Umieram. Pomalutku. Literka za literką, słowo za słowem. Praca magisterska na przemian z pracą licencjacką wysysają ze mnie życie.
Nie wiem, kto wymyślił te bzdurne przepisywanie. Najgorszy jest fakt, że i tak nikt tego nie będzie czytał. Sprawdzi to pseudopromotor, pseudorecenzent i potem byle jaka obrona z jeszcze gorszym dyplomem. Nie dziwne, że przekleństwa same wychodzą z ust.
Patrzę na te cyferki, tabelki, procenty i aż zatęskniłam za teorią. Tamta część pisała mi się w tempie tornada, znowu analiza idzie jak krew z nosa, a o dziwo lubię cyferki (chociaż być może po tych analizach przestanę..).
Czego nauczyłam się dziś? Szloch, szloch, szloch w duchu.
Do przemyślenia: nic, bo mózg przestaje funkcjonować po wyłączeniu excela.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz