Co z tego, że gwizdek oznajmił start. Niektórzy mieli fory i są już kilometry przed nami. Wiem, że inni nie zdążyli jeszcze zawiązać sznurowadeł. Ale my jesteśmy gotowi, szkoda tylko, że nasze stopy są zacementowane i nie możemy ruszyć.
Jak to możliwe, że jedyne na co nas stać to na kredyt? I jakim cudem niektórzy nazywają nas szczęśliwcami? Przepraszam, ale w którym miejscu ja mam prawo poczuć się szczęśliwa? Bo biorę przereklamowany kredyt na taką ilość lat, które przekraczają liczbę świeczek na moim torcie urodzinowym? Czy dlatego, że jeszcze stać mnie na spłatę raty kredytu? Dlaczego to ma być powód do dumy?
Z całych sił staram się nie nienawidzić ludzi. Polegam, gdy przychodzą do mnie najwięksi złośliwcy i w chamstwie swym pytają słodkim głosem, kiedy ślub, kiedy wyprowadzka, bo oni już wczoraj, dziś i jutro. Szkoda, że zapominają dodać, że za wszystko płacą rodzice.
A ja? Choć się staram i praktycznie wszystkie wakacje przepracowane, staże, praktyki to i tak na koncie szalonych zer nie ma. Rodziców nie stać, żeby drugiemu dziecku kupić mieszkanie i sponsorować wesele. Trzecie będzie miało więcej szczęścia, bo w spadku dostanie dom, a do tego czasu jak ono będzie się hajtało, to zdążą się jakoś odkuć.
Wszystkim ulżyło. Planów zamążpójścia już nie czynię. Nie mam siły przebijać się codziennie na nowo przez mur niechęci. "A jak chcesz za to zapłacić?" i "Gdzie niby zamieszkamy?" spowodowały, że zaczęłam wątpić w własny optymizm.
Przecież wszystkim się udaje, więc dlaczego nam miałoby się nie udać? W czym jesteśmy tacy wyjątkowi, że nie zasługujemy na szarą rzeczywistość? Ja mam swój zestaw kredek, dam sobie radę, tylko potrzebuję szansy, żeby otrzymać choćby pakiet podstawowy...
Czego nauczyłam się dziś? Są pewne marzenia, których nie jesteśmy w stanie spełnić.
Do przemyślenia: czy jest szansa żeby optymista zmienił się w pesymistę?
wtorek, 10 lutego 2015
niedziela, 8 lutego 2015
Ten rozpoczynający monopol na temat weselny
Wszystko byłoby dużo prostsze, gdybyśmy wybudowali własny dom weselny. Z moich obserwacji wynika, że tylko on spełni moje wymagania. A przecież one nie są tak wysokie czy absurdalne jak zdarzyło się powiedzieć to mojemu ojcu.
Okrągłe stoliki, ogród, na uboczu, do 30 minut samochodem to wcale nie są warunki nie do spełnienia. Szukam, szukam, szukam, chociaż bardzo chciałabym się już poddać. Najgorsze jest to, że to jest dopiero początek.
Kusi, naprawdę kusi, nieorganizowanie wszystkiego. Tym bardziej, że jest coraz więcej przeciwności niż pomocy.
Urozmaicenie monopolu: walczę z dwoma pracami. Ból dupy mocno ściska.
Czego nauczyłam się dziś: bezczelnie plagiatować w taki sposób, żeby nikt nie wiedział, że to plagiat. Brawo!
Do przemyślenia: czy naprawdę chcę dokładać na swoje barki dodatkową robotę?
Okrągłe stoliki, ogród, na uboczu, do 30 minut samochodem to wcale nie są warunki nie do spełnienia. Szukam, szukam, szukam, chociaż bardzo chciałabym się już poddać. Najgorsze jest to, że to jest dopiero początek.
Kusi, naprawdę kusi, nieorganizowanie wszystkiego. Tym bardziej, że jest coraz więcej przeciwności niż pomocy.
Urozmaicenie monopolu: walczę z dwoma pracami. Ból dupy mocno ściska.
Czego nauczyłam się dziś: bezczelnie plagiatować w taki sposób, żeby nikt nie wiedział, że to plagiat. Brawo!
Do przemyślenia: czy naprawdę chcę dokładać na swoje barki dodatkową robotę?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)