Przeraża mnie planowanie. Czynność ta ma dwie twarze. Z jednej strony czuję się tak bezpiecznie - dokładnie rozplanowany dzień, dzięki czemu korzystam z niego w 110%. Z drugiej wewnętrzny strach mnie paraliżuje - dlaczego muszę mieć zaplanowany dzień? Czy nie potrafię zwolnić i cieszyć się na spokojnie z codziennych czynności?
Na szali po prawej jest satysfakcja po zrobieniu wszystkich zaplanowanych czynności i czasem ukradziony czas, po lewej głębszy oddech i strach, że do kolejnego dnia mogę dopisać kolejne punkty do odhaczenia.
Najgorsze w tym wszystkim jest, że coraz bardziej przyspieszam. Coraz więcej rzeczy na głowie
Czego nauczyłam się dziś?
We all are living in a dream,
But life ain’t what it seemsOh everything’s a mess
niedziela, 12 marca 2017
poniedziałek, 23 stycznia 2017
Ten o perspektywie czasu
Leżałam wczoraj w łóżku i nagle dostałam olśnienia. Jak głupia musiałam być, żeby stać pod oknem kolesia przez trzy godziny i z nim rozmawiać? Czy to już był brak szacunku dla siebie? Wtedy byłam taka szczęśliwa, że zwrócił na mnie uwagę, że to się nie liczyło. A teraz? Matko.. Gdyby jeszcze odwrócić sytuację, to miałoby to trochę więcej sensu. Rozmowa w stylu Romea i Julii, a tak? Może gdybyśmy wypalili, to ja bym miała jaja w tym związku.
Dobrze wrócić do przemyśleń, których nie trzeba dzielić z innymi.
Czego nauczyłam się dziś? Dobrze nabrać dystansu do siebie. Szkoda, że dopiero po ponad 10 latach.
Do przemyślenia: jak żyć na podwójnych opłatach?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)