O ironio, dostosowani do przerw, nie potrafimy się odnaleźć w starej rzeczywistości.
Przywrócony dwudziestoczterogodzinny kontakt powoduje większą przepaść w relacjach niż kontakt godzinny kontakt przez dwa dni.
Przestaliśmy cenić czas spędzony w swoim towarzystwie. Wydaje się jakby to miał być kolejny obowiązek. Zabójca związków.
Dlaczego ja się mam starać i dbać, a on może wyglądać i zachowywać się jakby mu nie zależało? Niektórych marzeń nie spełnimy.
Czego nauczyłam się dziś? Z smutku ciężko wyjść.
Do przemyślenia: niektóre marzenia wypada porzucić?
wtorek, 27 stycznia 2015
piątek, 23 stycznia 2015
Ten z poerasmusowym syndromem depresyjnym
Dzień szósty.
Już w domu. Już koniec. Wszystko wydaje się tylko snem. Tego naprawdę nie było. Zdjęcia są fotomontażem, a facebook głupim spisem osób. Katalog person, które myślałam, że znam/znałam/znać już nie będę. Czy to naprawdę jest możliwe?
Przyjaźnie na pięć minut i trzydzieści sekund. Za późno rozpoczęte, za wcześnie zakończone. Nie chcę sprawdzać, czy usłyszę "Cześć" przy przypadkowym spotkaniu na rynku w jakiejś zagranicznej stolicy. Nie, żebym miała zamiar polować i szukać "przypadkowych sytuacji". Nie wiem jak los musiałby mocno nadwyrężyć swoje siły, żeby dwie osoby przypadkowo poznane na przypadkowym wyjeździe przypadkowo spotkały się na przypadkowym mieście na przypadkowej wycieczce. Za dużo tych przypadków, gdyby los był człowiek jego mózg wypływałby już uszami.
Coś wspaniałego zawsze kończy się w sposób nieestetyczny/niedelikatny/niewytworny. Niewłaściwego nie można skreślić, gdyż wszystkie te epitety są na miejscu.
Z drugiej strony, mogę powrócić do rozmów "na poziomie". Konwersacji, które nie zaczynają się już epickim "Let's get really drunk" czy "Tomorrow hangover!". Teraz aktualnie jest: "Już wróciłaś?" łamane przez "Jak było?". Dwa najgorsze pytania. Jak mogłabym nie wrócić, skoro stoję przed drugą osobą w swojej rzeczywistej postaci. To przecież nie jest mój hologram, ta technologia nie jest jeszcze obecna w naszych czasach. Być może za trzydzieści lat będziemy rozmawiać przez telefon hologramami. Jaki jest sens zadawania pytania, skoro odpowiedź czai się tuż pod nosem, nie za rogiem, który może być dość daleko, ale pod bliziutkim nosem. Paradoks latarni, gdzie jest najciemniej, chyba można zamienić na nos.
Drugie pytanie jest torturą. Osoby, które je zadają, w większości nie są tego świadome. A to pytanie boli, boli jak mały ostry nóż rybaków wbijany powolnym tempem w plecy. Niezapomniany zakrzywiony czy zahaczykowany koniec tego narzędzia powoduje bezdech. W celu ocalenia swojego niewinnego życia, trzeba wziąć głęboki oddech, który wypala płuca (oczywiście nie przebiega to bezboleśnie), uśmiechnąć się i wypowiedzieć: "Fantastycznie!". I obserwować, jak zadający pytanie odwraca się już plecami. Przecież nie jest wielką tajemnicą, że tak naprawdę nic a nic go to nie obchodzi. Formalność została załatwiona, "byłam/em miła/y, jestem zajebista/y, że pamiętałam/em że wyjechałaś na Erasmusa, a teraz mój poziom zajebistości osiągnął nowy poziom, bo w swej wspaniałomyślności zapytałam/em jak było, sugerując, że gdzieś tam w głębi duszy troszczę się o wszystkich ludzi, także o ciebie".
Depresja. Depresja. Depresja. Powrót na garnuszek rodziców trudniejszy niż kiedykolwiek przyznam się przed kimkolwiek.Okupowanie łazienki, wspólne obiady, marudzenie o porze kładzenia się spać powoduje skowyt nocny i bezsenność.
To właśnie noce udowadniają mi, jakimi potrafią być sukami. To już nie jest zwykły nóż z głupim zakrzywionym końcem. To są długie, cienkie igły wbijane w każdy mięsień, powodujące paraliż.
O ironio, strach przed wyjazdem, zmienił się w strach przed powrotem, a następnie wyewoluował w ból. Ból tak wielki, że odważę się go porównać do śmierci bliskiej osoby. Tylko ta osoba tak naprawdę składała się z trzydziestu cząstek, które przez cztery miesiące stały się nową rodziną. Obecną każdego dnia, podtrzymującą na duchu i dzielącą się uśmiechem. Zostało to wyrwane z serca, zerwane jednorazowo niczym plaster. Nie było oficjalnego pogrzebu, bo przecież po co? Istnieje katalog, w którym można się przeglądać. Szkoda, że jest on tak nierzeczywisty jak katalog sklepu meblarskiego, w którym przedstawiona jest wesoła rodzinka.
Dla uspokojenia, współczesny internetowy lekarz, czyli ja, przepisał mi dawkę muzyki klasycznej. Głębokie oddechy przy Adagio for strings, zamknięte oczy podczas Nocturne No.2. Pomaga, zapomniałam o mojej miłości do skrzypiec i pianina.
Czego nauczyłam się dziś? Reorganizacja życia wychodzi na dobre, tylko wtedy gdy trzymamy się jej ściśle. Bo jaki jest sens przewracania wszystkiego do góry nogami, skoro po paru miesiącach wraca się dokładnie do tego co było?
Do przemyślenia: jak długo utrzymam ten fałszywy stan?
Już w domu. Już koniec. Wszystko wydaje się tylko snem. Tego naprawdę nie było. Zdjęcia są fotomontażem, a facebook głupim spisem osób. Katalog person, które myślałam, że znam/znałam/znać już nie będę. Czy to naprawdę jest możliwe?
Przyjaźnie na pięć minut i trzydzieści sekund. Za późno rozpoczęte, za wcześnie zakończone. Nie chcę sprawdzać, czy usłyszę "Cześć" przy przypadkowym spotkaniu na rynku w jakiejś zagranicznej stolicy. Nie, żebym miała zamiar polować i szukać "przypadkowych sytuacji". Nie wiem jak los musiałby mocno nadwyrężyć swoje siły, żeby dwie osoby przypadkowo poznane na przypadkowym wyjeździe przypadkowo spotkały się na przypadkowym mieście na przypadkowej wycieczce. Za dużo tych przypadków, gdyby los był człowiek jego mózg wypływałby już uszami.
Coś wspaniałego zawsze kończy się w sposób nieestetyczny/niedelikatny/niewytworny. Niewłaściwego nie można skreślić, gdyż wszystkie te epitety są na miejscu.
Z drugiej strony, mogę powrócić do rozmów "na poziomie". Konwersacji, które nie zaczynają się już epickim "Let's get really drunk" czy "Tomorrow hangover!". Teraz aktualnie jest: "Już wróciłaś?" łamane przez "Jak było?". Dwa najgorsze pytania. Jak mogłabym nie wrócić, skoro stoję przed drugą osobą w swojej rzeczywistej postaci. To przecież nie jest mój hologram, ta technologia nie jest jeszcze obecna w naszych czasach. Być może za trzydzieści lat będziemy rozmawiać przez telefon hologramami. Jaki jest sens zadawania pytania, skoro odpowiedź czai się tuż pod nosem, nie za rogiem, który może być dość daleko, ale pod bliziutkim nosem. Paradoks latarni, gdzie jest najciemniej, chyba można zamienić na nos.
Drugie pytanie jest torturą. Osoby, które je zadają, w większości nie są tego świadome. A to pytanie boli, boli jak mały ostry nóż rybaków wbijany powolnym tempem w plecy. Niezapomniany zakrzywiony czy zahaczykowany koniec tego narzędzia powoduje bezdech. W celu ocalenia swojego niewinnego życia, trzeba wziąć głęboki oddech, który wypala płuca (oczywiście nie przebiega to bezboleśnie), uśmiechnąć się i wypowiedzieć: "Fantastycznie!". I obserwować, jak zadający pytanie odwraca się już plecami. Przecież nie jest wielką tajemnicą, że tak naprawdę nic a nic go to nie obchodzi. Formalność została załatwiona, "byłam/em miła/y, jestem zajebista/y, że pamiętałam/em że wyjechałaś na Erasmusa, a teraz mój poziom zajebistości osiągnął nowy poziom, bo w swej wspaniałomyślności zapytałam/em jak było, sugerując, że gdzieś tam w głębi duszy troszczę się o wszystkich ludzi, także o ciebie".
Depresja. Depresja. Depresja. Powrót na garnuszek rodziców trudniejszy niż kiedykolwiek przyznam się przed kimkolwiek.Okupowanie łazienki, wspólne obiady, marudzenie o porze kładzenia się spać powoduje skowyt nocny i bezsenność.
To właśnie noce udowadniają mi, jakimi potrafią być sukami. To już nie jest zwykły nóż z głupim zakrzywionym końcem. To są długie, cienkie igły wbijane w każdy mięsień, powodujące paraliż.
O ironio, strach przed wyjazdem, zmienił się w strach przed powrotem, a następnie wyewoluował w ból. Ból tak wielki, że odważę się go porównać do śmierci bliskiej osoby. Tylko ta osoba tak naprawdę składała się z trzydziestu cząstek, które przez cztery miesiące stały się nową rodziną. Obecną każdego dnia, podtrzymującą na duchu i dzielącą się uśmiechem. Zostało to wyrwane z serca, zerwane jednorazowo niczym plaster. Nie było oficjalnego pogrzebu, bo przecież po co? Istnieje katalog, w którym można się przeglądać. Szkoda, że jest on tak nierzeczywisty jak katalog sklepu meblarskiego, w którym przedstawiona jest wesoła rodzinka.
Dla uspokojenia, współczesny internetowy lekarz, czyli ja, przepisał mi dawkę muzyki klasycznej. Głębokie oddechy przy Adagio for strings, zamknięte oczy podczas Nocturne No.2. Pomaga, zapomniałam o mojej miłości do skrzypiec i pianina.
Czego nauczyłam się dziś? Reorganizacja życia wychodzi na dobre, tylko wtedy gdy trzymamy się jej ściśle. Bo jaki jest sens przewracania wszystkiego do góry nogami, skoro po paru miesiącach wraca się dokładnie do tego co było?
Do przemyślenia: jak długo utrzymam ten fałszywy stan?
środa, 7 stycznia 2015
Ten z przytupem
Postanowienia wciąż nie podjęte, jakoś nie mam natchnienia. Rzeczywistość dogania mnie szybciej niż bym tego chciała. Pieniądze mają większy wpływ na szczęście niż przypuszczałam. Szkoda, że ich ilość topnieje wraz z ilością zabawy.
Ostatnie tygodnie i dni erasmusowego snu. Bańka niestety nie pęknie bezboleśnie.
Czego nauczyłam się dziś? Ciężko zebrać się do kupy, szczególnie po tak dobrym odpoczynku.
Do przemyślenia: co do cholery stało się z moją motywacją?
Ostatnie tygodnie i dni erasmusowego snu. Bańka niestety nie pęknie bezboleśnie.
Czego nauczyłam się dziś? Ciężko zebrać się do kupy, szczególnie po tak dobrym odpoczynku.
Do przemyślenia: co do cholery stało się z moją motywacją?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)