w terminie. Pełne zadowolenie.
Rodzice nie byli w stanie tego przeboleć. Czemu? Do dzisiaj nie wiem. Na siłę zaczęli szukać mi pracy na portalach internetowych i wśród znajomych. Wici zostały rozpuszczone, więc po chwili dzwonił telefon. Okazja, mogę złożyć papiery tu i tam, zdziwienie, że nie szukam pracy i ostatecznie obraza majestatu, bo przecież ktoś się postarał. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Wyrok: sprzątanie domu i brak rozmów z rodzicielami.
Zaczęło się marudzenie, że tylko się obijam i siedzę przed laptopem. Nie chcieli zobaczyć co dokładnie robię, bo dla nich komputer i internet jest równoznaczny z marnotrawstwem czasu. Postanowili przerzucić się na inny temat: ślub.
Chyba gorszej decyzji nie mogłam podjąć niż wstępna zgoda na salę, którą przypadkiem wracając z kościoła razem znaleźliśmy. Jedyne o czym teraz słyszę to: "sala którą znaleźliśmy", "sala jest super, kiedy robimy coś?". Tylko w tym wypadku to "my" jest różne, bo czasem to tylko oni, czasem to oni i ja, a w jeszcze innych przypadkach oni i ja z narzeczonym. Nie wiem kiedy i dokładnie używają poszczególnego "my", ale nie da im się nic wytłumaczyć.
Od tematyki ślubu niedaleko do tematyki mieszkania. Bo przecież ciocia ma mieszkanie do sprzedania i "my" je zarezerwowaliśmy (tutaj nie było raczej zagadki, które "my" je rezerwowało". Nie szkodzi, że mieszkanie jest delikatnie mówiąc obrzydliwe. Dwa pokoje tak maleńkie, że trzy osoby ledwo się w nich mieszczą, kuchnia tak wąska, że dwie osoby nie przejdą obok siebie (jedna musi wyjść z kuchni i przepuścić drugą), o łazience nawet nie chcę wspominać. Nie szkodzi! Przecież oni z ciocią się dogadali!
Ciężko spełnić wymagania rodziców, którzy zaplanowali sobie całe moje życie. Oni wymarzyli sobie, gdzie będę mieszkać, jak będę pracować i jaki będzie mój ślub. Jest tylko jedno małe ale. Ich wizja nie zgadza się z moją, więc po raz kolejny będę ich rozczarowaniem. Smutne to, ale prawdziwe: przyzwyczaiłam się.
Czego nauczyłam się dziś? Moje życie może i jest moje, ale zaplanowane jest przez kogoś innego, a ja nie zawsze mam wpływ na te plany.
Do przemyślenia: czego potrzebuję, żeby odzyskać władzę?