Przeraża mnie planowanie. Czynność ta ma dwie twarze. Z jednej strony czuję się tak bezpiecznie - dokładnie rozplanowany dzień, dzięki czemu korzystam z niego w 110%. Z drugiej wewnętrzny strach mnie paraliżuje - dlaczego muszę mieć zaplanowany dzień? Czy nie potrafię zwolnić i cieszyć się na spokojnie z codziennych czynności?
Na szali po prawej jest satysfakcja po zrobieniu wszystkich zaplanowanych czynności i czasem ukradziony czas, po lewej głębszy oddech i strach, że do kolejnego dnia mogę dopisać kolejne punkty do odhaczenia.
Najgorsze w tym wszystkim jest, że coraz bardziej przyspieszam. Coraz więcej rzeczy na głowie
Czego nauczyłam się dziś?
We all are living in a dream,
But life ain’t what it seemsOh everything’s a mess
Proszę o ciszę.
niedziela, 12 marca 2017
poniedziałek, 23 stycznia 2017
Ten o perspektywie czasu
Leżałam wczoraj w łóżku i nagle dostałam olśnienia. Jak głupia musiałam być, żeby stać pod oknem kolesia przez trzy godziny i z nim rozmawiać? Czy to już był brak szacunku dla siebie? Wtedy byłam taka szczęśliwa, że zwrócił na mnie uwagę, że to się nie liczyło. A teraz? Matko.. Gdyby jeszcze odwrócić sytuację, to miałoby to trochę więcej sensu. Rozmowa w stylu Romea i Julii, a tak? Może gdybyśmy wypalili, to ja bym miała jaja w tym związku.
Dobrze wrócić do przemyśleń, których nie trzeba dzielić z innymi.
Czego nauczyłam się dziś? Dobrze nabrać dystansu do siebie. Szkoda, że dopiero po ponad 10 latach.
Do przemyślenia: jak żyć na podwójnych opłatach?
sobota, 29 października 2016
Ten o uciekającym życiu
Czas jest raz wrogiem, raz przyjacielem. Jednak spoglądając za siebie, nie chce się wierzyć, że to już rok od największych zmian w życiu.
Wszystko toczyło się po równi pochyłej. Kolejne etapy odhaczane tak, jak to powinno być. Trudy wspólnego mieszkania, różnic w zdaniu w planowaniu ślubu, sama uroczystość i dotychczas największa i najpoważniejsza decyzja: co robimy dalej?
Analizowaliśmy naszą sytuację nie raz i nie dwa. Kusi mnie wyjazd, spakowanie walizek i wyjazd, im dalej tym lepiej. Ale gdzieś w głębi serca jest lęk - tam będziemy zupełnie sami. Chociaż bardziej przeraża to chyba Jego niż mnie. Ironicznie to On naciskał kiedyś bardziej na wyjazd, a ja chciałam zostać. Jak widać wszystko się może odwrócić o 180 stopni.
Czekamy na podjęcie kolejnej ważnej decyzji, nie zależy ona jednak od nas.
Jedyne co sunie się na usta to: "Time is a bitch.".
środa, 16 września 2015
Ten o szukaniu pracy
Jak sam tytuł wskazuje - szukam pracy. Dopiero (albo i już) dwa tygodnie i zaczynam dostrzegać ironię naszego zasranego kraju.
Ironia pierwsza.
Młoda, kreatywna osoba po studiach ma mieć milion lat doświadczenia. Hmm zaraz, zaraz... Podczas studiów pracowałam dorywczo, co wakacje miałam praktyki i staże, niektóre nawet w roku akademickim i..... jeśli dodamy to do tamtego to wychodzi mi ponad rok doświadczenia. Yes! Mogę aplikować! A po chwili nadchodzi opowiedz: brak wymaganego doświadczenia. Niby jak? Ponieważ dla pracodawcy staże i praktyki nie są doświadczeniem zawodowym, a tylko.. no właśnie czym? zapełniaczami czasu na studiach? podnoszeniem kwalifikacji? Doświadczenie to dla nich ciągła praca, której nie mogłam mieć studiując w trybie dziennym.
Ironia druga.
Wszyscy narzekają, że zaścianki przeprowadzają się do Warszawy i innych dużych miast za pracą. Ale jak mamy nie wyjeżdżać, skoro 95% ofert z mojej branży (PR, marketing, komunikacja) jest w Warszawie. Przewijam tylko te oferty i widzę: W-wa, W-wa, W-wa, W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa.. ileż można??? O Katowice!!!! Szybko otwieram i co widzę? 5 lat doświadczenia. Oo-ookeej. Następna. Też Katowice! Znajomość programów graficznych. Myślę sobie spoko - znam podstawy dwóch, a skoro to są "elementy graficzne" to będę w stanie to zrobić. Na miejscu okazuje się, że "elementy graficzne" polegają na tworzeniu i rysowaniu plakatów, ulotek, broszur i katalogów. Znajomość 6 programów graficznych i 4 do montażu filmów. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że pracownik zatrudniony na tym miejscu będzie zarabiał szaloną kwotę wyższą o 100 zł od minimalnej. Yeah! Tyle wygrać.
Ironia trzecia.
Presja. Jedno słowo starczy. Bo w końcu tyle staży, tyle praktyk i tyle znajomości, więc wypadałoby znaleźć pracę w dzień czy dwa. Moi rodzice patrzą, babcia dzwoni i już szlag trafia, gdy trzeba powiedzieć po raz kolejny: "Nie, nic nie mam..". Nie wspominając tu o ich staropolskim myśleniu - wydrukuj CV i chodź od firmy do firmy i błagaj o przyjęcie, to któraś w końcu Cię przyjmie...
Ironia czwarta.
Plan był tworzony, aktualizowany na bieżąco. Ale widzę, że ma dziury. Awaryjny polegał na wyjeździe. Początkowo w planach była Polska i przeprowadzka w granicach. Natomiast teraz porównując wszystko - co się bardziej opłaca: zapierniczać 14h dziennie w Polsce czy 7h za granicą za tą samą pensję?
Czego nauczyłam się dziś? Płakanie w kącie nie znajdzie mi pracy.
Do przemyślenia: co robić?
Ironia pierwsza.
Młoda, kreatywna osoba po studiach ma mieć milion lat doświadczenia. Hmm zaraz, zaraz... Podczas studiów pracowałam dorywczo, co wakacje miałam praktyki i staże, niektóre nawet w roku akademickim i..... jeśli dodamy to do tamtego to wychodzi mi ponad rok doświadczenia. Yes! Mogę aplikować! A po chwili nadchodzi opowiedz: brak wymaganego doświadczenia. Niby jak? Ponieważ dla pracodawcy staże i praktyki nie są doświadczeniem zawodowym, a tylko.. no właśnie czym? zapełniaczami czasu na studiach? podnoszeniem kwalifikacji? Doświadczenie to dla nich ciągła praca, której nie mogłam mieć studiując w trybie dziennym.
Ironia druga.
Wszyscy narzekają, że zaścianki przeprowadzają się do Warszawy i innych dużych miast za pracą. Ale jak mamy nie wyjeżdżać, skoro 95% ofert z mojej branży (PR, marketing, komunikacja) jest w Warszawie. Przewijam tylko te oferty i widzę: W-wa, W-wa, W-wa, W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa,W-wa.. ileż można??? O Katowice!!!! Szybko otwieram i co widzę? 5 lat doświadczenia. Oo-ookeej. Następna. Też Katowice! Znajomość programów graficznych. Myślę sobie spoko - znam podstawy dwóch, a skoro to są "elementy graficzne" to będę w stanie to zrobić. Na miejscu okazuje się, że "elementy graficzne" polegają na tworzeniu i rysowaniu plakatów, ulotek, broszur i katalogów. Znajomość 6 programów graficznych i 4 do montażu filmów. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że pracownik zatrudniony na tym miejscu będzie zarabiał szaloną kwotę wyższą o 100 zł od minimalnej. Yeah! Tyle wygrać.
Ironia trzecia.
Presja. Jedno słowo starczy. Bo w końcu tyle staży, tyle praktyk i tyle znajomości, więc wypadałoby znaleźć pracę w dzień czy dwa. Moi rodzice patrzą, babcia dzwoni i już szlag trafia, gdy trzeba powiedzieć po raz kolejny: "Nie, nic nie mam..". Nie wspominając tu o ich staropolskim myśleniu - wydrukuj CV i chodź od firmy do firmy i błagaj o przyjęcie, to któraś w końcu Cię przyjmie...
Ironia czwarta.
Plan był tworzony, aktualizowany na bieżąco. Ale widzę, że ma dziury. Awaryjny polegał na wyjeździe. Początkowo w planach była Polska i przeprowadzka w granicach. Natomiast teraz porównując wszystko - co się bardziej opłaca: zapierniczać 14h dziennie w Polsce czy 7h za granicą za tą samą pensję?
Czego nauczyłam się dziś? Płakanie w kącie nie znajdzie mi pracy.
Do przemyślenia: co robić?
czwartek, 10 września 2015
Ten o stanie zawieszenia
To nie blokada, w głowie zdania same się układały i wyobrażały samopiszące się literki. To lenistwo. Zapanowało w moim życiu. Czy można być wypalonym tak wcześnie?
Potrzebuję zmiany. Teraz, natychmiast. Bo życie korzysta z photoshopa, a ja wciąż nie opanowałam jego obsługi. Jak mam walczyć, gdy nie mam amunicji?
Czasem posiadam więcej pytań niż odpowiedzi. Niebezpiecznie się robi wtedy, gdy nie jestem w stanie wymyślić nawet najgłupszego wyjaśnienia. Jestem właśnie na tej granicy.
Czego nauczyłam się przez te ostatnie miesiące? Mojego planu na życie nikt nie wziął pod uwagę, podczas planowania świata.
Do przemyślenia: co sprawia, że jestem szczęśliwa?
Potrzebuję zmiany. Teraz, natychmiast. Bo życie korzysta z photoshopa, a ja wciąż nie opanowałam jego obsługi. Jak mam walczyć, gdy nie mam amunicji?
Czasem posiadam więcej pytań niż odpowiedzi. Niebezpiecznie się robi wtedy, gdy nie jestem w stanie wymyślić nawet najgłupszego wyjaśnienia. Jestem właśnie na tej granicy.
Czego nauczyłam się przez te ostatnie miesiące? Mojego planu na życie nikt nie wziął pod uwagę, podczas planowania świata.
Do przemyślenia: co sprawia, że jestem szczęśliwa?
piątek, 8 maja 2015
Ten z złamanym prawem autorskim
Duchy przeszłości podpowiadają mi, że powinnam zmienić słowa piosenki dość popularnej wśród amerykańskich nastolatek.
"Let me remind me, this was what I wanted. I ended it. I was all You wanted, but not like this.
All I had to do was stay."
W sumie przeglądając teksty tej piosenkarki, można stworzyć cały dialog porzuconych/zdradzonych/opuszczonych kochanków. Każdemu coś wpasuje się w sytuację.
Czego nauczyłam się dzisiaj? Jest sześć szablonów na określenie, że na giełdzie został osiągnięty szczyt.
Do przemyślenia: czy łapią mnie strachy przed przyszłością?
"Let me remind me, this was what I wanted. I ended it. I was all You wanted, but not like this.
All I had to do was stay."
W sumie przeglądając teksty tej piosenkarki, można stworzyć cały dialog porzuconych/zdradzonych/opuszczonych kochanków. Każdemu coś wpasuje się w sytuację.
Czego nauczyłam się dzisiaj? Jest sześć szablonów na określenie, że na giełdzie został osiągnięty szczyt.
Do przemyślenia: czy łapią mnie strachy przed przyszłością?
niedziela, 3 maja 2015
Ten z analizami
Umieram. Pomalutku. Literka za literką, słowo za słowem. Praca magisterska na przemian z pracą licencjacką wysysają ze mnie życie.
Nie wiem, kto wymyślił te bzdurne przepisywanie. Najgorszy jest fakt, że i tak nikt tego nie będzie czytał. Sprawdzi to pseudopromotor, pseudorecenzent i potem byle jaka obrona z jeszcze gorszym dyplomem. Nie dziwne, że przekleństwa same wychodzą z ust.
Patrzę na te cyferki, tabelki, procenty i aż zatęskniłam za teorią. Tamta część pisała mi się w tempie tornada, znowu analiza idzie jak krew z nosa, a o dziwo lubię cyferki (chociaż być może po tych analizach przestanę..).
Czego nauczyłam się dziś? Szloch, szloch, szloch w duchu.
Do przemyślenia: nic, bo mózg przestaje funkcjonować po wyłączeniu excela.
Nie wiem, kto wymyślił te bzdurne przepisywanie. Najgorszy jest fakt, że i tak nikt tego nie będzie czytał. Sprawdzi to pseudopromotor, pseudorecenzent i potem byle jaka obrona z jeszcze gorszym dyplomem. Nie dziwne, że przekleństwa same wychodzą z ust.
Patrzę na te cyferki, tabelki, procenty i aż zatęskniłam za teorią. Tamta część pisała mi się w tempie tornada, znowu analiza idzie jak krew z nosa, a o dziwo lubię cyferki (chociaż być może po tych analizach przestanę..).
Czego nauczyłam się dziś? Szloch, szloch, szloch w duchu.
Do przemyślenia: nic, bo mózg przestaje funkcjonować po wyłączeniu excela.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)